Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYSE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYSE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2011

Komorowski otworzył sesję na Wall Street

----- Forwarded message from Łukasz prywatne <> -----

Szanowny panie Zorro,

pragnę zwrócić Pańską uwagę na wiekopomne wydarzenie. Otóż dzisiaj
właśnie, w mieście Nowy Jork nasz Prezydent otworzył sesję tamtejszej giełdy na ul.
Wall Street. Piszę o tym dlatego, że wydarzenie to już stało się historyczne, będąc kolejnym i najmocniejszym jak dotąd potwierdzeniem ogromnej charyzmy i "miękkiej siły" miłościwie nam panującego P.O. Prezydenta. Wyłącznie jego osobistym przymiotom można bowiem
przypisać fakt, że sesja po otwarciu na minimalnym minusie zanurkowała TYLKO o 3%,
a nie na przykład o 5, wzorem FTSE w tym samym czasie. Co będzie dalej, czas
pokaże, ale jak słychać, już dziś Republikanie rozważają nadanie Komorowskiemu
amerykańskiego obywatelstwa, bo są przekonani, że w cuglach wygra prawybory
z Perrym i Romneyem, a ostatecznie zostawi w polu pokonanego także Obamę.

Pozdrawiam serdecznie,

Łukasz xxxx, Poznań


**************************
Potwierdzam, rzeczywiście (swoją drogą czego to ludzie nie wiedzą...)




NYSE, Komorowski -

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Banana przemawia, giełda wiwatuje

W uzupełnieniu tekstu zezowatego pokojowy noblista zabrał głos. Powiedział, że świat nadal wierzy, iż USA ma wiarygodność kredytową AAA. Giełda przyjęła to owacjami na stojąco.



Ciekawe, czy to w uznaniu, że przemówił wielki noblista, czy ze strachu, co będzie dalej.
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 12 października 2009

Giełdy rosną! Ok, sprawdźmy.

NYSE rośnie. Wbrew wszystkiemu, wbrew złym ludziom, którzy tylko czekają na jakieś potknięcie. Nie ukrywam, że wśród oczekujących - i to można by rzec "niecierpliwie" - jest także zezowaty. Ile w końcu może rosnąć na malejących obrotach, wykupionym rynku, rządzonym prawie wyłącznie przez HFT? Może nawet długo, dopóki jest tzw. płynność. Co z tego, że od miesiąca stosunek insiderów sprzedających do kupujących nie spada poniżej 20, albo że prawdziwy handel (po odjęciu komputerów) spada od roku? Nic. Cena jest wartością nie tyle umowną co wirtualną.

Jak dalece można się przekonać u Kamińskiej na ft alpha. Przytacza otwierający oczy wykres SP500 w dolarach ważonych do handlu. Intuicyjnie dolar ważony proporcjonalnie do obrotów handlowych odzwierciedla realną siłę nabywczą wobec reszty świata, dokładnie według proporcji, w jakiej dokonuje się handlu. Jest to miernik obiektywny, niezależny od arbitralnych decyzji i nacisków (w odróżnieniu od np DXY, wartości dolara wobec koszyka walut).

Co zatem widać na tym wykresie? Ano widać od roku 2007 regularne flaczenie giełdy w dolarach poprawnie zważonych. Bessa zaczęła się dużo wcześniej niż nam się to opowiada i jest to raczej bessa stulecia, odwracająca wieloletni trend aprecjacji akcji. Ostatnia bańka - nieruchomościowa - realnie była tak naprawdę dość płaska, bowiem nasilał się od przełomu tysiącleci, opisany tu w kilku miejscach trend długofalowego drenowania rynku kapitałowego (eksport kapitału) ogólnie, oraz giełdy i przedsiębiorstw realnej gospodarki w szczególności. Odpowiedzią na wysysanie kapitału jest flaczenie aktywów, które być może nominalnie nawet są w zabójczej hossie, podczas gdy naprawdę znajdują się na bezpowrotnym stromym zjeździe.



Obecna akcja pompierska Benka ma na rynku finansowym ten efekt, że nieuchronnie zabija dolara. Pompowanie bankowych trupów wirtualnym pieniądzem bez pokrycia proces realnego flaczenia amerykańskich akcji może jedynie przyspieszyć. Uważne rozważenie tego procesu moze nawet prowadzić do optymistycznego wniosku, że skoro Benkowi zależy na hossie (nominalnej) i może ją utrzymać (a jak widać może), to hulaj dusza. Przecież rosnący Nowy Jork wyzwala hossę na całym świecie, więc my zarobimy na tym realnym zjeździe podwójnie! Na takiej właśnie kalkulacji bazowały prorocze głosy tej wiosny i lata, mówiące, że obecna hossa przyćmi wszystkie poprzednie. Po spojrzeniu na wykresy trzeba zachować spory sceptycyzm. Nie dość, że Warszawa odbiła stosunkowo najmniej ze wschodzących rynków (pomimo najlepszego ministra wszechświata Vincenta), to najbardziej dostaliśmy po kuprach w złotówce.

Ciekawe jest pytanie, co dalej. To naprawdę duże wyzwanie. O ile sytuacja benkolandu jest raczej klarowna, bo na wykresie widać nie tylko konsekwentne czyny, ale też zamiary, to już pytanie co w związku z tym w Europie jest dość kłopotliwe. Na razie wiadomo, że realnie giełda w NY nie jest miejscem do lokowania kapitału, a lolar z całą pewnością nie jest i nie będzie już nigdy walutą do inwestowania na długo. Co jednak z koniunkturą w Europie, w Polsce? Szczerze mówiąc nie mam na razie jasnego podejścia do tej kwestii, ale powoli się do niej zabieram. Jak się pojawi rozwiązanie, na pewno nie omieszkam objawić. Na razie uwagi i propozycje mile widziane.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 1 października 2009

Czerwony październik

Przeczuwam, że w oczekiwaniu na huczną, sześćdziesiątą rocznicę rewolucji chińskiej, Nowy Jork niepostrzeżenie uklepuje szczyt swojej benkowej hossy. Chińczycy bardzo by nie chcieli, aby Benek zepsuł im obchody, więc chyba duża zwałka raczej nie była teraz w planach, ale rynek to żywioł. Zezowaty widzi zatem październik na czerwono, rewolucyjnie.

Dlaczego takie stanowisko, łatwo zgadnąć. Już w sierpniu rynek miał się zwalić, jednak jakaś magiczna siła ciągnęła go z uporem do góry. Nie łudźmy się, być może i tym razem się to udać, choć po spojrzeniu na współczynniki trudno w to uwierzyć. Obama z Bernankem za oceanem mają podobny problem, co nasz Wzrostowski. Kiedy zabraknie im kasy na pompowanie, zaraz wychodzi - zgodnie z obrazową przenośnią Bufeta - z wody golas. Benkowi kasa na stymulację giełdy właśnie się kończy. Mało tego. Powoli, ale nieubłaganie zaczyna narastać wątpliwość co do jakości długu, zatem oprocentowanie długich obligacji zaczyna niebezpiecznie wskazywać na wzrosty. Ze wszystkich rzeczy na świecie Benek najbardziej boi się deflacji i strajku obligacji, w tej kolejności. Najpierw napompował więc dziurawy balon kredytowy cudownym, "wykreowanym" pieniądzem, a następnie rozgląda się za kolejnymi niebezpieczeństwami.



Zaklinanie rzeczywistości działa - jak widać po naszych przykładach - znakomicie. Jednak pewnego jesiennego dnia rzeczywistość przypomina o sobie i pora wracać do realiów. Jakie one są? Zerowy bądź ujemny wzrost gospodarczy w najbliższej przyszłości, lekko dodatni z licznymi przerwami, w średniej perspektywie. Giełda ze wskaźnikami P/E grubo ponad 100. Zapaść na rynku CRE, przedłużająca się na najbliższe lata agonia rynku budowlanego i banków finansujących bańkę budowlaną. Nieuchronna podwyżka podatków na horyzoncie. Wiarygodność banku centralnego topniejąca w oczach świata, powoli przeżuwającego konstatację, że Benek kupuje co drugą obligację wydrukowaną przez Tymona. Lollar na skraju przepaści. Mało? Jak na puste obietnice, historie Andersena o zielonych listkach grochu i tym podobne fantazje masowej propagandy, to ta hossa pustego pieniądza i tak długo już trwała.

Spójrz na wykres, a doznasz szokującego odkrycia. Trudno bardziej napompować giełdę, bo każdy, kto ma puls, już tam jest. Everybody and his dog. Wskaźniki są w stanie permanetnego wykupienia tak, jakby jutro nie było już na świecie żadnej śmieciowej akcji na zbyciu. Tymczasem pożyczkowy pociąg towarowy ze stoma wagonami, każdy po miliardzie zielonych papierków, zdąża na rampę załadunkową. Teraz każdego miesiąca podobnej wielkości pociąg będzie witał na stacji, przez kolejne dziesięć lat! Tak przynajmniej planuje sztab geniusza finansowego Larry Summersa. Rachunek jest prosty. Stymulacji za 700 mld starczyło na siedem miesięcy, teraz co miesiąc zabraknie 100 mld. Skąd je wyczarujemy? Wydrukujemy? O nie, Benek się zarzeka. Jeszcze nie tym razem. Gdyby tak zrobił, zawaliłoby się wszystko od razu. Weźmie pieniążki z rynku. Czyli z giełdy.

Cieszmy się, że one jeszcze tam są, bo jeśli ich nie będzie, to US okaże się bankrutem, mimo teoretycznej absolutnej gwarancji Benka. Pomimo wszechogarniającej mitologii o potędze jego drukarni zezowaty w tę dętą potęgę czarodzieja nie wierzy. Co z tego, że Benito może "kupić" wszystkie obligacje Tymona? Już w przedszkolu zezowaty przećwiczył tę zabawę. Była fajna tylko tak długo, jak udawało się do niej wkręcić osoby postronne, które wierzyły w siłę nabywczą plastikowych monet. Na tej samej zasadzie, jeśli obligacji Tymona nikt już po świecie nie zechce, a powoli wszystko zmierza w tę stronę, Benek ich i tak nie kupi, bo po co się trudzić? Lolarami palimy w piecu od momentu, gdy postronni frajerzy nie nabierają się już na sztukę Benek, Tymek i ten trzeci . Żeby do tego nie dopuścić, giełda musi trochę schudnąć. Trudno, obligacje są ważniejsze, jak opisano wyżej. Takie jest prawo finansowej dżungli. Ale zaraz, to znaczy że gdyby nie obligacje, to NYSE mogłaby rosnąć do nieba? Może tak, tylko nie ma poważniejszej sprawy, niż wypłacalność dolara. Wyobrażasz sobie, że któregoś dnia suwerenny dług USA nie daje się zrolować? Lepiej nie rób tego ćwiczenia rano, bo dzień zmarnowany.

Swoją drogą ładna była ta hossa. Dynamiczna. Uparta. Szybka. Spieszmy się cieszyć z hossy, tak szybko odchodzą, jak letnie dni i pomidory.

© zezorro'10 dodajdo.com

niedziela, 27 września 2009

Kupuj akcje kopalni złota i linii lotniczych, Faber dixit

W uzupełnieniu swoich wcześniejszych przepowiedni Faber powtarza, że dolar jest bezwartościowy, a pompiarz Benek doprowadzi do hiperinflacji. W jednej z wypowiedzi, przytaczanych tu przez zezowatego jest nawet obrazowa mowa, że Benek (a z nim reszta świata) będzie drukował, jakby jutro nie istniało.

W tych okolicznościach przyrody, skoro giełdy idą do góry, Faber twierdzi, że będą iść dalej, a jeśli nawet nie, to inwestycja w akcje jest dobrym zabezpieczeniem przed inflacyjnym spadkiem wartości. Dolar jest śmieciem, a kupowanie obligacji, gdy Stany czekają lata niskich, a praktycznie realnie ujemnych stóp procentowych, jest kiepską inwestycją. Giełda zatem, jako hedge na tę inflację, powinna być dobrym rozwiązaniem.



Wszystko ładnie i pięknie, tylko jakoś tak zezowaty z przekąsem zauważa, że jak tylko Faber zapowiedział odbicie dolara (ostatnio, pisałem o tym) oraz korektę na giełdzie, to lolar się zwalił, a giełdy poszły jeszcze w górę. Tyle na temat prognoz krótkoterminowych Fabera.

Co do hiperinflacji, to polecam Faberowi studiowanie zezowatego, bo najwyraźniej nie wie, że Stany są obecnie w strukturalnej deflacji, to znaczy więcej kredytu jest umarzane (spłacane/spisywane na straty), niż tworzone. Skąd to wiadomo? Z ostatnich studiów kreacji pieniądza. Agregaty pieniężne Benka są ujemne, M2 się zwija, skąd Faber wyczaruje hiperinflację, nie wiadomo. Benek w każdym razie, przez najbliższe kilka lat, zanim nie zbankrutuje Stanów do reszty, hiperinflacji nie wydrukuje, bo M2 musiałoby w sposób niekontrolowany wzrastać, a na razie spada. Zezowaty doda jeszcze, że będzie spadać, dopóki Benek nie wynajdzie kolejnej spekulacyjnej hiperbańki, która pozwoli napełnić oklapnięty kredytowy balon. Zajmie to co najmniej kilka lat. Do tego czasu o antyinflacyjnym zabezpieczeniu w akcjach można spokojnie zapomnieć. Tyle o prognozach długoterminowych.

Reasumując, można kontrariańsko zaryzykować, że właśnie powinna zacząć się korekta, która szczególnie mocno dotknie amerykańskie linie lotnicze ;) Pasuje to w końcu do scenariusza ratunkowego długich obligacji, bo wiadomo, giełda w dół - obligacje w górę. Kończą się środki na qe (czytaj pokątne zakupy obligacji przez Benka), więc skądś środki na nowe, słoniowe emisje długu USA muszą się znaleźć. Banki centralne Chin i Japonii jakby coraz mniej chętne. Co zrobi Benek? Być może wydrukuje brakujące zera, a być może mała załamka na NYSE pozbawi go kłopotu. Jedno jest pewne. Ostatnim bastionem obrony będą obligacje 10Y+, na których stoi cała piramida FHA, MBS, Fanny+Freddie etc. Kiedy wzrosną procenty na długich obligacjach, załamie się piętrowa konstrukcja, a do tego Benito nie może dopuścić.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 2 września 2009

Winda jedzie w dół

Przed dwoma tygodniami przestrzegałem Czy to już ostatnie piętro?. Teraz winda jedzie w dół. Korekta. Jaki będzie jej zasięg, pytają mądre głowy. Powinien być znaczący. Skąd takie przekonanie? Nadszedł najwyższy czas. To po pierwsze. Dolarowi i surowcom należy się odbicie, jednemu w górę, reszcie w dół. To po drugie. I w końcu ktoś musi zacząć pakować w obligacje, poza samym Benkiem z kolegami. To po trzecie.

Ale jest jeszcze czwarte, najważniejsze. Co robi gruby? Otóż, sądząc z obrazków, wyczesanych przez czytelnika zerohedge (sam/a takie możesz zrobić), szczęśliwi akcjonariusze śmieciowych gigantów finansowych, znajdujących się od niemal roku na garnuszku wuja Sama, na górce pozbywali się papierów w najlepszym, znanym z Warszawy stylu pompka&trąbka. Wynika z tego, że nie wierzą w rychłe odbicie ich wartości, co zresztą pokrywa się z fundamentalną wyceną bankrutów.

  • Citibank


  • AIG


  • Fannie Mae


  • Freddy Mac

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 4 maja 2009

PPT w działaniu, czyli principal program trading

Dla osób nie znających skrótu PPT nie będę wyjaśniał, osobom już zaznajomionym przedstawiam alternatywne znaczenie, oddające istotę rzeczy. Zero Hedge zamieściło arcyciekawe zestawienia komputerowych (automatycznych) operacji na NYSE w ostatnim czasie. Nie żeby zezowaty pewnych rzeczy nie wiedział, jednak o czymś przeczytać, a to obejrzeć graficznie, to dwie różne rzeczy.

Na giełdzie istniały do tej pory dwie grupy dużych traderów, posługujących się automatycznymi systemami transakcyjnymi:
- główni brokerzy (prime brokers), handlujący konkretnymi papierami
- designated market makers (DMM), arbitrażyści, zarządzający handlem przydzielonych spółek.

Od października (właśnie skończył się okres próbny, nie wiadomo, co dalej) działa jeszcze jeden grubas, mianowicie Supplemental Liquidity Provider. Zadaniem SLP jest pogłębienie płynności rynku poprzez automatyczny handel wybraną grupą papierów, za który (jeśli np. gra przeciwko trendowi), otrzymuje ok. połowy wynagrodzenia DMM, czyli ,15c na akcji. Z obwieszczeń SEC nie wynika, kto należy do tego elitarnego grona, aczkolwiek na rynku objawiła się jedna firma w tej roli. Zgadnijcie jaka? Na G.

Zamieszczone diagramy z Zero Hedge zwyczajnie zapierają dech. Na oko firma na duże G zarabia ok. 6 mln tygodniowo tylko na obrocie SLP.

Na pierwszym diagramie mamy obroty automatyczne głównych brokerów. GS ma zdecydowane pierwsze miejsce, kumulując w swym ręku ok. 1/4 całkowitego obrotu.



Kolejny diagram otwiera oczy oraz - większości - usta. Widać na nim obroty tzw. principal trading, tzn. transakcje dokonane na swój rachunek (w odróżnieniu od transakcji na zlecenie). GS handluje prawie wyłącznie na swój rachunek, ale to nie wszystko. Jednosobowo generuje w tym segmencie mniej więcej tyle handlu, co reszta głównych brokerów razem wzięta! GS obraca na NYSE (na swój rachunek) ok. 4 mld akcji tygodniowo.



Ostatni diagram daje dokładny obraz, jaką część handlu stanowią operacje na swój rachunek (principal). Dla lidera jest to ok. 90%, więc można powiedzieć, że w ostatnim czasie zajmuje się wyłącznie spekulacją, a nie brokerką.



Ciekawe rzeczy, panie dzieju. Na zezowate oko wcale nie trzeba daleko szukać jakiś spisków. Słoń jest w pokoju, proszę państwa.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut