piątek, 28 czerwca 2013
Szwajcaria pokazuje dolarowi palec
Po bezwzględnym zniszczeniu najstarszego szwajcarskiego banku rodzinnego Wegelin i konfrontacji z UBS Amerykanie nie mają najmniejszej ochoty odpuszczać. Żądają ni mniej ni więcej, tylko całkowitego podporządkowania prawa bankowego Szwajcarii finansowemu dyktatowi amerykańskiej skarbówce IRS.
piątek, 17 września 2010
Ostatnia walka samuraja
W ostatnim tygodniu przeżyliśmy parę ciekawych chwil. Obok szczytów hipokryzji odbywają się szczyty "nielegalnej" Iczkerii, ale przecież nie o tym chciałem na zielonym pontonie (nie tonie? - spuść powietrze). Mamy owóż szczyty w kruszcu - złocie i srebrze - i wydaje się, że to wcale nie koniec świata, nawet nie początek jego końca, ale na pewno już koniec początku. Tak się bowiem składa, że nie tylko barbarzyński relikt zamierzchłych, prymitywnych czasów, skutecznie przebił opory, ale - uczynił to w znaczących okolicznościach.
Warto skojarzyć fakt, iż złote góry zbiegły się w czasie z przebijaniem długoletnich szczytów głównych twardych walut inwestycyjnych, mianowicie jena i franka. Bank of Japan z zaskoczenia masywną interwencją zdewaluował jena o ponad 3,5%, a dzień później SNB uczynił podobne czary z frankiem. Chwilowo interwencje są skuteczne, niepokoi jednak fakt, że odbyły się dosłownie na technicznym oporze, po którego przełamaniu dalszy ruch umacniający byłby niejako przesądzony. Jak to w życiu, co się odwlecze, to nie uciecze. Nie mam jeszcze zdania co do franka, choć siły Hildebranda wydają się wątłe. Co do BoJ sprawa wydaje się już przesądzona. To ostatnia walka samuraja. Oczywiście może ona potrwać nawet kilka lat, ale oczekiwałbym szybszej kapitulacji. Deflacja jest nieubłagana i pociągnie jena na nowe historyczne wyżyny. Alternatywą jest oczywiście zniszczenie waluty, ale wątpię, czy Tokio na taką nuklearną opcję się zdecydują. Tym właśnie samuraj się różni od helikoptera, pamięta Hiroszimę. Podobnie oceniam Wilhelma Tella, aczkolwiek temu bliżej do jankeskiego podejścia kreatywnego. Kłopot w tym, że w Genewie i Zurychu jest parę większych banków i zbyt duża dawka stymulacji zwyczajnie je wysadzi w powietrze, więc i tu należy liczyć raczej na konserwatywne podejście.
Mamy zatem chwilę radosnego spotkania twardych walut na szczycie. Chwilowo papierowcy próbują przekonać rynek, że te szczyty to przypadek i zaraz trend się odwróci. Możesz oczywiście im zaufać na własne ryzyko. Długoletnich wykresów nie da się jednak zaczarować, trend na twardych jest nieubłagany. Twardy musi być droższy od miękkiego, bo to prawo ekonomii (a konkretnie Kopernika, serio), oczywiście w dłuższym okresie, ale skoro w dłuższym, jak nauczał klasyk, i tak będziemy martwi, nie ma się co martwić ;) (martwy się nie martwi, czyli don't worry, mam duże wory). Najśmieszniejsze, że dłuższy właśnie niespodziewanie zawitał, wprowadzając popłoch na uczniów szkoły Krugmana - i to już za naszego życia - tylko swoi go nie przyjęli, ale tak to już jest z prorokiem we własnym kraju. Nikt go nie słucha. W kraju więdnącej wiśni natomiast słońce zachodzi, a świstak przestaje zawijać w sreberka. Takie to wykładnicze skrócenie perspektywy czasowej, z długiego nagle robi się krótki i po ptokach. Oczywiście nikt się tym nie przejmuje, bo przecież zaraz wszystko wróci do normy. Otóż nie wróci. A propos sreberka, ciekawe wykresy z zerohedge. Sreberko ktoś świstakowi świsnął, mówią że będą z tego medaliki.
niedziela, 18 lipca 2010
Jak Hildebrand franka ratował i co z tego wynika dla euro i dolara
Po trzecie wreszcie interwencja – z powodu gigantycznego rozmiaru - zakończyła się ogromnym, jak na szwajcarskie, precyzyjne zwyczaje, deficytem w centralnej kasie, a dokładnie kwartalną stratą na różnicach kursowych franka do euro w wysokości około 8 mld euro. W wyniku tego lobby bankierskie domaga się dymisji Hildebranda i zapewne dopnie swego. Zwłaszcza że – po czwarte – tak naprawdę interwencja, mimo iż polegająca na skupie taniejącego w oczach euro za drożejące franki (główna waluta handlowa Szwajcarii), w istocie dotyczyła dolara. Pikanterii sprawie dodaje fakt osobliwej synchronizacji interwencji, górki na dolarze i jednoczesnego dołka na franku. Po bliższym przyjrzeniu sprawa wydaje się raczej oczywista. Pan Hildebrand wyświadczył przysługę amerykańskim posiadaczom aktywów frankowych, na gwałt potrzebującym ojczystej gotówki i awaryjnie likwidującym pozycje. Najpewniej Hildebrand i tak nie miał innego wyjścia, jak przystać na propozycję nie do odrzucenia, bowiem skala operacji frankowy rynek mogła zmieść, a dzięki interwencji jedynie porządnie wystraszyła. Ruch na parze frank/dolar był po prostu bez precedensu, jak diabelski młyn.
Jak wyglądała operacja i co z niej wynika dla dolara i euro, przeczytasz w dodatku do biuletynu walutowego, który możesz zamówić na stronie http://zezorro.blogspot.com/p/newsletter.html
czwartek, 3 września 2009
Wegelin mówi farewell czyli coś o szczurach
Cóż, pozostaje zawsze Milka, Czarodziejska Góra i Swatch.
Wegelin Farewell
Oto najważniejsze tezy i wnioski z listu do klientów.
- Stany przymusiły UBS i resztę szwajcarskich banków do redukcji tajemnicy bankowej w dwuetapowej operacji. W pierwszym etapie zmieniły przepisy tak, aby stały się bardziej restrykcyjne i niejasne. W tę pułapkę wciągnęły - prawdopodobnie świadomych - wspólników w bankach typu UBS, aby następnie wykazać ich - w świetle nowych przepisów - kryminalne współuczestnictwo, czyli czerpanie korzyści z przestępstw skarbowych.
- Podobnie jak w przypadku swej polityki zagranicznej, Stany w sprawach podatkowych zachowują się w sposób imperialny. Chcą zmonopolizować pod swoją kontrolą wszystkie przepływy kapitałowe i w tym celu muszą zdjąć ochronę tajemnicy bankowej. Centralnym przykładem jest globalne amerykańskie prawo podatkowe, które za podmiot zobowiązany wobec amerykańskiego fiskusa uważa nie tylko swoich obywateli, niezależnie od miejsca pobytu, nie tylko rezydentów amerykańskich (osoby cywilne i prawne), ale także osoby trwale przebywające w Stanach, nawet nielegalnie, oraz - i to już jest bomba - wszystkich posiadaczy amerykańskich papierów wartościowych. Masz dolara - musisz zadeklarować fiskusowi w Stanach. To według Wegelina trochę za daleko.
- W braku właściciela bądź jego spadkobiercy, nowelizacja globalnego kodeksu skarbowego przewiduje solidarną odpowiedzialność powiernika (banku). Teraz jeśli bank ma jakieś papiery amerykańskie - akcje, obligacje, gotówkę itd. - musi zgłosić się do IRS w imieniu i zamiast właściciela, w przeciwnym razie będzie odpowiadać za jego zobowiązania wobec fiskusa.
- Nowe przepisy są tak restrykcyjne, że Stany - oprócz stania sie globalnym inspektorem skarbowym - staną się globalnym egzekutorem, bowiem niejako z natury rzeczy będą powodowały nieumyślne błędy i opuszczenia.
- Stosowanie ekonomicznego przymusu w obecnej dobie, kiedy Stany zaczynają tonąć w długach, może być najgorszą taktyką. Wegelin nie ma zamiaru ugiąć się przed policyjno-skarbową presją US i rezygnuje w ramach protestu z amerykańskiej klienteli w ogóle. Jego śladem podążą niechybnie inne szanujące się banki prywatne. Czy to Stanom się opłaci? Na długą metę nie, co Wegelin precyzyjnie uzasadnia.
- Ogromne potrzeby pożyczkowe Stanów, co najmniej 10 bilionów w ciągu nabliższej dekady, powodują że oprocentowanie pożyczek już dziś pochłania ok 10% dochodów budżetowych, a niebawem wartość ta ulegnie prawdopodobnie podwojeniu. Taki poziom długu jest już niebezpiecznie blisko niewypłacalności, kiedy cały dochód budżetowy do dyspozycji pochłaniany jest przez odsetki od starego długu.
- Według Frankfurt Institute całkowite skumulowane aktywa sektora bankowego wynoszą 600% pkb (mi znane szacunki peak credit to 375%). Jest to poziom długu nie tylko nie do spłacenia, ale który będzie przygniatał Amerykę deflacyjnym zwijaniem kredytu przez najbliższą dekadę.
- Około 40% długu publicznego - 4 biliony - są sfinansowane przez pożyczki (obligacje) między instytucjami rządowymi, więc de facto są wzięte z księżyca.
- Warren Buffet (Berkshire Hathaway) oraz Bill Gross (Pimco) doradzają wyjście z dolara i inwestycji dolarowych, bowiem jest on skazany na zagładę. Wegelin posuwa się nawet do przenośni o szczurach uciekających z tonącego okrętu. Dlaczego to robią z taką niechybną precyzją? Znają tajniki budowy okrętu, jego wszystkie dziury, lepiej od konstruktora i kapitana statku razem wziętych, bo żyją pod pokładem.
- Stany dawno przestały być atrakcyjne ekonomicznie. Dziś liczy się BRIC. Teraz, kiedy nadchodzi nieuchronny upadek, starają się użyć jeszcze swego nacisku ekonomicznego, co jest aż nadto zrozumiałe, bo USA są przyparte do muru. Jednak - jak twierdzi potomek osiemnastowiecznych bankierów (to rówieśnicy Rothshildów) - dobrobyt nie idzie w parze z agresją, wręcz go wyklucza. I to by było na tyle.
środa, 2 września 2009
CH: kapitulacja
Pisze Financial Times
Szwajcarskie banki spodziewają się uniknąć śledztwa
Najwyżsi rangą szwajcarscy bankowcy są przekonani, że mogą uniknąć wyniszczającego śledztwa ws. ich działalności, prowadzonego przez amerykańskie władze, w wyniku sporu podatkowego z UBS. W wywiadzie dla "FT" dwaj pracownicy kierownictwa wyższego szczebla, jeden z Credit Suisse, a drugi z Julius Baer stwierdzili, że są optymistami.
- Już dawno podjęliśmy odpowiednie środki i ustanowiliśmy jasne przepisy – powiedział Walter Berchtold, dyrektor Credit Suisse Private Banking. – Z tego punktu widzenia, jestem zupełnie spokojny.
Boris Collardi, dyrektor naczelny Julius Baer, powiedział: - Nie chcę powiedzieć, że nie mamy obaw, ale jesteśmy przygotowani. Mogą nastąpić żądania dostarczenia pewnych informacji [od władz podatkowych], ale nie sądzę, żeby groziły nam kolejne wezwania do stawienia się przed sądem osób o nieustalonej tożsamości.
Banki wypowiadały się po porozumieniu, do jakiego doszło między UBS a amerykańskimi władzami podatkowymi, w którym uzgodniono długofalowe dyskusje, dotyczące podatków, w tym bezprecedensowe przekazanie nazwisk 4,450 "tajnych klientów". Władze amerykańskie w ramach działań wymierzonych w UBS zapoczątkowały procedury prawne, umożliwiające im ściganie klientów o nieustalonej tożsamości.
Sprawa wywołała w Szwajcarii obawy, że inne banki prywatne mogą znaleźć się na celowniku władz amerykańskich i innych krajów. Ale Julius Baer uderzył w ton buntowniczy.
- To tak, jakby ktoś jechał drogą z ograniczeniem prędkości do 60 km na godzinę, a po jej przejechaniu dowiedział się, że to było ograniczenie do 30 km. Zmieniła się interpretacja przepisów – powiedział Boris Collardi. – To nieprzyjemna sytuacja, ale najważniejsze jest to, że nie zamierzamy zawierać żadnych kompromisów, dotyczących polowań na czarownice, czy tajemnicy bankowej.
Boris Collardi powiedział też, że jest przekonany, iż rząd Szwajcarii ma stosowny plan, jak sobie poradzić z kolejnymi prawnymi trudnościami.
Rząd Szwajcarii, który pomógł w zawarciu porozumienia z UBS, próbuje ograniczyć szkody szwajcarskiego sektora finansowego, przekonując, że sprawa UBS to był jednorazowy przypadek. Jednak skomplikowane porozumienie umożliwia podjęcie podobnych działań przeciwko innym bankom, chociaż dokładne kryteria mają dopiero zostać ujawnione.
Amerykańskie ograniczenia były uważnie obserwowane przez inne kraje, starające się wprowadzić sankcje za uchylanie się od podatków.
W Kanadzie, gdzie UBS również bardzo aktywnie poszukiwało klientów zagranicznych, pod koniec zeszłego tygodnia władze spotkały się z przedstawicielami banków.
Inne z tej półki.
wtorek, 24 marca 2009
Dollar rulez
Dzięki Dorocie macie krótkie podsumowanie obrazkowe dlaczego tajemnica bankowa Szwajcarii pękła jak piękne wspomnienie .
Przy okazji wyjaśnia się bajka Koniarskiego o finansowym ataku na USA, kiedy po Lehmanie





