W uzupełnieniu swoich wcześniejszych przepowiedni Faber powtarza, że dolar jest bezwartościowy, a pompiarz Benek doprowadzi do hiperinflacji. W jednej z wypowiedzi, przytaczanych tu przez zezowatego jest nawet obrazowa mowa, że Benek (a z nim reszta świata) będzie drukował, jakby jutro nie istniało.
W tych okolicznościach przyrody, skoro giełdy idą do góry, Faber twierdzi, że będą iść dalej, a jeśli nawet nie, to inwestycja w akcje jest dobrym zabezpieczeniem przed inflacyjnym spadkiem wartości. Dolar jest śmieciem, a kupowanie obligacji, gdy Stany czekają lata niskich, a praktycznie realnie ujemnych stóp procentowych, jest kiepską inwestycją. Giełda zatem, jako hedge na tę inflację, powinna być dobrym rozwiązaniem.
Wszystko ładnie i pięknie, tylko jakoś tak zezowaty z przekąsem zauważa, że jak tylko Faber zapowiedział odbicie dolara (ostatnio, pisałem o tym) oraz korektę na giełdzie, to lolar się zwalił, a giełdy poszły jeszcze w górę. Tyle na temat prognoz krótkoterminowych Fabera.
Co do hiperinflacji, to polecam Faberowi studiowanie zezowatego, bo najwyraźniej nie wie, że Stany są obecnie w strukturalnej deflacji, to znaczy więcej kredytu jest umarzane (spłacane/spisywane na straty), niż tworzone. Skąd to wiadomo? Z ostatnich studiów kreacji pieniądza. Agregaty pieniężne Benka są ujemne, M2 się zwija, skąd Faber wyczaruje hiperinflację, nie wiadomo. Benek w każdym razie, przez najbliższe kilka lat, zanim nie zbankrutuje Stanów do reszty, hiperinflacji nie wydrukuje, bo M2 musiałoby w sposób niekontrolowany wzrastać, a na razie spada. Zezowaty doda jeszcze, że będzie spadać, dopóki Benek nie wynajdzie kolejnej spekulacyjnej hiperbańki, która pozwoli napełnić oklapnięty kredytowy balon. Zajmie to co najmniej kilka lat. Do tego czasu o antyinflacyjnym zabezpieczeniu w akcjach można spokojnie zapomnieć. Tyle o prognozach długoterminowych.
Reasumując, można kontrariańsko zaryzykować, że właśnie powinna zacząć się korekta, która szczególnie mocno dotknie amerykańskie linie lotnicze ;) Pasuje to w końcu do scenariusza ratunkowego długich obligacji, bo wiadomo, giełda w dół - obligacje w górę. Kończą się środki na qe (czytaj pokątne zakupy obligacji przez Benka), więc skądś środki na nowe, słoniowe emisje długu USA muszą się znaleźć. Banki centralne Chin i Japonii jakby coraz mniej chętne. Co zrobi Benek? Być może wydrukuje brakujące zera, a być może mała załamka na NYSE pozbawi go kłopotu. Jedno jest pewne. Ostatnim bastionem obrony będą obligacje 10Y+, na których stoi cała piramida FHA, MBS, Fanny+Freddie etc. Kiedy wzrosną procenty na długich obligacjach, załamie się piętrowa konstrukcja, a do tego Benito nie może dopuścić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faber. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 września 2009
czwartek, 13 sierpnia 2009
Roubini i Faber na CNBC
Po Talebie z poprzedniego odcinka mamy na kontrę do Roubiniego Marca Fabera, wydawcę Gloom, Boom and Doom report.
Faber jednoznacznie widzi wielki kataklizm na Euro 2012 (drżyjcie piłkarze). Poprzednio przewidywał hiperinflację, obecnie wydaje się w końcu przychylać do wizji stag-deflacyjnej. Jednoznacznie stwierdza, że piramida ma coraz kruchsze podstawy i musi runąć z powodu coraz większych naprężeń, ale będzie to spustoszenie świata.
Krótkoterminowo widzi kilkumiesięczne (co najmniej) umocnienie dolara, który najwyraźniej właśnie odbił się od swojego absolutnego dna względem koszyka walut. W tym czasie giełdy i surowce (może poza ropą) będą ciążyły w dół. Zdecydowanie dotyczy to rynków wschodzących, które prawdopodobnie są już przegrzane.
Faber jednoznacznie widzi wielki kataklizm na Euro 2012 (drżyjcie piłkarze). Poprzednio przewidywał hiperinflację, obecnie wydaje się w końcu przychylać do wizji stag-deflacyjnej. Jednoznacznie stwierdza, że piramida ma coraz kruchsze podstawy i musi runąć z powodu coraz większych naprężeń, ale będzie to spustoszenie świata.
Krótkoterminowo widzi kilkumiesięczne (co najmniej) umocnienie dolara, który najwyraźniej właśnie odbił się od swojego absolutnego dna względem koszyka walut. W tym czasie giełdy i surowce (może poza ropą) będą ciążyły w dół. Zdecydowanie dotyczy to rynków wschodzących, które prawdopodobnie są już przegrzane.
czwartek, 28 maja 2009
Faber: hiperinflacja na 100%
Dlaczego oprocentowanie obligacji długoterminowych w Stanach podrożało wczoraj o 1/4 (!), kiedy równocześnie skarb sprzedaje ich w tym tygodniu na sumę 65 mld (w przyszłości jeszcze wiecej)? Ben Bernanke zapowiada zakupy części z nich, aby podbić ceny (i obniżyć oprocentowanie - monetyzacja długu). Zapowiedź taka - jak widać - nie skutkuje.
Hiperinflacja jest właściwie zagwarantowana przez działania FED. Ogromne zastrzyki pustej gotówki do systemu bankowego oraz puchnące deficyty uniemożliwią mu podniesienie oprocentowania w przyszłości, kiedy to stanie się konieczne. Stany nie przestaną spłacać zobowiązań, one je stopniowo zlikwidują przez inflację.
Hiperinflacja jest właściwie zagwarantowana przez działania FED. Ogromne zastrzyki pustej gotówki do systemu bankowego oraz puchnące deficyty uniemożliwią mu podniesienie oprocentowania w przyszłości, kiedy to stanie się konieczne. Stany nie przestaną spłacać zobowiązań, one je stopniowo zlikwidują przez inflację.
niedziela, 24 maja 2009
On the edge - Marc Faber
Wiecie, że Marc Faber należy do moich ulubieńców. Wczoraj dał wywiad telefoniczny w nowym programie Over the edge. Program skromny, jak zezowaty lubi, za to prowadzący oraz dobór wiadomości - miodzio. Kto ma - polecam.
Co do samego finansisty oczywiście tylko głupiec mówi to co wie, Faber raczej wie co mówi. Nastrój na wzrost oprocentowania długich obligacji, które przypomina long squeeze, a momentami przybiera postać paniki. Niewykluczona ponowna konfiskata złota (!) Nawet mnie wydaje się to bardzo wątpliwe, ale w chwili prawdziwej paniki mogą chłopaki nie mieć wyjścia. Na marginesie przypominam, że Bundesbank repatriuje po cichu swoje rezerwy złota z FED, a kraje arabskie przenoszą złoto z Londynu do nowego centrum finansowego w Dubaju. Obydwie wiadomości z ostatniego tygodnia, w czerwcu zatem będzie oczyszczone przepole i niewiarygodne stanie się możliwe. Słuchajcie Fabera.
Co do samego finansisty oczywiście tylko głupiec mówi to co wie, Faber raczej wie co mówi. Nastrój na wzrost oprocentowania długich obligacji, które przypomina long squeeze, a momentami przybiera postać paniki. Niewykluczona ponowna konfiskata złota (!) Nawet mnie wydaje się to bardzo wątpliwe, ale w chwili prawdziwej paniki mogą chłopaki nie mieć wyjścia. Na marginesie przypominam, że Bundesbank repatriuje po cichu swoje rezerwy złota z FED, a kraje arabskie przenoszą złoto z Londynu do nowego centrum finansowego w Dubaju. Obydwie wiadomości z ostatniego tygodnia, w czerwcu zatem będzie oczyszczone przepole i niewiarygodne stanie się możliwe. Słuchajcie Fabera.
piątek, 15 maja 2009
Faber: poprawa nie przyjdzie szybko
Kontynuacja oglądu Marca Fabera, którego zezowaty ostatnio wspominał w zestawieniu z Sorosem. Nie było to przypadkowe, bowiem Faber z Sorosem razem zakładali pamiętny Quantum Fund, rekina finansjery. Oni wiedzą, skąd wieje i po co. Krótko mówiąc Faber podtrzymuje swoje zwięzłe stanowisko: odbicie gospodarcze nie będzie szybkie, bo nie widać do niego powodu. Jednym słowem długie szorowanie po dnie, czyli stagnacja. Nowy poziom równowagi gospodarczej rzeczywiście zdaje się leżeć zdecydowanie niżej od poprzednich poziomów, czyli czeka nas okres redukcji nadmiernych mocy i czas oszczędności. Wszędzie gdzie nie spojrzeć nadwyżki, tylko roboty brak.
Ostatnie odbicie na giełdach przypisuje zdecydowanemu drukowaniu pieniądza przez banki centralne, które wykazały niezłomną determinację reflacji pękniętego balona. Z tego powodu minima z listopada ub.r. są absolutnymi minimami (w sensie nominalnym), lecz o powrocie wzrostów, lub rozpoczęciu nowej hossy być mowy nie może. Nie ma do niej gospodarczych podstaw. Innymi słowy zwyżki na giełdach są efektem działań monetarnych. Co więcej, Faber widzi absolutny rekord prosperity (wierzchołek cyklu) w roku 2007, do którego powrotu w dającej się przewidzieć przyszłości nie widać. Dotyczy to także rynku akcji. Wedle niego czekają naz zatem odbicia, ale nie doprowadzą one do powrotu do maksimów, a tym bardziej ich pokonania.
Dzięki zdecydowaniu banków centralnych będziemy mieć zatem - według Fabera - minihossy inflacyjne, charakteryzujące się brakiem podstaw fundamentalnych oraz dużą zmiennością (volatility). Obecnie korygowane odbicie Faber widzi jako sukces FEDu, który przekonał sceptyków, że jest skuteczny. Szefowie funduszy, którzy nie wzięli udziału w tej mini-hossie muszą się dziś czuć podle. Akcje straciły od szczytu ponad połowę wartości, a oni stracili piękną okazję. Zatem na obecnej korekcie wielu sceptyków powróci na rynek i podniesie go znowu wyżej (ale ciągle nie za bardzo).
Najciekawsze zdaniem zezowatego zdania pojawiają się w drukowanym wywiadzie. Pada w nim znamienne zdanie: czy USA jest zatem bankrutem? - To mogę panu zagwarantować.
Stany (a z nimi reszta świata) weszły na drogę inflacyjnego rozwiązania problemu, z której nie ma już powrotu. Klamka zapadła, bowiem bilionowych deficytów - rosnących dodajmy - nie da się racjonalnie sfinansować, zatem istnieje tylko jedno wyjście.
Zdaniem Fabera kapitalizm upadnie dokładnie tak samo jak komunizm, załamie się, jeśli - na co się nie zanosi - "toksyczne aktywa" nie zostaną rozliczone. Najlepszym sposobem na ratunek jest pozwolić sprawę załatwić rynkowi, inaczej system może się załamać. Święte słowa, tylko kto ich posłucha? Mamy socjalizm bankierski, więc właściwie jesteśmy skazani na zagładę...
Tu oczywiście jakiś gamoń dał niepełny kod, więc jest zagadka, jak to ma wyglądać, żeby się wyświetlało. Jakoś nie mam nastroju na zagadki. FU.
Ostatnie odbicie na giełdach przypisuje zdecydowanemu drukowaniu pieniądza przez banki centralne, które wykazały niezłomną determinację reflacji pękniętego balona. Z tego powodu minima z listopada ub.r. są absolutnymi minimami (w sensie nominalnym), lecz o powrocie wzrostów, lub rozpoczęciu nowej hossy być mowy nie może. Nie ma do niej gospodarczych podstaw. Innymi słowy zwyżki na giełdach są efektem działań monetarnych. Co więcej, Faber widzi absolutny rekord prosperity (wierzchołek cyklu) w roku 2007, do którego powrotu w dającej się przewidzieć przyszłości nie widać. Dotyczy to także rynku akcji. Wedle niego czekają naz zatem odbicia, ale nie doprowadzą one do powrotu do maksimów, a tym bardziej ich pokonania.
Dzięki zdecydowaniu banków centralnych będziemy mieć zatem - według Fabera - minihossy inflacyjne, charakteryzujące się brakiem podstaw fundamentalnych oraz dużą zmiennością (volatility). Obecnie korygowane odbicie Faber widzi jako sukces FEDu, który przekonał sceptyków, że jest skuteczny. Szefowie funduszy, którzy nie wzięli udziału w tej mini-hossie muszą się dziś czuć podle. Akcje straciły od szczytu ponad połowę wartości, a oni stracili piękną okazję. Zatem na obecnej korekcie wielu sceptyków powróci na rynek i podniesie go znowu wyżej (ale ciągle nie za bardzo).
Najciekawsze zdaniem zezowatego zdania pojawiają się w drukowanym wywiadzie. Pada w nim znamienne zdanie: czy USA jest zatem bankrutem? - To mogę panu zagwarantować.
Stany (a z nimi reszta świata) weszły na drogę inflacyjnego rozwiązania problemu, z której nie ma już powrotu. Klamka zapadła, bowiem bilionowych deficytów - rosnących dodajmy - nie da się racjonalnie sfinansować, zatem istnieje tylko jedno wyjście.
Zdaniem Fabera kapitalizm upadnie dokładnie tak samo jak komunizm, załamie się, jeśli - na co się nie zanosi - "toksyczne aktywa" nie zostaną rozliczone. Najlepszym sposobem na ratunek jest pozwolić sprawę załatwić rynkowi, inaczej system może się załamać. Święte słowa, tylko kto ich posłucha? Mamy socjalizm bankierski, więc właściwie jesteśmy skazani na zagładę...
Tu oczywiście jakiś gamoń dał niepełny kod, więc jest zagadka, jak to ma wyglądać, żeby się wyświetlało. Jakoś nie mam nastroju na zagadki. FU.
środa, 8 kwietnia 2009
Co mówią Faber, Soros i Sachs
Według George'a Sorosa natomiast wyjście z depresji - on również używa tego terminu - odbędzie się w słabym tempie, a ożywienie będzie co chwilę gaszone. Nie zagraża nam inflacja, ale stag-deflacja, która zdominuje kilka najbliższych lat w USA. Wyjście z obecnej recesji będzie przypominać odwrócony pierwiastek, więc prawdopodobnie - jeśli dobrze sobie przypominam symbol pierwiastka - obecne techniczne odbicie, jakkolwiek silne (a może właśnie dlatego), nie powinno przyprowadzić nowych, niższych minimów. Nie zostało to powiedziane wprost, ale symbol jest powszechnie uznany za jednoznaczny. Nie jest wszakże jednoznaczne odwrócenie. Jak ono może wyglądać prezentuję na szkicach poniżej.



Soros główne niebezpieczeństwo widzi w przymusowym ratowaniu instytucji bankowych, które w swej istocie są niewypłacalne i pompowanie w nie pieniędzy jest równoznaczne z ich marnotrawieniem, albo wsypywaniem do czarnej dziury. Ratowane banki "zombie" wysysają w ten sposób krew z reszty systemu (gospodarki), nie pozwalając na szybsze odbicie. Dlatego kolejny cykl ekspansji będzie bardzo anemiczny i przerywany nawrotami deflacji (stag-deflacja).
Jeffrey Sachs, którego apel o zdrową, bankierską poprawność i uczciwość przy krytyce planu Geithnera opisałem wcześniej, przybliża swoje stanowisko obszerniej, ze swym kolegą Laurencem Kotlikowem w Financial Times.
W skrócie plan Geithnera nie może zadziałać (według nominalnych założeń), a w szczegółach jest nawet gorszy, niż mogłoby się wydawać. Nie jest niczym więcej, niż kolejną zapomogą, wydaniem publicznych pieniędzy dla kolegów i znajomych królika Goldie, wobec tego środki te zostaną zmarnowane. Co gorsza, posłużą one do wspomożenia najgorszych i najzachłanniejszych ekscesów, nie dając nic w zamian gospodarce i społeczeństwu. Odbędzie się to kosztem ogólnej koniunktury, której poprawa będzie anemiczna. Gigantyczne długi, zaciągnęte przez państwo na tę akcję rat(b)unkową, położą się także ciężkim cieniem na dalszym, długoterminowym rozwoju USA (i całego zachodu), bo pociągają za sobą konieczność sfinansowania deficytów na skalę bez precedensu w historii.
Na marginesie zdaniem zezowatego prof. Balcerowicz może ze znajomości z Jeffreyem Sachsem być dumny, a cytowany artykuł jest dowodem, że o ile Sachs był pracownikiem krwiożerczego MFW, to gdzie mu do Geithnera... Chyba mieliśmy szczęście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





