Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lipca 2012

Że Libor ustawiony? A kogo to obchodzi

-
Pojawiła się sugestia, że nie odzywam się na temat afery z LIBOREM. Jak to jest, że się nie interesuję, nie zajmuję stanowiska, nie grzmię i nie obnażam. Otóż nie zajmuję stanowczego owsika, dlatego że to są wiadomości dnia przedwczorajszego. Dla każdego przytomnego na umyśle czytelnika zezowatego jest jasne, że hipoteza efektywnego rynku jest brednią dla frajerów, strzyżonych od tyłu bez mydła. Libor nie jest pierwszym, a nawet najważniejszym "rynkiem", który jest ustawiony przez dżentelmenów z klubu. To że dżentelmeni z Barclaysa od kilkunastu lat ustawiają podstawową stopę referencyjną jest dla insiderów oczywiste od lat. Owszem, wiedza iż kilku spaślaków ustawia wszystkie stopy kredytowe, oparte w większości właśnie na wskaźniku Libor, jest bolesna, niemniej nie istnieje w świecie wyłącznie fantazji już od dawna.
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 15 lutego 2011

Za ile tankujesz?

Obok cudownie upartego backwardation na Ag, które miśki zgrabnie tłumaczą na filmie, a nie jest to na fiuczersach zabawne, kiedy cała krzywa jest odwrócona, czyli wszystkie fiuczersy są tańsze od ceny spot, dzieje się - dzięki dobroczynnej pompie Bena - na świecie wiele innych dobrych rzeczy, dla przykładu rekordy historyczne ceny miedzi, kakao i ryżu. Oczekuje się, że pszenica i kukurydza niebawem dołączą. Pewnie dlatego Egipcjanie tak porywają swym przykładem wszystkich sąsiadów, choć Ben twierdzi, że on z inflacją w Egipcie nie ma nic wspólnego, bo wszystkim wiadomo, że w Egipcie nie ma lolarów, tylko egpipskie funty (i mumie). Serio tak mówi, popatrz sobie na filmie, który wstawiłem przed kilkoma dniami. Ale wróćmy do fiuczersów. Pokazują one, że spekuła tak wykręciła ceny do góry nogami, że dosłownie wszystkie kontrakty są postawione na głowie. Ktoś twierdzący, że to chwilowa aberracja i zaraz się uspokoi, bo przecież backwardation się zdarza, jest - powiedzmy oględnie - wyjątkowym optymistą, żeby zacytować Fabera, który w ten sposób elegacko podsumował dziennikarską obronę Obamy (Faber powiedział, że się prostytuuje - opalony rzec jasna).

Odwrócona cała krzywa rentowności fiuczersów oznacza ni mniej ni więcej, tylko tyle, że cały rynek jest zmanipulowany, albo mówiąc dyplomatycznie przeżywa niespotykany stres. Otóż ten niespotykany stres zaraz zobaczymy także na obrazkach na ropie i nie będzie to miły widok.

Na początek piękny wykres WTI, czyli west texas intermediate, cena baryłki ropy w Cushing Oklahoma, największym terminalu w Stanach i chyba na świecie. Cushing pęka w szwach, a cena - pomimo rekordów na świecie, dynda sobie poniżej 90 dolarów. Co warto pamiętać, WTI to arabska ropa sweet, lekka i tania w rafinacji, bez zanieczyszczeń siarki (stąd słodka).



W Europie już ceny nie wyglądają tak różowo, bo zdecydowanie przekroczyły poprzeczkę 100$ i jeśli spytacie zezowatego, to już na trwałe. Tu mamy ropę brent z Morza północnego, ciężką i zanieczyszczoną.



Jak łatwo zauważyć, brent jest zdecydowanie droższy od arabskiej nafty. Coś tu się nie zgadza, bo arabska jest wydajniejsza a ponadto rafinacja każdej baryłki (plus cracking) powinna kosztować jakieś 10$. Różnica na dziś wygląda następująco.



Cały ambaras w tym, że różnica (spread) powinna być w drugą stronę. Mamy gorszą ropę, która jest zdecydowanie droższa. Coś jest nie tak na obrazku, bo przecież rynki sa efektywne, nieprawdaż? Czyżby Amerykanie dzięki pompie Bena byli błogosławieni efektywnie tańszym surowcem (z uwzględnieniem jakości) o 1/4? I ile będzie trwał ten cud ekonomiczny, trzymający wskaźnik inflacji? Odpowiedź jest na poniższym obrazku.



Middle East Sour crude, czyli bliskowschodnia kwaśna ropa. Co to za zwierzę i czemu nie ma transakcji? Kwaśna to znaczy zasiarczona, w odróżnieniu od sweet, którą arabowie wydobywają. Mamy więc albo podmianę rebco (zasiarczony ural) na bliskowschodnią (mało prawdopodobne) albo im złoża skwaśniały :) Istnieje też trzecia możliwość, mianowicie taka, że Saudowie sprzedają swoją sweet crude przebrany za MESC po cenach spot i na umowy długoterminowe, stąd - prznajmniej na razie - nie widać na powyższym obrazku transakcji (to są futuresy). Wieść niesie, że MESC kosztuje tyle co brent, więc ceny by się ekonomicznie zgadzały. Zgadzały by się także pogłoski z lata, iżby wierny sojusznik Arabia Saudyjska - zamierzała w ślad Iranu zarzucić handel ropą w dolarze. Otóż nie zamierza. Za to porzuciła handel na Comex i chyba definitywnie przeniosła się do Europy na ICE. Otóż mamy inną odsłonę faktu, odkrytego przez miśki, że Comex się pali. Saudowie nie dostarczają ropy do USA w Cushing (WTI), tylko do Amsterdamu (MESC) i to jest fakt. Faktem jest też papierowy spread, podobnie jak backwardation na srebrze i nie jest objawem zdrowia, wręcz przeciwnie, jest komicznym dowodem na zawalanie się piramidalnej kombinacji.

Arabom jest ze względów politycznych niezręcznie odcinać się od dolarów zbyt ostentacyjnie. Czynią to dyplomatycznie, sprzedając swą ropę pod nazwą MESC (cokolwiek to znaczy) poprzez Europę. Czy WTI ma znaczenie? Dopóki magazyny są pełne, zapewne tak, ale - skoro wiemy, że nie ma darmowych obiadów - czy naprawdę wierzysz, że jankesi kupują surowiec o 1/4 taniej? Fuzja NYSE i Deutsche Borse powinna pozbawić cię złudzeń. Niemcy giełdę nowojorską de facto przejmują. Oczywiście dla stworzenia nowych synergii i efektów skali. Tak samo jak w przypadku WTI i MESC. Comex się pali, kotku.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 27 stycznia 2010

Voodoo Science

Afera Klimatyczna związana z Globalnym „Oziębieniem” (choć co niektórym coraz cieplej) nie zakończyła się na kompromitującym upublicznieniu w sieci prywatnej korespondencji członków CRU. Nie dość, że Mr. Pachauri został przewodniczącym komisji badającej okoliczności przecieku w CRU to zlecał im jako prezes IPCC analizy etc. I tak minął miesiąc od zjazdu w Copenhagen gdzie wielu światłych propagatorów tezy, iż to działalność człowieka a dokładniej emisja dwutlenku węgla do atmosfery doprowadza do znacznego ocieplenia klimatu, topnienia lodowców w Himalajach, zmniejszania się pokrywy lodu w kole podbiegunowym, podniesienia poziomu oceanów oraz zmian klimatycznych objawiających się chociażby kataklizmami itd.

W ciągu miesiąca sporo się zmieniło… przyszła zima, nie taka ciepła. W niektórych krajach odnotowuje się ją jako najzimniejszą od 100 lat. Dziadek Mróz nie odwiedził w tym roku tylko Moskali ale i Lachów, Iroli, Szkotów, Brytolii aż przez landy Angeli przez Żabojadów i dotarł do Alvaro, który musiał ubrać kalesony.

W takich warunkach co niektórzy zaczęli pękać. Trzeba przypomnieć, że nie tak dawno mówienie publicznie, o tym że masowe szczepienia przeciwko Świńskiej Grypie są napychaniem kasy korporacji farmaceutycznych a sama pandemia propagandą strachu było nie lada wyczynem zwłaszcza dla salonowców. Obecnie takie opinie możecie przeczytać już w mainstreamie ;]


W zeszłym tygodniu pojawiły się kolejne pęknięcia w fundamentach… tak to jest jak czarodzieje polewają się ciepłą wodą w oczekiwaniu na Globar Warming, powinni naśladować ‘morsów’. Mowa tutaj o Syed Hasnain z Jawaharlal Nehru University w Delhi, który przyznał, że fragment Raportu IPCC 2007

„Glaciers in the Himalaya are receding faster than in any other part of the world and, if the present rate continues, the likelihood of them disappearing by the year 2035 and perhaps sooner is very high if the Earth keeps warming at the current rate.”

Jest oparty no właśnie… na “spekulacji” a dokładnie na przypuszczeniach z artykułu sprzed 8 lat z magazyny New Scientist.

Sam Pachauri stwierdził:

“It was a human error that should not have occurred...”

Rumcajs ma duże wsparcie ale zamiast czuć się cool robi się dosłownie warmer & warmer.

Po lodowcach odpadły Im katastrofy naturalne. Wspominał o nich Obama mówiąc:

"More powerful storms and floods threaten every continent."

Nie On jeden używał takiej logiki. Samuel zwany Ed’em twierdził, że jeśli nie zapanujemy nad Global Warming to powodzie takie jak zeszłym roku w Cumbri mogą się rozpowszechnić.


Bogatym i brodatym niestety halny nie zawiał. Sunday Times poszedł na wymianę z chłopakami z IPCC ratującymi świat od zagłady. W serii artykułów przedstawiono pogrążające Pachauri’ego dowody niekompetencji ( z wykształcenia wszak to inżynier kolejnictwa). Ciosem w plecy są badania Robert’a Muir-Wood’a, który uchodzi za eksperta w dziedzinie katastrof naturalnych. Który konkluduje je:

„We find insufficient evidence to claim a statistical relationship between global temperature increase and catastrophe losses.“

Niestety co dla niektórych nie doszukał się on zależność z ociepleniem klimatu w stopniu dającym jakąś weryfikowalność jednakże nie przeszkadzało to forsować tej tezy w Raporcie IPCC. Sceptycznie wobec chłopaków wypowiedział się recenzent Wood’a – prof. Roger Pielke, wskazując na wybiórczość danych przytaczanych przez Pachauri’s Group. Kolejnym sceptykiem jest prof. Mike Hume, który również nie może się doszukać konkretów. Ten ostatni jest doradcą Rządu Brytyjskiego w sprawie Globalnego Ocieplenia więc sygnał idzie z góry.

Kolejne dni przynoszą nowe symptomy gorączki u Pachauri’ego.


Amazongate to kolejna niespodzianka.

Na czym polega? W ostatnim raporcie IPCC - Fourth Assessment Report a dokładnie w Working Group II w rozdziale 13 poświęconemu Ameryce Południowej możemy przeczytać o zagrożeniu dla lasów tropikalnych Amazonii.

„Up to 40%of theAmazonian forests could react drastically to

even a slight reduction in precipitation; this means that the

tropical vegetation, hydrology and climate system in South

America could change very rapidly to another steady state, not

necessarily producing gradual changes between the current and

the future situation (Rowell and Moore, 2000). It is more

probable that forests will be replaced by ecosystems that have

more resistance to multiple stresses caused by temperature

increase, droughts and fires, such as tropical savannas.”

I nie było by w tym nic nie właściwego gdyby nie źródło. Otóż dane te są wyssane z palca.

Autorami są Andy Rowell i Peter F. Moore (Rowell, A. and P.F. Moore, 2000: Global Review of Forest Fires. WWF/IUCN,Gland, Switzerland, 66 pp. http://www.iucn.org/themes/fcp/publications/files/global_review_forest_fires.pdf.) Dostępny tutaj.

Dyletanctwo choć raczej mataczenie Pachauri’s Group polegało w tym przypadku na:

  1. Użyciu danych, które w ogóle nie opierają się na badaniach specjalistów od problematyki lasów Amazonii (Rowell jest dziennikarzem, wolnym strzelcem – aktywistą zielonych, Moore analitykiem życia politycznego )
    Up to 40% of the Brazilian forest is extremely sensitive to small reductions in the amount of rainfall. In the 1998 dry season, some 270,000 sq. km of forest became vulnerable to fire, due to completely depleted plant-available water stored in the upper five metres of soil. A further 360,000 sq. km of forest had only 250 mm of plant-available soil water left." ww. ‘specjaliści’ również nie bazują na źródłach a na artykule z Nature, 1999, Vo l 398, 8 April, pp505.


  2. Druga niezwykle drażniąca sprawa to fakt wykorzystania pobieżnych danych dotyczących pożarów/wypalania lasów jako argumentu równoważnego w skutkach z Ociepleniem Klimatu. To nie była pomyłka lecz świadoma manipulacja.


Pachauri odczuwa w ostatnich dniach stan silnego napięcia emocjonalnego. Oblały go zimne poty po tym ;) Okazało się, że naciągane prognozy o topnieniu lodowców w Himalajach zwiększyły szansę na Grant w wysokości 310 tys. i 2,5 mln funtów dla The Energy and Resources Institute (TERI), którego dyrektorem generalnym jest Pachauri. I tak pojawił się motyw kasy. Pierwszy grant przyznała Icelanding Foundation za pośrednictwem Cornegie Corporation (fundacje są dość ciekawymi instytucjami). Timesonline zapodaje info jakoby gros (2,5 m) poszło z UE czyli od Ciebie czytelniku ;) Żenujące jest to iż pieniądze przyznano 15 stycznia Anno Domini 2010 .

Czyli tuż przed całą aferą.

Było to spory dopływ kasy dla TERI (Pachauri?). W Indiach nie odbyło się to bez echa.

Wzywano Rumcajsa do ustąpienia z urzędu. Natychmiast propaganda podchwyciła temat w telewizji NDTV. Całość możecie zobaczyć pod adresem LibertyNewsCentral, polecam również komeraż na stronie, wart uwagi, gdyż czarodzieje odprawiają Voodoo Science.

Telegraph.co.uk mówi "Give us science we can trust", ja się pod tym podpisuje.



© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 6 stycznia 2010

PPT nie istnieje



Punkt pierwszy. Climax. Piszą o tym w językach indian na rynkach wschodzących, np. w rzepisze.
Punkt drugi. Widział pan murzyna? Jakiego murzyna, to katolicki dom!
Punkt trzeci. Wszystko samo się robi.

Same przypadki. Ritholtz mówi, że to wszystko kosher, legal, nie ma PPT, krasnoludki.

Tak się złożyło że zawsze wygrałem. Panskie podejrzenia sa calkowicie bezpodstawne. Ta pani przyszla w tym futrze i w nim wychodzi.

Indianie się budzą. Będzie jazda.


© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 5 października 2009

Kto zabił misia?

Pamiętacie Matta Taibbi - mam nadzieję - z jego obrazoburczego artykułu przeciwko Goldmanowi? Krucjata trwa dalej. Matt zabrał się teraz za głębszy pokład kryzysu, mianowicie sposobu i wczesnych faz jego powstania. Pisałem tu szeroko o genezie kryzysu, gdzie niezmiennie pojawiają się ciągle ci sami podejrzani: CDS, short selling, pochodne walutowe. Niezmiennie także pojawiają się dwa momenty kluczowe kryzysu, wyznaczające jego fazy (etapy): upadek Bear-Stearns oraz Lehmana.

Pojawiły się niedwuznaczne podejrzenia, uzasadnione faktami, że za obydwoma stoi niewidzialna ręka, która te wydarzenia sprowokowała. Taibbi idzie dalej, wskazuje nawet broń, której użyto przy rozwałce: gołe zlecenia sprzedaży akcji, tzw. naked short.

Artykuł Taibbiego wyszedł w ... Rolling Stone, jego omówienie jest tu.

Według jego ustaleń 11.03.2008, a więc tuż przed upadkiem Bear-Stearns ktoś zawarł astronomiczny zakład na opcjach i kupił opcje put na tygodniowy kurs akcji tego banku w wysokości ... połowy ich chwilowej ceny. Opcje kupiono za kwotę 1,7 mln$, a więc niebagatelną. Po tygodniu ten śmiały zakład przyniósł nabywcy opcji zysk w wysokości 270 milionów! W chwili jego zawierania wydawał się być absolutnie pozbawiony sensu. Ktoś władował ogromne pieniądze, które aby mogły się zwrócić, wymagały spełnienia się rzeczy graniczącej z cudem, a mianowicie że w przeciągu tygodnia piąty bank inwestycyjny świata będzie wart mniej niż połowę. O dziwo tak właśnie się stało. Śmiały hazardzista nie był bowiem ryzykantem, ale szulerem. Upadek Bear-Stearns był ukartowany i przygotowany w szczegółach. Jak to się rozegrało?

W uzgodnionym terminie duzi gracze na rynku sprzedali ogromne ilości akcji BS, doprowadzając do załamania się kursu i spirali paniki. Bank, pozbawiony solidnego fundamentu krótkoterminowego finansowania (upadek zaaranżowano w chwili rolowania dużej porcji długu), zabezpieczanego zwykle akcjami własnymi, nie ma możliwości ich uregulowania i z dnia na dzień staje się niewypłacalny. Tak się szczęśliwie złożyło, że w poczekalni już był umówiony przez swatów biały rycerz, nikt inny tylko wielki JPM, przejmujący BS w rezultacie za grosze.

Ten sam mechanizm zastosowano przy upadku Lehmana, kiedy przed rokiem jego sytuacja powoli stawała się coraz trudniejsza, bowiem kolejni partnerzy w rozmowach o finansowaniu odchodzili z kwitkiem. Nagle nastąpiła panika i bank w ciągu jednego dnia znika z powierzchni. Co intrygujące, upadła spółka sądzi się obecnie z JPM (no proszę) o kilkanaście miliardów gotówki, które JPM bezprawnie zatrzymał w Londynie, przyspieszając (wyzwalając) agonię. Atak shortów zamknął długoletnią historię tego banku. Lehman wcale nie musiał upaść. Kilkanaście mld to więcej, niż mu było potrzebne do przetrwania.

Taibbi zwraca uwagę, że gdyby nie przemyślane paniczne ataki short sell, prawdopodobnie oba banki istniałyby nadal w niezmienionej formie, ponieważ wcale nie były gorsze od swoich rywali. Jednakże, w sensie darwinowskim okazały się słabsze do konkurencji, która doprowadziła do ich upadku, przejmując ich aktywa i rynek za grosze. Przy osiągnięciu szczytu kredytu bankowego i rozpoczęciu lawiny deflacji konsolidacje (kanibalizm) są nieuniknione, bowiem rynku nie wystarczy dla wszystkich. Zastosowane metody jednak nie miały nic wspólnego z normalnym działaniem wolnego rynku, a wszystko z wolną amerykanką, czyli najzwyczajniej gangsterką.

Na czym polega goły short sell? Ano na tym, że makler zawiera transakcje sprzedaży akcji, których nie posiada. Niektórzy maklerzy (arbitrzy) mają prawo do takiego działania, jeśli wymaga tego utrzymanie ciągłości rynku. Wszyscy inni, stosujący takie praktyki, w świetle amerykańskiego prawa (i zdrowego rozsądku) są oszustami. Aby coś sprzedać, trzeba tym dysponować. Owszem, istnieje nawet usankcjonowana instytucja pożyczania akcji (leasing), pozwalająca agresywnym graczom na zniżkę wypożyczyć za drobną procentową opłatą akcje od posiadaczy na czas kupowania opcji, aby móc ją rozliczyć. Wówczas sprzedają pożyczone akcje (jak własne), aby odkupić je i oddać w chwili wygasania opcji, gdy są już tańsze.

W przypadku Bear-Stearns oraz Lehmana sprawcy, siedzący w cieniu, nie zadawali sobie nawet trudu pożyczaniem akcji. Sprzedawali nie istniejący towar, którego nie mieli, w skoordynowanej akcji zniszczenia giełdowego kursu spółek. Giełdowa zmowa i manipulacja w najczystszej postaci. Dowód? Proszę bardzo. Tylko jednego dnia, 11 marca 2008 nie rozliczono transakcji sprzedaży akcji BS w wysokości ... 5 procent kapitału spółki. Niedomknięte (nie rozliczone) transakcje wiszą w systemie jako non-delivery (nie dostarczono) i stanowią właśnie gołą sprzedaż. Nie ma banku, który może wytrzymać podobną operację bez szwanku. Pół biedy (może nie całkiem), kiedy te akcje lądują na rynku legalnie. Oznacza to zwykle załamanie kursu, bo to ogromna masa, poza spółkami Karkosika taki obrót oznacza sytuację kryzysową. W przypadku BS sprzedawane akcje nie istniały, pojawiły się dosłownie z powietrza. Czy mogły mimo to spowodować panikę? Oczywiście, nawet większą niż oryginalne, bo na rynku pojawiła się w wyniku oszustwa dodatkowa płynność, coś jak quantitative easing Benka, albo spontaniczne rozwodnienie kapitału przez nadzwyczajną emisję.

O całej sytuacji oczywiście jest poinformowana komisja papierów i giełd i jak dotąd nie wszczęła żadnego postępowania. Informacje tu cytowane pochodzą właśnie od nich, gdyż na bieżąco monitorują stan rynku. O sprawie pisze dziennikarz giełdowy w czasopiśmie ... muzycznym. Wall Street Journal, Financial Times milczą. Nic się nie stało, proszę się rozejść.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 2 września 2009

Winda jedzie w dół

Przed dwoma tygodniami przestrzegałem Czy to już ostatnie piętro?. Teraz winda jedzie w dół. Korekta. Jaki będzie jej zasięg, pytają mądre głowy. Powinien być znaczący. Skąd takie przekonanie? Nadszedł najwyższy czas. To po pierwsze. Dolarowi i surowcom należy się odbicie, jednemu w górę, reszcie w dół. To po drugie. I w końcu ktoś musi zacząć pakować w obligacje, poza samym Benkiem z kolegami. To po trzecie.

Ale jest jeszcze czwarte, najważniejsze. Co robi gruby? Otóż, sądząc z obrazków, wyczesanych przez czytelnika zerohedge (sam/a takie możesz zrobić), szczęśliwi akcjonariusze śmieciowych gigantów finansowych, znajdujących się od niemal roku na garnuszku wuja Sama, na górce pozbywali się papierów w najlepszym, znanym z Warszawy stylu pompka&trąbka. Wynika z tego, że nie wierzą w rychłe odbicie ich wartości, co zresztą pokrywa się z fundamentalną wyceną bankrutów.

  • Citibank


  • AIG


  • Fannie Mae


  • Freddy Mac

© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 15 sierpnia 2009

On the Edge 14.08: Zero hedge

Świeżutki program Maksa Keisera, którego lubię za luz i prawdę. Max maklerował, więc wie, o czym robi swój show. Takie antidotum na Cramera. W tym odcinku zaprosił głośnego bloggera ps. Tyler Durden (bohater Fightclub), autora witryny zerohedge.com, gdzie pojawiają się smaczne kawałki o high frequency trading, manipulacji NYSE i podobnych. Zgadnijcie czym rozmawiają.

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 30 lipca 2009

Czarne oceany

W związku z tym, że jest gorąco... No może nie całkiem. Tytuł pochodzi oczywiście od książki Jacka Dukaja. Jestem pod wrażeniem widzenia przyszłości na własne oczy. Ma rację czytelnik, polecając tę książkę, która wczoraj należała do gatunku fantasy. Drugi z czytelników zaproponował moim zezowatym, ale ostrym oczom, przyjrzenie się funduszom zwanym dark pools, a służącym do zbierania i wykonywania handlu papierami wartościowymi. W ten oto sposób powstał polski odpowiednik - pasujący zresztą fonetycznie - dark pools of money = czarne oceany.

Od kiedy komputer trwale pokonuje arcymistrza szachów Kasparowa, stało się jasne, że w zakresie strategii inwestycyjnych maszyna góruje nad człowiekiem, nie mówiąc już o jej szybkości i wykładniczo rosnących możliwościach. Zwykło się uważać, że co prawda komputery są miliony razy szybsze, ale nie mają inteligencji i wyczucia, dlatego nie pokonają tradycyjnych traderów. Rzeczywistość jest niestety brutalna. Dziś maszyny wykonują przeszło 70% handlu na giełdach amerykańskich, więc przeciętna transakcja kupna-sprzedaży zawierana jest przez dwie maszyny. Zostawię kwestię moralnej i prawnej dwuznaczności oświadczenia woli komputerów. Wystarczy, że są skuteczne. Nie dość, że potrafią w ułamku sekund skojarzyć miliony informacji z całego globu, zanim zdążysz mrugnąć okiem, one zdążą dokonać handlu i przejść do następnego. Ich programy (algorytmy) są zabójczo skuteczne, konsekwentne i zyskowne. Ostatnie dwadzieścia lat high finance to nie tylko portfele inwestycyjne, komputerowe modele ryzyka i egzotyczne derywaty. To także algorytmy handlu komputerowego, podparte inteligentnymi strukturami rozpoznawania wzorców, sieci neuronowe, algorytmy adaptatywne i high frequency trading.

Nie jest prawdą, że usunięcie HFT uzdrowi sytuację i wszystko powróci do normy. Wbrew wrażeniu z naszych ostatnich notatek ani HFT, ani SLP, ani Goldman nie są głównymi winowajcami. Otóż winowajcą jest człowiek, który zatracił panowanie nad maszyną i nie jest w stanie okiełznać jej możliwości, bowiem szybkość rozwoju przekroczyła próg kontroli. Dziś wyścig ekonomiczny nie polega na produkcji, ale szybkości innowacji. Uczestniczymy w bezgłośnej i bezkrwawej wojnie elektronicznego handlu, którą wygrywają mający szybsze komputery, lepszą informację i bardziej wyrafinowaną wiedzę.

Czas porzucić wyobrażenia o światowej wojnie w tradycyjnym stylu. Czy nie były granicznymi utarczkami ostatnie cyberataki na Łotwę, Japonię i Stany? Oczywiście że były. Dlaczego zatem nie zaklasyfikować globalnej wojny elektronicznego handlu tak, jak na to zasługuje? Jesteśmy świadkami wojny, która nie ma widocznych ofiar, ale toczona jest z równą zaciekłością, co wojny tradycyjne, bowiem w jej wyniku następuje transfer bogactwa, zasobów i władzy, która jest tym, co pozwala rozkazywać. W elektronicznej wojnie żołnierzami są komputery, to one powodują, że kapitał wędruje z jednych kont na inne. Nie ulegaj iluzji, że skoro ich nie widać, bo nie przybierają nawet formy papieru, a co dopiero monety, są niematerialne. Owszem, są materialne tak dalece, że Chiny są obecnie właścicielem połowy Afryki, a leader ostatniego zamieszania na rynkach (jak zwykle) z bankruta przeistoczył się w przeciągu pół roku niemalże w nową gwiazdę, zapowiadając na święta rekordowe wypłaty z zysku. Gros tego zysku, jeśli nie cały, pochodzi z tradingu, elektronicznego dodajmy. Jak to możliwe, ktoś spyta, przecież to jakieś bajki. Żadne bajki, szczera prawda, genialnie opisana w prekognicji przez Dukaja.

Kiedy głębiej zastanowiłem się nad konsekwencjami swej prostej i oczywistej konstatacji, ogarnęło mnie zwątpienie. Dziś to, co Dukaj beletrystycznie opisał jest faktem. Społeczeństwa na globie są podmiotami elektronicznych wojen, czy tego chcą, czy nie chcą, a zadaniem wybitniejszych jest ucieczka od wszędobylskiej komputerowo-ekonomicznej opresji przez projektowanie skutecznych algorytmów ochrony przed pasożytniczym wyzyskiem komputerowych traderów. Wymyślane są złożone strategie maskujące, kamuflaż, pozorowanie, kontrwywiad aktywny i pasywny, niczym w najlepszej tradycyjnej wojnie. Ludzie dziś wymyślają komputerowe sposoby obrony przed komputerowymi atakami. Jeśli to nie jest wojna, to co to jest? Już nie są żołnierzami tej wojny, są służącymi robotów, ich obsługą techniczną. Na szczęście są też programistami i konstruują te modele i algorytmy, ale wojen już nie wygrywają armie, tylko maszyny. Człowiek przestał bronić się przed agresją innego człowieka, a coraz więcej energii poświęca obronie przed... komputerem. To znamienna przemiana epok.

Przejdźmy zatem do konkretów i spróbujmy połączyć niektóre znane punkty łamigłówki. Obraz jest naprawdę fascynujący.

Co to są czarne oceany
Fundusze hedżingowe, aby zachować swoją przewagę informacyjną, czynną i bierną, czyli możliwość zbierania informacji, a jednocześnie jej ochrony, odczuwają w naturalny sposób efekt skali. Aby móc skutecznie konkurować, muszą zbudować odpowiednio dużą, znaczącą bazę kapitałową. Optymalnym kompromisem jest fundusz z elektroniczną platformą transakcyjną, czyli właśnie dark pool. Klienci-uczestnicy funduszu mogą handlować na platformie ze sobą i oczywiście z resztą świata. Co istotne, to fakt, iż informacje o ich zleceniach pozostają w środku. Oczywiście dark pool jest podłączone zazwyczaj do kilku globalnych systemów transakcyjnych i jego oferty są widoczne dla każdego zainteresowanego, niemniej nie wiadomo, kto jest zleceniodawcą. Co więcej, im większy dark pool, tym lepszy kamuflaż. Stąd zapewne ich błyskawiczna kariera, bowiem im większa konkurencja automatycznego handlu, zwłaszcza HFT, tym - paradoksalnie - silniejsza potrzeba uczestnictwa w jakimś dark-pool. To typowa dodatnia spirala, tłumacząca ostatni kierunek rozwoju. Innowacje w dziedzinie agresywnego komputerowego tradingu zaostrzyły konkurencję do tego stopnia, że niesposób się przed nią obronić nie biorąc w niej udziału. To oczywiście przyspiesza jeszcze wyścig, czyniąc przewagę kilku wybranych HF jeszcze większą, co w następnym kroku doprowadzi do wycięcia konkurencji...

Government Sharks
Jaka jest w tym rola Goldmana, malowanego przez Tabibiego na przyczynę wszelkiego zła? Otóż całkiem prozaiczna. Goldman w praktyce jest zwyczajnie najbardziej innowacyjny i zainwestował w HF najwięcej i na samym początku. Zbiera zatem dziś owoce i nic w tym zaskakującego. Dziwić może jedynie ślepota, że w oczywisty sposób "licence to kill" jest opłacone czymś starannie ukrytym, co staje się jasne po przeanalizowaniu przenośni wojennej. Czy dziwi kogoś, że Goldie był uczestnikiem grupy roboczej d/s ratowania systemu bankowego po katastrofie LTCM? Nie. Co więcej, istnienie tajnego zespołu, znanego pod kryptonimem PPT jest urzędowo potwierdzone. Przypomnijmy, że LTCM zawaliło się z powodu błędnych komputerowych modeli ryzyka portfela inwestycyjnego, za które jeden z założycieli dostał odrobinę wcześniej Nobla! To nie głupi Jasio to zrobił, tylko najtęższe mózgi tego świata, operujące nacięższą forsą. Noblista notabene od tego czasu zdążył położyć już następny fundusz, a obecnie otwiera trzeci. Nie brakuje okazji do zarobienia megakasy, kiedy wyścig trwa.

Nie powinno zatem dziwić, że wśród architektów tajnego programu ratowania systemu bankowego jest Goldman. Przecież zdobyli szlify i okazali się skuteczni w poprzedniej odsłonie. Ktoś powie: brednie, nie ma żadnego zespołu. OK. W takim razie musi ogłosić Obamę Supermanem, a ja w Supermana nie wierzę. Otóż obecna "hossa" na giełdach zaczęła się w dzień po przemówieniu Obamy o końcu recesji. Nie wcześniej, nie później, w sam raz na rozkaz. Superman i prorok w jednym, jak w Faraonie Prusa.

Nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że założycielami największego dark pool, Direct Edge jest - któżby inny - Goldman oraz fundusz z Chicago Citadel, równorzędny merytorycznie partner i konkurent w branży HFT. Platforma Direct Edge obsługuje cały ruch Goldmana i Citadel i jest posadowiona - gdzieżby indziej - w serwerowni NYSE. Ta skromna różnica daje Direct Edge konkurencyjną przewagę nad resztą świata, bowiem NYSE - jak dotychczas - jest giełdą największą i do tego najszerzej rozgałęzioną. W sercu tego siedzi sobie spokojnie Direct Edge i nie powinno nikogo dziwić, że Goldie - jako jego fundator - generuje ponad połowę obrotów tradingu komputerowego. Ma po prostu taką przewagę, że konkurenci nie są w stanie dorosnąć, zanim padną w boju, albo pozostają na zawsze na poziomie karłowatym.

Powyższe tłumaczyć może dlaczego Citadel zdecydowało się na joint venture ze swoim wrogiem. Ano bez tego wroga nie byliby w stanie rozwinąć swojej technologii HFT w ogóle. Można to łatwo wykazać na ostatnim przykładzie Siergieja Alejnikowa. Otóż zechciał on porzucić Goldmana dla mało znanej firmy z Chicago pod tytułem Teza Technologies, która zaproponowała mu czterokrotne podniesienie pensji - do wysokości 1,2 mln. Nieźle jak na młodego programistę z Rosji. Mało kto wie, iż właścicielem Teza jest drugi Rosjanin, niejaki Misza (Michał) Małyszew, wybitny matematyk i komputerowiec, do niedawna pracujący jako szef HF w... gdzieżby indziej, w Citadel. Tuż po zatrzymaniu Alejnikowa Małyszew zerwał z nim umowę, tłumacząc się jeszcze, że nie miał pojęcia o jego ew. kryminalnych działaniach. Nici z trzeciego konkurenta.


Co mówi Saluzzi i Keiser

Nie owijając w bawełnę obydwaj panowie - co zezowaty mimo upału relacjonował - jak przystało na rasowych maklerów, wygarniają do kamer to, co dla fachowców jest oczywiste. HFT służy do frontrunningu i skalpowania (popularna strategia tradingu) klientów HF. Badzo smacznie w tym kontekście wygląda konfrontacja Saluzziego z sympatyczną skądinąd autorką akademickiej książki pt. High Frequency Trading. Zwróćcie uwagę na dwa akcenty jej wypowiedzi.

  • Pani Irenka na szczery zarzut Saluzziego, że na giełdzie jest manipulacja i front-running z niewinnością piętnastolatki stwierdza, że byłoby to nielegalne, ponieważ jest to przestępstwo (domyślnie co za bzdurne zarzuty, trzeba mieć dowody na takie twierdzenia, tak jakby obecność trupa w szafie nie była dowodem zbrodni, bo przecież mógł tam wejść sam, skaleczyć się nożem po ciemku i udusić się z braku tlenu przed przybyciem pomocy).
  • Irenka zręcznie zauważa, na zarzut, iżby Goldman ćwiczył skalpowanie swych klientów przez tzw. flash order jest nieprawda, bo na NYSE flash order nie działa.

Tu dochodzimy do potrzeby wyjaśnienia co to jest flash order. Otóż to wymyślne narzędzie sondowania zakresu cen chwilowych ofert, polegające na natychmiastowym zawarciu transakcji. Oferta flash order pojawia się w systemie transakcyjnym i ma zerowy czas obowiązywania. Jeśli zostanie zaakceptowana (ktoś ją przyjął) oznacza to dla oferenta, że w danym ułamku sekundy na rynku są aktywni chętni po danej cenie.

Flash order nie są dopuszczone na giełdach w Stanach per se, bowiem nie spełniają wymagań cetralnej tabeli ofert (NBBO), niemniej są wykonywane (w dziesiątkach tysięcy na sekundę) na platformach Direct Edge oraz NASDAQ. Biorąc słowa pani Irenki ściśle, miała rację, niemniej flash order są wykonywane na NYSE w ten sposób, że choć nie należą do formatu giełdy, należą do formatu jej największego systemu transakcyjnego Direct Edge, który działa na komputerze w tym samym budynku, na tym samym piętrze. Co więcej prawie wszystkie zlecenia NYSE są widoczne na Direct Edge. W skrócie pani Irenka nie skłamała, jedynie celowo ukryła prawdę.




Na koniec kilka słów wyjaśnienia od szefa firmy Pipeline, która jest światowym liderem w kamuflażu elektronicznego handlu blokowego, autorem strategii adaptatywnego przełączania algorytmów, przez którą algorytmy skalpujące głupieją i widzą na rynku zjawy...

Ciekawe czasy, kiedy można zarobić na giełdzie na pozorowaniu ruchów, wydawałoby się że giełda to miejsce, gdzie się przychodzi i ogłasza wszem i wobec swoje zamiary, po to, by osiągnąć najlepszą cenę. Dawniej tak było, teraz jest trochę inaczej. Dość powiedzieć, że od chwili, kiedy agresywny algorytm wykryje determinację dużego posiadacza do konkretnego ruchu na danym walorze, jest on zdany na jego łaskę, zanim bowiem zacznie wykonywać handel, jego szybki i sprytny wróg będzie spozycjonowany na jego przyjęcie, pożyczy dany walor o milisekundy szybciej na drugim końcu świata, żeby go sprzedać/kupić kientowi o kilka centów drożej.

© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 22 lipca 2009

Saluzzi: tak wygląda manipulacja z bliska

W poprzednim odcinku relacjonowałem wyznanie otwartym tekstem Saluzziego. Tak, jest manipulacja na największej giełdzie świata. Dla porządku przypomnę jeszcze, że pisałem o tym zjawisku od marca. Niemniej pewne postawy muszą dojrzeć, pewne fakty muszą ujrzeć światło dzienne i później jeszcze zostać przemyślane. Fakt, iż Saluzzi wychodzi ze swoim opisem zjawisk teraz, jest nieprzypadkowy. Oto bowiem na temat podejrzanego high frequency trading wypowiadają się (fachowo) poważani blogerzy (zerohedge), ale także już skraj normalnych mediów (Max Keiser).

Myślę, że o wyborze tego momentu zdecydowała po prostu kampania otwartej nienawiści wobec -śmiało można powiedzieć - głównego beneficjenta kryzysu finansowego, a szczególnie akcji ratunkowej ministerstwa skarbu USA, która wylała się w mediach po zapowiedzi astronomicznych zysków Goldman Sachs, po równie astronomicznych stratach, które nawet spowodowały zniknięcie jednego miesiąca w kalendarzu za ub. rok.

Owszem, jest w najwyższym stopniu oburzające, że zarząd bankruta GS obsypie się miliardowymi nagrodami, za które zapłaci podatnik i traderzy na giełdzie, w rok po upadku Lehman Bros., którego kultura korporacyjna nie była ani lepsza, ani gorsza od GS, więcej nawet: ich standing nie był gorszy, tylko koneksje...

Nie bądźmy jednak naiwni. Informacja na temat podejrzanej roli GS (i innych), ale szczególnie tego pierwszego w wyzysku HF trading (gros profitów, rzędu nawet 100 mln dziennie pochodzi z tego źródła) może ujrzeć światło dnia, ponieważ zaszły trzy ważne rzeczy. Po pierwsze odtrąbiono koniec kryzysu (recesji), światu nie grozi armagedon, a więc pospiesznie powołany do wspierania zaufania do NYSE program SLP, którego GS jest jedynym operatorem, można (należy) powoli zwijać. Otóż daje on na giełdzie nowojorskiej ponad połowę obrotów segmentu program trading (handel komputerowy), a cały PT to aż 70% rynku! Dziś maklerzy i traderzy są dodatkiem do komputerów, nie odwrotnie.

Po drugie, został zatrzymany programista GS, który pisał algorytmy do tego handlu i została uruchomiona lawina komentarzy po oświadczeniu prokuratora prowadzącego sprawę, z którego wynikało niezbicie, iż algorytmy GS mogą służyć do nieuczciwej manipulacji na rynku.

Po trzecie - i ostatnie - bezczelna zapowiedź wypłaty bajecznych bonusów przepełniła czarę.

Toxic Equity Trading Order Flow  

Nie jest tak, że podejrzenia kliku blogerów oraz traderów (zarówno Keiser, jak Saluzzi są maklerami) stanowią dowód, ale regulacje high frequency trading (a właściwie ich brak) oraz bezczynność, a celniej obstrukcja SEC wobec sprzeciwów NASDAQ do HFT (tak, tak, matecznik Bernie Madoffa walczy z SEC o lepszy dostęp komputerowy do NYSE, bo GS go zmajoryzował!), śmierdzą tak potwornie, że dalej się nie da wytrzymać. Oczywiście zezowaty nie ma żadnych dowodów, niemniej obecny stan techniki oraz regulamin NYSE zachęcają wręcz do golenia frajerów poprzez tzw. insider trading oraz frontrunning, którego najjaskrawszym chyba przykładem jest dopuszczenie do milionów pustych zapytań ping, pozwalającym na bezbolesne i natychmiastowe rozpoznanie zakresu  rzeczywistych ofert uczestników rynku i to za darmo! Zapytanie puste polega na tym, że jest ono ważne tylko natychmiast, jeśli nie zostanie przyjęte przez nikogo, automatyczny program wie, że na rynku nie ma ofert po tej cenie. W ułamku sekundy (mikrosekundach dokładniej) obniża więc cenę o jeden cent, aż do skutku, do osiągnięcia piewszego brania. W ten sposób zanim zdążysz mrugnąć okiem, komputer GS wie, gdzie kończą się widełki cenowe na poszczególnych walorach, przez okrągłą sesję. Zanim zlecenie zostanie wprowadzone do systemu (i inni mogą na nie odpowiedzieć), ten komputer już wie, jaką pozycję zająć, tzn. jak je wykorzystać (oczywiście przeciwko tobie). Dziecinnie proste i nic nie kosztuje, z wyjątkiem prądu.

Najśmieszniejsze jest to, iż program SLP daje GS wynagrodzenie w wysokości 1/2 centa za każdą akcję. Dostęp do systemu NYSE chłopaki mają za darmo. Tak samo jest z prowizją od obrotu. Jest za darmo. Jeśli po obu stronach handlu jest GS, to zarabia na każdej akcji 1 cent. To niedużo, prawda? Ale wystarczy obrócić w czasie sesji miliard akcji w cenie zakupu (a robią to namiętnie) i już mamy 10 milionów. Bez oszustwa i niecnych praktyk. Kto za to płaci? Pan za to płaci, społeczeństwo...


© zezorro'10 dodajdo.com

muut