Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

Ojejku w olejku 4

-
Negocjacje o zamrożeniu wydobycia w OPEC, zakończone totalną klapą, dają nafcie piękny rozpęd w dół. Interesujące, skąd "analitycy" wzięli złudzenia, że do jakiegokolwiek porozumienia dojść w obecnej sytuacji w ogóle może. Wiem, że walnie przyczynił się do nich mister Putin, obiecujący nie zwiększać wydobycia oraz główny szejk Saudów. Kłopot w tym, że mają oni z jednej strony kolosalne i pilne wydatki, a z drugiej... choć są śmiertelnymi rywalami, to bardzo im zależy na podtrzymaniu cen. Tyle że nie swoim kosztem. W takiej - stricte wojennej rywalizacji - do żadnego kompromisu, a już z pewnością jego respektowania, dojść NIE MOŻE. Wydawało mi się to na tyle oczywiste i klarowne, że czarodziejom nie uda się sprzedać kolejnego złudzenia, po serii porażek. A jednak się udało... Co potwierdza klasyczny wniosek, że nadzieja umiera ostatnia, bowiem... jest matką głupich, a tych nie zabraknie.
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 1 kwietnia 2016

Ojeju w oleju 3

-
Skoro się zgodziliśmy, że mamy do czynienia z oczywistym przypadkiem profetyzmu - no bo na Wielkanoc, Purim znaczy miało zawrócić i zawróciło - to zadajmy pytanie: do ilu tera zjedzie?
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 25 marca 2016

Ojeju w oleju 2

-
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 21 marca 2016

Ojeju w oleju

-
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 28 października 2014

Total odlot. Kto zamiótł de Margerie?

- Drogi Watsonie, co to jest, kiedy człowiek wpada pod dorożkę?
- Myślę, że wypadek – zwłaszcza kiedy był pijany.
© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 24 października 2014

Dlaczego w Rosji psują się rafinerie?

-
Zaczęła się przed kilkoma dniami nowa, bardzo intrygująca epidemia. Nie eboli, choć bardzo boli.
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 28 lipca 2014

Następny odcinek wojny gazowo-naftowej - 50 miliardów

-
Pamiętasz jeszcze Chodorkowskiego i Yukos? Znów może być bogaty...
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 2 kwietnia 2013

O co była wojna w Iraku?

-
Pewnie sądzisz, że to oczywiste: o ropę. Prawda jest dużo gorsza. Miliony ludzi zginęły nie po to, żeby klan Bushów zagarnął ogromne irackie rezerwy, drugie co do wielkości na świecie. George Bush wygrał wojnę w Iraku – przy wsparciu i dla swoich przyjaciół z kręgu Rockefellerów - w zupełnie innym celu.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 10 stycznia 2013

Co tam panie u Chaveza?

-
Charyzmatyczny mestizo jest poważnie chory, ale nie odpuszcza. Już przed dziesięcioma laty powinien był nie żyć, bo operetkowy następca urzędował w pałacu, razem z ambasadorem z północy. Ulica zdecydowała inaczej. Jak kruche potrafią być losy szefów państw, obdarzonych ropą, pokazuje choćby przykład premiera Mossadeka z Iranu. Chavez ma podobne zmartwienie, bo bardzo podniósł ceny koncesji i podatki od ropy. Jej udokumentowane zasoby okazują się większe od Arabii Saudyjskiej (prawie 1,5 biliona baryłek). A tu film o indianinie. Bierzcie póki dają.
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 24 stycznia 2012

Iran, nafta, złoto

Sankcje handlowe wobec Iranu - embargo na handel ropą oraz blokada irańskiego banku centralnego w obrocie międzynarodowym są chyba strzałem w stopę dolarowi. Jak donosi Debka (wywiad Izraela)

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 24 lutego 2011

Gdzie jest Kaddafi?

Jak to gdzie, u swojego przyjaciela Chaveza. Tak głosi plotka. Niniejszym zezowaty plotkę potwierdza. Po występach live w Al Jazeera, wszelkie wątpliwości znikają.



Dla niezbyt spostrzegawczych: goryl w tv ma na pysku silikonową maskę. Najwyraźniej rodzina Kaddafich ma swoich poddanych naprawdę za bydło. Syn dyktatora zapowiada, że się nie ugnie i będzie rządził razem z wielkim ojcem (big father). Wszystkiego najgorszego!

Ropa stabilnie ponad 100$ WTI, ok.120 brent. Pora zacząć myśleć o drogiej nafcie serio, bo według mojej skromnej oceny, powrót poniżej 100$/bbl w najbliższych latach (czyli w ogóle) jest raczej wykluczony. W końcu po coś ta rewolucja w Magrebie jest magicznie wywołana, nieprawdaż?
Viva la revolucion!
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 15 lutego 2011

Za ile tankujesz?

Obok cudownie upartego backwardation na Ag, które miśki zgrabnie tłumaczą na filmie, a nie jest to na fiuczersach zabawne, kiedy cała krzywa jest odwrócona, czyli wszystkie fiuczersy są tańsze od ceny spot, dzieje się - dzięki dobroczynnej pompie Bena - na świecie wiele innych dobrych rzeczy, dla przykładu rekordy historyczne ceny miedzi, kakao i ryżu. Oczekuje się, że pszenica i kukurydza niebawem dołączą. Pewnie dlatego Egipcjanie tak porywają swym przykładem wszystkich sąsiadów, choć Ben twierdzi, że on z inflacją w Egipcie nie ma nic wspólnego, bo wszystkim wiadomo, że w Egipcie nie ma lolarów, tylko egpipskie funty (i mumie). Serio tak mówi, popatrz sobie na filmie, który wstawiłem przed kilkoma dniami. Ale wróćmy do fiuczersów. Pokazują one, że spekuła tak wykręciła ceny do góry nogami, że dosłownie wszystkie kontrakty są postawione na głowie. Ktoś twierdzący, że to chwilowa aberracja i zaraz się uspokoi, bo przecież backwardation się zdarza, jest - powiedzmy oględnie - wyjątkowym optymistą, żeby zacytować Fabera, który w ten sposób elegacko podsumował dziennikarską obronę Obamy (Faber powiedział, że się prostytuuje - opalony rzec jasna).

Odwrócona cała krzywa rentowności fiuczersów oznacza ni mniej ni więcej, tylko tyle, że cały rynek jest zmanipulowany, albo mówiąc dyplomatycznie przeżywa niespotykany stres. Otóż ten niespotykany stres zaraz zobaczymy także na obrazkach na ropie i nie będzie to miły widok.

Na początek piękny wykres WTI, czyli west texas intermediate, cena baryłki ropy w Cushing Oklahoma, największym terminalu w Stanach i chyba na świecie. Cushing pęka w szwach, a cena - pomimo rekordów na świecie, dynda sobie poniżej 90 dolarów. Co warto pamiętać, WTI to arabska ropa sweet, lekka i tania w rafinacji, bez zanieczyszczeń siarki (stąd słodka).



W Europie już ceny nie wyglądają tak różowo, bo zdecydowanie przekroczyły poprzeczkę 100$ i jeśli spytacie zezowatego, to już na trwałe. Tu mamy ropę brent z Morza północnego, ciężką i zanieczyszczoną.



Jak łatwo zauważyć, brent jest zdecydowanie droższy od arabskiej nafty. Coś tu się nie zgadza, bo arabska jest wydajniejsza a ponadto rafinacja każdej baryłki (plus cracking) powinna kosztować jakieś 10$. Różnica na dziś wygląda następująco.



Cały ambaras w tym, że różnica (spread) powinna być w drugą stronę. Mamy gorszą ropę, która jest zdecydowanie droższa. Coś jest nie tak na obrazku, bo przecież rynki sa efektywne, nieprawdaż? Czyżby Amerykanie dzięki pompie Bena byli błogosławieni efektywnie tańszym surowcem (z uwzględnieniem jakości) o 1/4? I ile będzie trwał ten cud ekonomiczny, trzymający wskaźnik inflacji? Odpowiedź jest na poniższym obrazku.



Middle East Sour crude, czyli bliskowschodnia kwaśna ropa. Co to za zwierzę i czemu nie ma transakcji? Kwaśna to znaczy zasiarczona, w odróżnieniu od sweet, którą arabowie wydobywają. Mamy więc albo podmianę rebco (zasiarczony ural) na bliskowschodnią (mało prawdopodobne) albo im złoża skwaśniały :) Istnieje też trzecia możliwość, mianowicie taka, że Saudowie sprzedają swoją sweet crude przebrany za MESC po cenach spot i na umowy długoterminowe, stąd - prznajmniej na razie - nie widać na powyższym obrazku transakcji (to są futuresy). Wieść niesie, że MESC kosztuje tyle co brent, więc ceny by się ekonomicznie zgadzały. Zgadzały by się także pogłoski z lata, iżby wierny sojusznik Arabia Saudyjska - zamierzała w ślad Iranu zarzucić handel ropą w dolarze. Otóż nie zamierza. Za to porzuciła handel na Comex i chyba definitywnie przeniosła się do Europy na ICE. Otóż mamy inną odsłonę faktu, odkrytego przez miśki, że Comex się pali. Saudowie nie dostarczają ropy do USA w Cushing (WTI), tylko do Amsterdamu (MESC) i to jest fakt. Faktem jest też papierowy spread, podobnie jak backwardation na srebrze i nie jest objawem zdrowia, wręcz przeciwnie, jest komicznym dowodem na zawalanie się piramidalnej kombinacji.

Arabom jest ze względów politycznych niezręcznie odcinać się od dolarów zbyt ostentacyjnie. Czynią to dyplomatycznie, sprzedając swą ropę pod nazwą MESC (cokolwiek to znaczy) poprzez Europę. Czy WTI ma znaczenie? Dopóki magazyny są pełne, zapewne tak, ale - skoro wiemy, że nie ma darmowych obiadów - czy naprawdę wierzysz, że jankesi kupują surowiec o 1/4 taniej? Fuzja NYSE i Deutsche Borse powinna pozbawić cię złudzeń. Niemcy giełdę nowojorską de facto przejmują. Oczywiście dla stworzenia nowych synergii i efektów skali. Tak samo jak w przypadku WTI i MESC. Comex się pali, kotku.
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 9 lutego 2011

Peak oil. Wikileaks potwierdza.

Meldunki z ambasady USA w Riyadzie potwierdzają, że zapasy ropy Saudów zostały napompowane o ok. 40%. Arabia Saudyjska właśnie doświadcza szczytu produkcji i nie będzie mogła jej już zwiększyć. Dalsze wzrosty ceny ropy wydają się gwarantowane.

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Co się dzieje w Zatoce Meksykańskiej

----- Forwarded message from harvey_x ----- Wiadomość od czytelnika

Jestem może narwany ale nie jestem wariatem.
************************************************************************

Artykuł z prasy amerykańskiej:

Cała prawda związana z wyciekiem ropy w Zatoce Meksykańskiej
12.06.2010

W USA sprawa zaczyna być coraz bardziej napięta i mówi się o wszystkich koszmarnych scenariuszach od wprowadzenia stanu wojennego, poprzez ewakuację Florydy a na eksplozji atomowej na dnie Zatoki skończywszy.

Sytuacja wygląda na krytyczną. I składa się na ten obraz wiele różnych elementów.

Po pierwsze strefa Zatoki jest objęta blokadą informacyjną– dochodzi do aresztowań dziennikarzy, zaś mainstreamowe media
wyraźnie przedstawiają tylko wycinek prawdy. Aresztowań dokonują prywatne
służby ochroniarskie BP nie mające do tego uprawnień, aczkolwiek w zgodnej opinii obserwatorów i uczestników dramatu w Luizjanie odbywa się to za
cichym przyzwoleniem rządu USA.

Po drugie jedyna możliwość wglądu w sytuację w Zatoce to przelot prywatnym samolotem nad jej terenem – jak dotąd to się udaje, choć i tutaj się mówi o zakazie lotów motywowanym ponoć stężeniem
toksycznych gazów w powietrzu. Ta motywacja nie jest pozbawiona sensu – o czym poniżej, ale z pewnością jest jeszcze inny powód próby limitowania lotów. Otóż przelot z wtorku 8 czerwca ukazał 6 wycieków w Zatoce Meksykańskiej, z czego 3 są dziełem DeepWater Horizon, a pozostałe 3
– innej firmy wydobywczej. To oznacza, że ilość oleju, która dostaje się do Zatoki jest WIELOKROTNE WIĘKSZA, niż wszystkie dotychczasowe szacunki podają.

Po trzecie Ameryka się budzi i ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę, że
są oszukiwani co do skali dramatu. Naukowcy przyznają anonimowo, że mają zakaz ujawniania części informacji o stanie Zatoki.

Po czwarte narasta problem chemikaliów rozpylanych przez BP – Corexitu 9500. Wiadomo, że jest on ekstremalnie toksyczny i że paruje do atmosfery. Jest coraz więcej paniki i przypadków hospitalizacji osób z objawami zatrucia. Ujawniono też rosyjski raport naukowców dla Miedwiediewa, w którym Rosjanie piszą, że stoimy u progu największej katastrofy ekologicznej czasów nam współczesnych i że zagraża ona życiu całej planety. Corexit 9500 jest czterokrotnie bardziej toksyczny,
niż sama ropa naftowa…
Po piąte ropa zaczyna zatykać filtry największej w USA stację odsalania wody (Tompa), która zaopatruje w słodką wodę cześć wybrzeża Luizjany. Drobnych 600 000 gospodarstw… Przed dramatycznymi wyborami stoją też elektrownie Luizjany, które używają do chłodzenia swoich turbin i reaktorów wody z Zatoki, ale nie mogą używać wody z ropą…

Po szóste coraz dwuznaczna jest rola rządu USA w całej katastrofie, a raczej jego kompletne zlekceważenie skali zagrożenia. Ujawniono, że ofertę pomocy dla rządu USA złożyły rządy następujących państw: Kanady, Chorwacji, Francji, Niemiec, Irlandii, Meksyku, Holandii, Norwegii,
Rumunii, Republiki Korei, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii oraz ONZ. ODPOWIEDŹ ADMINISTRACJI USA BYŁA NEGATYWNA – “nie skorzystamy z pomocy, poradzimy sobie sami" (!!!!!!!)

Po siódme Norwegia zablokowała prace wydobywcze BP na morzu północnym do czasu wyjaśnienia okoliczności katastrofy w Zatoce. Ma to związek z – jak dotąd niewielkim – wyciekiem ropy z jednej z platform wydobywczych BP u wybrzeży Norwegii.

Po ósme główny przeciek (czyli ten nam dotychczas ujawniony) staje się coraz gwałtowniejszy, albowiem ropa i gaz wydobywające się pod ciśnieniem, z którym żadna ludzka technologia sobie dotąd nie radziła, zabiera ze sobą kamienie i okruchy skalne, co działa jak pilnik rozwiercający sam kanał, którym ropa się wydobywa i jest on coraz szerszy.

Jeśli dodać do tego erozję dna oceanu w całym rejonie wycieku,
możemy za kilkanaście miesięcy stracić całe życie morskie na naszej planecie… To nie są żarty, to opinie naukowców i dziennikarzy.
Po dziewiąte naukowcy zwracają uwagę, że nawet gdy dojdzie do wyrównania
ciśnienia ropy i wód Zatoki (po wielu miesiącach wycieku i kompletnej dewastacji ekologicznej planety), wówczas woda zacznie się wdzierać w miejsce, w którym obecnie znajduje się ropa. Temperatura tych obszarów szacowana jest na 400 stopni Celsjusza. Eksplozja parującej wody może doprowadzić do przemieszczenia się fragmentów dna, co wywoła mega tsunami w rejonie zatoki…

Zanosi się na tragedię o niewyobrażalnej skali, o której bynajmniej nas nie informują w dziennikach telewizyjnych.

za:http://www.sekretyameryki.com

************************************************************************

Nie ma wątpliwości, że żyjemy w czasach ostatecznych. To wszystko musi nadejść by jak najwięcej osób przeżyło (prawdziwa śmierć to śmierć ducha nie ciała) - uratowało się od prawdziwej śmierci.

Podsyłam linka, który mi bardzo pomógł - bardzo polecam: "http://www.mietek.com.pl/ " . To szkoła biblijna prowadzona przez świętego kapłana.
Pewnie już się Pan śmieje pod wąsem z kolejnego narwanego. Na zdrowie. Nie przeszkadza mi to - proszę tylko zacząć słuchać - dalej sam Pan zrozumie.

Pozdrawiam serdecznie
harvey_x

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 17 grudnia 2009

Gulfo, czyli początek końca petrodolara



Nie chcę rozczarowywać zwolenników szybkiego upadku dolara, wszak sam jestem jego kronikarzem, a teraz jakby następował jego chwilowy renesans, takie świąteczne błyski na choince. Niestety upadek co prawda jest zaplanowany, ale nie nastąpi w tym miesiącu, ani dekadzie. Nie będzie też wywołany strajkiem dostawców nafty, choć ich wcześniejsze działania układają się w spójną całość. Przypomnijmy sobie choćby ostatnie wprowadzenie handlu na irańskiej giełdzie (kwotowania na największym terminalu amerykańskim) w euro. Zaraz potem przychodzi konstatacja, że przecież nasi wojacy są w Iraku, a Iran właśnie wielkimi krokami przybliża się do własnej bombki pod naszą choinkę. Zaczyna robić się ciekawie... I o to właśnie idzie, a nie o prymat muzułmańskiej waluty, która powali dolara.

Jak donosi niezawodny Ambroży, na szczycie państw zatoki (Gulf Co-operation Council) gospodarz imprezy, minfin Kuwejtu ogłosił utworzenie w przyszłym roku arabskiej unii walutowej! Pogłoski stały się faktem.



Unia obejmuje dziś zaledwie cztery państwa: Arabię Saudyjską, Kuwejt, Bahrajn i Katar. Zjednoczone Emiraty nie przystąpiły z powodu odrzucenia ich kandydatury - Abu Dabi (najbogatszy emirat w regionie). Stolicą nowej monety jest oczywiście Dżedda, być może Abu Dabi miały na oku podupadające centrum biznesowe w Dubaju, któremu właśnie uratowały skórę kwotą 1o mld dolarów. Nietrudno zgadnąć, że szejk Al Maktoum faktycznie lokalne centrum finansowe od zera zbudował, więc jakieś plany w tym musiał mieć. Jeśli to skojarzyć, to konfrontacyjne odejście od projektu nie powinno dziwić. Wspólna naftowa waluta nie będzie miała łatwo, podobnie jak nie miało łatwo euro, rodzące się kilka dziesięcioleci.


Wyświetl większą mapę

Rzut oka na mapę wyjaśnia sytuację. Na początek gulfo, bo tak ochrzczono nową walutę, obejmuje kraje o pkb rzędu 1200 mld dolarów, więc ok. 1/10 ich największego klienta, czyli Stanów. Gulfo przez dekady nie będzie mógł zagrozić pozycji dolara jako waluty rezerwowej. Na pewno jednak umożliwi skoordynowany rozwój rynku finansowego, który dotychczas jest zhegemonizowany przez dolara, co zwyczajnie czyni z producentów ropy finansowych niewolników, bowiem nawet za wyposażenie swoich biurowców w Dubaju rozliczają się w dolarach, a kredytów udziela im RBS albo Citi. Unia walutowa oczywiście umożliwi uruchomienie własnej giełdy handlu ropą, naturalnie w gulfo, co pozornie nic nie zmieni, ale praktycznie zostawi możliwość kontroli cen przez bank centralny. Do tej pory nie dość że handluje się ropą na obcych giełdach (zysk u pośredników), to w obcej walucie, która znajduje się pod kontrolą Benka, jednoznacznie dewaluującego jej wartość. Zresztą nie o trend tu chodzi, ale - jak pokazują ostatnie wydarzenia - o stabilność waluty, która kiedy pozostaje poza kontrolą (vide nasze parcie do euro) natychmiast pozbawia części suwerenności ekonomicznej.

Rzut oka na mapę mówi o jeszcze jednym. Dotychczasowy niezłomny sojusznik dolara w postaci Arabii Saudyjskiej potwierdził swoim ruchem zapowiadane odejście od eksportu ropy w dolarach. To bardzo poważna zmiana, bo dynastia Saudów siedzi na 1/3 dostaw światowych. Co ważniejsze, mnistrowie zebrani w Kuwejcie potwierdzili zawarcie sojuszu militarnego, wymierzonego w agresywną politykę szyitów irańskich (Saudowie są sunnitami). Tak oto mamy już zakreślony przyszły front zderzenia z islamem. Przywódcą szyitów będzie Iran, przywódcą postępowych sunnitów Arabia. O ile gulfo będzie miał jakieś realne znaczenie może za jakieś dwadzieścia lat, to zakupy zbrojenia ruszą pewnie w styczniu. W gulfo, za dostawy ropy oczywiście, bo za co innego. Dotychczas była ropa-dolar-wieżowce. Teraz będzie ropa-gulfo-myśliwce. Na wszystkim i we wszystkim można zarobić, trzeba tylko wiedzieć, co jest w modzie. Moda na dolara i wieżowce minęła, przychodzi czas gulfo i czołgów. Jedno jest jakby w równaniu niezmienne: ropa, reszta to piach w oczy i pic na wodę. Naszych chłopaków na mapce nie widać, bo giną w skali, ale według raportów są w dwu sąsiednich państwach i biorą w naszkicowanym równaniu udział. Na pytanie, jaki będzie wpływ gulfo na złotówkę niech każdy odpowie sobie sam.

© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 6 października 2009

Pogłoski o rychłej śmierci petrodolara

Jak wiadomo, nie wolno wierzyć w pogłoski, dopóki nie zostaną oficjalnie zdementowane. Siergiej Pankin zdementował właśnie, iżby ministrowie finansów Rosji+OPEC rozważali stopniowe odchodzenie od dolara w rozliczeniach za ropę. Moment zatem dojrzał do przyjęcia pogłosek za wiarygodną hipotezę roboczą.

Czy OPEC oraz BRIC rozważają porzucenie lolara? Tak przynajmniej obwieścił dzisiejszy artykuł w The Independent. Reuters podał w wątpliwość, a Pankin zdementował. Przyjrzyjmy się zatem logice posunięć. Od dawna wiadomo, że lolar ginie i nie jest to dla zezowatego odkrycie. Pytanie, jak zostanie dokonane odejście od dolara, jako waluty rezerwowej świata. Na naszych oczach właśnie dokonuje się ten taniec. Są tylko dwa towarowe zamienniki dolara: złoto i nafta. Złoto właśnie atakuje (razem z SP500) 1050 punktów (co za ironia), przy czym złoto obroni ten poziom górą, a SP dołem. Nafta chybocze się niepewnie wokół 70 usd za baryłkę, podczas gdy magazyny światowe pełne są w 110%, a Chińczycy zamierzają w najbliższym czasie jeszcze swoją strategiczną rezerwę podwoić. Cena ropy idzie w górę przy spadającym na gwałt popycie, to o czymś świadczy, o tym mianowicie ze wszyscy oczekują iż powrotu do niskich cen energii w najbliższym czasie nie będzie. Tak tłumaczą tłumokom media. Co widzi zezowaty? Zezowaty widzi początek wojen surowcowych, bo - zupełnie niezależnie od cen i walut - świat wydaje się skazany na niedobór dostaw kluczowych surowców. W tym kontekście, strategicznym, dyskusja o cenach ropy jest jakby wtórna.

Czy panika o rychłym odejściu od dolara jest uzasadniona? Absolutnie nie. W czym będą handlować ropę tak naprawdę nie ma w krótkim terminie żadnego znaczenia. Może to być euro, mogą to być muszelki, byle waluta była wymienna. Niestety w długim terminie tak oczywiste już to nie jest. USA zazdrośnie strzegą swego przywileju rozliczania się ze światem w swojej walucie nie tylko dlatego, że jest tak im wygodniej, ale głównie dlatego, że ten przywilej niesie ze sobą ogromne możliwości ekonomicznego oddziaływania (czytaj zarabiania) poprzez rozrośnięte do kosmicznych rozmiarów usługi finansowe. Ropa tak naprawdę stanowi dziś główną pozycję ujemnego salda obrotów handlowych USA. Wszystko inne mogą - być może drożej - zrobić u siebie. Teraz jeśli lolar upadnie, te rachuby szlag trafi i za importowaną ropę USA będą musiały płacić twardą walutą. Praktycznie będzie to oznaczać drastyczne podwyższenie cen energii, czyli pogłębienie depresji. Oczywiście John Doe nadal będzie płacił za paliwo w dolarach, ale po zmianie waluty rozliczeniowej na euro na przykład importer ropy będzie płacił za nią w euro, które będzie musiał nabyć za swoje dolary wymienione na foreksie, które z kolei bank będzie musiał wymienić na rynku międzynarodowym. Efekt końcowy jest taki, że - w odróżnieniu od radosnej konsumpcji ostatnich dwudziestu lat - deficyt bieżący Stanów będzie nie w walucie krajowej (dolar), ale w walucie obcej (np. euro).

I tu doszliśmy do clue całej zabawy. Stany nie mogą pozwolić sobie na handlowanie ropy w innej walucie niż dolar, bowiem oznaczałoby to koniec beztroskiej swobody zadłużania się. Oczywiście Stany mogą się zadłużyć w obcej walucie, ale patrząc na ich historię, byłby to faktyczny koniec imperium. Dziś, kiedy zadłużają się w dolarach, mają swobodę wyboru ścieżki spłaty. Od momentu przyjęcia kredytu w walucie obcej, popadają w zależność od obcej polityki kursowej. Tak wygląda globalna polityka walutowa. Zawsze tak było i tak na razie zostanie. Dziwię się komentatorom, którzy starają się tę oczywistość przeoczyć. Swoją polityką walutową właśnie Reagan rozłożył blok wschodni, to potężna broń ;) Nadchodzi moment kolejnego przesilenia.

Kiedy tylko coś działo się z rozliczeniami za ropę, natychmiast wybuchała wojna. Przypomnijmy: Saddam ogłasza odejście od dolara, wybucha wojna w zatoce. Żołnierze są dziś w Afganistanie nie dlatego, że lubią zapalić (nie tylko), ale dlatego, aby kontrolować szlaki dostaw energii z regionu Kaspijskiego. Ropa nigdy nie była normalnym surowcem i w czym i jak jest handlowana, ma kolosalne znaczenie. Iran w ubiegłym tygodniu ogłosił zmianę swoich umów eksportowych z dolara na euro. Dalszy ciąg zdarzeń wydaje się przesądzony...

www.independent.co.uk

www.reuters.com
www.cnbc.com
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 2 czerwca 2009

Pod korek proszę

Jeśli uważacie, że zmieniłem nastrój na byczy, to macie rację. Zmieniłem nastrój na byczy na nafcie. Początek obecnej zwyżki, zauważonej i opisanej przeze mnie, nie jest związany z surowcami, choć na taki wygląda. Najlepszy dowód, to wzrosty ropy w częściowym oderwaniu od złota. Jest jeszcze coś, którego dynamika wszystko tłumaczy.

Pierwsza faza - akumulacji i powolnego wzrostu surowców - od jesiennych dołków do obecnej nowej hossy, nastąpiła równolegle z odbiciem na giełdach i została przez nie przesłoniona. Ta pierwsza faza właśnie była czasem dywersyfikacji portfela, przechodzenia w surowce. Chiński hipopotam w tym czasie zajął pozycje i teraz jest gotów do działania. Dalsze posunięcia negocjuje właśnie minister skarbu Geithner w Pekinie, uzgadnia letnio-jesienne kroki finansowe.

W surowcach pierwsza wystrzeliła ropa, dziwnie konsekwentnie pnąc się do góry. Złoto najpierw ruszyło razem z nim, dając złudzenie, że to koniec deflacji, dolar jest odkorkowany, więc na pewno runie. Jednocześnie długie obligacje zaczęły wyceniać pożyczkowe ryzyko i w ciągu jednego dnia oprocentowanie na nich skoczyło o 1/3. W week-end przyszło otrzeźwienie. Złoto zawróciło ruch w górę, ropa kontynuowała zwyżkę, a giełdy weszły w okres euforii.

Tajemnica tkwi w ropie, a właściwie w polityce. Naftowa hossa zapowiada oczekiwanie trwałej zwyżki w następstwie zmian politycznych na Bliskim Wschodzie. USA nie jest w stanie pełnić tam dalej roli hegemona i trzymać za wszystkie sznurki, nie w obliczu finansowej klęski wojny w Iraku. Być może ropa zapowiada oczekiwanie zmiany układu sił.

Dziś odbywają się bardzo znaczące rozmowy, dotyczące przyszłości Iranu. Podczas gdy Geithner wizytuje Tian-An-Men dwaj ministrowie izraelscy - obrony i spraw zagranicznych - są z wizytami w Moskwie i Waszyngtonie. Rozmowy są nie o ropie i kontyngentach handlowych, ale o bezpieczeństwie Izraela, Palestyny i Iraku. Tel Aviv żąda od Waszyngtonu zgody na zbombardowanie irańskiego ośrodka nuklearnego Al-buszer, w razie niemożności powstrzymania programu przez nowego prezydenta (a Iran programu nie wstrzyma). Obama nie chce zgodzić się na naciski, kontynuując politykę niekończących się negocjacji i pozornych kroków. Dla Izraela zaś to nie jest sprawa dyplomacji, ale przeżycia w islamskim otoczeniu. Iran z bombą atomową to nie jest śmiertelna groźba dla Tel Avivu, to jest powolny wyrok śmierci. Muzułmanie, na czele z Palestyńczykami, przestaną się bać jakichkolwiek działań militarnych, bowiem wystarczy jedna bomba...

Znamienny jest artykuł w dzisiejszym Haaretz, w którym ni mniej ni więcej, autor wyśmiewa się z Obamy, iż ten ledwie wybrany (w domyśle za nasze pieniądze), już ośmiela się mieć własne zdanie. Aluzje, zarzuty i ironie są wręcz niesmaczne. Nie wypada traktować na łamach jakiejkolwiek gazety (zwłaszcza opiniotwórczej) prezydenta jakiegokolwiek państwa (a zwłaszcza najsilniejszego) jak najemnego chłystka, a taki wydźwięk ma ten artykuł. Zostawmy na boku głębszą analizę tego tekstu (a jest o czym rozmyślać). Obama nie ugnie się przed rozpaczliwą presją Izraela, bojącego się o swoją przyszłość, niezależne od tego, które lobby (żydowskie) by go nie wspierało, ostatecznie jest to lobby amerykańskie i reprezentuje interes amerykańskich (Żydów). Co widzi zezowaty? Nie uwierzycie. Netaniahu może zostać przyjacielem Putina i razem stawią czoła islamowi na Kaukazie... Niemożliwe? W polityce nie ma takich rzeczy. Spójrz na wykres ropy. Będzie gorąco.
_What will happen if Israel 'defeats' Obama_ - Haaretz - Israel News _
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 26 maja 2009

Ropa. Do biegu, gotowi...

Jak napisałem na temat chińskich rezerw w Przynęta, to co widzimy i słyszymy na powierzchni, czyli szumne zapowiedzi największych autorytetów, a to groźby chińskie, że przestaną kupować amerykańskie obligacje, a to że dolar się zawali już jutro (żeby zacytować tylko wielkie nagłówki z ostatnich dwóch tygodni), ma luźny związek z prawdą, a ściślej: jest oficjalną propagandą na masową skalę, która kreuje pewne zachowania rynku, nie powinno być chyba tajemnicą.

Jakoś tak się składa, że jak tylko pogląd, roztrąbiony przez opiniotwórcze media na cztery strony świata, się ugruntuje, trend natychmiast zmienia kierunek, jak na przykład dziś dolar, który miał się całkowicie załamać, a idzie do góry. Giełdy miały pokonywać nowe szczyty nie zważając na opory, a tu figa. Warto zatem się rozejrzeć, jak rozstawili się zawodnicy i w co teraz będą dmuchać.

Stanowisko chińskie według zezowatego jest od dłuższego czasu jasne. Są zahedżowani po uszy w surowcach, o czym świadczy ich domaganie się bezpieczeństwa inwestycji w obligacje. Spójrzmy zatem jakie surowce ewentualnie wchodzą w grę. Muszą to być towary o dużym znaczeniu gospodarczym, stosunkowo łatwe do zmagazynowania i łatwe w handlu. Na koniec rynek obrotu tymi towarami musi być odpowiednio głęboki tak, aby udało się na nim ukryć i zamaskować działania zabezpieczające i agresywne. Jest to wybór pola walki, jak kto woli. Wśród potencjalnych kandydatów do rozgrywki jest kilka, ale liczy się naprawdę jeden: ropa. Jest potrzebna codziennie, stanowi wyjściowy surowiec do do transportu i całych gałęzi przemysłu, zatem jest niezbędny. Ci, którzy tego surowca nie mają, muszą go kupić właściwie za każdą cenę, jak udowodnił pamiętny rok 2008.

Co zatem zamiast kaczki? Hipopotam. Gdzie się kryje, w którym stawie siedzi ten dwutonowy (bilionowy) hipcio? Zezowaty mówi, że siedzi w nafcie.



W sam raz się zmieści. Przy rocznej konsumpcji ok 30mld baryłek roczny globalny obrót tym surowcem wyniósłby w zeszłym roku ponad 3 bln (jeśliby cały towar przeszedł przez rynek). Jednym słowem Chiny mogą zahedżować swoje amerykańskie obligacje w futuresach na naftę na - powiedzmy - 12 lat przy obecnej cenie 60$/bl. To całkiem rozsądny horyzont. Zabawa skomplikuje się, kiedy dojdziemy do faktu, że zabezpieczenie to zaledwie ułamek kontraktu i uwzględnimy, że strony kontraktów zabezpieczających wcale nie muszą się z nich wywiązać absolutnie (patrz padające w 2008 HF właśnie w nafcie), bowiem mogą upaść, więcej - strony kontraktów zabezpieczających mogą mieć złe zamiary, czyli stworzyć u kupującego wrażenie zabezpieczenia ryzyka. Innymi słowy jeśli w grze ekonomicznej pewna strona wie (teoria gier), jak przeciwnik ustawił swoją strategię inwestycyjną, może podstawić mu swoje pionki (partnerów, umowy) tak, aby poprzez upadek tych pionków doprowadzić do korzystnego dla siebie wyniku (rozmontowania obrony przeciwnika).

Jak zezowaty pisał zimą, pochodne są bardzo zdradliwe, bowiem co prawda umożliwiają ogromne lewarowanie, wręcz "na goło", ale jest to broń obosieczna, klucz bowiem leży w tzw. timingu. Boleśnie przekonał się o tym Porsche, który ma wszystko do przejęcia swego większego brata, ale nie ma pieniędzy. Przeoczył odpowiedni moment i teraz mu nikt nie pożyczy, chociaż interes to "pewniak".

Jakie są optymalne strategie obu stron (można bezpiecznie założyć, że są dwie), można w skrócie naszkicować tak. Kredytobiorca chce jak najbardziej odstręczyć od twórczego wykorzystania commodities futures, ponieważ jej sekretów, jak każdej nauki tajemnej, przynoszącej profity, trzeba strzec dla siebie. Przydałaby się zatem lekcja pokory dla niegrzecznych, którzy kupują obligacje, a potem narzekają, że te dają dokładnie taki procent, jak w kontrakcie (ale w zdewaluowanym pieniądzu). Ponadto warto byłoby, znając strategię inwestycyjną sprytnego klienta, wykorzystać jego pomysłowość do szybkiego zarobku, który jednocześnie - w trakcie jazdy - zdejmie z naszych pleców część obligacyjnego długu, bowiem ten "spali się" w postaci collateral. Jakie jeszcze mamy przewagi, oprócz informacyjnej? Tylko jedną, ale najważniejszą, mianowicie wybór momentu, a ten jest w pochodnych decydujący.

Z punktu widzenia siedzącej na stawie kaczki (a właściwie hipopotama pod spodem), siedzenie i czekanie jest najgorszą strategią, bowiem czas działa na niekorzyść naszego portfela obligacji podwójnie. Po pierwsze coraz bardziej wzrasta pewność siebie dłużnika, w miarę jak oddala się wizja natychmiastowej i nieodwołalnej katastrofy finansowej. Zaczyna on - zupełnie bezczelnie - przebąkiwać, że przecież widziały gały co brały i "możecie naszych obligacji nie kupować". Coraz bardziej, w miarę realizacji planów pomocowych Obamy, staje się jasne, iż upadek lollara jest nieuchronny, ba - sami zainteresowani o tym otwarcie mówią, vide nagłośnione w tej fali propagandy wystąpienia Peterson Institute, opisane poprzednio. Z drugiej strony nie możemy wywoływać żadnych gwałtownych ruchów, które zdradzą nasze pozycje, bowiem wówczas nasza ochrona stanie się iluzją, musimy zatem usypiać przeciwnika nękaniem go upomnieniami o równowadze handlowej, brać udział we wszystkich międzynarodowych inicjatywach stabilizacji systemu finansowego, samemu jakieś wymyślić po to, aby związać przeciwnika, zamaskować nasze poczynania i bezpiecznie rozciągnąć je w czasie. Kiedy przyjdzie moment, mieć gotowe zabezpieczenia w postaci magazynów pełnych surowców oraz kontraktów zabezpieczających na ich dostawę w przyszłości, po cenach, które - przy okazji - dadzą nam zarobić.

Gdzie jest hipopotam?
W zderzeniu dwu przeciwstawnych strategii z obserwacją rynku, zezowaty widzi na wykresie ropy pełne potwierdzenie. Więcej: manewr z pompowaniem ceny ropy został już raz zastosowany. Polegał on na ograniu przeciwników w dwojaki sposób: wyborze czasu ataku - ropa zaczęła szaleńczą jazdę w momencie dogodnym dla głównego gracza oraz zasięgu ataku - ogolono przy okazji jazdy w górę posiadaczy większości shortów, bowiem nikt (poza nielicznymi) nie liczył się najpierw z pokonaniem bariery 100 dol (pierwsza fala frajerów), a zaraz potem, kiedy wszyscy w okolicach 130 dol uwierzyli w rychłe forsowanie 200 dol jedna z firm, zbyt mocno zaangażowana po niewłaściwej stronie, przymusowo upadła w wyniku short squeeze i załamał się cały rynek z piramidą futuresów. Na marginesie warto nadmienić, że wobec firmy, która przejęła na górce największego magazyniera paliw w USA toczy się obecnie śledztwo o insider trading, bowiem jako jego partner biznesowy znała jego strukturę portfela futures. W wyniku jego plajty - wywołanej swoimi kontraktami przeciw nim (była największym kontrahentem upadłego dystrybutora) - skorzystała z przejętego portfela futuresów, zarabiając na nich wielokrotność sumy straconej w pierwotnych transakcjach, które go przewróciły. Firma nie dość, że była poprawnie zabezpieczona, to jeszcze były to kontrakty zyskowne, niemniej sprytny kontrahent (i drapieżnik) wykorzystał to i zarobił zamiast właściciela, doprowadzając do jego plajty.

Ruchy hipopotama są na razie gładkie, niemniej poziom wody w stawie znacznie się podniósł. Nie śmieszy was contango na ropie? Mnie wcale. Cena od dłuższego czasu systematycznie rośnie (hipcio się rusza), mimo spadku zamówień. Jednocześnie od lutego stan zapasów zaczyna sygnalizować przepełnienie. Tak, magazyny z ropą dookoła świata są pełne, mimo spadku zapotrzebowania. OPEC obiecuje, że jeszcze obetnie produkcję, aby podnieść ceny, bowiem do niedawna ceny spot były znacząco niższe od futures [dziękuję za poprawkę]. Wszyscy oczekują na wzrost cen, który nie chce nadejść.

Możliwe są dwa scenariusze zdarzeń. Pierwszy jest taki, że ropa wkrótce zacznie powtórkę z jazdy zeszłorocznej i znowu będzie koszenie na terminie i na zasięgu futuresów. Druga wersja jest mniej interesująca dla posiadaczy ropy i brzmi następująco: rajd na ropie to falstart (tu rozdziawione gęby). Tak, zezowaty myśli, że historia powtarza się w postaci farsy i tym razem będzie nie tylko rajd, ale wiele rajdzików, i wszystkie skończą się falstartem. Dlaczego? Skoro zezowaty wie, gdzie jest hipopotam, to wiedzą to stratedzy w HF, którzy zawsze są łakomi na świeżą krew. W zeszłym roku przeciwnik był po krótkiej stronie, potrzebował surowca do produkcji, płacił coraz więcej. Przyłożyliśmy odpowiednio dużo gazu i musiał płacić. Tym razem ofiara jest czujna, jest w długich. Co robimy? Bierzemy go na przeczekanie z przepłaszaniem. Taka odmiana long squeeze. Kupili kontrakty na sierpień? Dobrze. Rozpoczynamy rajd, niech dokupią jeszcze. W lipcu zjazd, nici z długich. Tak widzi zezowaty, inaczej strategie drapieżnika i ofiary nie pasują do siebie.

Co zatem oznacza ten wpis? Rozpoczęcie nowego sezonu na ropie. Zezowaty zauważył właśnie rozpoczęcie pierwszego rajdu na ropie z przepłaszaniem. Contango się wyrównało, więcej się nalać na zapas nie da, bo nalano pod korek. Ceny ruszyły, zające ruszyły, czas na gonitwę.

(UWAGA: opisane strategie nie są poradą inwestycyjną, jedynie wyrazem poglądów i idei autora. Nie reprezentują ponadto żadnego zlecenia reklamowego ani marketingowego i jako takie są obojętne wobec wymienionych w tekście firm oraz marek.)
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 22 kwietnia 2009

Do contanga trzeba dwojga

Na ropie jest contango. Nie, nie tańczą na baryłkach. To zjawisko, gdy futures (kontrakty na przyszłe dostawy) są zdecydowanie wyższe od dostaw bieżących (spot). W normalnych warunkach futures powinny być równe spot z dokładnością do cen przechowania i transportu. Różnice między cenami, a zwłaszcza ich ruchy, wskazują traderom, jak czułe igły barometrów, kierunki rynku. Oczywiście różnice cen istnieją zawsze, niemniej contango to sytuacja wyjątkowa, bowiem teoria ekonomii mówi, że w dłuższym okresie musi wygasnąć.

Nie jest tak, że ceny mogą wariować w jedną stronę. Jest też przeciwieństwo contango, mianowicie backwardation, kiedy ceny spot są wyższe od futures. To sytuacja, kiedy na rynku brakuje ropy (rynek wycenia że w przyszłości będzie więcej).

Jeśli contango jest uporczywe (a z tym mamy do czynienia teraz) to znaczy coś poważnego. Stąd warto przeczytać artykuł Joanny Kamińskiej z Financial Timesa, który się sprawą zajmuje, choćby dla rysunków. Przy okazji ropy warto przemyśleć mechanizm budowania cen frachtu. Jak pokazuje cytat jednego z doświadczonych maklerów, spora część fachowców nie ma pojęcia co się dzieje i wychodzi im, że armatorzy są idiotami. Armatorzy jednak idiotami nie są, a ceny mają uzasadnienie ekonomiczne. Tankowiec można wyczarterować dziś za kilka procent normalnej stawki, co nie wystarcza nawet na opłacenie załogi. Jednak tankowce pływają za te grosze. Dlaczego? Ponieważ nikt nie chce dać więcej. Nie ma roboty, a okręt spłacać - co miesiąc - trzeba. Gorzej. Niezależnie od tego, czy pływa, czy nie, trzeba go utrzymywać. Gorzej. Cumowanie jest kosztowne, więc lepiej żeby cały czas był na morzu.

Mamy contango uporczywe, jeszcze takiego nie było. Co to znaczy? Ropa nie może odbić do góry, choćby chciała, deflacja i długa recesja/stag-deflacja. To mówi baltic dry index tanker BDIT, a zezowaty słucha, obserwuje i pisze.

© zezorro'10 dodajdo.com

muut