Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 września 2010

Głęboka depresja systemowa




Nie ma wątpliwości, że amerykański system monetarny jest w ciężkim położeniu, które z każdym dniem się pogarsza. Wymuskani oligarchowie – właściciele systemu - nie mogą osiągnąć spodziewanych rezultatów i dlatego panuje wśród nich wielka konsternacja. Od 1913 roku Fed, prowadząc amerykańską politykę monetarną, doprowadził do kolejnych recesji i dwóch depresji. Drugą jest ta, w której obecnie się znajdujemy. Celem utworzenia Fedu miało być zapobieganie występowaniu recesji i depresji – cel, którego osiągnięcie ewidentnie im się nie udaje. Jest tak ponieważ nigdy nie planowali, aby im się udało. Fed został utworzony w celu zapewnienia swym właścicielom oszałamiających zysków, i co jeszcze bardziej istotne,  w celu kontrolowania narodu politycznie, ekonomicznie i finansowo. Od początku celem właścicieli Fed-u było stworzenie rządu światowego i kontrola Fedu nad systemem ma do tego doprowadzić.

Prawdziwa kontrola polityczna nad obiema partiami politycznymi rozpoczęła się w 1930 roku i gdyby generał Smedly Butler nie ujawnił zamiarów tej kabały ostateczna próba ustanowienia rządu światowego podjęta zostałaby znacznie wcześniej. W latach 60-tych i 70-tych polityczna kontrola nad partiami stała się zupełnie oczywista ze względu na jawne zaprzedanie się większości polityków obu izb Kongresu. Różnice między partiami politycznymi stały się niedostrzegalne wraz z pieniędzmi płynącymi do nich szerokim strumieniem. Obecnie sytuacja jest tak fatalna, że ustawodawcy nie czytają nawet ustaw, które przegłosowują. Jak powiedziała kiedyś Pelosi: „Głosujcie za ustawą, a co w niej jest powiemy wam później”. Cóż za nowatorska forma sprawowania rządów. Fed kieruje rządem – polityka monetarna, fiskalna i gospodarka nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości. Właściciele Fed-u kontrolują każdy aspekt polityki wszystkich gałęzi rządu. W trakcie tego procesu wykastrowali Konstytucję i Kartę Praw w ogóle tego nie ukrywając. Rozdział władzy już dawno nie istnieje. Właściciele Fedu: JPMorgan Chase, Goldman Sachs, Citigroup oraz właściciele zagraniczni – decydują o tym co ma się wydarzyć. Celem jest nieustanne wzmacnianie kontroli korporacji nad rządem i zapewnienie, że korporacyjny rząd oligarchów stanie się jeszcze bardziej potężny w rękach monopolistów.

Fed został utworzony nie tylko po to, aby zapobiegać recesjom i depresjom, ale także aby tworzyć pieniądze i kredyt na potrzeby gospodarki. Od początku Fed powodował wrosty i upadki koniunktury, tak jak wcześniej robił to Departament Skarbu. Jak zawsze problemem była chciwość i polityka. I to pomimo, że prywatnie posiadany Fed działał jako część rządu. Fed nie został jednak utworzony, aby służyć dobru publicznemu. Został utworzony aby służyć swoim posiadaczom – bankierom z Wall Street. Fed istnieje także, aby finansować rząd, kiedy zajdzie taka potrzeba – poprzez spieniężanie długu, co wywołuje inflację.
Rezultatem działań Fed-u jest spadek wartości dolara o 98% od 1913 roku. Oto co przez ostatnie 97 lat uczyniła sile nabywczej niepohamowana emisja pieniędzy i kredytu. Żałosny to i nie do pozazdroszczenia rekord oraz z całą pewnością powód do likwidacji Fed-u. Fed-u jednak nie zlikwidowano. Jak mieliśmy okazję niedawno obejrzeć - wszyscy sprzedajni kongresmeni i senatorowie dopilnowali, aby audyt Fedu został powstrzymany w Kongresie.

Obecna era niszczenia dolara rozpoczęła się 15 sierpnia 1971 roku, kiedy Richard Nixon zniósł pokrycie dolara w złocie. Od tamtego czasu siła nabywcza dolara gwałtownie spada i Amerykanie zostali nafaszerowani pustym pieniądzem. Kulminacją tych działań był spadek wartości dolara, 14%-procentowa inflacja i cena srebra na poziomie 50 USD, a złota 850 USD w 1980 roku. To co widzieliśmy to nic innego jak dług przygniatany jeszcze większym długiem przez Fed i Departament Skarbu - to samo robi się zresztą powszechnie na całym świecie. Świat keynesistów maszeruje noga w nogę za Fedem. Efektem tych monetarnych machinacji jest obecna nieodwracalna sytuacja - głęboka depresja systemowa.

Po 1971 roku popadliśmy w stagflację, termin utworzony przez Harry-go Schultza, guru i ojca wszystkich dziennikarzy finansowych. Teoretycznie mogłeś nawet polubić roller-coaster ostatnich 39 lat prowadzący do planowego chaosu. Niektórzy nazywają go cyklami koniunktury. My - manipulacjami Fedu.

Fed zmienił podaż pieniądza przed 1980 rokiem, ograniczając zdolność do emisji ogromnych ilości pieniędzy poprzez użycie stóp procentowych jako narzędzia manipulacji. Paul Volcker, prezes Fed, wyciągnął lekcję z lat 80-tych: ceny złota musiały być sztucznie hamowane jeśli polityka monetarna miała działać. W sierpniu 1988 roku Reagan podpisał rozkaz wykonawczy tworząc "Prezydencką Grupę Roboczą ds. Rynków Finansowych", która od tego czasu jest używana do sztucznego hamowania cen złota i srebra oraz manipulowania rynkami. Mechanizm ten pozwala Fed-owi robić co chce. W rezultacie od późnych lat 90-tych aż do dziś banki w ramach systemu rezerwy frakcyjnej nie tylko pożyczają 9-ciokrotnie więcej niż posiadają, co postrzegane jest jako normalne, ale nawet do 70-razy więcej. System bankowy wymknął się spod kontroli. Żaden bankier przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby czegoś takiego - gdyby nie otrzymał poleceń z Fed-u. To doprowadza nas do obecnej sytuacji, w której banki wciąż pożyczają do 40-razy więcej niż posiadają. Wyciągamy teraz lekcję, że tworzenie pieniędzy i kredytu nie tworzy prawdziwego bogactwa. Efektem są 3 lata kryzysu kredytowego, czy inaczej - Globalny Kryzys Finansowy. Jest wiele przyczyn, które do niego doprowadziły, ale do najważniejszych należy niepohamowana kreacja pieniądza i kredytu, socjalistyczno-faszystowskie państwo opiekuńcze, wojna oraz brak standardu złota, którego ograniczenia zapobiegłyby temu co oglądamy.

Ostatnią nadwyżkę budżetową zanotowano w 1960 roku. Rzekoma nadwyżka za Billa Clintona nigdy nie wystąpiła. Wzrost długu, zwłaszcza po 15 sierpnia 1971 roku, jest gigantyczny. To co jeszcze przedłuża grę to masowe łupienie środków z funduszy emerytalnych.

Odpowiedzią Fed-u na te problemy była, tak jak przewidzieliśmy, nowa faza drukowania pieniędzy. Ponieważ Kongres nie wspomoże administracji uchwaleniem kolejnego planu stymulacyjnego tak blisko wyborów, administracja zaproponowała szereg rozwiązań, które, jak mają nadzieję, wejdą w życie pomiędzy 5 listopada a końcem roku. Pamiętajmy, 95% członków Kongresu jest przekupionych, dlatego przegłosują wszystko co im podetkną ich dobroczyńcy. Kongres przegłosował przedłużenie zasiłków dla bezrobotnych w kwocie 34 miliardów USD. Dalsze rozwiązania w skrócie: pozwolić firmom odpisać 100% nowych inwestycji w fabryki i wyposażenie w 2011 roku, plus 100 miliardów dolarów ulg podatkowych dla firm. Wielki biznes siedzi na 1 bilionie dolarów w gotówce, więc jest to nic innego jak jawna próba kupienia głosów. A kosztować będzie 200 miliardów USD. Dalej 50 miliardów USD na infrastrukturę i kolejne 50 miliardów na hipoteki domów. To daje 434 miliardy USD. Obama ma jeszcze ogłosić zwolnienia podatkowe dla najmniej zarabiających i małych przedsiębiorstw, co jak szacujemy będzie kosztowało 200 miliardów USD. Łącznie daje to 634 miliardy USD wydatków na cele socjalne, a wszystko to Obama planuje przegłosować pomiędzy 5 listopada (wybory) a końcem roku. Moglibyśmy dodać, że nigdzie pośród tej politycznej szczodrości nie ma wzmianki o tworzeniu miejsc pracy. Jak wiadomo w sporcie - sterydy ostatecznie doprowadzają do śmierci zawodnika. To samo sprawdza się w gospodarce i ekonomii. Ignorowanie współczynnika urodzeń i zgonów w statystykach dotyczących bezrobocia jest niebezpieczną decyzją. Obserwujemy spadek pełnego zatrudnienia i wzrost zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu. Ta litania nie ma końca w czasie jak popadamy z jednego kryzysu w następny.

Określiliśmy obecną sytuację jako depresję. Minęły już 33 miesiące od początku recesji. 18 miesięcy od początku depresji inflacyjnej. Dla tych, którzy nie wierzą, że jesteśmy w depresji - oto liczby od czasu szczytu. Sprzedaż hurtowa: - 4.5%, zyski firm: -20%, odszkodowania: -3.7%, rzeczywiste PKB: -1.3%, eksport: -9.2%, produkcja przemysłowa: -7.2%, zatrudnienie: -5.5%, zamówienia przemysłowe: -22.1%, transport: -12.5%, budowy nowych domów: -63.5%, sprzedaż nowych domów: -68.9%, sprzedaż używanych domów: -41.2%, budowy nieruchomości komercyjnych: -35.7%.

Rządowy transfer środków dla gospodarstw domowych wzrósł do 31% w ciągu 3 lat. 30% osobistych przychodów pochodzi od rządu. Jak ludzie mają kupować domy przy ciągle spadających cenach, obawach przed bezrobociem i płacach, które realnie spadły o 8.4%? Gdziekolwiek nie spojrzysz wielkie firmy zwiększyły zyski, ale zmniejszyły sprzedaż. Osiągnęły to zwalniając ludzi, ponieważ pracownicy stanowią 70% kosztów operacyjnych. Pracownicy przerażeni widmem zwolnienia pracują ciężej, lecz patrząc na liczby ma to swoje granice - w ostatnim miesiącu wydajność spadła o -1.8%. Konsumenci kupują tylko to co muszą. Konsumpcja prywatna, która wcześniej stanowiła 72% PKB teraz stanowi tylko 69.5% i liczba ta może zbliżyć się do wartości z czasów II Wojny Światowej - 64.5%. Spadki te oznaczają wyższe bezrobocie, mniejszą sprzedaż domów i dalszą spiralę w dół. Czy kogoś dziwi, że Amerykanie spieniężają swoje polisy życiowe i oszczędności emerytalno-rentowe? Zachodzą duże zmiany systemowe i społeczne. Zmierzamy w kierunku powrotu stylu życia późnych lat 40-tych, 50-tych i 60-tych - więc lepiej się przygotuj.

Podstawową kwestią jest to, że jedynym rozwiązaniem jakie pozostało bankierom, Wall Street i Fedowi - jest znaczące podniesienie popytu i danie ludziom pracy, lecz jedynym sposobem w jaki rząd może to zrobić jest zwiększenie wydatków, zmniejszenie podatków, a w przypadku Fedu - zwiększenie podaży pieniądza i kredytu. W przeciwnym razie gra będzie skończona. To nie tyle właściwa rzecz do zrobienia, lecz rzecz którą muszą zrobić - w przeciwnym razie nastąpi depresja deflacyjna. Każdy kij ma jednak dwa końce - w tym przypadku jest nim powstanie olbrzymiego długu. Nie tylko dług jest przygniatany jeszcze większym długiem, ale następuje spadek wartości dolara jako światowej waluty rezerwowej w stosunku do innych walut, a szczególnie w stosunku do złota. Czy rzeczywiście świat chce gromadzić walutę o spadającej wartości? W ciągu roku Chiny sprzedały obligacje USA o wartości 100 miliardów USD. Czy to oznacza, że rozpoczął się eksodus od dolara? Oczywiście, że tak.

Wielu ludzi sądzi, że ta straszna sytuacja jest efektem niekompetencji. Biurokraci i ci, którzy kierują gospodarką i polityką wiedzą, że to co robią nie zadziała. Grają tylko na przedłużenie. Przyjrzyj się temu co robi Fed. Zamierza sprzedać toksyczne śmieci z powrotem bankom, od których je kupił - przypuszczalnie aby wyczyścić ich księgi. Może to być prawdą, ponieważ Fed nie chce ujawnić za ile kupił i za ile sprzeda te instrumenty. Jeśli to w końcu dotrze na rynek może spowodować załamanie rynku MBS i CDO. To wszystko nic innego jak gra w 3 karty. Wiemy, że jednym z pretekstów do utworzenia Fed-u była zdolność do posiadania elastycznej waluty, ale to wszystko zaszło już za daleko. Sądzimy, że straty Fed-u wynoszą grubo ponad 1 bilion USD oraz że inne banki centralne także ponoszą straty.

http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=20998
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Początek końca, czy koniec początku

Robert Reich jest autorem znanej pozycji "Superkapitalizm". Jego zdaniem pytanie jest otwarte.

Zezowaty nie ma obsesji na punkcie Stanów, ani kompleksu niższości, ale jest przekonany, że - po pierwsze - Stany obecny kryzys stworzyły, więc będą musiały wskazać drogę wyjścia z niego oraz - po drugie - zmienia się architektura świata, w której dotychczas motorem rozwoju ekonomicznego była konsumpcja w Stanach i produkcja w Chinach. Stąd prosty wniosek: wszystko ważne dziś dzieje się w USA, a na pewno ma tam odzwierciedlenie. Jeśli Stany coś zrobią, będziemy ponosić konsekwencje wspólnie, podobnie kiedy czegoś nie zrobią.

Według Reicha mamy na dobrą sprawę do czynienia cały czas z ogromną grą pozorów, a mało mamy twardych faktów, które pozwoliłyby zadecydować o podziale epok. Co prawda Wells Fargo zarobiło podobno trzy mld w pierwszym kwartale, na giełdach odbicie, a u nas to chyba marcowe koty i wiosenna euforia po prostu. Co zasadniczo przemawiałoby za zakończeniem wstępnej fazy recesji? Te błyskotliwe wyniki, publikowane na potrzeby chwili? Przypomnijmy szczerze: FASB zdjął reguły księgowania według wartości rynkowej aktywów bankowych zaledwie tydzień temu. Czy nie ma to odbicia w bilansach kwartalnych? Oczywiście że ma, dlatego właśnie zdjęto te rygory, aby pojawiły się - wzięte z krainy czarów - dodatnie zyski operacyjne. Owszem, banki przynoszą operacyjny zysk, to znaczy że nie dopłacają do udzielonych pożyczek, przed rachunkiem kapitałowym zysków-strat. Przecież to tautologia. Banki zawsze mają dodatni zysk operacyjny, bowiem trudnią się pożyczaniem pieniądza na dodatni procent. Niemniej po uwzględnieniu strat (nieoperacyjnych, kapitałowych) z nietrafionych lokat (a być może i nietrafionych pożyczek, co zdarza się coraz częściej), zyski mogą okazać się jak osiołek przy słoniu, albo Titanic przy górze lodowej.

Nie napawają optymizmem dane z rynku pracy, który dalej pracowicie zniżkuje i nadal będzie nurkował, przy obecnych trendach gospodarczych, przynajmniej do połowy przyszłego roku. Tak, tak, co najmniej jeszcze rok. Jeśli weźmiemy pod uwagę rozszerzony zakres liczenia bezrobocia, bliższe statystykom z lat 30 ubiegłego wieku, np. wg metodologii U-6, to okaże się, że rynek pracy w Stanach właśnie dobija do wskaźników Wielkiej Depresji.

Rynek nieruchomości, mimo buńczucznych zapowiedzi zmiany trendu, opartych na chwilowym skoku transakcji sprzedaży, napędzanych głównie refinansowaniem kredytu, które zdejmują z banku ciężar przewłaszczenia, jest bardzo daleki od dna. Spadek cen na dopiero rozpędzającej się z górki machinie powinien potrwać jeszcze co najmniej przez cały rok 2010! Nie, to nie błąd, to stwierdzenie oczywistego faktu, znanego specom od nieruchomości. Dość powiedzieć, że zapas domów na rynku, głównie z przewłaszczenia (foreclosure), jest tak wielki, że banki literalnie ukrywają swój stan posiadania, nie rozpoczynając procedur eksmisji w setkach tysięcy spraw, żeby nie pogarszać swego wyniku (dopóki kredyt jest w dziale "pracujące" nie trzeba spisywać strat z tego tytułu) oraz żeby dalej nie dołować już i tak przesyconego rynku. Żeby rozładować zapas domów dziś będącego w ofercie na rynku wtórnym, trzebaby przy aktualnym obrocie na tym rynku dwóch lat!

Nie dziwi więc, że rozpoczęła się w Stanach nowa świecka tradycja: bank walk-away. Wytłumaczę. Walk-away jest typowo amerykańskim wynalazkiem, polegającym na tym, że kredytobiorca nie jest związany teoretyczną wartością hipoteki na dom, jeśli odda klucze. W dowolnej chwili może uwolnić się od hipoteki, oddając dom w posiadanie banku i od tej chwili jest wolny od wszelkich zobowiązań. Innymi słowy jeśli hipoteka na domu przewyższa jego obecną wartość rynkową, to zmartwienie banku. W ostatnim czasie doszła do tego nowa kategoria. Banki coraz częściej nie przejmują fizycznie przejętych prawnie nieruchomości, bo im się to nie opłaca. Mimo tego, że są zobowiązane do przejęcia domu i opiekowania się nim (odpowiedzialność cywilna), nie robią tego, ponieważ każda czynność to dodatkowe koszty, a przy obecnym stanie rynku trudno sprzedać cokolwiek.

Ogromna fala kredytowej rzezi na rynku commercial real estate, czyli biura, kompleksy handlowe, centra rozrywki itd. dopiero nas czeka. Całe połacie biur i sklepów stoją już dziś puste, ceny wynajmu spadają, a raty kredytów nie. Fala upadłości w tym sektorze dopiero przed nami.

Koniunktura i nastroje konsumentów, mimo dętych sondaży, które ukazały się na Wielkanoc i miały świadczyć o wzroście optymizmu do poziomów sprzed kilku lat, są naprawdę pod psem. Konsumenci zdecydowanie zaczęli oszczędzać, co dobrze wróży bilansowi handlowemu, ale niestety bardzo słabo perspektywom odbicia. Stany są w depresji, a nie recesji, nie mówiąc już o płytkiej recesji typu V, w którą czarodzieje Obamy chcą nas ubrać.

Krótko rzecz ujmując według Reicha - i tu pełna zgoda zezowatego - nie widać nawet zdecydowanego końca początku tej recesji, kiedy będzie można powiedzieć, że osiągnęliśmy, bądź jesteśmy gdzieś w okolicy dna. O marzeniach o początku końca powinniśmy na jakiś czas zapomnieć. Jak długo? Dopóki nie zobaczymy, że świat stanął na solidnych podstawach i widać kogoś/coś, co nas wyciągnie z marazmu. Do tego czasu będziemy czołgać się po dnie. To irytujące, wiem. Każdy by chciał, żeby jego portfel, fabryka, kraj rosły w siłę, ale życzenia to nie rzeczywistość i lepiej ich ze sobą nie mylić. Za drogo kosztuje w realnym świecie. Trzeba powrócić na chwilę do artykułu o Sorosu i innych i zastanowić się, co naprawdę powiedzieli.

Na koniec zezowaty optymizm. Recesje zawsze się kończyły. Po zimie zawsze przychodzi wiosna, wyjrzyj przez okno. Biada jednak tym, którzy w krótkim rękawku muszą spacerować po śniegu. W końcu jednak jakoś tam wybrniemy ze światowej depresji, choć na razie jeszcze nie widać nawet końca początku fazy pierwszej - rachunku sumienia. Odbicie przyjdzie i będzie widoczne i odczuwalne, ale będą też widoczne jego przesłanki. Jak mówi zezowaty, koń ciągnie wóz, a nie odwrotnie. Skoro widzisz wóz, musisz też widzieć konia i widzieć, że naprawdę ciągnie. To aż tak proste. Na razie usiłują mnie przekonać, że wóz przestał się staczać i jedzie po równym, a nawet wjeżdża pod górę... Chętnie uwierzę, nie widzę tylko konia. I tu jest prawdziwy problem z ekipą Obamy. Wskaźniki, wyniki, sondaże, angaże, dusery, bajery, tylko gdzie ten koń?

© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 8 kwietnia 2009

Co mówią Faber, Soros i Sachs

Marc FaberMarc Faber to nie jest byle farciarz, ale doświadczony gracz. Zawał Wall Street zapowiedział tuż przed szczytem rynku w sierpniu 2007. Co mówi teraz? Zasadniczo twierdzi, że obecna fala optymizmu na gruncie rozpalonej przez Obamę wiary, że system finansowy się nie zawali, ma krótkie nogi. Zanim nastąpi prawdziwe ożywienie, musi przyjść korekta rzędu 10-15%. Oznaczałoby to, że marcowa mini-hossa była tzw. rajdem frajerów. Faber nie mówi o czasowym planie wyjścia z depresji, ale z całości można wysnuć wniosek, że nie jest to kwestia ani tego, ani następnego roku. Optymistyczna strona prognozy polega na tym, że jej zasadniczym mottem jest ustalenie twardego dna, osiągniętego w listopadzie 2008. Obecne spadki, jakie by one nie były, nie przebiją dna ustalonego wówczas. To w sumie nie jest zła wiadomość, bo od dna można się odbić tylko w górę, ale wydaje się, że nastrój tego odbicia nie jest zbyt młodzieńczy.

Według George'a Sorosa natomiast wyjście z depresji - on również używa tego terminu - odbędzie się w słabym tempie, a ożywienie będzie co chwilę gaszone. Nie zagraża nam inflacja, ale stag-deflacja, która zdominuje kilka najbliższych lat w USA. Wyjście z obecnej recesji będzie przypominać odwrócony pierwiastek, więc prawdopodobnie - jeśli dobrze sobie przypominam symbol pierwiastka - obecne techniczne odbicie, jakkolwiek silne (a może właśnie dlatego), nie powinno przyprowadzić nowych, niższych minimów. Nie zostało to powiedziane wprost, ale symbol jest powszechnie uznany za jednoznaczny. Nie jest wszakże jednoznaczne odwrócenie. Jak ono może wyglądać prezentuję na szkicach poniżej.





Soros główne niebezpieczeństwo widzi w przymusowym ratowaniu instytucji bankowych, które w swej istocie są niewypłacalne i pompowanie w nie pieniędzy jest równoznaczne z ich marnotrawieniem, albo wsypywaniem do czarnej dziury. Ratowane banki "zombie" wysysają w ten sposób krew z reszty systemu (gospodarki), nie pozwalając na szybsze odbicie. Dlatego kolejny cykl ekspansji będzie bardzo anemiczny i przerywany nawrotami deflacji (stag-deflacja).

Jeffrey Sachs, którego apel o zdrową, bankierską poprawność i uczciwość przy krytyce planu Geithnera opisałem wcześniej, przybliża swoje stanowisko obszerniej, ze swym kolegą Laurencem Kotlikowem w Financial Times.

W skrócie plan Geithnera nie może zadziałać (według nominalnych założeń), a w szczegółach jest nawet gorszy, niż mogłoby się wydawać. Nie jest niczym więcej, niż kolejną zapomogą, wydaniem publicznych pieniędzy dla kolegów i znajomych królika Goldie, wobec tego środki te zostaną zmarnowane. Co gorsza, posłużą one do wspomożenia najgorszych i najzachłanniejszych ekscesów, nie dając nic w zamian gospodarce i społeczeństwu. Odbędzie się to kosztem ogólnej koniunktury, której poprawa będzie anemiczna. Gigantyczne długi, zaciągnęte przez państwo na tę akcję rat(b)unkową, położą się także ciężkim cieniem na dalszym, długoterminowym rozwoju USA (i całego zachodu), bo pociągają za sobą konieczność sfinansowania deficytów na skalę bez precedensu w historii.

Na marginesie zdaniem zezowatego prof. Balcerowicz może ze znajomości z Jeffreyem Sachsem być dumny, a cytowany artykuł jest dowodem, że o ile Sachs był pracownikiem krwiożerczego MFW, to gdzie mu do Geithnera... Chyba mieliśmy szczęście.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut