Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geithner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geithner. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Geithner jest skończony

Szef doradców ekonomicznych Larry Summers pali mosty łączące go z obecnym szefem skarbu Timothy Geithnerem. To, że Geithner jest jego posłusznym pupilem (i wiernym kontynuatorem polityki Paulsona - stąd kryptonim "gang Paulsona"), wiedzą wtajemniczeni. Ziemia pod Geithnerem jednak się dziś pali, bo Summers musi być czysty. Otóż prezes Bank of America, zmuszony przez gang Paulsona do przejęcia padliny Merrill Lynch, tak zręcznie się broni przed wyrzuceniem z pracy, że zainteresował swoimi rewelacjami na temat tego finansowego mariażu prokuratora Cuomo, który teraz przesłuchuje zainteresowanych. Najwyraźniej Paulson i Summers nie mają ochoty odpowiadać na niewygodne pytania. Kto jest winny? Geithner!

Zezowaty pisał tu już, że Geithner jest do odstrzału, nie spodziewał się jednak tego tak szybko. Cóż, czas szybko biegnie w Ameryce.

Geithner, as Member and Overseer, Forged Ties to Finance Club - NYTimes
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 22 kwietnia 2009

Zezowaty ma stres

Zezowaty ma stres. Ma zdać test, bo poprzedni oblał. Tak, wszystko ma obcykane z instruktorem, takie śmieszne nazwisko - Gauleiter, czy jakoś tak. Byli na placu już ze cztery razy. Tam pod tym największym komunalnym cmentarzu jest taki ooogromny zarąbisty plac. Młodzi tam palą gumę, a policja pali głupa, bo to między dwoma gminami jest, a dokładnie prawie na granicy powiatu, więc niebiescy wolą dać spokój umarłym i żywym i dyskretnie omijają miejsce. Tam, wieczorami, pociągnąwszy solidnie z małpki, instruktor pokazywał Zezowatemu wszystkie tajniki, tak że teraz zezowaty robi ósemki do tyłu prawie bez trzymanki i bez patrzenia za siebie. W sumie naprawdę lepiej, żeby jechał na wyczucie, bo jego wzrokowi, Gauleiter raczej nie dowierza.

Wykrakał. Wczoraj w trakcie ostatniego szlifunku, jak już się poczuł za luźno, a Gauleiter akurat przydrzemał, zezowaty miał mały crash-test. Wjechał tyłem w murek, tak że furmanka da teraz zarobić ubezpieczalni i warsztatowi. Podobno jest kryzys jakiś, czy coś ,to powinni się cieszyć. Gauleiter od razu wytrzeźwiał i sypnął taką wiązankę, że świeże kwiatki na grobach za murem powiędły, mimo je już przymrozków nie ma.

Będzie spoko, te jazdy to tylko szynka taka, znaczy się szykana. Normalnie wszystko jest ugadane, a Zezowaty zakuwa co wieczór punkty na pamięć, bo mu Gauleiter wszystko ładnie na kartce przyniósł. 24c, 25a, 27d, 28a... mamrocze pod nosem. Nie jest łatwo. Doszedł już do trzydziestego. Myli sie raz na dziesięć na wyrywki, ale ani razu po kolei. Właściwie to dobrze że crashował furmankę Gauleiterowi. Zamiast robić ósemki tyłem mógł od razu zakuć te testy i po zawodach. Wychodzi na to, że instruktorowi się po prostu nudzi, albo lubi robotę i chce poczuć wiosnę i wiatr głaszczący wystawiony za okno łokieć. Ma się ten styl. Chyba że lubi pociągać z małpki pod cmentarzem. Jak by nie było, furmanka w warsztacie, blacharz ma robotę, Zezowaty kuje, a testy będą zdane na blachę, nomen omen. Tak się kaszle.

Ten facet na górze to Gauleiter, kliknij jak chcesz, ale podobno jest znany. Fachowcy z branży nie zostawiają na nim suchej nitki, mówią że jak chce się testować, to niech sobie zamówi dziewiętnaście cudów świata z agencji, którą polecał ostatnio były prokurator stanu NY, były zdjęcia w gazetach, bracie na pierwszych stronach. Podobno nadepnął na odcisk Silvermanowi. Coś w tym musi być, bo lalunia co z nim na tych zdjęciach casting miała, brała podobno więcej za godzinę, niż prawnik Silvermana, a ten tani nie jest. No więc jak już chce się koniecznie sprawdzać, to niech skutecznie sprawdzi te dziewiętnaście mgnień wiosny, taki mały test obciążeniowy. Zezowaty nie za bardzo skumał, o co biega, bo ten obciążeniowy (gumy nie mają, czy co?) test to po amerykańsku stress-test jest, a zezowaty żadnego stresu tu nie widzi i nawet chciał już się z instruktorem zakładać, że bez stresu skutecznie zaliczy taki rajski test. Dobrze że idea upadła. To było właśnie tego dnia, jak zezowaty crashował murek. Tak się rozmarzył, że oczy całkiem mu zaszły mgłą, a Gauleiter - najwyraźniej też poruszony - pociągnął dodatkową małpkę i zasnął.

Teraz Zezowaty jest mądrzejszy. Nie robi się głupich zakładów, a tym bardziej się o nich nie myśli. Test trza zaliczyć, furmankę wyklepać, a o klepaniu cudów pomyślimy później....

Krótko mówiąc jeden z byłych szefów FED - to taki bank centralny jest - wczoraj powiedział, że nie wie, co chce Gauleiter tym testem udowodnić. Zezowaty ma tylko stres, a i tak wiadomo, że zdać musi, bo kto będzie po zakąskę jeździł, Gauleiter? Po wypiciu dwóch małpek może? Zezowaty ma zdać i wie o tym, dlatego jest spokojny, ale mimo wszystko stres, taki test.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 26 marca 2009

TARPan Balcerowicza

JeffreyTo jakie zezowaty ma zdanie na temat nowego TARPana II już wiecie. W sumie żadna nowość. Jest jednak coś, co niewielu w Polsce zauważyło w tym planie. To że na sekretarza skarbu Geithnera cięty jest Spitzer, to też nie nowina, w końcu szef szajki zmawiających się co do rekomendacji analityków za coś panu prokuratorowi stanu Nowy Jork ekskluzywną prostytutkę na haju podstawił, żeby mu z nią zrobić rodzinne zdjęcia.

Nie dziwi zatem nikogo, że Spitzer nazywa sprawy niemalże po imieniu, szefem jest Goldman, on rozdaje karty. Wszystkie dotychczasowe akcje ra(b/t)unkowe, od samego początku są reżyserowane podług jego widzimisię, a nowy TARPan będzie służył tylko i wyłącznie do zrobienia szmalcu przez kolegów królika według jego wizji kolejności dziobania. Tak to widzi nie tylko Spitzer, bo właściwie, żeby tego nie dostrzec, trzeba być nie tylko zezowatym, ale ślepym. Zatem no surprise.

Nie nowe jest nawet to, że dwóch noblistów, mianowicie Stiglitz oraz Krugman, nie zostawiają na Geitnerze suchej nitki. Obydwaj mają sympatie demokratyczne i zarzucają Geithnerowi właściwie nie trwonienie publicznych pieniędzy dla kolesi z ferajny, ale brak potrzebnego zasilenia rynku konsumenckiego. Zamiast pomóc upadającym pod ciężarem relatywnie rosnącego długu kredytobiorcom, zasila się bańki, które i tak nie poprawią sytuacji rynkowej konsumentów, zatem w efekcie nie nastąpi oczekiwana poprawa koniunktury. To słuszna obserwacja. Rynek czuje się tak dobrze, jak jego uczestnicy, a konsumenci to 70% pkb Stanów. Nobliści (chyba niesłusznie) zarzucają jednak Geihnerowi brak odwagi, bowiem uznają jego działania za zbyt małe, żeby wywołać znaczący efekt (co to jest bilion?) w porównaniu do kilku bilionów kisnących hipotek.

Słusznie Krugman i Stiglitz zauważają absolutnie niedopuszczalną dysproporcję między spodziewanym - przynajmniej werbalnie - zyskiem z operacji, a jej kosztami. Wówczas prywatny kapitał zgarnie 3/4 zysku, natomiast w przypadku porażki państwo zainkasuje 90% strat. Dodatkowo wyłoży ponad 90% kapitału na tę zabawę. Podatnik będzie miał więc z tego proporcjonalnie ponad 90% kosztów i ewentualnie kilka procent zysku. Nihil novi sub sole. Socjalizm bankierski w najlepszym wydaniu. Bear Stearns, AIG, Citi, Lloyds... Nowy TARPan nazywa się jakoś PPPP (public-private investment program), co na polski zezowaty tłumaczy prosto: Publiczno Prywatne Patroszenie Podatnika.

Nowe, co zauważył zezowaty jest to, że mimo iż giełda na Geithnera zareagowała euforycznie, dalszy jego los jest już przesądzony. Po pierwsze prezydent Obama musiał publicznie zapewnić w poniedziałek, tuż przed oficjalną premierą nowego TARPana, że nie ma innego kandydata na stanowisko ministra finansów. To w języku dyplomacji znaczy plotki o śmierci Geithnera są przesadzone. Geithner jest bardzo słaby i dołożył mu nie tylko stały wróg, pan Spitzer, ale i przyjaciel - Jeffrey Sachs, kolega Balcerowicza. Ten sympatyczny urzędnik Banku Światowego nie jest zwolennikiem liberalnych (w nomenklaturze amerykańskiej) metod. Jest monetarystą z przekonania, fundującym krajom rozwijającym się terapię szokową. Pan Sachs, kojarzony nie bez przyczyny z konserwatywnym matecznikiem bankierów, nie zostawia na TARPanie suchej nitki. Nie mówi o cuchnącym pod niebiosa korupcyjnym modelu ratowania bańków a la Goldie. Mówi prostym językiem o nakręceniu moral hazard. Specjaliści od defraudowania funduszy mają teraz kolejny raz zarobić, aby reszta nie zginęła (tu mi przyszedł na myśl nasz mazurek). Dodatkowo Sachs zgadza się z oceną, iż TARPan jest zbyt mały, by uzdrowić rynek kredytowy.

Co z tego rozumie Zorro? Po pierwsze Geithner balansuje na linie i zapewne spadnie. Zakulisowe walki buldogów o swoją kolejkę dziobania znalazły wyraz w opiniach prominentnych konserwatystów bankowych. Nie jest tak, że reszta będzie patrzyła przez palce, jak Goldie pruje kasę. To w sumie dobra wiadomość dla USA, opamiętać się w porę.

Ostatecznym sygnałem początku końca TARPana jest ostatni szał ataków na premie pracowników AIG, celowo tak wyprofilowany, że Geithner Goldie znalazł się w samym środku linii strzału, wtedy, kiedy pudrował się do swojej wielkiej roli premiery TARPana II. Otóż bezpośrednią przyczyną dementi (które w Moskwie oznaczałoby ostateczne potwierdzenie) Obamy było nagłośnienie, iż głównym beneficjentem państwowej pomocy dla AIG jest nie kto inny, tylko wielki Goldman Sachs.

Dobrym efektem całego medialnego cyrku jest to, iż Kongres - przynajmniej w tej kadencji - nie podpisze już żadnych dodatkowych planów pomocowych ze strachu, iż naród rozszarpie senatorów żywcem. Wystarczy wspomnieć, że organizowane są wycieczki autokarowe dla bezdomnych, żeby obejrzeli w czasie week-endu rezydencje dyrektorów AIG. Ktoś te wycieczki profesjonalnie organizuje. Efekt medialny murowany, na twarzach "odwiedzanych" po prostu szok. Oczywiście są ochroniarze i pełna kultura, ale wyobraź siebie w tej roli. W USA są duże trawniki i nie ma właściwie ogrodzeń...

Sachs potwierdza zezowatemu jedno, co już dawno wiedział: ekipa Goldiego pojechała za daleko. Więcej jazdy nie będzie. Zezowaty kłopot polega jednak na tym, że ciąg dalszy kłopotów dopiero nastąpi. Skoro Sachs mówi, że TARPan 500, a nawet TARPan 1000 (w wersji rozszerzonej mają skupić 1000 mld trefnych aktywów hipotecznych) to kilkakrotnie za mało, a Sachs potrafi być boleśnie dokładny, co zezowaty naocznie pamięta, to dalsze akcje pomocowe będą potrzebne. Z obserwacji powyżej są zwyczajnie jednak politycznie wykluczone. Finis Herr Geithner, kaput.

Teraz wyjaśniam po co wymieniłem właśnie Jeffa Sachsa, przecież wypowiedzi na ten temat prominentnych bankowców są setki. Ponieważ została w Polsce - a zwłaszcza w Polsce - przeoczona. A Polacy wiedzą, że Sachsowi można wierzyć. Skoro lekka pomoc się skończyła, oznacza to po prostu ciężkie czasy. Wskazówką jest tu gniew ludu i ikona Sachsa. Teraz oddłuży Stany. Niech weźmie jeszcze Balcerowicza, to skuteczny zespół :) A tak serio, im prędzej festiwal pustej nadziei się skończy, tym lepiej. Czas na plan Balcerowicza dla Stanów. Nie przypuszczałem, że tego dożyję.

Spodziewaj się zaniedługo takich notek prasowych:
Rozwijający się kraj USA odwiedziła wczoraj delegacja Banku Światowego, na czele ze słynnym J.Sachsem...
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 24 marca 2009

TARPanII de luxe

Minister finansów USA Geithner przedstawił nowy plan na zwalczanie kryzysu finansowego. Koszt: od połowy do biliona lollarów (dla podatnika). Państwo, poprzez państwową agencję FDIC (odpowiednik naszego Funduszu Gwarancyjnego) wyłoży gwarancję i kredyty (super nisko oprocentowane) na 85% wartości kupowanych od banków wątpliwej wartości aktywów, opartych o hipoteki (CDO).
© zezorro'10 dodajdo.com

All Is for Goldman

prywatny potentatWiarygodna plotka, ujawniona przeze mnie 8 marca, doczekała się potwierdzenia po dziesięciu dniach. W międzyczasie wybuchł operetkowy skandal, w którym reżyser spektaklu (nie mylić ze sponsorem) zażądał od aktorów zwrotu zakontraktowanych nagród, ale go mistrz ceremonii skorygował, powiadając że nie wolno łamać świętości umów. Aktorzy dostaną nagrody za role nigdy nie odegrane, teatrowi sponsor potrąci i wszystko będzie cacy.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut