Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą qe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą qe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2011

AAA o co chodzi?

Wielkie rzeczy. S&P w końcu zwróciła się przeciwko swemu panu. W patetycznej chwili, kiedy u nas Endrju rzuca się na sznur, S&P zamiast obniżyć rating Grecji do ZZZ-, obcięła rating wujowi Samowi. Stało się coś, co wydawało się niemożliwe. No cóż, codziennie dzieją się rzeczy, które wydawały się niemożliwe wczoraj, a rzeczy niemożliwe sensu stricte wydarzają się raz na kwartał :)

Czy rzeczywiście z tym ratingiem to wielkie halo? Jak dla kogo. Dla fachowców to zwyczajny teatr, podobnie jak ostatnia bójka wokół tzw. pułapu długu w Stanach. Teatr wokół ratingu kredytowego jest jego bezpośrednim przedłużeniem. Jest jednak jeszcze ważniejszy wyzwalacz, tymczasem ukryty. Owóż pani Angela odmówiła dalszej współpracy i powiedziała Berlusco bunga-bunga chłodne nein! EFSF nie podoła wsparciu kruszącego się Rzymu, boby rachunek musiał wypaść gdzieś koło 5 bln ojro. Takiej góry kredytu niemiecki podatnik, a właściwie wyborca, nie udźwignie. Innymi słowy Angela nie chce byc wyniesiona z Bundestagu na widłach, co skądinąd nie jest zaskoczeniem, boć zezowaty tak prawił rok temu. Ojro, ojro, a kończy się w New Yorku rzezaniem ratingu. Takie czasy, globalizacja. Patrząc zezem (a zezowaty tam ma) wydaje się, że S&P chce podkreslić, że mimo iż ojro jest padliną, to przecież lollar jest jeszcze bardziej parszywy. To zdaje się jest ta wojna walutowa, albo race to the bottom, czyli walka o to, kto szybciej zeszmaci swój pieniądz. Ma to ten pożytek, że ojro w tym tygodniu jeszcze nie zniknie, bo nie ma ich na co wymienić, oczywiście poza frankiem, ale to - zonk! - SNB właśnie rozpoczął quantitative easing, czyli mówiąc po ludzku - drukowanie franka. Takie czasy, mówiłem przecież że to wyścig w szmaceniu waluty. To akurat jest wiadomość z gatunku niemożliwych stricte (a jednak jest prawdą, patrz wyżej). Mamy zatem nowe czasy surrealizmu, kiedy wszyscy poszaleli i możemy wybierać między bardziej i mniej oszalałymi, między dżumą i cholerą oraz między walutami mniej i bardziej parszywymi.

Poniedziałek zapowiada się krwiście. Co na to Benek? Nasz korespondent z Onion donosi.


Czujesz siłę? To siła twojego pieniądza :-)

© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 18 lutego 2011

QE2 to kompletna porażka, a Bernanke ma urojenia co do inflacji




QE2 ma zaciekłych krytyków z uzasadnionych powodów. Mubarak w końcu obalony. Rekordowy deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych z Chinami. Rewolucje na Bliskim Wschodzie ostrzeżeniem przed kryzysem żywnościowym na całym świecie. Bilans zobowiązań Fedu przekroczył 2.5 biliona dolarów.

Niezadowolenie i zalążki rebelii istniały w Egipcie od długiego czasu, podobnie jak w wielu innych krajach. Główne mocarstwa światowe, w szczególności Stany Zjednoczone, były zadowolone z Mubaraka, ofiarowując mu 60 miliardów dolarów w ciągu 30 lat i pozwoliły przetransferować 70 miliardów na zagraniczne konta bankowe w Anglii, Szwajcarii i innych krajach, podczas gdy Egipcjanie w tym czasie głodowali. W historii nie było jeszcze dyktatora, którego nie lubiłyby Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Mubarak był ich dyktatorem, podobnie jak jego poprzednik. Robił dokładnie to co mu kazali, włączając w to wszystko czego żądał Izrael. Mubarak gwarantował stabilność, kosztem morzenia głodem własnych obywateli. Większość pomocy finansowej wysyłanej przez Stany Zjednoczone była używana do podtrzymywania silnego aparatu policyjno-wojskowego, utrzymującego naród w żelaznym uścisku. Stąd rząd Stanów Zjednoczonych był zadowolony, że ma u władzy takiego "umiarkowanego" przywódcę. Pomagał im utrzymywać Egipt i Izrael na morzu spokoju w samym środku pustyni. Modelowy dyktator.

Głód i tyrania trwają tylko przez określony czas, a potem, w ten czy inny sposób, dogorywają. Można by powiedzieć, że rebelia w Tunezji przeciwko kolejnemu dyktatorowi była katalizatorem wydarzeń w Egipcie. Tam wszystko się zaczęło. Byliśmy już świadkami wielu tego rodzaju operacji w ciągu ostatnich 50 lat. W obydwu krajach istniały podwaliny tych wydarzeń – bieda, niedobory żywności i rosnące koszty, nie tylko pożywienia.  Agenci zmian byli na miejscu koordynując wywołanie dobrze zaplanowanego powstania. Prezydent i jego kamaryla opuścili kraj, nie zapominając oczywiście zabrać ze sobą 1.5 tony złota. Mubarak w Egipcie lepiej się przygotował. Wywoził z kraju bogactwo głodujących Egipcjan w sposób systematyczny przez lata, dzięki świetnemu wyszkoleniu otrzymanemu od swoich mocodawców z Londynu i Waszyngtonu.  To zaplanowane powstanie nie przebiegło jednak w sposób jakiego spodziewali się jego planiści, zwłaszcza w Egipcie. Oczekiwano więcej przemocy. Mubarak został obalony, ale prawdziwym problemem dla planistów jest to, że wybrany przez nich na następcę, Suleiman, nie jest akceptowany przez społeczeństwo. Suleiman prowadził dla CIA operacje przetrzymywania w Egipcie podejrzanych i nadzorował torturowanie niewinnych osób. Nie ma się co dziwić, że Egipcjanie nie chcą być przewodzeni przez taką kreaturę.  W Egipcie jest 25 milionów osób poniżej 20 roku życia. Czy wojsko zamierza ich wszystkich powystrzelać? Nie sądzimy. Szanse są niewielkie. Ludność Egiptu ma już dosyć tego wszystkiego i grożenie im śmiercią za demonstrowanie na ulicach to najgorsza rzecz jaką wiceprezydent może zrobić. Rękawica została ludziom rzucona i okazało się, że był to bardzo kiepski pomysł dla tych, którzy wolą stosować siłę od perswazji. Wygląda na to, że obecny rząd zupełnie nie rozumie, że jego zadaniem jest chronienie ludzi, a nie grożenie im.

Jeśli masz wątpliwości kto zaplanował ten epizod historii, przypomnij sobie tajne spotkanie w Waszyngtonie, zwołane aby zdecydować kim zastąpić Mubaraka i jak szybko można to zrobić. Odbyło się ono tydzień temu i rząd Stanów Zjednoczonych nie zrobił w tej kwestii żadnych postępów, ponieważ żaden z wybranych przez niego następców nie jest akceptowany przez egipskie społeczeństwo. Po tym fiasku, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zdały sobie sprawę, że straciły kontrolę, przynajmniej tymczasowo, nad utrzymaniem Egiptu jako państwa satelickiego. Sądzimy, że ten rozłam będzie wiele kosztował obydwie strony. Zaryzykowali władzę w Egipcie, aby odwrócić uwagę Europejczyków i Amerykanów od własnej tragicznej sytuacji ekonomiczno-gospodarczej. Okazało się, że wybór jest już niewielki i nawet jeśli uda im się znaleźć jakieś rozwiązanie, relacje z Egiptem nigdy nie będą już takie same. Ktokolwiek zaplanował ten wyskok powinien przebadać sobie głowę. Niezadowolenie w USA i Europie jest oczywiste i Stany Zjednoczone postanowiły podjąć działania, które postrzegały jako okazję do odwrócenia uwagi od sytuacji finansowej państwa. Strzelili sobie jednak w stopę. Część amerykańskiego imperium kolonialnego może zostać utracona w wyniku bezmyślnego ryzykanctwa. Wszystko sprowadza się do władzy i niewłaściwego jej użycia w celu ujarzmienia 80 milionowej ludności Egiptu. USA towarzyszą despotyzmowi w Egipcie na długo zanim Mubarak doszedł do władzy 30 lat temu. Dla USA zysk z ryzyka z tej operacji nie miał uzasadnienia. Szanse na przegraną były jak 20 do 1 i wygląda na to, że tak właśnie będzie. Biały dom przyznał, że ich plan wymknął się spod kontroli i co gorsza, świat widzi, że kontrola wymyka im się z rąk, podobnie jak kontrola Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Europy nad katastrofalnym kryzysem finansowym.

Można się zastanawiać, dlaczego wszystko to wydarzyło się akurat w Tunezji i Egipcie. Była to jednak typowa akcja odwrócenia uwagi i to bardzo kosztowna. Oligarchowie za kulisami próbują znaleźć sposób na zapobieżenie nieuniknionemu kolapsowi rynku obligacji municypalnych, podczas którego setki miast zbankrutuje. Newt Gingrich, neokonserwatywny Bilderberger, chce przepchnąć ustawę, która pozwoli bankrutować stanom. Pozwoliłoby to stanom pozbyć się części lub wszystkich swoich zobowiązań emerytalno-rentowych. Iście przerażający pomysł dla ludzi, którzy całe życie pracowali na swoje emerytury.

Fed kontynuuje skupowanie wszystkich nowych obligacji emitowanych przez Departament Skarbu oraz pozostałych, znajdujących się w obiegu.  Jest to polityka, która nie może być prowadzona w nieskończoność, ponieważ prowadzi do hiperinflacji. Europa ma podobne problemy. Zdrowsze kraje zagwarantowały 1 bilion dolarów funduszy na ratowanie pozostałych. Jest pewien problem, o którym pisaliśmy już w maju i polega on na tym, że do zapewnienia ratunku potrzebne będą ponad 3 biliony dolarów – suma, która doprowadzi do bankructwa wypłacalne państwa europejskie i sprowadzi depresję na cały region. Chiny i Japonia wsparły ten ratunek próbując pozbyć się obligacji amerykańskich i skupując obligacje greckie, portugalskie i hiszpańskie. To zupełnie daremne wysiłki. Czy Chińczycy i Japończycy zamierzają dostarczyć 2 biliony dolarów? Nie sądzimy, aby tak było, ale nawet gdyby, sprzedając obligacje USA w takiej kwocie, doprowadziliby do upadku dolara. To kolejna chwilowa wyręka skazana na porażkę.

Do maja Kongres musi przegłosować podniesienie limitu długu publicznego. Republikanie nie chcą podniesienia limitu, dopóki nie zostaną dokonane duże cięcia budżetowe. W międzyczasie rozwiązania zaprezentowane Sekretarzowi Skarbu Geithnerowi zostały przez niego uznane za niewykonalne. Sprawy te niedługo wysuną się na czoło w tej grze w cykora. Wall Street i banki chcą podniesienia limitu długu, aby ich gra w łupienie społeczeństwa mogła być kontynuowana. Nie podniesienie limitu oznacza finansowy chaos, który i tak nadejdzie prędzej czy później.

To wszystko powinno było się wydarzyć już 3 lata temu. Wspominaliśmy o problemach przed jakimi stoją Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Europa, ponieważ są to problemy, od których próbuje się odwrócić uwagę przez wydarzenia w Tunezji i Egipcie. Są to skrajnie poważne problemy, ale ryzyko odwrócenia uwagi okazało się zbyt wysokie i jesteśmy teraz świadkami scenariusza, w którym Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Izrael mogą stracić kluczowy element kontroli na Bliskim Wschodzie. Wkrótce dowiemy się kto zwycięży – społeczeństwo czy oligarchowie.

Chiny to kraj z długim doświadczeniem w używaniu wszelkiego rodzaju pieniędzy. Miedź, żelazo, papier – próbowali już wszystkiego. Około tysiąca lat temu rząd przejął kontrolę nad emisją papierowej waluty. Obecnie Chiny nadal lubią kreować pieniądze i zwiększenie podaży pieniądza M2 zbliżyło się w realnie do 20%, co przypomina to, co Fed zrobił kilka lat temu. Stany Zjednoczone i inne kraje zaprzestały tych działań, ale Chiny je kontynuują. Chiny podążają tą drogą od setek lat, podobnie jak Europa. Choć z doświadczenia doskonale wiedzą, że kreacja wielkich ilości pieniędzy i kredytu prowadzi do inflacji, hiperinflacji i gospodarczego oraz politycznego chaosu, wciąż powtarzają to działanie z tym samym tragicznym rezultatem. Naturalnie wielu ludzi w Chinach jest świadomych tej monetarnej historii i w przyspieszającym tempie skupują złoto i srebro.

Obecnie w Chinach szaleje inflacja, choć na różnym poziomie w różnych prowincjach. Niektóre obszary doświadczają 5% inflacji, a niektóre 35%. Subskrybenci The International Forecaster powracający z Chin różnią się w ocenach tego co dzieje się tam pod względem finansowym. Chiny, podobnie jak Stany Zjednoczone, mają negatywną rzeczywistą stopę procentową, w szczególności jeśli uwzględnić rzeczywistą inflację. Rząd twierdzi, że inflacja wynosi 4.6%. Średnio powinna ona wynosić około 12%, i jest to, dodajmy, zgadywanie. Jakkolwiek by nie było – nie wygląda to dobrze.

Trwająca inflacja, taka jakiej doświadczają Chiny, będzie nieustannie prowadzić do przyspieszania zakupów złota i srebra. Kupowanie złota i srebra jest częścią kultury Chin od stuleci – w rezultacie popyt jest niewiarygodny. W tym roku Chiny mogą zaimportować około 1000 ton złota, w co trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę fakt, że Chiny są czołowym na świecie producentem tego metalu. Dzieje się tak ponieważ rząd skupuje produkcję krajową od kilku lat i jednocześnie dokonuje zakupów na rynku międzynarodowym. Złoto i srebro nie jest jedynym azylem dla przeciętnego Chińczyka. Akumulują oni także inne fizyczne aktywa, takie jak żywność, surowce i nieruchomości. Brak płynności na obecnym rynku nieruchomości wymusza przepływ pieniędzy ku żywności, złotu i srebru. Chiny, podobnie jak Stany Zjednoczone, stoją w obliczu galopującej inflacji i podobnie jak USA, nie wiedzą co z tym zrobić. Zostali złapani w pułapkę keynesizmu, z której nie ma ucieczki. Ceny żywności przebijają sufit, a to dopiero początek. W obu przypadkach (Chin i USA) zdumiewające jest to, że rządy obydwu tych krajów zdają sobie sprawę jaki będzie końcowy rezultat. To kwestia historii, a mimo to obydwa państwa maszerują ku finansowej otchłani.

Zarówno w Chinach, jak i w USA, obserwujemy indeks cen producentów (PPI) na poziomie ponad 14%. Czy producenci, wytwórcy i dystrybutorzy zamierzają pozwolić temu wzrostowi cen zjeść zyski? Nie sądzimy. Ceny rosną o 8% miesięcznie, choć nie spodziewamy się, aby to długo potrwało.

Jeśli wyższe ceny żywności doprowadziły do rewolty w Tunezji, Egipcie, Jemenie i Jordanii – czy warunki te mogą doprowadzić to ogólnoświatowej rewolty? Jest to nie tylko możliwe, ale i prawdopodobne. Z pewnością w Chinach i przypuszczalnie także w USA. Często jesteśmy pytani w wywiadach radiowych, co ostatecznie sprawi, że ludzie się przebudzą i co zmusi ich do działania? Zawsze odpowiadamy, że puste brzuchy. Dlatego ten klasyczny syndrom rozwija się na całym świecie – syndrom rewolty i obecnie jesteśmy świadkami jego początku. Ceny żywności znacząco wzrosną, z powodu powodzi, suszy i ucieczki od walut ku realnym aktywom, takim jak surowce, złoto i srebro. To co obserwujemy to klasyczna odpowiedź na te zjawiska. Wystarczy poczytać historię – wszystko jest tam napisane, ale niestety jedynie 8% Amerykanów czyta cokolwiek.

W późnych latach 70-tych ceny złota i srebra wystrzeliły w górę w wyniku 14.3%-owej inflacji. Jesteśmy w trakcie doświadczania tego samego. Ucieczka do metali szlachetnych w ostatnich 2.5 latach spowodowana była pędem ku wartości złota i srebra – jedynych prawdziwych walut świata. Obecna faza wzrostu cen złota i srebra zostanie przyspieszona przez inflację. Przy tym lata 70-te będą wyglądały jak dziecinna zabawa. Nie zapominaj, że historia w całości stoi po twojej stronie. Wzrost cen złota i srebra jest pewny.

http://theinternationalforecaster.com/International_Forecaster_Weekly/QE2_Is_a_Total_Failure_and_Bernanke_Is_Delusional_About_Inflation



© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 17 listopada 2010

QE na dobranoc

Mama 1234 pozdrawia.

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 25 maja 2009

Panika w obligacjach czyli koniec rozwolnienia

Że czekacie z zapartym tchem na ciąg dalszy, nie wątpię. Według mojej - subiektynej, zezowatej oceny - lollar odbił się od bandy .710 (poprzednio .730) i będzie powracał, niezbyt spiesznie, w kierunku .800. Całkowity sukces quantitative easing w stylu BB poznamy po tym, że przestanie się on odbijać i całkiem sflaczeje, co oznaczać będzie koniec skracania długów w dolarach. Na razie, dopóki ma on dodatnią wartość, cały czas kredyty zaciągnięte w tej walucie są ściągane. Niemniej, jak widać na wcześniejszych wykresach, "siła ciągu" jest za każdym nawrotem kryzysu (kolejna fala w kształcie zęba na wykresie) coraz mniejsza. Może to znaczyć, że następne odbicie spowoduje spadek niżej, bowiem destrukcyjna (inflacyjna) siła pompowania a la Bernanke okaże się większa od deflacyjnego ssania. Zobaczymy latem.



Na razie zatem wielka mała panika wobec dolara okazała się zwyczajną reakcją na monetarne stanowisko FED na ostatnim posiedzeniu, z którego dokładny protokół opublikowano w czwartek i który stał się pretekstem do zjazdu obligacji.
Właściwa reakcja rynków, początkująca serię "rozwolnienie dolara", rozpoczęła się już nazajutrz i od początku maja dolar był na stoku południowym. Kolejny raz okazuje się, że insiderzy wiedzą lepiej i szybciej, a prosty człowiek dowiaduje się ostatni, jak wszystko już jest załatwione. Podsumowujący akcent, niemal rzutem na taśmę, dodały obligacje długoterminowe, których oprocentowanie zwyżkowało w piątek zdecydowanie, prowokując lawinę komentarzy o niewypłacalności Stanów.

Zezowaty postanowił zatem rozprawić się z długimi obligacjami wujka Sama i rozjaśnić, co za nimi się kryje dla BB, Stanów i świata w roku 2010 i następnych.

Obligacje 10-letnie


Obligacje 30-letnie


Obligacjom daleko do maksimów
Wbrew alarmistycznym zapowiedziom oprocentowanie obligacji wcale gwałtownie nie drożeje, wręcz przeciwnie, w ostatnim czasie stabilizuje się na poziomie ok 3,50 dla 10-latek! To przeczy hucpie Bila Grossa z Pimco, który wieszczy Armageddon, a według zezowatego zwyczajnie jest zapakowany w shorty na obligacjach i nie może doczekać się załamania (zarobi miliardy na spadku, a w oczekiwaniu na niego może stracić szorty).

Oprocentowanie, mimo stabilnego wzrostu od początku roku, nadal jest grubo poniżej zeszłorocznych poziomów (różnica ok 200pkt) i ten dystans - według mojej oceny powinno szybko odrobić.
Obligacje odbiły się od absolutnych dołków w grudniu '08, gdy 10-latki dawały roczny kupon 2%! To prawie darmo pożyczone pieniądze. Jak wiadomo, nic nie może przecież wiecznie trwać i oprocentowanie obligacji skarbu USA, uważane do tej pory za najpewniejszy papier świata, zaczęło systematycznie rosnąć. Doszło nawet do tego, że szef Pimco (największy fundusz obligacji) Gross podważył wiarygodność Stanów, stwierdzając iż w niczym nie są lepsze od W.Brytanii, której agencja Standard@Poors zagroziła degradacją z najwyższej klasy AAA, jeśli nie poprawi swego budżetu. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że budżety keynesowskie W.Brytanii i Stanów wyglądają na niespłacalne i prawdopodobnie osiągną stan chronicznej wielobilionowej dziury. Niemniej od stanu dziury bez dna do stanu niewypłacalności jest dosyć daleka i bolesna droga. Wiedzie ona - jak nas pouczyła historia - przez hiperinflację, czyli okres gdy pieniądz drożeje wolniej od cen i następuje faktyczna redukcja długu.

Bernanke i quantitative easing jest bzdurą.
W tym tygodniu Bernanke chce uplasować na rynku obligacje 10-letnie za ok. 100 mld. Do tej pory raźno zapowiadał, że skoro udało się utrzymać niskie (faktycznie zerowe) oprocentowanie na dole krzywej rentowności (krótki okres zapadalności długu: 3 miesiące), to samo należy wykonać na długim końcu krzywej i w tym celu zapowiedział dalsze luzowanie, czyli państwowe zakupy tych obligacji. Polega to na tym, że bank centralny (FED) kupuje od ministra finansów nowo drukowane obligacje, płacąc za nie nowo drukowanymi przez siebie dolarami. Cena obligacji chwilowo rośnie (oprocentowanie maleje) i cel - wydawałoby się można osiągnąć. Jak wcześniej pisał zezowaty, kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem, ponieważ "trzeba mieć zakuty łeb monetarysty" żeby przypuszczać, że ktokolwiek z głową i gotówką kupi podejrzane obligacje na niski procent. Rynek potwierdził to przypuszczenie i nazajutrz po wojowniczym posiedzeniu FED, gdzie debatowano dalsze luzowanie (szczegóły tajne do niedawna), dolar zaczął sytematyczny spadek.

Długie obligacje muszą drożeć
Długie obligacje w dolarach nadal muszą drożeć (a konkretnie ich oprocentowanie, bondy muszą tanieć) bowiem coraz większe jest ryzyko niewypłacalności, a naprawdę bezwartościowości dolara. Przy obecnym stanie bilansu USD budżet w tym roku musi pożyczyć co ósmego dolara pkb! Deficyt wynosi bowiem ok. 1800 mld. Jeśli tę kwotę ma wujek Sam pożyczyć w obligacjach, to przy obecnym oprocentowaniu w 10-latkach kwota odsetek wynosi 60 mld. Jeśli natomiast oprocentowanie wzrosłoby do 7% (tyle zażądałby zezowaty), to odsetki od takiego zadłużenia wyniosą grubo ponad 100 mld, co wydaje się kwotą przekraczającą granicę pułapki długu.

Czy Stany to republika bananowa?
Jeszcze nie, ale są na najlepszej drodze. W obecnym stanie gospodarki nie widać żadnego mechanizmu, który mógłby obniżyć oprocentowanie pożyczek, potrzebnych budżetowi, jak woda rybie. Groteskowe działania BB pogorszyły jeszcze sytuację, bowiem pokazały jego impotencję. Jeśli Benek w tym tygodniu postanowi się dalej ośmieszać, to kupi znaczącą część wystawionych obligacji, czym przyspieszy upadek lollara, bowiem monetyzacja długu (sama jej zapowiedź nawet) powoduje spadek waluty i oczekiwanie wzrostu oprocentowania (premia za ryzyko + oczekiwanie inflacji). To widzi zezowaty na wykresach bondów od 1 maja 2009 i nie jest to wiedza bardzo budująca, aczkolwiek daje poczucie jakiejś pewności w wirtualnym świecie czarodziejów finasowych.

Czy obligacje to dobra inwestycja?
Paradoksalnie zezowaty odpowie: tak, ale w drugą stronę. Otóż nie ma takiej siły, która jest dziś w stanie powstrzymać erozję zaufania do dolara, bowiem Stany mają ogromną dziurę w budżecie, pożyczać muszą, a jest coraz mniej kapitału do zdobycia, bowiem Europa i Japonia znajdują się w identycznym położeniu. Wzrost oprocentowania - i to znaczący - jest po prostu nieunikniony. Co więcej, w dłuższej perspektywie dewaluacja dolara jest aksjomatyczną pewnością, bowiem polityka quatitative easing - co widać empirycznie - prowadzi do faktycznej dewaluacji przez inflację. Wobec powyższego ceny obligacji muszą spadać (rośnie ich oprocentowanie). Bondy zatem są idealnym kandydatem na shorta, nie mogą się podnieść :)

Czy czas na shorty teraz?
Zezowaty powie paradoksalnie: jeszcze nie teraz. Dlaczego? Skoro Gross musi naganiać na załamanie bondów, to znaczy, że obligacje jeszcze są bardzo solidne i dużo im brakuje do załamania. Wykresy potwierdzają to w całej rozciągłości. Według zezowatego rozmiękczanie i rozwolnienie dolara powinny przyjść już w następnej odsłonie kryzysu, ale wówczas Europa będzie także w solidnym dołku. Niemniej drukarki będą już pracować pełną parą i oprocentowanie na dolarze powinno wynosić 7%. Między dziś, a końcem lata na pewno nastąpi tn moment, a kiedy dokładnie, to zobaczysz na wykresie - krzywa zacznie się wznosić stromo w górę - a Bill Gross przestanie naganiać na krach obligacji :)


Filmik podesłał yulu, dzięki.
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Brytania upadnie pierwsza

Żeby pozostać w chińskim kręgu, ale na zezowaty sposób, perełka z Hong-kongu. Ta niegdysiejsza brytyjska kolonia na pewno jest w lepszym finansowym zdrowiu od byłej stolicy. Według Asia Times Brytania prawdopodobnie jako pierwsza w klubie G-7 ogłosi bankructwo. Wskazują na to samobójcza polityka fiskalna, podniesienie podatków, kosmiczny deficyt budżetowy i całkowite fiasko planu quantitative easing.

Długoterminowe stopy procentowe powróciły do poziomu sprzed rządowej interwencji, a nabywców na rządowe obligacje (gilts) brakuje. Ostatnia aukcja skończyła się blamażem, bowiem nie została zamknięta. Wydaje się, że - zgodnie ze zdrowym rozsądkiem - nie da się jednocześnie obniżyć oprocentowania na obu końcach krzywej rentowności. Owszem, krótkoterminowe stopy procentowe bank centralny może kształtować dowolnie, w tym sprowadzić je do zera, ale papierów długotermninowych nikt z głową wartą tej nazwy na procent niższy od realnej premii za ryzyko (a ono sobie rośnie) po prostu nie kupi.

Zezowaty jest ciekaw, czy Benek czyta Asia Times? Powinien. Według Chińczyków - a to stara kultura, tam założono kompanię AIG - quantitative easing nie działa. Dont wolk mister, solly. Hong-Kong handluje obficie w funtach, więc mają pierwszorzędną wiedzę. Zezowaty mówi, że jak funciak upadnie, będzie najwyższy czas na lolara.
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 27 marca 2009

Ambroży się sroży. Trichet wsiada do helikoptera Benka.

AmbrożyAmbroży Evans Pritchard z kąśliwym humorem zauważył, że szef europejskiego banku centralnego Trichet obudził się z letargu i poważnie rozważa quantitative easing w sensie ścisłym, czyli pompowanie na pusto.

Z letargu, w którym jeszcze latem ub.r. podniósł stopy, kiedy już większość rozwiniętej eurozony była w recesji, obudziły go zapewne poszturchiwania banków Holandii i z samej centrali, mianowicie od jego osobistego zastępcy Papy Demosa (co ja poradzę, że się tak nazywa?). Jest deflacja (rzeczywiście, znikające biliony w bankach to nie inflacja, kto by się domyślił). Będzie pompowanie wg światłych wzorów Benka oraz Merza w Szwajcarii. Ambroży zapomina dodać, dlaczego naprawdę będzie drukowanie pieniążka. Otóż moi drodzy parafianie dlatego, że po raz pierwszy w powojennej historii 40-letnie papiery dłużne z podobizną królowej angielskiej nie sprzedały się w ofercie. To najstabilniejszy papier w Europie. Wniosek? Nie będzie dość pieniądza na rynku, żeby wchłonąć oferty, które nas oczekują po świętach. Do centralnych bankierów euro to podobno teraz dociera (trzeba było czytać zezowatego, byliby się dowiedzieli prędzej).

Będzie zatem na euro jazda po całości. Zapinajcie pasy. Ambrożemu można wierzyć, ma psi węch, chociaż Anglik. Race to the bottom wg wcześniejszych zapewnień zezowatego (czy oni nie mogą czymś mnie w końcu zaskoczyć?)
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 24 marca 2009

Zezowaty piątek, trzynastego

bernardynNiby nic się nie stało ważnego. Giełdy w górę, złoty w górę, Eureko ma Kozakiewicza, więc gdzie ten trzynasty? Spokojnie, rozejrzyj się, pomyśl i odpowiedz, czy coś się nie zmieniło. Bernard? Tak, ale nie ten.
© zezorro'10 dodajdo.com

QE - quantitative easing dla opornych

QENYSE zanotowała nowy dołek i wygląda na to, że to jeszcze nie koniec. Wczoraj europejski bank centralny obciął stopy procentowe, a Bank of England otrzymał zgodę na zasilenie rynku dodatkową płynnością, czyli drukowanie pieniądza z powietrza.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut