-
source: insidetheeyelive.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LNG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LNG. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 lipca 2017
niedziela, 11 października 2009
Jesienne gradobicie
Ostatnio, mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi, Grad nie spadł. Teraz jednak sytuacja jakby trochę się zmieniła. Oprócz oczywistości widzianej dawno temu, w maju konkretnie, pojawiły się dodatkowo, jakby to powiedzieć, kłopotliwe nagrania, protokoły, stenogramy i komputerowe logi od naszego ulubieńca, pana Kamińskiego.
Wygląda, że teraz Grad spadnie, bo jak nie, to don premiero nawet do świąt nie doczeka. Jak donosi Wprost
Pół roku temu zezowaty to wykrył przy pomocy niczego więcej, jak internetu i paru szarych komórek, więc wyczyny Kamińskiego jakby bledną. Niepokoi, bardzo niepokoi twardość i hardość Grada, bo tak długie trzymanie śmierdzącego kolegi donowi na zdrowie nie wyjdzie, ale naród ciemmny w końcu wszystko kupi. Na szczęście nie cały i nie wszystko.
Wygląda, że teraz Grad spadnie, bo jak nie, to don premiero nawet do świąt nie doczeka. Jak donosi Wprost
Operacja CBA o kryptonimie „Hornet" ujawniła, że przetarg na sprzedaż majątku stoczni od początku do końca był ustawiony. Uczestniczyli w tym bezpośrednio wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik oraz prezes ARP Wojciech Dąbrowski i jego zastępca Jacek Goszczyński. Z dokumentów CBA wynika, że o sprawie wiedział minister skarbu Aleksander Grad.
Przetarg był ustawiony tak, żeby wygrał go tylko jeden podmiot – Stiching Particulier Fonds Greenrights. Na początku przesunięto termin rejestracji uczestników przetargu, żeby Greenrights wpłacił na czas wadium. Potem kombinowano, jak uniemożliwić rozpoczęcie licytacji, bo ten właściwy podmiot potrzebuje czasu na konsultacje. A już podczas licytacji szefowie ARP i urzędnicy ministerstwa skarbu złamali wszelkie reguły. Cały czas byli w kontakcie ze „swoim" oferentem, pomagając mu w licytacji (nawet wtedy, gdy zawodziło go internetowe połączenie), co stawiało „wybrańca” w uprzywilejowanej sytuacji. Próbowano nawet manipulować zegarem odmierzającym czas podczas licytacji: zastanawiano się, czy nie można go spowolnić dla innych niż „swój” uczestników licytacji, żeby ten „właściwy” wiedział wszystko przed innymi.
Z dokumentów CBA wynika, że Greenrights miał określoną kwotę do wylicytowania, o czym wiedzieli urzędnicy MSP i ARP i ich zadaniem było niedopuszczenie, by wygrał ktoś inny. Pomagali więc „swojemu" przekazując korzystne informacje (cały czas byli z nim w kontakcie), ale także naciskając na innych uczestników przetargu. Jednym perswadowali, że opłaci im się przegrać, innych naciskali, by się wycofali, bo stracą na swoim uporze. Wynika z tego, że urzędnicy polskiego państwa świadomie i celowo nie dopuścili do sprzedaży majątku stoczni innym podmiotom i po wyższej cenie niż ta wylicytowana przez Greenrights. Otwarte jest pytanie, dlaczego urzędnicy MSP i ARP byli za wszelką cenę (także łamiąc prawo) gotowi pomagać tylko jednemu podmiotowi. Co takiego im zaoferowano, że z wielką gorliwością naginali bądź łamali prawo oraz kompromitowali swoje urzędy i przełożonych?
Pół roku temu zezowaty to wykrył przy pomocy niczego więcej, jak internetu i paru szarych komórek, więc wyczyny Kamińskiego jakby bledną. Niepokoi, bardzo niepokoi twardość i hardość Grada, bo tak długie trzymanie śmierdzącego kolegi donowi na zdrowie nie wyjdzie, ale naród ciemmny w końcu wszystko kupi. Na szczęście nie cały i nie wszystko.
czwartek, 20 sierpnia 2009
Grad nie spadnie
Zezowaty ma dla was prognozę pogody. Grad nie spadnie. W sumie to żadna prognoza, o tej porze roku można się tego spodziewać. Otóż tylko na pozór.
Swego czasu - kiedy było większe zagrożenie gradem - zezowaty relacjonował, że deal sprzedaży stoczni śmierdzi niemiłosiernie. Nawet niektórzy zarzucali mi manipulację faktami, że przecież nigdzie nie jest dowiedzione, kto z kim jest powiązany i dlaczego. Wszyscy przez lato żyli w błogim oczekiwaniu, że za szemranym funduszem powierniczym, obsługującym w raju podatkowym Mossad, stoi - jak nas przekonywał niezmącony minister Grad - tzw. kapitał katarski, który zamierza kontynuować produkcję statków. Na zezowate oko wyglądało to jak cicha obietnica produkcji gazowców, które będą potrzebne do wożenia skroplonego gazu, który - dla dywersyfikacji oczywiście - zakontraktujemy sobie w emiracie Kataru. Dla dostawcy interes sensowny na pozór w dwójnasób, przecież można zarobić i na produkcji statków i na wożeniu tego gazu i na jego sprzedaży. Jedyny kłopot to był ten szemrany nieznany fundusz, który nadaje się do obsługi kasyn w internecie oraz licznych procesów o odszkodowania z IRS, ale - przynajmniej na zezowate oczy - nie nadaje się na wiarygodnego kupca dużych zakładów w Polsce.
Don premier w Katarze był, kontrakt na gaz podpisał, a zaliczki od legendarnego funduszu za wygrany przetarg jak nie było, tak nie ma. Pierwszy termin minął, drugi termin minął. Teraz Grad zapewnia, że przejęciem inwestycji rzekomej anonimowej firmy z Kataru jest zainteresowany QIA, największy fundusz inwestycyjny w regionie. W sumie piękny gest, w końcu się rzekomo panowie dogadali, Polska gaz kupuje, grubo przy tym przepłacając, Katarczycy kupują niechciane stocznie i wszyscy są szczęśliwi. Kłopot w tym, że interes jest niedostatecznie słodki dla inwestora i z niego zrezygnował, bo sytuacja w branży stoczniowej jest na najbliższe lata licha i jeszcze się pogarsza. Wariant drugi jest jeszcze gorszy, a brzmi on zwyczajnie tak, że cały ten przetarg i korowody od początku były dla picu, bo zainteresowani wiedzieli, że stocznie są niesprzedawalne, ale chcieli domknąć sprawę gazu, a stocznie domknąć musieli. W tej sytuacji majątek stoczni opyli naprawdę za grosze syndyk (bo przecież nikt go nie chce), a w sprawie od początku chodziło o centralnie położone dziesiątki ha ziemi. Dźwigi i suwnice sprzeda się na złom, a na nabrzeżu zacumuje wolnocłowy burdelik. Pięknie będzie. Curacao na pełnym gazie.
W sprawie wyjaśnienia ministra Grada są nie dość że żenujące, ale w ogóle cała ta sytuacja jest poniżej wszelkiej krytyki. Wadium od funduszu z Antyli zezowaty nie wziąłby na poważnie nawet na przetargu na stary rower, a co dopiero stocznię. Okazuje się jednak, że zezowaty nie tylko źle widzi, ale w dodatku ma omamy słuchowe. Nieprawdą jest, jakoby don premier zagroził dymisją Grada, jeśli sprawa stoczni do końca sierpnia nie zostanie załatwiona. On nigdy nic takiego nie powiedział, po prostu. Grad nie spadnie, a kto wierzy w cuda, niech dalej czeka na wpłatę pieniędzy z Antyli, Kajmanów, Azorów i nawet Jersey. Czy wpłyną, czy nie wpłyną grad nie spadnie, bo kto widział we wrześniu grad?
Nie wierzysz, posłuchaj ministra. Minister prawdę Ci powie.
Swego czasu - kiedy było większe zagrożenie gradem - zezowaty relacjonował, że deal sprzedaży stoczni śmierdzi niemiłosiernie. Nawet niektórzy zarzucali mi manipulację faktami, że przecież nigdzie nie jest dowiedzione, kto z kim jest powiązany i dlaczego. Wszyscy przez lato żyli w błogim oczekiwaniu, że za szemranym funduszem powierniczym, obsługującym w raju podatkowym Mossad, stoi - jak nas przekonywał niezmącony minister Grad - tzw. kapitał katarski, który zamierza kontynuować produkcję statków. Na zezowate oko wyglądało to jak cicha obietnica produkcji gazowców, które będą potrzebne do wożenia skroplonego gazu, który - dla dywersyfikacji oczywiście - zakontraktujemy sobie w emiracie Kataru. Dla dostawcy interes sensowny na pozór w dwójnasób, przecież można zarobić i na produkcji statków i na wożeniu tego gazu i na jego sprzedaży. Jedyny kłopot to był ten szemrany nieznany fundusz, który nadaje się do obsługi kasyn w internecie oraz licznych procesów o odszkodowania z IRS, ale - przynajmniej na zezowate oczy - nie nadaje się na wiarygodnego kupca dużych zakładów w Polsce.
Don premier w Katarze był, kontrakt na gaz podpisał, a zaliczki od legendarnego funduszu za wygrany przetarg jak nie było, tak nie ma. Pierwszy termin minął, drugi termin minął. Teraz Grad zapewnia, że przejęciem inwestycji rzekomej anonimowej firmy z Kataru jest zainteresowany QIA, największy fundusz inwestycyjny w regionie. W sumie piękny gest, w końcu się rzekomo panowie dogadali, Polska gaz kupuje, grubo przy tym przepłacając, Katarczycy kupują niechciane stocznie i wszyscy są szczęśliwi. Kłopot w tym, że interes jest niedostatecznie słodki dla inwestora i z niego zrezygnował, bo sytuacja w branży stoczniowej jest na najbliższe lata licha i jeszcze się pogarsza. Wariant drugi jest jeszcze gorszy, a brzmi on zwyczajnie tak, że cały ten przetarg i korowody od początku były dla picu, bo zainteresowani wiedzieli, że stocznie są niesprzedawalne, ale chcieli domknąć sprawę gazu, a stocznie domknąć musieli. W tej sytuacji majątek stoczni opyli naprawdę za grosze syndyk (bo przecież nikt go nie chce), a w sprawie od początku chodziło o centralnie położone dziesiątki ha ziemi. Dźwigi i suwnice sprzeda się na złom, a na nabrzeżu zacumuje wolnocłowy burdelik. Pięknie będzie. Curacao na pełnym gazie.
W sprawie wyjaśnienia ministra Grada są nie dość że żenujące, ale w ogóle cała ta sytuacja jest poniżej wszelkiej krytyki. Wadium od funduszu z Antyli zezowaty nie wziąłby na poważnie nawet na przetargu na stary rower, a co dopiero stocznię. Okazuje się jednak, że zezowaty nie tylko źle widzi, ale w dodatku ma omamy słuchowe. Nieprawdą jest, jakoby don premier zagroził dymisją Grada, jeśli sprawa stoczni do końca sierpnia nie zostanie załatwiona. On nigdy nic takiego nie powiedział, po prostu. Grad nie spadnie, a kto wierzy w cuda, niech dalej czeka na wpłatę pieniędzy z Antyli, Kajmanów, Azorów i nawet Jersey. Czy wpłyną, czy nie wpłyną grad nie spadnie, bo kto widział we wrześniu grad?
Nie wierzysz, posłuchaj ministra. Minister prawdę Ci powie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





