wtorek, 27 września 2016
poniedziałek, 27 czerwca 2016
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
poniedziałek, 30 czerwca 2014
niedziela, 22 czerwca 2014
Prometeusz Belka, niełatwe jest życie bankiera
Swoje zdanie o działaniach Belki już wypowiedziałem - w dwu punktach, teraz czas najwyraźniej na wyjaśnienia, bo lud juź klechdy o Prometeuszu Belce i powstaniu narodów przeciw uciskowi banksterów kleci.
piątek, 26 lutego 2010
Eurokryzys oczami UBS
Tak się składa, że na skrzynkę z donosami wpadł raport UBS na temat oglądanego właśnie na ekranach CNBC greckiego kryzysu strefy euro. Szwajcarscy bankierzy zgadzają się z moją diagnozą, że euro wcale nie ma ochoty się rozpaść, bo nie taki jest zamiar i plan, ale - co ważniejsze - nie taki jest interes.Grecja jest pierwszym z ogniw suboptymalnej unii walutowej, w której kryją się kraje o strukturalnych przewagach konkurencyjnych, czyli tzw. jądro unii (północ) oraz strukturalni słabeusze, czyli peryferie. Jednostkowy koszt peryferii nieustannie rośnie, czyli ich konkurencyjna słabość, innymi słowy strukturalna nierównowaga wobec centrum, narasta. Konieczność zmian instytucjonalnych była jasna już w chwili powołania strefy euro do życia, co objawia cytat z Romano Prodiego z r.2001. Strefa euro jest w obecnej postaci - właśnie z racji strukturalnej nierównowagi północ-południe - w oczywisty sposób niestabilna i wymaga politycznej naprawy. Ze słów Prodiego wynika, iż zmiany te nastąpią dopiero w efekcie nieuchronnego kryzysu i oto mamy właśnie ten kryzys.
Pytanie, jake instytucjonalne zmiany czekają euro, aby się nie rozpadło, znalazło już na tych łamach odpowiedź - harmonizacja fiskalna. Oczywiście nie przyjdzie to łatwo, ale skoro euro ma przetrwać... Na marginesie dopowiadam, że taki jest tylko plan i twierdzę, że choć euro się nie rozpadnie, rozszczepi się zamiast się zharmonizować, a światłe zamysły długofalowych europlanistów wezmą w łeb. Południe nie odda suwerenności fiskalnej, chyba żebym się mylił. Swoją drogą łatwo tu o pomyłkę, bo projekt jest kontynentalny i epokowy. Poprzednia unifikacja monetarna (centralna jednorodna waluta i polityka monetarna oraz fiskalna) odbyła się w r.1933 w kraju o istniejącej, mocnej unifikacji politycznej i militarnej. O jakości politycznej i militarnej spójności eurostrefy, dla przeprowadzenia unifikacji fiskalnej, jestem jednoznacznie negatywnego zdania, nie dlatego, iżby nie była pożądana, tylko dlatego iż nie pojawi się organicznie, czyli nie powinna pojawiać się wcale, bowiem twory sztuczne to potworki i powinny zdychać, zanim powstaną, co oszczędzi biednym niepotrzebnych rozczarowań. Niech szczerbaty nie rzuca się na suchary.
Raport pokazuje na przykładach dwóch kryzysów walutowych - USA 1933 oraz Czechosłowacji 1993 - jak nieoptymalna unia walutowa może się rozpaść (i ewentualnie odbudować).
UBS euro-kryzys
środa, 16 grudnia 2009
Stopy Benka roku
Klikaj, jak chcesz. Masz nowego człowieka roku. Uratował świat przed zagładą finansową. Według moich osobistych prognoz ogłosi dziś wieczorem podniesienie stopy awaryjnych pożyczek (tzw. okienko hurtowe FED, czyli OIOM, detoks i melina w jednym) o 25 pkt. bazowych i podtrzyma utrzymanie zerowej stopy wiodącej na "dłuższy okres". Jest to wbrew konsensowi oczekiwań analityków, ale za to zgodne z logiką rynku usd.Dodatkowo, co bardzo istotne, nieznacznie stopy podniósł dziś bank centralny Norwegii, zaznaczając początek słabego ożywienia. Komunikat Banku Norwegii.
środa, 9 grudnia 2009
Czy euro przetrwa?
Wobec problemów Grecji pytanie jest jak najbardziej na czasie. Owszem, ECB pomoże Grekom wydobyć się z dołka, bo nikomu nie zależy na ich upadku. Więcej: jesli Grecja upadnie, cały piękny projekt EU się rozpadnie. Drgania na peryferiach - Łotwa, Litwa, Grecja, Hiszpania - to nie jest jednak lekkie przeziębienie, ale poważny, systemowy problem. ECB nie ma żadnych mechanizmów przewidujących działania ratunkowe na wzór na przykład FED. W czasach prosperity było to rozsądne. W czasach kryzysu może okazać się zabójcze, bowiem napięcia finansowe na krawędziach euro mogą go rozsadzić. Pisałem o tym wiosną, teraz najwyraźniej czas na jakieś decyzje polityczne na szczeblu Brukseli.
Sprawę relacjonuje w bardzo przejrzysty sposób Instytut Levy'ego Czy euro przetrwa(najedź myszą), prowadzony przez Greka (!) z pochodzenia, Dimitri B. Papadimitriou.
poniedziałek, 21 września 2009
Multibenek. Ile jest tych lolarów w końcu 2
Na szczęście zezowaty ma receptę. Owszem, legł w gruzach cały model monetarny. Oczywiście, że MZM to nie jest M0 (spójrz na definicje pod poprzednim wpisem), tylko - mój drogi Watsonie - nie ma to znaczenia dla denata.

Od chwili upadku Lehmana tzw. mnożnik monetarny M1 spadł do jedności i na tym poziomie wytrwale pozostaje. Co to praktycznie znaczy? Praktycznie znaczy to tyle, że - choćby nie wiem, jak Ben się wytężał - nie wzrasta podaż lolarów w obiegu, taki ma ciężar deflacja. Benjamin nie jest w stanie powiększyć pieniądza w obiegu, mimo iż bohatersko napompował bańki grubo ponad bilionem lolarów. Wszystko co napompował leży nadal w bańku Benka jako rezerwy M0 właśnie. Co to jest zatem ten współczynnik kreacji pieniądza M1, równy dziś jedności? Proszę bardzo. MULTI1=(M1-M0)/M0. Oznacza stosunkowy wzrost pieniądza w obiegu do rezerw. Podobnie zachowuje się MULTI3, który - zgodnie z opisem w poprzednim - powinien być w okolicach 10 (Przypomnę M3 oznacza szeroką klasę pseudogotówki w obiegu).
Świat monetarny się zawalił, bowiem sterowanie się urwało. Nieważne, czy Benjamin rezerwy podniesie, czy obniży, w obiegu gotówka nie zareaguje zupełnie, pominie chytre miny i czarodziejskie wypowiedzi znudzonym milczeniem. Dlaczego? To jest kluczowe pytanie. Otóż w monetarnym modelu klasycznym grupa mędrców pod wodzą Benka ustala cenę pieniądza i poziom rezerw. Sterując poziomem pieniądza w obiegu mogą wpływać na aktywność gospodarczą. Za duża aktywność? Przykręcamy kurek, cena pieniądza automatycznie rośnie, spada ciśnienie, aktywność się normuje. Benek dyryguje ilością pieniądza nie bezpośrednio, ale przez M0 właśnie, high power money. Kiedy M0 rośnie, rośnie ilość pieniądza w obiegu, zgodnie z odpowiednim mnożnikiem: MULTI1-MULTI3. Wszystko działało do czasu. Kiedy nadszedł magiczny moment, mnożniki zwyczajnie sflaczały i równają się jedynce.
Magiczny moment nadszedł po przekroczeniu peak credit. Otóż USA znajduje się w strukturalnej deflacji, spowodowanej zwijaniem kredytu. Więcej gospodarka udźwignąć nie zdoła, jak wielbłąd, którego kark łamie ostatnie źdźbło słomy. W naszej historii źdźbłem okazał się Lehman, ale gdyby nie on, byłby kto inny. Po przekroczeniu ładowności wielbłąda nie da się po prostu obciążyć go jeszcze troszkę, wielbłąd pada.
Inna, ulubiona obrazowa przenośnia zezowatego jest jeszcze bardziej dosadna. Otóż monetarny świat Grynszpanów et consortes działa tak długo, jak znajdują się kolejni do obciążenia kredytem, dopóki działa ekspansja kredytowa. Koń ciągnie wóz pod górę tak długo, jak długo nie przekroczymy ładunku krytycznego. Z początku zwalnia nieznacznie, potem coraz wyraźniej, aby na końcu zatrzymać się zupełnie. To koniec! Niezupełnie. Kiedy wóz (kredyt) jest za ciężki dla konia (gospodarki), koń zsuwa się w dół. Z tym mamy do czynienia ostatnio w Stanach i Europie.
Według modelu monetarnego należałoby przestawić zatem konia z przodu na tył. Niestety ten model w praktyce nie działa. Po prostu i zwyczajnie. Kiedy koniowi jest za ciężko, trzeba zdjąć część ciężaru, albo pozwolić osuwać sie wozowi w dół...
Rozwiązanie monetarne odradzam zupełnie, bo kończy się śmiercią konia pod wozem.
Na rysunku powyżej widać jeszcze jedną prawidłość, której pełne uświadomienie warte jest chwili refleksji. Otóż od roku 1994 (a było to dość dawno) mnożnik kreacji pieniężnej Benka ulega systematycznemu, nieubłaganemu pogorszeniu. Dlaczego? Z powodu opisanego wyżej. Banki coraz mniej emitują pieniądza dłużnego (kredytu) w stosunku do rezerw. W latach '80 MULTI1 był ponad trzy (na każdego lolara rezerw ponad trzy gotówki w obiegu), aby w roku 2005 spaść do marnego 1,7! Wykres obrazuje zatem narastającą niechęć banków do udzielania kredytu! Bzdura, przecież one z tego żyją. Zatem wykres obrazuje - ni mniej ni więcej - tylko stopniową awersję do wchłaniania kredytu w gospodarce, odpowiadającą zwyczajnie malejącej użyteczności długu (opisywane wcześniej). Od pewnej chwili gospodarka nie może (nie chce) wchłonąć więcej kredytu (a co za tym idzie zwiększyć ilość pieniądza w obrocie), bowiem użyteczność kolejnego długu jest zerowa! Kolejne inwestycje nie przynoszą już zwiększenia zysku. Następuje szczyt kredytowy, czyli peak credit.
Monetarne brednie życie zweryfikowało negatywnie. Nie da się władować na wóz więcej, niż można i - jednocześnie - jechać pod górę. Impossible. Myli się jednak ten, kto zawierzy w sieroce jęki Grynszpanów tego świata. Model im się zawalił, życie straciło sens! Spójrz jeszcze raz na obrazek. Czy pogarszające się mnożniki i samo pojęcie peak credit było obce kapłanom Friedmana przez kilkanaście lat? Zezowaty wątpi, jakkolwiek gdyby nadal bronili wiary w swój osierocony, zdruzgotany model, radzi wyrzucić ich na zbity ... za karygodną ignorancję. Po prostu.
Dla każego, kto ma cokolwiek do czynienia z prawdziwym rynkiem jest jasne od zawsze, że motorem kreacji pieniądza dłużnego (kredytu) nie jest wola Benka, ani nastrój chwili, ani zwierzęce instynkty. Motorem napędowym gospodarki, w tym kredytu, jest oczekiwanie na dodatni zwrot z inwestycji. Tak długo, jak wolni ludzie będą oceniali, iż powinni się zadłużyć (wziąć kredyt), aby mieć większy zysk (komfort, prestiż i wygodę), będą to czynić w ramach swych możliwości (zdolności kredytowej). Od chwili, kiedy przestaną tak oceniać przyszłość, niezależnie od czarów Benka, zdolności kredytowej i namowom przez telefon, zadłużać się dalej nie będą. W efekcie emisja pieniądza w obiegu spadnie (spadną MULTI), bowiem nezależnie od tego, ile bazy monetarnej wyczaruje Benek, dopóki istnieje wolność gospodarcza, dopóty decyzja o ilości kredytu będzie należała w ostateczności do kredytobiorców. Jeśli przestaną się zadłużać, mnożnik kreacyjny wyląduje na jedności, a monetarny model klasyczny w śmietniku. I żadna to nowość. To koń ciągnie wóz, a nie odwrotnie (choć ściślej według benitokształtnych "wóz pozwala być ciągnionym"). Na razie koniec podróży. Koń nie chce dalej ciągnąć, a Benek może mu nagwizdać i tyle.
wtorek, 12 maja 2009
9000000000000 pytań do FED
Czy wie pani, kto otrzymał ponad bilion dolarów, które znalazły się na bilansie FED od września 2008?
Co zrobiła pani dla sprawdzenia doniesień agencji Bloomberg, według której FED dokonał w trakcie ostatnich ośmiu miesięcy nieujawnionych, pozabilansowych transakcji na ponad dziewięć bilionów dolarów?
Pani Coleman nie potrafiła odpowiedzieć na te pytania, bowiem - według jej słów - inspektorzy nie mają prawa prowadzić bezpośredniego audytu instytucji bankowych FED, sprawują jedynie ogólną kontrolę. W obecnej chwili sprawy są rzekomo badane i nie może ona podać bliższych informacji.
Z tonu i sposobu wypowiedzi pani Coleman wynika niezbicie, że:
- FED nie podlega obecnie żadnej efektywnej kontroli rządu amerykańskiego, a przynajmniej ciał statutowo do tego powołanych oraz
- FED jest niesterowalnym państwem w państwie, a właściwie to on jest państwem, skoro może nie odpowiadać na żadne pytania.
Artykulik z tłem (Bloomberg pozwał rząd w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej) jest tu.
Zezowaty chciałby móc tak sobie pohandlować dziewięcioma bilionami bez księgowości i bez pytań. Za takie pieniądze można kupić kilka sporych państw w Europie, bowiem pkb Polski jest rzędu 300, co przy P/E=10 daje trzy Polski!
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Gospodarka się broni przed kryzysem, kto ją obroni przed Filarem?
Pisze Puls Biznesu
Według Dariusza Filara, członka Rady Polityki Pieniężnej, dane o produkcji mogą napawać optymizmem.
- Sytuacja w przemyśle okazuje się lepsza, niż przypuszczano. Nieźle radzi sobie też budownictwo i sektor usług. Nasza gospodarka dość skutecznie broni się przed kryzysem – powiedział Dariusz Filar w TVN CNBC Biznes.
Dane GUS utwierdziły go w przekonaniu, że należy wstrzymać się z obniżkami stóp procentowych.
- Nie widzę możliwości, by przed czerwcowym posiedzeniem rady dysponować wystarczającymi danymi, mogącymi przesądzić o ewentualnej obniżce stóp – uważa Dariusz Filar.
Gospodarka się broni przed kryzysem, jak potrafi, czyli nieźle. Kto ją obroni przed Filarem?
piątek, 17 kwietnia 2009
Mam żal do ministra
Minister Rostowski nie jest człowiekiem przypadkowym, dlatego drobne złośliwostki typu brak peselu zezowatego nie interesują. Ważne jest meritum, a to niestety wygląda słabiutko. Nie chodzi nawet o jakieś wielkie dokonania, ale o najprostszą koordynację polityki finansowej Polski. Dla zezowatego republika bananowa jest bardziej przewidywalna, nie mówiąc o Gabonie, zarządzanym wzorcowo.
Polska nie jest co prawda jeszcze w recesji, ale będzie najpóźniej jesienią i nie jest to tajemnicą, bo zezowaty pisze o tym od Mikołaja. Zupełnie księżycowo na tym tle wygląda detonator obecnej zwałki, pan Vincent. Zapowiedział, że recesja będzie, dzień po zakontraktowaniu awaryjnej linii kredytowej na 20 mld z MFW. To można sprzedać w takiej formie baranom na Podhalu, a nie goldim tego świata. Jak janki to usłyszeli, to natychmiast zaczęli się pakować. W ciągu miesiąca zarobili po 50%, spójrzcie na indeks dolarowy.
Co powinien zrobić Vincent (żebyście go nie winili za zjazd)?
1. Poprzeć Gurcsanyego w Strasbourgu (wersja aktywna) albo milczeć (wersja pasywna). Za wszelką cenę unikać korzystnego odróżniania się od parszywych Węgrów, bo nie dość że podkopujemy w ten sposób Grupę Wyszehradzką, to jeszcze upewniamy świat, że Polska jest zagrożona. Kapitał traktuje Polskę stadnie, jeśli kłopoty ma Praga, to i Warszawa. Ponadto tylko w grupie Polska mogłaby uzyskać coś konkretnego od ECB, w sprawie sposobu i metod wchodzenia do ERM, a także funduszy stabilizacyjnych, którym na drodze stanęła kanclerz Merkel.
2. Odpowiednio wcześnie przestać ujadać o zdrowych fundamentach, nie oddamy ani guzika i tromtadracją, najpóźniej wtedy, kiedy budżet przestał się domykać.Jest to racjonalne podejście, aby uniknąć blamażu, takiego jak przyznanie, iż Polska nie tylko nie jest odporna na kryzys, ale będzie w recesji prawie na pewno nazajutrz po tromtadracji, że nam nic nie grozi.
3. Ostrożnie zakontraktować awaryjne finansowanie deficytu oraz współwarunkowane tym wejście do ERM. To są ściśle powiązane kwestie i nalezy je negocjować i uzgodnić z ECB, Angelą Merkel, prezydentem Kaczyńskim i premierem Tuskiem. Polska mogła - w grupie z Węgrami wytargować pomoc akcesyjną (stabilizacyjną) od ECB. To bankowi centralnemu zależy na zredukowaniu ryzyka kursowego, ponieważ kredyty banków z tej strefy są zagrożone. Było to możliwe przy skoordynowanym, przemyślanym i konsekwentnym wysiłku. Mamy fundusz awaryjny z MFW, który spełni tę samą rolę, ale jest z MFW, a ponadto żaden to sukces, Polska wpłaci swoją składkę do funduszu w wysokości 1,5 mld.
4. Opublikować polską ścieżkę do ERM, z kalendarzem, lub bez, wszystko jedno, ważne: z warunkami brzegowymi do negocjacji z Unią (i finansjerą), jako wynik konsensusu politycznego w kraju. Zamyka to hasanie polityków od ściany do ściany kosztem polskich firm i przymusowo buduje ich lojalność. Dlaczego musi to zrobić Vincent? Bo on toto firmuje. Skoro takich warunków szefowi nie stawia, to jest malowany, ale i tak za to odpowiada.
Zamiast tego Vincent wykonał wszystkie punkty na opak. Po co i dlaczego? Widocznie nie mógł lepiej. Ale przyznacie, po bliższej analizie, fachowiec z janek nie mógł nic innego zrobić, jak się spakować. Na jednej sesji dolarowy indeks wig20 spadł 5,5%. To coś znaczy.
Nakreślone cztery życzenia oczywiście nie były do spełnienia w dzisiejszej Polsce, niemniej żal mi ministra Rostowskiego, gdy chce przekuć awaryjną pożyczkę stabilizacyjną z MFW na sukces polskiego rządu i dowód siły finansowej, dowodząc przy tym jednocześnie, że recesja w Polsce nie jest nieunikniona. Ktoś, kto ma odrobinę dłuższą pamięć niż tydzień i odrobinę bogatszą literaturę, niż Fakt, odnosi przykre wrażenie niekompetencji, słabości i niekonsekwencji. Cóż zatem powiedział Vincent? Niby nic, w kampanii PR nawet nieźle, ale w ciągu zdarzeń, w kontekście międzynarodowym, klapa i żenada.
Na koniec optymistycznie. Nie jest tak, że Polska jest wyjątkowa w swoich kłopotach. Po prostu Polska nie jest wyspą i prowadzenie polityki wyborczej i gospodarczej staje coraz częściej do siebie w opozycji. Co wygrywa, widać. Podobnie jest jednak na całym świecie. Stany: recesja+deflacja, Niemcy: recesja+deflacja, Brytania: recesja+deflacja, Chiny:słabnący wzrost+deflacja. Polska całkiem nieźle:stagnacja+deflacja.
wtorek, 24 marca 2009
TARPanII de luxe
Quo vadis lollar, czyli Benek Laxicopter
Czwartkowa decyzja FED o wprowadzeniu quantitative easing na sumę biliona dolarów spowodowała nerwowe reakcje na rynkach walutowych i dłużnych. Dolar w ciągu minut osłabił się o 3% do koszyka walut, ale za to 10-letnie obligacje skarbowe podrożały (zmniejszyła się ich rentowność). Czy dolar się zawali? Co czeka nas w najbliższym czasie? Bardzo dobre pytania. Quo vadis lollar?





