Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2015

środa, 15 lipca 2015

Co euras mówi o greckiej tragifarsie

-
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 13 lipca 2015

Grecja uratowana!

-
© zezorro'10 dodajdo.com

Makrela udaje greka, czyli piłka w grze

-
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 27 czerwca 2015

Zorba!

-
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 21 kwietnia 2015

The 'Grexit' Issue and the Problem of Free Trade

-
Jeśli myślisz, że ostatnie wystąpienie brodatego Bena 'Niemcy stanowią problem' jest incydentalne, to się mylisz {i nie czytasz newslettera}. Oto drugi, nieprzypadkowy głos w tej samej sprawie. Zauważ, że także całkiem prawidłowy - i mogę się pod nim podpisać. Wszakże właściwe dla mnie zagadnienia pozostają niewypowiedzine: dlaczego jankesi teraz nie lubią Makreli oraz jeszcze ważniejsze - co z tym zrobią?

To, co pisze Friedman, jest oczywiste - i pisane tu od lat. Jakie są odpowiedzi na dwa przedstawione pytania, spróbuj sobie odpowiedzieć, zanim ja się tym nie zajmę, bo mnie męczą od jakiegoś już czasu. Ot tak, w ramach intelektualnego ćwiczenia, między kandydatem Ogórkiem, Kardashians i Kiepskimi. Intrygujące to mało powiedziane. To są po prostu pytania dla dużych chłopców. Co dalej watsonie?
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 20 lutego 2015

niedziela, 25 stycznia 2015

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Grecka tragedia - kulminacja

-
Na witrynie przez długie miesiące wisiała złowieszczo ankieta, zatytułowana „Czy Grecja rozsadzi euro?”. Kilkadziesiąt procent respondentów – między 1/4 a 1/3 – typowało, że stanie się to wkrótce. Tak było dość dawno temu... w epoce Papandreou.
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Panika w NWO

-
Pierwszy raz w swojej karierze widzę elity międzynarodowe, zwane New World Order, w stanie paniki wobec kryzysu tak wielkiego, że zagraża ich przetrwaniu. Po raz pierwszy są przerażeni.

Nie jest ich wielu. W swej książce Superclass David Rothkopf szacuje liczbę osób na szczycie światowej piramidy władzy i potęgie na zaledwie 6000 osób. Są to w przeważającej liczbie mężczyźni. Co najmniej jedna trzecia z nich uczęszczała do elitarnych uniwersytetów, a większość pozostałych wykształciła się w pokrewnych uczelniach Europy.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 9 listopada 2011

Papa Andreou, veni Bunga!



Jerzy Papandreou nie ma łatwego życia, a ostatnio teutońska Andżela z niewysokim Mikołajem już mu tak tańczyli po głowie, że wygląda na to, iż nie wytrzymał. Niezadowolony z ogłoszenia przez Andżelę dobrowolnej redukcji wartości obligacji greckich o 50%, co jest podwójnym oksymoronem (50% redukcja jest bankructwem i to nie dobrowolnym lecz przymusowym, na dokładkę nie połowicznym, lecz całkowitym, boć dziewicą i bankrutem nie można być w połowie) zepsuł jaśnie państwu nicejskie obiadki, oświadczając, że przecież - i owszem - Andżela może dekretować, że Grecja jest tylko w połowie bakrutem, dosypując grzecznym bankom brakujacą połowę z boku (jak będą siedzieć cicho), ale on zawsze może spytać Greków o ich zdanie w referendum. Słowo na R tak zatkało jaśniepaństwo, że impreza poszła całkiem na śmieci. Niestety - nie ma co udawać greka - w referendum może się okazać, że pasterze helleńscy uznają iż są bankrutami w 100% i te obligacje szczęśliwi posiadacze mogą sobie zabrać, razem z ojrobanknotami, do tapetowania wychodków.

Oczywiście, po chwilowym zatkaniu, jaśniepaństwo przystapiło do naprawiania i po kilku dniach Papandreou jest już szczęśliwym byłym premierem jeszcze (rzekomo) wypłacalnej Grecji, a na stanowisku sternika stoi stanowczo bardziej wypasiony w eurofinansach minister - Papa demos czy Veni zelos, czy jakoś tak. Jaki by tam papa nie był, półdziewicą i półbankrutem długo być nie można. Zezowaty wysnuwa z tego wniosek taki, że cwany szef Międzynarodówki Socjalistycznej ostatnim rzutem na taśmę, wyskoczył z tonącego okrętu, aby w momencie największego zamieszania nie stać na mostku. Wszystko wskazuje na to, że drachma wróci pod Olimp zanim nam zawita nowy rok, a sprytny pan socjalista będzie wtedy jak znalazł do budowy nowego, postępowego rządu, w końcu mocny jest, potrafił nawet zatkać teutońską Andżelę, a tego ostatnio nawet Włodek nie potrafi....

Skoro już mamy jasność w temacie drachmy, to warto by zagrać na lirze, bo jakoś tak w Frankfurter Allgemeine Bunga-bunga, czyli Berlusconi, codziennie na pierwszej stronie, obok sondy - kiedy premier odejdzie. FT Deutschland w wydaniu internetowym zdjęcie przy wstępniaku zmienia kilka razy na dzień, na wszystkich Silvio, w różnych pozach. Ano trzyma się Bunga-bunga z całych sił, ale walka z Andżelą jest dziś jak polemika z walcem. Następny w kolejce - Silvio. Czy to znaczy, że Italia już pękła? Nie całkiem, to jeszcze potrwa, ale obligacje już ruszyły, a skoro tak, to trwa cichy run. W tej grze wygrywa ten, kto w porę wycofa swe pieniądze. Ojro włoskie to nie jest ojro niemieckie i w pewnej chwili pojawiają się limity kapitałowe, zamknięcia banków itd... Moim zdaniem lawina już jedzie. Może ją powstrzymać tylko jednoznaczne zagwarantowanie wszystkich depozytów, w dowolnej wysokości, a tego raczej nie oczekuję. Racjonalnym wyjściem z dylematu więźnia jest ucieczka i ona właśnie trwa. Będzie bunga-bunga, oby tylko bez fajerwerków.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 29 czerwca 2011

Loukanikos czyli kanikuła

© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 24 czerwca 2011

Rozwolnienie lolara. Powrót Zorby.

Jak co roku na inaugurację sezonu letniego Grecy muszą wyjść na ulicę i przypomnieć, że zajmują zaszczytne pierwsze miejsce w nieustającym plebiscycie pt. Który kraj euro splajtuje pierwszy? (po prawej stronie).

Oczywiście replay festiwalu greckiego, we mgle gazów łzawiązych, wśród huku petard i łomotu policyjnych pał zomowców, nie odbywa się tylko ku ciesze zezowatego, ani z powodu nadmiaru gadżetów reklamowych z napisami MFW-złodzieje oraz Panandreou musi odejść (Copyleft Lepper), które zalegają w magazynach od zeszłego roku i koniecznie trzeba je zużyć. Dzieciaki na placu Konstytucji w Atenach wybijają szyby nie tylko dla samej zabawy. Mają przed sobą mało kuszącą perspektywę hiszpańskiego bezrobocia (40% wśród młodych) przez najbliższe kilkanaście lat, bo do tego można w skrócie sprowadzić tzw. plan oszczędnościowy (austerity). Jak by na to nie patrzeć, Zorba wraca na poważnie i w jego efekcie coraz bliżej do kolejnych klocków domina: Irlandii, Portugalii, Hiszpanii i Włoch. Nikt nie wie na pewno, czy to już teraz, ale szanse są duże. Jeśli Grecja definitywnie się wywróci (a musi), w kolejce są następni i ci także się wywalą, pociągnięci żelazną logiką wspólnego więzienia, czyli waluty euro.

Tak czy siak, Zorba przybył w porę by uratować długoteminowy wykres eurusd (ostatnio zajęliśmy się brakiem odbicia od bandy). Oto i ono. Wakacje to czas drożejącego lolara moi mili, aczkolwiek nie ma z czego się cieszyć właściwie, bo to oznacza więdnące giełdy, jak trawniki w Atenach. Na razie nie ma co tracić ducha, Benek już grzeje silniki i jak tylko go wypuszczą, to już we wrześniu napompuje lolara jak złoto (to drugie dosłownie). Żeby nie było niedomówień, eurodolar to wyścig w konkurencji sprawnych inaczej, czyli sprint w wydaniu ślimaka i żółwia. Widać to najlepiej na poniższym obrazku. Polecam dłuższej kontemplacji.

© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 19 maja 2010

Oj oj ojro!

Jakież oburzenie na obrazoburcze zdjęcia tu się objawiło! Niebywałe, że zdjęcia całkiem legalnych deutschmarek wywołają takie poruszenie, oburzenie. Wyjaśnię, skąd i dlaczego.

Podczas sławnego week-endu, kiedy to Angela wraz z Władimirem oraz marszałkoprezydentem zwyciężali faszyzm, wydarzyło się coś bardzo ważnego dla finansów Europy, mianowicie umówienie ratunku dla eurostrefy. Jak donosi El Pais Sarkozy uderzył pięścią w stół, że mu ta cała unia na plaster, jak nie ma wolności, równości i braterstwa, bez solidarności. Solidarności ze słabszymi. Cała unia nie ma sensu, jak nie pomożemy Grecji. Angela zgodziła się z tą argumentacją i po wielu korowodach ogłoszono gigantyczny plan ratunkowy dla zagrożonych niewypłacalnością państw eurolandu, sumie wszystkich gwarancji kredytowych na ponad 960 mld ojro! Cała idea przypomina jako żywo euro-TARP, co nie dziwota, bo - jak ćwierkają wróble - został uzgodniony na wyraźne żądanie Obamy, który zachęcił do przystąpienia do ratunkowego funduszu (a jakże) MFW z kwotą 250 mld.

Podobieństwa z TARP rychło się na tzw. rynkach rozpierzchły, bo co prawda Sarkozy walnął piąchą w stół, na co odezwał się prezes eurocentralbanku Trichet i ogłosił w nocy rozpoczęcie wykupu obligacji rządowych krajów strefy euro, do czego banki eurostrefy natychmiast przystąpiły. Euro zatrzymało się w swoim bobslejowym spadku do lolara tuż pod granicą .800 i się cofnęło. Hurra! Koniec świata zażegnany. Po dwóch dniach euforia wyparowała. Bilion znikł jak kamfora. Czy to możliwe? Owszem, jak się przyjrzeć bliżej. Co prawda przyrzeczony niespełna bilion wystarczyłby na deficyty budżetowe GIIPS na dwa-trzy lata, ale to niestety nie był bilion.

Euro-TARP jest jedynie pustym przyrzeczeniem gotowości do udzielania kredytów państwom, które - podobnie jak Grecja - nie są w stanie na normalnych warunkach sfinansować swego rosnącego zadłużenia. Nie jest to uchwalona wielkość funduszy, które bank centralny uruchamia w określonej wysokości - jak było w przypadku amerykańskiego planu pomocy bankom. 750 mld dolarów rozpłynęło się zgodnie z planem w amerykańskim systemie, europejski plan stanowi jedynie zapowiedź takiego działania.

Prezes Trichet złamał swoje solenne, trzykrotne przyrzeczenia, że niezależność centralnego banku jest święta i nikt go nie zmusi do kupowania obcych obligacji rządowych na polityczne zamówienie. Warygodność banku, to jak wiadomo przede wszystkim wiarygodność jego prezesa. Trichet, a wraz z nim ojro stało się z realizacją politycznego zamówienia moralnym trupem.

Centralna rola Niemiec w planie i wymuszona pod groźbą rozpadu eurostrefy zgoda Angeli Merkel jest w ratowaniu Grecji (i reszty państw GIPS) wysoce znamienna. Niemcy broniły się przed ratowaniem peryferiów z niewiarygodnym uporem, wiedząc jak bardzo decyzja ta jest politycznie niepopularna. Mimo tego kanclerz Merkel straciła większość parlamentarną oraz w Senacie i dopiero wtedy uległa, pod bezpośrednią groźbą Sarkozyego. Nie zmienia to oczywistego faktu, że dalej droga nie będzie łatwiejsza i przekucie promes kredytowych w brzęczącą monetę niemiecką - a podatnik niemiecki ma ponieść ok. 1/4 ciężaru pomocy peryferiom - jest praktycznie wykluczone. Mówiąc prosto, Niemcy nie zgodzą się na transfer swoich środków budżetowych. Albo Grecja wystąpi z euro, albo zrobią to Niemcy.

Co najgorsze w całej tej układance, a z technicznego punktu widzenia decydujące, euro nie jest suwerenną walutą, tylko księgową jednostką przeliczeniową. Aby stało się pełnoprawną walutą, najpierw pan Trichet musiałby mieć suwerenność fiskalną, a - jak widać po jego ostatnich występach - nie ma żadnej, bo jest jedynie urzędnikiem podatnym na polityczne naciski. Zero suwerenności i żadna koordynacja tu nie pomoże. Kraje GIIPS są technicznie bankrutami, a tzw. twarde jądro Unii nie jest w stanie sfinansować różnicy przez transfery fiskalne z prozaicznego powodu, wrodzonego skąpstwa.

Czy w opisanym świetle unia walutowa została ocalona? Owszem, na bardzo krótko. Wiarygodność politycznych przyrzeczeń można zobaczyć na wykresach, gdzie po krótkim odpoczynku w granicach .800 - .810 eurusd powinien spokojnie kontynuować dalszy ciąg swej greckiej tragedii w górę. Malkontenci skarżą się, że zezowaty ich oszukał, bo miało być końcowe szmacenie lolara. Owszem, ale przedtem miał być wielki jego rajd. I jest. Był pewien w marcu, napisałem to tu. Wcześniejsze odbicie na .660 także było oczekiwane. Grudniowe przełożenie wajchy na eurodolarze także zostało odnotowane. Nie rozumiem rozczarowania. Teraz jasno wypada stwierdzić, że wbrew oczekiwaniom niecierpliwych lolar zeszmaci się, ale jeszcze nie teraz. Najpierw musi zaliczyć parytet z eurasem. Dlaczego? Ano dlatego, że strefa euro jest skazana na wymarcie, oczywiście nie z dnia na dzień i nie całkowite, ale jej rozpad w ostatnim tygodniu - z naszkicownaych powodów politycznych i finansowych - został właśnie przypieczętowany. Nie ma wolności (równości i braterstwa) bez solidarności. Powiedział Sarkozy, a brzmi to całkiem interesująco nad Wisłą...

Jednym słowem zdjęcie deutschmarek jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej, że oficjalnie dyskutują na ten temat pan prezes Axel Weber oraz piszą na łamach Frankurter Allgemeine i nie ma na co się obrażać. Ojro nie świętość, tylko egzotyczna, biurokratyczna moneta, którą można - jak pokazał pan Trichet - zdefraudować w jedną noc.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 6 maja 2010

Grecki parlament wystąpił przeciwko własnemu narodowi

Grecki parlament przyjął narzucony przez MFW i UE plan pozbawienia obywateli środków do życia w imię spłaty bankierom odsetek. Aby projekt wszedł w życie potrzebne jest jeszcze jedno głosowanie, którego wynik jest z góry przesądzony, ponieważ rząd i parlament jest kontrolowany przez międzynarodowy kartel bankierów.

Plan budzi olbrzymi sprzeciw społeczny. Przed budynkiem parlamentu protestuje 10 tysięcy osób. Wczoraj doszło do starć z policją. W podpalonym przez demonstrantów banku w centrum miasta zginęły trzy osoby. Przeprowadzono także 48-godzinny strajk generalny.

Aby spłacić międzynarodowym bankierom odsetki rząd w Atenach zamierza między innymi podwyższyć podatki, zlikwidować 13. i 14. pensję, zrównać wiek emerytalny mężczyzn i kobiet oraz zlikwidować możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Płace sektora publicznego mają być zamrożone do 2014 roku.

Dzięki sięgnięciu do kieszeni zwykłych obywateli bankierzy będą mogli otrzymać ogromne sumy pieniędzy wraz z odsetkami. Bankierzy kupują obligacje rządowe za pieniądze, które sami emitują doliczając odsetki. Powoduje to powstawanie gigantycznych długów, których spłacenie jest niemożliwe. Mimo to rząd grecki próbuje to zrobić pozbawiając własnych obywateli środków do życia.
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 27 marca 2010

Rozwolnienie XXl, czyli podróże kształcą, albo brukselka po grecku


Na początek Korfu. Jak należało się spodziewać, Angela wcale nie zamierza kupować od Piergiorgio wysp na Cykladach w ramach reparacji wojennych. Jak się jednak okazuje - ku zaskoczeniu większości (patrz ankieta) - ratunek ze strony Niemiec wprost jest jednak wykluczony. Co więcej - ku jeszcze większemu zaskoczeniu - wiodącą rolę, zapewne nie tylko z powodów technicznych, na które wskazuje Angela, będzie miał w funduszach ratunkowych dla Grecji MFW. Stało się to pomimo rozpaczliwego oporu wewnątrz samego rządu Niemiec, a mianowicie choćby ze strony minfin Schauble, który jest polityczną postacią superformatu. Twierdzi on wprost, podobnie jak szef ECB Trichet i cały tabun eurobiurokratów, że wpuszczenie MFW do ECB jest porażką instytucjonalną, prestiżową, a co najważniejsze, wprowadza waszyngtońskiego konia trojańskiego do zagrody. Takie są jednak realia realpolitik i Angela swoich oponentów zwyczajnie przycisnęła obcasem do podłogi. Trybunał konstutucyjny w Karlsruhe z rozkoszą wysadziłby w powietrze każdą inicjatywę mówiącą wprost o pomocy finansowej dla jakiegoś członka strefy euro.

Arcyciekawa jest lektura komunikatu ze szczytu - ktoś z was przejrzał ten bełkot? Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa, że nie. Dlatego streszczę. Porozumienie brukselskie dla Grecji (brukselka po grecku) to nic innego jak wielostronna umowa międzynarodowa, coś jak memorandum of understanding, między van Rompuyem ze strony Unii (nowa osoba prawna - Unia) oraz Strauss-Kahnem z MFW (stara osoba prawna z Waszyngtonu i Bretton Woods) w sprawie gwarancji kredytowych dla zagrożonej niewypłacalnością Grecji. Kiedy Papagiorgio w końcu się zdecyduje zwrócić o pomoc finansową (bo nie będzie go stać na paskarskie odsetki, a przecież dotychczas nikogo o pomoc nie prosił), będą na niego czekały dwustronne rządowe pożyczki konsorcjum krajów eurostrefy oraz MFW w wysokości bodaj 35 mld ojro, taka europejska wersja bazooki Paulsona (przypomnij sobie co było z bazooką dalej). Co ważne ze względów prestiżowych (i nie tylko) większość pieniędzy wyłoży Unia (w tym Niemcy 27%), ale zarządzać konsorcjum będzie MFW. Nie podano szczegółów technicznych c/d rozdziału, z czego wysnuwam wniosek, że udział MFW będzie można znacznie rozszerzyć. Łatwo to odgadnąć z rozmiarów dziury finansowej na Akropolu, która może pochłonąć awaryjne środki już do końca czerwca (w razie zamrożenia innych źródeł).

Bełkotliwy język komunikatu jest obcy nie tylko czytelnikom tego bloga ale tzw. rynkom finansowym sensu largo. Na wieść o osiągnięciu porozumienia na szczycie usdeur także poszybował na szczyt, aby odpuścić dopiero następnego dnia. Można to odczytać tylko w jeden sposób - ratunek dla Grecji jest tak pogmatwany i tak nieczytelny, że grozi stabilności unii walutowej. Po dniu zastanowienia okazało się, że jeszcze Hellada nie zginęła, póki Angela rządzi, euro na razie się nie rozpadnie i nie będzie końca świata. Jednak prognoza rozszczepienia unii, którą przedstawiłem na początku greckiej tragedii, właśnie posunęła się o milowy krok naprzód. Niemcy nie cofną się ani o jotę ze swego stanowiska czystości fiskalnej i będą dusić peryferia rosnącą dysproporcją strukturalnej nadwyżki hadlowej. W sytuacji słabego popytu peryferia, czyli PIGSy, a właściwiej GIPSy (chyba w tej kolejności domina), będą musiały dobrowolnie wystąpić ze strefy euro, w ramach regulowanej upadłości. W duecie z Merkel Schauble wspomniał mianowicie o konieczności uregulowania procesu występowania z unii walutowej (obecnie takiej możliwości nie ma), jako pendant do rozgrywki z MFW. To nie była łagodna uwaga dziadka na wózku, ale oficjalne przyznanie, że ścieżka do eurolandu jest od dziś drogą dwukierunkową.

Co z tą Grecją? Nie upadnie jutro, spokojnie. Jednak w obliczu nieoczekiwanych, a jednak przepowiedzianych wydarzeń, upadek projektu ojro jest przesądzony. Peryferia nie są w stanie sprostać wyśrubowanym kryteriom centrum, a z kolei centrum nie daje im możliwości manewru, kiedy już w nieuchronny sposób się zadłużą w tanim kredycie (i go przejedzą). Grecja, a w dalszej kolejności reszta GIPSów jest nadmiernie zadłużona i z pułapki eurowięzienia narodów w obecnej konfiguracji wyjścia naturalnego nie ma.

Teraz Tien An Men. Jak pewnie słyszeliście, propagandowe strzały, wydane po głośnej wizycie sekretarz Clinton, doprowadziły do faktycznego wyjścia gógla z Chin. Kliknij na adres google.cn, a zobaczysz oddział w Hong-Kongu. Oczywiście nie chodziło o żadną cenzurę, tylko o początek wojny handlowej (czyli cyberwojna, ochrona własności intelektualnej i prawo patentowe). Równolegle nasz ulubieniec nobliwy Krugman od listopada przekonuje, że Chiny muszą uwolnić juana (w domyśle go rewaluwoać). Tak się jakoś złożyło, że wraz z teatralnym przesileniem w góglowojnie doszło do paroksyzmu w postaci kilku oskarżycielskich artykułów Krugmana w NYT oraz listu stu trzydziestu senatorów do ministra skarbu, drugiego ulubieńca Tymona Geithnera, w sprawie nadania Chinom oficjalnego statusu państwa manipulującego walutą. Minister dwa razy do roku robi przegląd bilansu handlowego i ogłasza listę krajów, z którymi USA jest w stanie niekorzystnej konkurencji. Kolejny termin przypada na połowę kwietnia i wszystko wskazuje na to, że Chiny znajdą się na niechlubnej liście, co otworzy firmom drogę do licznych postępowań antydumpingowych, czyli realny początek wojny handlowej pełną gębą.

Rozprawiałem się już tu z chińskim kazaniem Krugmana, którego poważni fachowcy, na przykład Pettis (profesor na Xinhua), rozdzierają na strzępy, a jeden z publicystów w ub.tygodniu wręcz napisał, że trzebaby na niego wziąć kij bejsbolowy. Nie zmienia to faktu, że Krugman konsekwetnie realizuje kampanię dyskredytacji handlowej Chin pod chwytliwym hasłem nieuczciwej konkurencji, co doprowadzi do eskalacji barier handlowych. Co z tego, że argumentacja, iż Chińczycy rzekomo okradają Amerykanów, tanio dostarczając im całe góry produktów i jeszcze pożyczając im na to właśnie zarobione pieniądze, jest ex definitione idiotyzmem? Propagandowo jest chwytliwa, a grupa przekonanych senatorów jest dość liczna, aby przeforsować odpowiednie cła antydumpingowe.

Teraz wszystko w rękach Geithnera. W końcu na przypadkowego nie trafiło, Tymon studiował w Pekinie i chyba jest z całego waszyngtońskiego grona do czekającej go decyzji najlepiej przygotowany. Jaka ona będzie, mam swoje zdanie, a za rekomendację niech posłuży zestawienie wypadków wokół Krugmana, Clinton oraz Gógla.

Jeśli kogoś nie przekonują przypadkowe zbiegi okoliczności w działaniach noblistów, ministrów spraw zagranicznych mocarstw oraz największych spółek giełdowych świata (kap. ok. 165 mld), może przekona go ostatnia nagła wizyta delegacji chińskiego banku centralnego w USA oraz właśnie opublikowany wstępny bilans handlowy Chin za marzec (ci to mają GUS, znają dane, zanim się pojawią), który wykazuje pierwszy od wielu miesięcy deficyt. O ile można się spierać o merytoryczną wartość takiej pospiesznej prognozy, sam fakt jej przedstawienia jest bardzo znaczący.

Jak by na bilans juana nie patrzeć, czy jest niedowartościowany i jak bardzo, cała dyskusja i tak nie ma sensu, od kiedy wiadomo, że chińska gospodarka nie ma waluty stricte, bowiem jednostka monetarna CNY jest wymienialna tylko w jedną stronę, czyli jest tworem teoretycznym. Może mieć w centralnie sterowanej gospodarce dość swobodnie ustalaną wartość, co Polska przećwiczyła w schyłkowym okresie komunizmu (dolar od 3300 do 11000). Jak długo juan nie będzie uwolniony, dyskusja o parytecie walutowym jest czysto akademicka, a rozpętywanie kampanii oszczerstw o manipulację walutową jest zwykłym chuligaństwem (tu rozumiem intencje bejsbolisty). Równie dobrze ekipa Reagana mogła oskarżać rząd Rakowskiego o manipulacje walutowe złotym, w wyniku której pierwsze grube setki milionów zarobił na dumpingowej, śmieciowej złotówce Ingvar Kamprad w Ikea. Całkiem oszołomionym przypominam, że gros taniej produkcji IKEA w latach '80, która stała się trampoliną dalszego rozwoju sieci, pochodziła na przykład z zakładu w Radomsku. To uwaga dla zwolenników mocnej złotówki, warta uwagi. Czy złoty był wówczas niedowartościowany? Oczywiście. Ile? Nie wiadomo, a dokładniej pytanie nie ma sensu, bo złotówka była wówczas niewymienialna. W przypadku CNY kwestia jest zaledwie odrobinę jaśniejsza, bowiem jest on dobrze wymienialny w jedną stronę (stabilny kurs), czego nie można było powiedzieć o polskim złotym, który był niestabilny i miał we wspomnianym okresie kilka różnych kursów jednocześnie, więc był w porównaniu do CNY tworem całkowicie księżycowym (i może dlatego Kamprad się na nim wyżarł). Jaki był wóczas właściwy parytet walutowy? Nie wiadomo i nigdy się nie dowiemy dokładnie. Po prostu za dużo zmiennych i sztywnych barier.

Prawdopodobnie zatem - biorąc po uwagę jej fundamentalny ekonomiczny idiotyzm, prowadzony jednak przez noblistę, więc jednak na poważnie - cała dyskusja o juanie i tak jest już przesądzona, jak twierdzi np. Dylan Grice z Societe Generale, który przewiduje dewaluację CNY przy jego uwalnianiu. Mówiąc szczerze, to kurs usdcny obecnie nie będzie miał wyraźnego wpływu na bilans handlowy USA. Jeśli podrożą juana, to tanią produkcję z Chin wyprze taniocha z Indii, Laosu oraz Indonezji. Jeśli Chiny wbrew swoim interesom zrewaluują CNY, to owszem, bardzo szybko zepsują swój bilans handlowy, ale nie podciągną tym samym popytu wewn., tylko doprowadzą do stagnacji oraz utraty przewagi konkurencyjnej w regionie. Jednym słowem tragedia (i rozruchy wewnętrzne). Jeśli nie ugną się pod presją, rozpocznie się wyniszczająca wojna na cła zaporowe i kontyngenty, co doprowadzi do tego samego skutku, tylko pewnie dłużej to potrwa. Tak czy inaczej, decyzje najwyraźniej już zapadły, a oczekiwany efekt ten sam - stagnacja i rozruchy.

Co dalej z lolarem? Już ojro odbija, nareszcie spokój na morzu jońskim? Chińczycy rewaluują, dolar spada wreszcie do piwnicy? Chciałbym żeby tak było, ale ostatnia rekomendacja Goldiego na umocnienie eurusd okazała się oczywistą podpuchą. Zaraz potem był szczyt i ... nowy szczyt usdeur. Teraz Goldie podał zupełnie odmienną prognozę - docelowo eurusd 1,31. Moim zdaniem - sądząc z rozwoju tragedii greckiej oraz koturnowego wstępu do działań na dalekim wschodzie, lolar jeszcze nie pokazał całej swojej siły, a rozwinięcie akcji zapoczątkowanej w grudniu dopiero nas czeka. Gorączkowa (chciałem napisać biegunowa) wycena Goldiego jest dopalaczem krótkiego trendu i nic nie mówi naprawdę o zasięgu dłuższego. Popatrz zresztą na wykres, jak usdeur reagował na tańce Rompuya z Angelą i jak się teraz wyluzował. Jedno jest pewne - mniej stracisz wypełniając rekomendacje G na opak.

Ktoś tu sugerował, że czas by na jakiś kolejny odcinek rozwolnienia, że już już będą szorty na eurasie pękać... Ja na to że czekam na dalszy rozwój ale w drugą stronę. i były szczyty. Teraz dla jasności: szorty na eurusd są znowu na rekordowych poziomach, po tygodniowej przerwie na brukselkę po grecku. Ci niedobrzy spekulanci nie wierzą teorię bazooki? Najwyraźniej nie wierzą, nawet kiedy jest podpisana przez Rompuya i Strauss-Kahna z Trichetem w tercecie (greckim). Aha - dla przypomnienia - poprzednio o rekordach na szortach eurusd pisałem w grudniu.
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 26 lutego 2010

Eurokryzys oczami UBS


Tak się składa, że na skrzynkę z donosami wpadł raport UBS na temat oglądanego właśnie na ekranach CNBC greckiego kryzysu strefy euro. Szwajcarscy bankierzy zgadzają się z moją diagnozą, że euro wcale nie ma ochoty się rozpaść, bo nie taki jest zamiar i plan, ale - co ważniejsze - nie taki jest interes.

Grecja jest pierwszym z ogniw suboptymalnej unii walutowej, w której kryją się kraje o strukturalnych przewagach konkurencyjnych, czyli tzw. jądro unii (północ) oraz strukturalni słabeusze, czyli peryferie. Jednostkowy koszt peryferii nieustannie rośnie, czyli ich konkurencyjna słabość, innymi słowy strukturalna nierównowaga wobec centrum, narasta. Konieczność zmian instytucjonalnych była jasna już w chwili powołania strefy euro do życia, co objawia cytat z Romano Prodiego z r.2001. Strefa euro jest w obecnej postaci - właśnie z racji strukturalnej nierównowagi północ-południe - w oczywisty sposób niestabilna i wymaga politycznej naprawy. Ze słów Prodiego wynika, iż zmiany te nastąpią dopiero w efekcie nieuchronnego kryzysu i oto mamy właśnie ten kryzys.

Pytanie, jake instytucjonalne zmiany czekają euro, aby się nie rozpadło, znalazło już na tych łamach odpowiedź - harmonizacja fiskalna. Oczywiście nie przyjdzie to łatwo, ale skoro euro ma przetrwać... Na marginesie dopowiadam, że taki jest tylko plan i twierdzę, że choć euro się nie rozpadnie, rozszczepi się zamiast się zharmonizować, a światłe zamysły długofalowych europlanistów wezmą w łeb. Południe nie odda suwerenności fiskalnej, chyba żebym się mylił. Swoją drogą łatwo tu o pomyłkę, bo projekt jest kontynentalny i epokowy. Poprzednia unifikacja monetarna (centralna jednorodna waluta i polityka monetarna oraz fiskalna) odbyła się w r.1933 w kraju o istniejącej, mocnej unifikacji politycznej i militarnej. O jakości politycznej i militarnej spójności eurostrefy, dla przeprowadzenia unifikacji fiskalnej, jestem jednoznacznie negatywnego zdania, nie dlatego, iżby nie była pożądana, tylko dlatego iż nie pojawi się organicznie, czyli nie powinna pojawiać się wcale, bowiem twory sztuczne to potworki i powinny zdychać, zanim powstaną, co oszczędzi biednym niepotrzebnych rozczarowań. Niech szczerbaty nie rzuca się na suchary.

Raport pokazuje na przykładach dwóch kryzysów walutowych - USA 1933 oraz Czechosłowacji 1993 - jak nieoptymalna unia walutowa może się rozpaść (i ewentualnie odbudować).



UBS euro-kryzys
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 22 lutego 2010

Czy Angela wykupi Grecję?



Jak pisałem ostatnio, jasnym dla wszystkich, jak słońce nad Adriatykiem, jest iż euro z powodu greckiej tragedii, przepraszam - farsy, się nie rozpadnie. Nie po to pokolenia euro- socjo- oraz biurokratów się trudziły, żeby toto się teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozleciało. Skoro pozwolono, żeby Grecy tak pracowicie sobie 120% długu nastukali przez ostatnią dekadę, że teraz o własnych siłach z dołka się nie wygrzebią, to przecież nie na darmo. Nie można pozwolić, żeby zmarnował się taki kryzys (zgadnij czyje to słowa).

Z drugiej strony wiadomo, przynajmniej ludziom jako tako zorientowanym w nastrojach niemieckich, że jakiekolwiek zaangażowanie finansowe Niemiec wprost w ratowanie krajów peryferyjnych, jest dziś wykluczone. Pogłoski rozpuszczone przez Spiegla w piątek, iżby doszło do porozumienia na szczeblu brukselskim i już była gotowa wysmażona propozycja zrzutki w wysokości 25 mld ojro, są - mówiąc wprost - wyssane z brudnego niemieckiego palucha. Ministerstwo finansów natychmiast oficjalnie zdementowało pogłoski, co samo w sobie jest dobitnym świadectwem nastrojów w rządzie. Nic nie zostało ustalone. Nie żebym miał złudzenia, owszem giełdy się podniosą w poniedziałek, a ojro ładnie w piątek o 16 zjechało o 60 pipsów. Sygnalizuję tylko, że to nie jest koniec zabawy w udawanie Greka, a jedynie koniec początku.

Jak sygnalizowałem, Niemcy mają w parlamencie ekspertyzę Bundesbanku, zakazującą jakiejkolwiek pomocy finansowej innym członkom eurolandu, jako sprzeczną z traktatem. Jeśli rząd przeforsuje jakieś nadzwyczajne pomocowe rozwiązania - co jest politycznie dziś niewykonalne, zwłaszcza w świetle równowagi koalicyjnej oraz majowych wyborów w NRW - sąd najwyższy je zwyczajnie przewróci (a są już takie orzeczenia). Czas chyba uświadomić sobie, że oprócz typowej pazerności i przysłowiowego lenistwa Greków jest jeszcze jeden finansowy pewnik w Europie, mianowicie weimarska alergia Niemców na dług. Bolesna hiperinflacja, narzucona Niemcom traktatem wersalskim, odbiła się tak silnym piętnem, że niosą go kolejne pokolenia i nie chcą wcale zapomnieć. Przysłowiowa niemiecka oszczędność jest całkiem świeżej daty i nazywa się pryncypialne odrzucanie nadmiernego zadłużania. Niemcy są całkowicie odporni na inwazyjny kredyt, co można sprawdzić na wykresach europejskiej hossy budowlanej, która - o cudowny losie - całkowicie ominęła Bundesrepublik. Nie ominęła za to niemieckich banków, będących w awangardzie amerykańskiego subprime w osobie DB oraz wsród najaktywniejszych kredytodawców na hiszpańskim i greckim wybrzeżu. Wyjaśnienie tego dualizmu jest tylko jedno - alergia weimarska i mieści się nie w skarbcu bankowym, ale pod czaszką (co nie przeszkadza wcale zarabiać).

Skoro już wiemy, że Niemcy mają niezłomne postanowienie nie dokładania do darmozjadów, jak pisał zezowaty oraz Handelsblatt, a czemu zaprzecza Spiegel, a co jest niejako genetycznie zakodowane w niemieckich mózgownicach (i chwała im za to), to rozejrzyjmy się dalej. Otóż dla rozjaśnienia mroków niepewności warto zauważyć piątkową wypowiedź mojego ulubieńca, szefa międzynarodówki socjalistycznej oraz euroregionu Grecja, pana Papandreou (uwaga - ma ułańskie fantazje poprzez przodków z rodziny Mineyków), który dla ostudzenia atmosfery z poważną miną przypomniał, że Bruksela miała dość czasu, aby zauważyć że Grecja przekracza dozwolone limity zadłużenia i przez lata tolerowała je bez protestów. Brzmi to na polski tak: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? Grecy przez co najmniej dekadę uprawiali kreatywną księgowość, ale winna jest oczywiście Bruksela, że czepia się dopiero teraz. Powinna była zgadnąć wcześniej (tu oczywiście ;) w Brukseli kretyni nie siedzą).

Papandreou wie naturalnie doskonale, że jego słowa w uszach berlińskich oraz frankfurckich brzmią jak najbezczelniejszy bluzg. Zyg-zyg. Ukradłem ci portfel niemiecki palancie i co? Zyg-zyg. Faszyści okupowali nasze gaje oliwne, zyg-zyg. Zapłacicie w końcu. Po co ta ostentacja? Domyśl się, jeśli potrafisz. Dla mnie jest jasne, że Papandreou świadomie podgrzewa atmosferę do czerwoności, mówiąc Niemcom, że muszą dawać kasę, bo się unia rozpadnie. Kłopot w tym, że Niemcy kasy nie dadzą, bo nie mogą, to znaczy ci co chcą, to nie mogą, bo ci co mogą, nie chcą. Nie ma takiej Angeli i takiego Axela. To zresztą Papandreou i wszyscy inni papowie z greckiej tragifarsy wiedzą też doskonale, więc akcja będzie wartka.

Grecka groteska nabrała właśnie nowego wymiaru, gombrowiczowskiego. Nie zmienia to oczywiście faktu, że endgame jest jasny - peryferia oderwą się na dobre. Druga możliwość, do której dążą ukrycie i wspólnie animatorzy, a mianowicie oddanie suwerenności fiskalnej i harmonizacja podatkowa, czyli euro-kołchoz, pod groźbą zamieszek właśnie i upadku rządu, nie przejdą choćby z powodów już rozpoczynających się festynów ulicznych. Co prawda jest na ich końcu także wariant siłowy, ale - przynajmniej w mojej ocenie - to nie jest ten historyczny moment. Jedno jest pewne, to jest ten kryzys, wystarczy przeanalizować słowa pana P, a zwłaszcza - co za zbieg okoliczności - ich timing oraz kontekst. Papa idzie całkiem spokojnie na zwarcie, co daje mu ostre punkty na ringu wewnętrznym oraz posuwa sprawę finansowego niewolnictwa na ringu centralnym.

© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 17 lutego 2010

Rozwolnienie dolara: short squeeze?

Powiadają, że ostatnio zawarto rekordową liczbę opcji put na eurusd, czyli że spekulanci masowo zakładają, że euro spadnie wobec dolara. Łatwo można zgadnąć, jakie są po temu przyczyny, wystarczy zerknąć na biogram pana Papandreou, zacnego przewodniczącego Międzynarodówki Socjalistycznej (:0) zdziwko?). Zazwyczaj tak jakoś jest, że jak wszyscy coś wiedza, to okazuje się to nieprawdą. Stąd oczekiwanie na załamanie trendu wzmacniającego dolara i wymuszenie zamykania spekulacyjnych pozycji na dalsze osłabienie euro (short squeeze). Wykres zaprzecza tym przypuszczeniom całkiem wyraźnie.



Po pierwsze nie ma żadnego short squeze na eurusd, co widać po stromiźnie wykresu. Są za to piękne potwierdzenia na short-squeeze w drugą stronę, czyli wymuszane zamykanie opcji na spadek dolara. To jest odwijanie carry trade na dolarze, uruchomionego na fali taniego pieniądza ratunkowego z FED. Co ciekawe, proces ten prawdopodobnie się jeszcze nie zakończył, a to z powodu strukturalnej słabości strefy euro, obnażonej przez Grecję.

Wykres potwierdza prawidłowość poprzedniej prognozy usdeur i - co więcej - podwyższa ocenę względnej siły dolara. Miał on obecnie wypoczywać w kanale ESE(east-south-east), a najwyraźniej ma ochotę na ENEE(east-north-east-east). O odwracaniu i short squeezach w drugą stronę nie ma żadnej mowy.

Green shoots?
Greece shits.
© zezorro'10 dodajdo.com

niedziela, 14 lutego 2010

Hopelessly devoted to EU






© zezorro'10 dodajdo.com

muut