-
Normalnie nic się nie dzieje. Szanghaj na kilkuletnich dołkach, a namaszczony na następcę I sekretarz in spe przed dziesięciu dniami zniknął. Podobno miał wypadek samochodowy, tak samo jak jego przyjaciel i tegoż zastępca (a wszyscy tego samego dnia - seria nieszczęśliwych wypadków). Druga wersja mówi o zawale. Nie był to słynny wypadek w czerwonym Ferrari, w którym zniknął syn ministra (obok niekompletnie ubranych dziewcząt), bo ministerialny delfin odnalazł się w szpitalu i dziennikarze go jakoś tam dopadli, a następca tronu zaś literalnie zapadł się pod ziemię.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 września 2012
wtorek, 4 września 2012
CHINA FINANCIAL MARKETS #5
-
Do 2015 ceny surowców spadną 27.08.2012
Do 2015 ceny surowców spadną 27.08.2012
Przez ostatnie cztery lata, jak regularni czytelnicy pamiętają, byłem pesymistą wobec surowców. Ceny co prawda spadły w tym okresie ze szczytów, ale nie sądzę, aby niedźwiedź na tym rynku się skończył. Moim zdaniem mamy przed sobą jeszcze długą drogę.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Czaj z Szanghaju
-
Przed wakacjami był obrazek z Szanghaju z serii świat na haju, czyli napij się czaju.
Przed wakacjami był obrazek z Szanghaju z serii świat na haju, czyli napij się czaju.
wtorek, 7 sierpnia 2012
CHINA FINANCIAL MARKETS #4
-
Odbicie będzie krótkotrwałe 6.08.2012
Odbicie będzie krótkotrwałe 6.08.2012
Podczas gdy analitycy jeszcze spierają się, czy wzrost z pierwszego półrocza 2012 był, czy nie był niższy od i tak niskich raportów (sądzę że był, a szczegóły dlaczego znajdziesz w podsumowaniu Kate Mackenzie z Financial Timesa) oczekuję, jak przedstawiałem w poprzednim odcinku newslettera, że w następnym kwartale zobaczymy odbicie w chińskim pkb wraz ze wzrostem inwestycji.
wtorek, 17 lipca 2012
CHINA FINANCIAL MARKETS #3
-
Czy wielkie równoważenie już się zaczęło? 16.07.2012
W ostatnich dwu tygodniach ukazało się sporo chińskich danych ekonomicznych i wszystkie wydają się potwierdzać dramatyczne spowolnienie. Na świecie nawet zaczyna się odrywać wzrok od kryzysu euro w kierunku chińskiego „twardego lądowania”, jako potencjalnego źródła następnej paniki, lecz ja nie jestem pewien, że to spowolnienie jest istotnie takie złe. Zanim jednak wejdę do danych chińskich, krótki skok do Hiszpanii.
Czy wielkie równoważenie już się zaczęło? 16.07.2012
W ostatnich dwu tygodniach ukazało się sporo chińskich danych ekonomicznych i wszystkie wydają się potwierdzać dramatyczne spowolnienie. Na świecie nawet zaczyna się odrywać wzrok od kryzysu euro w kierunku chińskiego „twardego lądowania”, jako potencjalnego źródła następnej paniki, lecz ja nie jestem pewien, że to spowolnienie jest istotnie takie złe. Zanim jednak wejdę do danych chińskich, krótki skok do Hiszpanii.
poniedziałek, 9 lipca 2012
Że Libor ustawiony? A kogo to obchodzi
-
Pojawiła się sugestia, że nie odzywam się na temat afery z LIBOREM. Jak to jest, że się nie interesuję, nie zajmuję stanowiska, nie grzmię i nie obnażam. Otóż nie zajmuję stanowczego owsika, dlatego że to są wiadomości dnia przedwczorajszego. Dla każdego przytomnego na umyśle czytelnika zezowatego jest jasne, że hipoteza efektywnego rynku jest brednią dla frajerów, strzyżonych od tyłu bez mydła. Libor nie jest pierwszym, a nawet najważniejszym "rynkiem", który jest ustawiony przez dżentelmenów z klubu. To że dżentelmeni z Barclaysa od kilkunastu lat ustawiają podstawową stopę referencyjną jest dla insiderów oczywiste od lat. Owszem, wiedza iż kilku spaślaków ustawia wszystkie stopy kredytowe, oparte w większości właśnie na wskaźniku Libor, jest bolesna, niemniej nie istnieje w świecie wyłącznie fantazji już od dawna.
Pojawiła się sugestia, że nie odzywam się na temat afery z LIBOREM. Jak to jest, że się nie interesuję, nie zajmuję stanowiska, nie grzmię i nie obnażam. Otóż nie zajmuję stanowczego owsika, dlatego że to są wiadomości dnia przedwczorajszego. Dla każdego przytomnego na umyśle czytelnika zezowatego jest jasne, że hipoteza efektywnego rynku jest brednią dla frajerów, strzyżonych od tyłu bez mydła. Libor nie jest pierwszym, a nawet najważniejszym "rynkiem", który jest ustawiony przez dżentelmenów z klubu. To że dżentelmeni z Barclaysa od kilkunastu lat ustawiają podstawową stopę referencyjną jest dla insiderów oczywiste od lat. Owszem, wiedza iż kilku spaślaków ustawia wszystkie stopy kredytowe, oparte w większości właśnie na wskaźniku Libor, jest bolesna, niemniej nie istnieje w świecie wyłącznie fantazji już od dawna.
środa, 4 lipca 2012
CHINA FINANCIAL MARKETS #2
-
Niedopuszczalne zachowanie rynku 2.07.2012
Wczoraj wieczór przybyłem do mojej hiszpańskiej chałupy na czas, by zdążyć na mecz Hiszpania-Włochy. Cała rodzina i mnóstwo przyjaciół oglądało go, pogryzając owoce morza w mnóstwie wina, po sąsiedzku w chiringuito na plaży i – jeśli cię tam nie było, możesz tylko zgadywać napięcie. Przypuszczam, że spektakularne zwycięstwo Hiszpanów oznacza, że Hiszpania będzie mogła pozostać w euro trochę dłużej, niż wcześniej oczekiwałem, choć nie jestem pewien, co do Włoch.
Niedopuszczalne zachowanie rynku 2.07.2012
Wczoraj wieczór przybyłem do mojej hiszpańskiej chałupy na czas, by zdążyć na mecz Hiszpania-Włochy. Cała rodzina i mnóstwo przyjaciół oglądało go, pogryzając owoce morza w mnóstwie wina, po sąsiedzku w chiringuito na plaży i – jeśli cię tam nie było, możesz tylko zgadywać napięcie. Przypuszczam, że spektakularne zwycięstwo Hiszpanów oznacza, że Hiszpania będzie mogła pozostać w euro trochę dłużej, niż wcześniej oczekiwałem, choć nie jestem pewien, co do Włoch.
wtorek, 19 czerwca 2012
CHINA FINANCIAL MARKETS #1
-
CHINA FINANCIAL MARKETS 15.06.2012
Na czym polega reforma finansów Chin?
Rozpoczynam regularną publikację newslettera profesora Uniwersytetu Pekińskiego, wydział Zarządzania, Michaela Pettisa. Będzie to każdorazowo fragment aktualnego wydania. Biuletyn jest płatny, trwają negocjacje co do jego ceny. Chętni proszeni są o kontakt mailowy, albo poprzez komentarze. Im więcej zbierze się chętnych, tym lepsze warunki, taki mamy dziś kupon, czyli groupon. Co do wartości tego newslettera, dla mnie rozstrzygający był fakt, że Pettis potwierdził moje informacje skądinąd, że właśnie pęka chińska bańka nieruchomości. Nie rok wcześniej, nie po fakcie, ale dokładnie, kiedy trzeba było, aby wyjść na samym szczycie, pobłażliwie się uśmiechając. Zwróć uwagę, że Pettis nie był pierwszy, ani jedyny. Jednak był decydujący, w decydującym momencie. Wśród półtora miliarda Chińczyków trudno być jedynym, warto wszak być au courant. To w moim prywatnym doświadczeniu wykazało praktyczną wartość pracy profesora. Teraz do rzeczy.
CHINA FINANCIAL MARKETS 15.06.2012
Na czym polega reforma finansów Chin?
Rozpoczynam regularną publikację newslettera profesora Uniwersytetu Pekińskiego, wydział Zarządzania, Michaela Pettisa. Będzie to każdorazowo fragment aktualnego wydania. Biuletyn jest płatny, trwają negocjacje co do jego ceny. Chętni proszeni są o kontakt mailowy, albo poprzez komentarze. Im więcej zbierze się chętnych, tym lepsze warunki, taki mamy dziś kupon, czyli groupon. Co do wartości tego newslettera, dla mnie rozstrzygający był fakt, że Pettis potwierdził moje informacje skądinąd, że właśnie pęka chińska bańka nieruchomości. Nie rok wcześniej, nie po fakcie, ale dokładnie, kiedy trzeba było, aby wyjść na samym szczycie, pobłażliwie się uśmiechając. Zwróć uwagę, że Pettis nie był pierwszy, ani jedyny. Jednak był decydujący, w decydującym momencie. Wśród półtora miliarda Chińczyków trudno być jedynym, warto wszak być au courant. To w moim prywatnym doświadczeniu wykazało praktyczną wartość pracy profesora. Teraz do rzeczy.
sobota, 27 marca 2010
Rozwolnienie XXl, czyli podróże kształcą, albo brukselka po grecku
Na początek Korfu. Jak należało się spodziewać, Angela wcale nie zamierza kupować od Piergiorgio wysp na Cykladach w ramach reparacji wojennych. Jak się jednak okazuje - ku zaskoczeniu większości (patrz ankieta) - ratunek ze strony Niemiec wprost jest jednak wykluczony. Co więcej - ku jeszcze większemu zaskoczeniu - wiodącą rolę, zapewne nie tylko z powodów technicznych, na które wskazuje Angela, będzie miał w funduszach ratunkowych dla Grecji MFW. Stało się to pomimo rozpaczliwego oporu wewnątrz samego rządu Niemiec, a mianowicie choćby ze strony minfin Schauble, który jest polityczną postacią superformatu. Twierdzi on wprost, podobnie jak szef ECB Trichet i cały tabun eurobiurokratów, że wpuszczenie MFW do ECB jest porażką instytucjonalną, prestiżową, a co najważniejsze, wprowadza waszyngtońskiego konia trojańskiego do zagrody. Takie są jednak realia realpolitik i Angela swoich oponentów zwyczajnie przycisnęła obcasem do podłogi. Trybunał konstutucyjny w Karlsruhe z rozkoszą wysadziłby w powietrze każdą inicjatywę mówiącą wprost o pomocy finansowej dla jakiegoś członka strefy euro.
Arcyciekawa jest lektura komunikatu ze szczytu - ktoś z was przejrzał ten bełkot? Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa, że nie. Dlatego streszczę. Porozumienie brukselskie dla Grecji (brukselka po grecku) to nic innego jak wielostronna umowa międzynarodowa, coś jak memorandum of understanding, między van Rompuyem ze strony Unii (nowa osoba prawna - Unia) oraz Strauss-Kahnem z MFW (stara osoba prawna z Waszyngtonu i Bretton Woods) w sprawie gwarancji kredytowych dla zagrożonej niewypłacalnością Grecji. Kiedy Papagiorgio w końcu się zdecyduje zwrócić o pomoc finansową (bo nie będzie go stać na paskarskie odsetki, a przecież dotychczas nikogo o pomoc nie prosił), będą na niego czekały dwustronne rządowe pożyczki konsorcjum krajów eurostrefy oraz MFW w wysokości bodaj 35 mld ojro, taka europejska wersja bazooki Paulsona (przypomnij sobie co było z bazooką dalej). Co ważne ze względów prestiżowych (i nie tylko) większość pieniędzy wyłoży Unia (w tym Niemcy 27%), ale zarządzać konsorcjum będzie MFW. Nie podano szczegółów technicznych c/d rozdziału, z czego wysnuwam wniosek, że udział MFW będzie można znacznie rozszerzyć. Łatwo to odgadnąć z rozmiarów dziury finansowej na Akropolu, która może pochłonąć awaryjne środki już do końca czerwca (w razie zamrożenia innych źródeł).
Bełkotliwy język komunikatu jest obcy nie tylko czytelnikom tego bloga ale tzw. rynkom finansowym sensu largo. Na wieść o osiągnięciu porozumienia na szczycie usdeur także poszybował na szczyt, aby odpuścić dopiero następnego dnia. Można to odczytać tylko w jeden sposób - ratunek dla Grecji jest tak pogmatwany i tak nieczytelny, że grozi stabilności unii walutowej. Po dniu zastanowienia okazało się, że jeszcze Hellada nie zginęła, póki Angela rządzi, euro na razie się nie rozpadnie i nie będzie końca świata. Jednak prognoza rozszczepienia unii, którą przedstawiłem na początku greckiej tragedii, właśnie posunęła się o milowy krok naprzód. Niemcy nie cofną się ani o jotę ze swego stanowiska czystości fiskalnej i będą dusić peryferia rosnącą dysproporcją strukturalnej nadwyżki hadlowej. W sytuacji słabego popytu peryferia, czyli PIGSy, a właściwiej GIPSy (chyba w tej kolejności domina), będą musiały dobrowolnie wystąpić ze strefy euro, w ramach regulowanej upadłości. W duecie z Merkel Schauble wspomniał mianowicie o konieczności uregulowania procesu występowania z unii walutowej (obecnie takiej możliwości nie ma), jako pendant do rozgrywki z MFW. To nie była łagodna uwaga dziadka na wózku, ale oficjalne przyznanie, że ścieżka do eurolandu jest od dziś drogą dwukierunkową.
Co z tą Grecją? Nie upadnie jutro, spokojnie. Jednak w obliczu nieoczekiwanych, a jednak przepowiedzianych wydarzeń, upadek projektu ojro jest przesądzony. Peryferia nie są w stanie sprostać wyśrubowanym kryteriom centrum, a z kolei centrum nie daje im możliwości manewru, kiedy już w nieuchronny sposób się zadłużą w tanim kredycie (i go przejedzą). Grecja, a w dalszej kolejności reszta GIPSów jest nadmiernie zadłużona i z pułapki eurowięzienia narodów w obecnej konfiguracji wyjścia naturalnego nie ma.
Teraz Tien An Men. Jak pewnie słyszeliście, propagandowe strzały, wydane po głośnej wizycie sekretarz Clinton, doprowadziły do faktycznego wyjścia gógla z Chin. Kliknij na adres google.cn, a zobaczysz oddział w Hong-Kongu. Oczywiście nie chodziło o żadną cenzurę, tylko o początek wojny handlowej (czyli cyberwojna, ochrona własności intelektualnej i prawo patentowe). Równolegle nasz ulubieniec nobliwy Krugman od listopada przekonuje, że Chiny muszą uwolnić juana (w domyśle go rewaluwoać). Tak się jakoś złożyło, że wraz z teatralnym przesileniem w góglowojnie doszło do paroksyzmu w postaci kilku oskarżycielskich artykułów Krugmana w NYT oraz listu stu trzydziestu senatorów do ministra skarbu, drugiego ulubieńca Tymona Geithnera, w sprawie nadania Chinom oficjalnego statusu państwa manipulującego walutą. Minister dwa razy do roku robi przegląd bilansu handlowego i ogłasza listę krajów, z którymi USA jest w stanie niekorzystnej konkurencji. Kolejny termin przypada na połowę kwietnia i wszystko wskazuje na to, że Chiny znajdą się na niechlubnej liście, co otworzy firmom drogę do licznych postępowań antydumpingowych, czyli realny początek wojny handlowej pełną gębą.
Rozprawiałem się już tu z chińskim kazaniem Krugmana, którego poważni fachowcy, na przykład Pettis (profesor na Xinhua), rozdzierają na strzępy, a jeden z publicystów w ub.tygodniu wręcz napisał, że trzebaby na niego wziąć kij bejsbolowy. Nie zmienia to faktu, że Krugman konsekwetnie realizuje kampanię dyskredytacji handlowej Chin pod chwytliwym hasłem nieuczciwej konkurencji, co doprowadzi do eskalacji barier handlowych. Co z tego, że argumentacja, iż Chińczycy rzekomo okradają Amerykanów, tanio dostarczając im całe góry produktów i jeszcze pożyczając im na to właśnie zarobione pieniądze, jest ex definitione idiotyzmem? Propagandowo jest chwytliwa, a grupa przekonanych senatorów jest dość liczna, aby przeforsować odpowiednie cła antydumpingowe.
Teraz wszystko w rękach Geithnera. W końcu na przypadkowego nie trafiło, Tymon studiował w Pekinie i chyba jest z całego waszyngtońskiego grona do czekającej go decyzji najlepiej przygotowany. Jaka ona będzie, mam swoje zdanie, a za rekomendację niech posłuży zestawienie wypadków wokół Krugmana, Clinton oraz Gógla.
Jeśli kogoś nie przekonują przypadkowe zbiegi okoliczności w działaniach noblistów, ministrów spraw zagranicznych mocarstw oraz największych spółek giełdowych świata (kap. ok. 165 mld), może przekona go ostatnia nagła wizyta delegacji chińskiego banku centralnego w USA oraz właśnie opublikowany wstępny bilans handlowy Chin za marzec (ci to mają GUS, znają dane, zanim się pojawią), który wykazuje pierwszy od wielu miesięcy deficyt. O ile można się spierać o merytoryczną wartość takiej pospiesznej prognozy, sam fakt jej przedstawienia jest bardzo znaczący.
Jak by na bilans juana nie patrzeć, czy jest niedowartościowany i jak bardzo, cała dyskusja i tak nie ma sensu, od kiedy wiadomo, że chińska gospodarka nie ma waluty stricte, bowiem jednostka monetarna CNY jest wymienialna tylko w jedną stronę, czyli jest tworem teoretycznym. Może mieć w centralnie sterowanej gospodarce dość swobodnie ustalaną wartość, co Polska przećwiczyła w schyłkowym okresie komunizmu (dolar od 3300 do 11000). Jak długo juan nie będzie uwolniony, dyskusja o parytecie walutowym jest czysto akademicka, a rozpętywanie kampanii oszczerstw o manipulację walutową jest zwykłym chuligaństwem (tu rozumiem intencje bejsbolisty). Równie dobrze ekipa Reagana mogła oskarżać rząd Rakowskiego o manipulacje walutowe złotym, w wyniku której pierwsze grube setki milionów zarobił na dumpingowej, śmieciowej złotówce Ingvar Kamprad w Ikea. Całkiem oszołomionym przypominam, że gros taniej produkcji IKEA w latach '80, która stała się trampoliną dalszego rozwoju sieci, pochodziła na przykład z zakładu w Radomsku. To uwaga dla zwolenników mocnej złotówki, warta uwagi. Czy złoty był wówczas niedowartościowany? Oczywiście. Ile? Nie wiadomo, a dokładniej pytanie nie ma sensu, bo złotówka była wówczas niewymienialna. W przypadku CNY kwestia jest zaledwie odrobinę jaśniejsza, bowiem jest on dobrze wymienialny w jedną stronę (stabilny kurs), czego nie można było powiedzieć o polskim złotym, który był niestabilny i miał we wspomnianym okresie kilka różnych kursów jednocześnie, więc był w porównaniu do CNY tworem całkowicie księżycowym (i może dlatego Kamprad się na nim wyżarł). Jaki był wóczas właściwy parytet walutowy? Nie wiadomo i nigdy się nie dowiemy dokładnie. Po prostu za dużo zmiennych i sztywnych barier.
Prawdopodobnie zatem - biorąc po uwagę jej fundamentalny ekonomiczny idiotyzm, prowadzony jednak przez noblistę, więc jednak na poważnie - cała dyskusja o juanie i tak jest już przesądzona, jak twierdzi np. Dylan Grice z Societe Generale, który przewiduje dewaluację CNY przy jego uwalnianiu. Mówiąc szczerze, to kurs usdcny obecnie nie będzie miał wyraźnego wpływu na bilans handlowy USA. Jeśli podrożą juana, to tanią produkcję z Chin wyprze taniocha z Indii, Laosu oraz Indonezji. Jeśli Chiny wbrew swoim interesom zrewaluują CNY, to owszem, bardzo szybko zepsują swój bilans handlowy, ale nie podciągną tym samym popytu wewn., tylko doprowadzą do stagnacji oraz utraty przewagi konkurencyjnej w regionie. Jednym słowem tragedia (i rozruchy wewnętrzne). Jeśli nie ugną się pod presją, rozpocznie się wyniszczająca wojna na cła zaporowe i kontyngenty, co doprowadzi do tego samego skutku, tylko pewnie dłużej to potrwa. Tak czy inaczej, decyzje najwyraźniej już zapadły, a oczekiwany efekt ten sam - stagnacja i rozruchy.
Co dalej z lolarem? Już ojro odbija, nareszcie spokój na morzu jońskim? Chińczycy rewaluują, dolar spada wreszcie do piwnicy? Chciałbym żeby tak było, ale ostatnia rekomendacja Goldiego na umocnienie eurusd okazała się oczywistą podpuchą. Zaraz potem był szczyt i ... nowy szczyt usdeur. Teraz Goldie podał zupełnie odmienną prognozę - docelowo eurusd 1,31. Moim zdaniem - sądząc z rozwoju tragedii greckiej oraz koturnowego wstępu do działań na dalekim wschodzie, lolar jeszcze nie pokazał całej swojej siły, a rozwinięcie akcji zapoczątkowanej w grudniu dopiero nas czeka. Gorączkowa (chciałem napisać biegunowa) wycena Goldiego jest dopalaczem krótkiego trendu i nic nie mówi naprawdę o zasięgu dłuższego. Popatrz zresztą na wykres, jak usdeur reagował na tańce Rompuya z Angelą i jak się teraz wyluzował. Jedno jest pewne - mniej stracisz wypełniając rekomendacje G na opak.
Ktoś tu sugerował, że czas by na jakiś kolejny odcinek rozwolnienia, że już już będą szorty na eurasie pękać... Ja na to że czekam na dalszy rozwój ale w drugą stronę. i były szczyty. Teraz dla jasności: szorty na eurusd są znowu na rekordowych poziomach, po tygodniowej przerwie na brukselkę po grecku. Ci niedobrzy spekulanci nie wierzą teorię bazooki? Najwyraźniej nie wierzą, nawet kiedy jest podpisana przez Rompuya i Strauss-Kahna z Trichetem w tercecie (greckim). Aha - dla przypomnienia - poprzednio o rekordach na szortach eurusd pisałem w grudniu.
piątek, 26 marca 2010
Doniesienia z granicy polsko-chińskiej
Sołtys zapodał temat, że oto na naszych oczach urealnia się słynny dowcip o granicy polsko-chińskiej. Szykuje się również przyczółek do ewentualnej inwazji na Rosję i Europę. Pora zacząć się bać. Chińczycy zainteresowali się Białorusią i chcą zainwestować tam ponad 15 mld dolarów inwestycji bezpośrednich. Jak na wyśmiewanego i wyszydzanego przez media w Polsce Łukaszenkę i to w kraju liczącym niespełna 10 mln mieszkańców, inwestycja robi wrażenie. W ramach współpracy w Mińsku ma powstać Chinatown. Nie wiadomo na razie ilu chińskich wojskowych ma tam mieszkać;-) Na wszelki wypadek warto już rezerwować tam miejsce na nasze polskie interesy. W końcu na saksy do Białorusi jest bliżej, a i kraj jakiś bardziej swojski i samogon lepszy nieco od tego irlandzkiego.
Jakby na podkreślenie tego, że świat się raptownie zmienia Stirlitz zakomunikował mi był, że Lebiediew, dawny KGBista kupuje znany brytyjski dziennik, nomen omen "Independent". Czasy są tak dziwne, że już zupełnie przestaję się dziwić, iż to teraz KGB staje się gwarantem dziennikarskiej niezależności, a komuniści swoimi pieniędzmi podtrzymują gospodarkę światowa przed zdechnięciem. Chyba znowu, jak przed wojną zacznę po kryjomu słuchać radia Swoboda z Moskwy;-)
W EUropie też dzieją się dziwy, z tym, że dziwy z dawna oczekiwane. Strefa euro nie pozostawi Grecji samej, jeśli będzie taka konieczność. Dajemy gwarancję, że będzie finansowanie, rzekł był Van Rompuy. Z incjatywą bratniej pomocy wyszły Niemcy i Francja i Papandreu, cieszy się, bo chociaż złota nie dostał, to szykuje się, że do greckiej kieszeni wpadnie za to złoto odszkodowanie. Nam wszystkim zaś szykuje się w związku z tym wysychanie, szczególnie, jak ktoś trzyma nadpłynne euro;-) Władza w Berlinie i Francji należy do nielicznych, którzy mogą puścić w ruch eurodrukarki i w ten sposób rozwiązać nierozwiązywalny dylemat, czyli jak to pożyczyć Grecji na wieczne oddaj pieniądze, skoro Bundesbank nie chce rządowi na tą ekstrawagancje pozwolić. Już szef EBC zaczął protestować, że to tak jakoś bez jego wiedzy te dudruki i że on stanowczo protestuje. Chyba czeka nas wkrótce zmiana w EBC.
Ciekawi mnie, w kontekście odszkodowań za wojenne straty, czy nasz zniewieściały Rzecznik Praw (nie)Obywatelskich to okaz zakamuflowanego agenta koncernów farmaceutycznych, czy tylko zwykła ofiara losu, która załapała grypę w jej zjadliwej świńskiej postaci. No, i czy będzie domagał się odszkodowań wojennych, na przykład od ministra zdrowia. Ja tam bym proponował zapisać Kochanowskiego do ZBOWiDU, no bo na wojnie o szczepionki był, walczył, a nawet został ranny. Ludzie do siebie strzelają i na siebie plują, a pan Bóg po tym świecie świnie, tfu świńską grupę nosi.
Jakby na podkreślenie tego, że świat się raptownie zmienia Stirlitz zakomunikował mi był, że Lebiediew, dawny KGBista kupuje znany brytyjski dziennik, nomen omen "Independent". Czasy są tak dziwne, że już zupełnie przestaję się dziwić, iż to teraz KGB staje się gwarantem dziennikarskiej niezależności, a komuniści swoimi pieniędzmi podtrzymują gospodarkę światowa przed zdechnięciem. Chyba znowu, jak przed wojną zacznę po kryjomu słuchać radia Swoboda z Moskwy;-)
W EUropie też dzieją się dziwy, z tym, że dziwy z dawna oczekiwane. Strefa euro nie pozostawi Grecji samej, jeśli będzie taka konieczność. Dajemy gwarancję, że będzie finansowanie, rzekł był Van Rompuy. Z incjatywą bratniej pomocy wyszły Niemcy i Francja i Papandreu, cieszy się, bo chociaż złota nie dostał, to szykuje się, że do greckiej kieszeni wpadnie za to złoto odszkodowanie. Nam wszystkim zaś szykuje się w związku z tym wysychanie, szczególnie, jak ktoś trzyma nadpłynne euro;-) Władza w Berlinie i Francji należy do nielicznych, którzy mogą puścić w ruch eurodrukarki i w ten sposób rozwiązać nierozwiązywalny dylemat, czyli jak to pożyczyć Grecji na wieczne oddaj pieniądze, skoro Bundesbank nie chce rządowi na tą ekstrawagancje pozwolić. Już szef EBC zaczął protestować, że to tak jakoś bez jego wiedzy te dudruki i że on stanowczo protestuje. Chyba czeka nas wkrótce zmiana w EBC.
Ciekawi mnie, w kontekście odszkodowań za wojenne straty, czy nasz zniewieściały Rzecznik Praw (nie)Obywatelskich to okaz zakamuflowanego agenta koncernów farmaceutycznych, czy tylko zwykła ofiara losu, która załapała grypę w jej zjadliwej świńskiej postaci. No, i czy będzie domagał się odszkodowań wojennych, na przykład od ministra zdrowia. Ja tam bym proponował zapisać Kochanowskiego do ZBOWiDU, no bo na wojnie o szczepionki był, walczył, a nawet został ranny. Ludzie do siebie strzelają i na siebie plują, a pan Bóg po tym świecie świnie, tfu świńską grupę nosi.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Strefa wolnocłowa
Chiny powili wdrażają w życie swój projekt ucieczki od dolara. Od pierwszego stycznia ponad 90% towarów w strefie wolnocłowej Azji Południowo-Wschodniej jest zwolnionych z cła. Prawie 1/3 ludzkości, tj około 2 miliardów ludzi utworzyło strefę, której wymiana w ubiegłym roku wyniosła nieco ponad 190 mld dolarów, a tempo wymiany potraja się średnio co pięć lat.
W skład strefy wolnocłowej weszły Chiny, Indonezja, Malezja, Singapur, Tajlandia, Brunei i Filipiny. W najbliższym czasie wejście do strefy planuje Kambodża, Laos, Wietnam i Birma oraz planuje wykonać taki krok w ciągu najbliższych pięciu lat Japonia.
Jakoś tak w kościach mi łupie, że za rok nikt w tej wolnocłowej strefie nie będzie rozliczał się w dolarach.
W skład strefy wolnocłowej weszły Chiny, Indonezja, Malezja, Singapur, Tajlandia, Brunei i Filipiny. W najbliższym czasie wejście do strefy planuje Kambodża, Laos, Wietnam i Birma oraz planuje wykonać taki krok w ciągu najbliższych pięciu lat Japonia.
Jakoś tak w kościach mi łupie, że za rok nikt w tej wolnocłowej strefie nie będzie rozliczał się w dolarach.
piątek, 5 czerwca 2009
Z czego się śmieją chińscy studenci
Oczywiście nie z rocznicy Tian-an-men, która właśnie minęła. To temat tabu, zresztą studencka okupacja placu, na światowej fali upadku komunizmu, była odpryskiem walki frakcji w łonie KPCh, która wyszła z reorganizacji wzmocniona. Młodzi Chińczycy przed dwudziestu laty nie chcieli żadnej demokracji, bo jej nie znali, ale mniej autorytarnej i skorumpowanej władzy.
Amerykański sekretarz skarbu, Timothy Geithner, podczas wykładu na uczelni, na której miał przyjemność studiować (tak, tak) odpowiedział na pytanie o stabilność amerykańskiego systemu finansowego i bezpieczeństwo chińskich inwestycji w dolara. Odpowiedział z przekonaniem, że chińskie aktywa są bardzo bezpieczne, na co sala odpowiedziała śmiechem.
Nieprzyjemny akcent w dwudziestolecie upadku komunizmu podsumował jego chiński odpowiednik, nazywając Bank Rezerw Federalnych "największym kolekcjonerem śmieciowych aktywów". To dosadna, ale - niestety - poprawna diagnoza komunistycznego aparatczyka. Chichot młodzieży i chichot historii nie zapowiada niestety sielanki, tylko farsę. A farsa i forsa źle się znoszą.
Nikt nie przypuszczał, że chiński komunista będzie miał czelność drwić publicznie z amerykańskiego ministra finansów i uczyć go polityki monetarnej. Czy po to obaliliśmy komunizm XX lat temu? Gorzki smak mam w ustach i ciężkie przekleństwa w myślach, bo Chińczyk - niestety - ma rację.
Oto obecny bilans FED.

2100 miliardów innych aktywów. To są te osławione CDS, MBS i inne papiery, o wątpliwej wartości, dzieci kreatywnej księgowości bankierów, które ostatecznie trafiły na księgi banku centralnego największej gospodarki globu. Kolejne akcje pomocowe będą skutkować dodawaniem następnych kreatywnych pozycji do puchnącego bilansu. Ile śmieci zmieści FED? Nie wiem, pewnie więcej, ale to nie zmienia faktu, że ponad połowa bilansu to śmieci. Zezowaty nie wie dwóch rzeczy. Po pierwsze jak brodaty czarodziej, familiarnie zwany Benkiem, ma zamiar upłynnić te aktywa (a przecież kiedyś musi) oraz po drugie czym ma zamiar reagować na rynku monetarnym (przecież jest monetarystą), kiedy przyjdzie mu ochota zmniejszyć bazę monetarną.
Na pierwsze pytanie o wiele tęższe głowy nie mają odpowiedzi, więc zezowaty nie dziwi się, że chowają je w piasek. Na drugie pytanie odpowiedź jest mu znana. Jest to jednocześnie wytłumaczenie śmiechu zdolnych studentów. Otóż ilość śmieci - patrz obrazek - wymienionych na pieniądz dużej mocy (high power M0) - jest dużo większa od posiadanych papierów wartościowych, którymi Benek może ściągnąć ten pieniądz z rynku (obligacje). Tych drugich jest dwa razy mniej od pierwszych, czyli Benek steruje niecałą połową bazy, a proporcje jeszcze się pogorszą. W najśmielszych snach nie widzę możliwości, by zmusić przytomnego bankiera do kupienia od Benka śmieci za gotówkę. Tak więc bajki o zaciskaniu polityki monetarnej jawią się jako kołysanka przed nadchodzącym dniem sądu. Arsenał amunicji Benka (przypomina się tu bazooka) topnieje szybko i kurczy się do - jako żywo - colta na kapiszony. Pif, paf. Gdyby nie monstrualne kwoty, to byłoby może śmieszne, a tak jest żałosną, żałobną farsą.
Amerykański sekretarz skarbu, Timothy Geithner, podczas wykładu na uczelni, na której miał przyjemność studiować (tak, tak) odpowiedział na pytanie o stabilność amerykańskiego systemu finansowego i bezpieczeństwo chińskich inwestycji w dolara. Odpowiedział z przekonaniem, że chińskie aktywa są bardzo bezpieczne, na co sala odpowiedziała śmiechem.
Nieprzyjemny akcent w dwudziestolecie upadku komunizmu podsumował jego chiński odpowiednik, nazywając Bank Rezerw Federalnych "największym kolekcjonerem śmieciowych aktywów". To dosadna, ale - niestety - poprawna diagnoza komunistycznego aparatczyka. Chichot młodzieży i chichot historii nie zapowiada niestety sielanki, tylko farsę. A farsa i forsa źle się znoszą.
Nikt nie przypuszczał, że chiński komunista będzie miał czelność drwić publicznie z amerykańskiego ministra finansów i uczyć go polityki monetarnej. Czy po to obaliliśmy komunizm XX lat temu? Gorzki smak mam w ustach i ciężkie przekleństwa w myślach, bo Chińczyk - niestety - ma rację.
Oto obecny bilans FED.

2100 miliardów innych aktywów. To są te osławione CDS, MBS i inne papiery, o wątpliwej wartości, dzieci kreatywnej księgowości bankierów, które ostatecznie trafiły na księgi banku centralnego największej gospodarki globu. Kolejne akcje pomocowe będą skutkować dodawaniem następnych kreatywnych pozycji do puchnącego bilansu. Ile śmieci zmieści FED? Nie wiem, pewnie więcej, ale to nie zmienia faktu, że ponad połowa bilansu to śmieci. Zezowaty nie wie dwóch rzeczy. Po pierwsze jak brodaty czarodziej, familiarnie zwany Benkiem, ma zamiar upłynnić te aktywa (a przecież kiedyś musi) oraz po drugie czym ma zamiar reagować na rynku monetarnym (przecież jest monetarystą), kiedy przyjdzie mu ochota zmniejszyć bazę monetarną.
Na pierwsze pytanie o wiele tęższe głowy nie mają odpowiedzi, więc zezowaty nie dziwi się, że chowają je w piasek. Na drugie pytanie odpowiedź jest mu znana. Jest to jednocześnie wytłumaczenie śmiechu zdolnych studentów. Otóż ilość śmieci - patrz obrazek - wymienionych na pieniądz dużej mocy (high power M0) - jest dużo większa od posiadanych papierów wartościowych, którymi Benek może ściągnąć ten pieniądz z rynku (obligacje). Tych drugich jest dwa razy mniej od pierwszych, czyli Benek steruje niecałą połową bazy, a proporcje jeszcze się pogorszą. W najśmielszych snach nie widzę możliwości, by zmusić przytomnego bankiera do kupienia od Benka śmieci za gotówkę. Tak więc bajki o zaciskaniu polityki monetarnej jawią się jako kołysanka przed nadchodzącym dniem sądu. Arsenał amunicji Benka (przypomina się tu bazooka) topnieje szybko i kurczy się do - jako żywo - colta na kapiszony. Pif, paf. Gdyby nie monstrualne kwoty, to byłoby może śmieszne, a tak jest żałosną, żałobną farsą.
wtorek, 26 maja 2009
Ropa. Do biegu, gotowi...
Jak napisałem na temat chińskich rezerw w Przynęta, to co widzimy i słyszymy na powierzchni, czyli szumne zapowiedzi największych autorytetów, a to groźby chińskie, że przestaną kupować amerykańskie obligacje, a to że dolar się zawali już jutro (żeby zacytować tylko wielkie nagłówki z ostatnich dwóch tygodni), ma luźny związek z prawdą, a ściślej: jest oficjalną propagandą na masową skalę, która kreuje pewne zachowania rynku, nie powinno być chyba tajemnicą.
Jakoś tak się składa, że jak tylko pogląd, roztrąbiony przez opiniotwórcze media na cztery strony świata, się ugruntuje, trend natychmiast zmienia kierunek, jak na przykład dziś dolar, który miał się całkowicie załamać, a idzie do góry. Giełdy miały pokonywać nowe szczyty nie zważając na opory, a tu figa. Warto zatem się rozejrzeć, jak rozstawili się zawodnicy i w co teraz będą dmuchać.
Stanowisko chińskie według zezowatego jest od dłuższego czasu jasne. Są zahedżowani po uszy w surowcach, o czym świadczy ich domaganie się bezpieczeństwa inwestycji w obligacje. Spójrzmy zatem jakie surowce ewentualnie wchodzą w grę. Muszą to być towary o dużym znaczeniu gospodarczym, stosunkowo łatwe do zmagazynowania i łatwe w handlu. Na koniec rynek obrotu tymi towarami musi być odpowiednio głęboki tak, aby udało się na nim ukryć i zamaskować działania zabezpieczające i agresywne. Jest to wybór pola walki, jak kto woli. Wśród potencjalnych kandydatów do rozgrywki jest kilka, ale liczy się naprawdę jeden: ropa. Jest potrzebna codziennie, stanowi wyjściowy surowiec do do transportu i całych gałęzi przemysłu, zatem jest niezbędny. Ci, którzy tego surowca nie mają, muszą go kupić właściwie za każdą cenę, jak udowodnił pamiętny rok 2008.
Co zatem zamiast kaczki? Hipopotam. Gdzie się kryje, w którym stawie siedzi ten dwutonowy (bilionowy) hipcio? Zezowaty mówi, że siedzi w nafcie.

W sam raz się zmieści. Przy rocznej konsumpcji ok 30mld baryłek roczny globalny obrót tym surowcem wyniósłby w zeszłym roku ponad 3 bln (jeśliby cały towar przeszedł przez rynek). Jednym słowem Chiny mogą zahedżować swoje amerykańskie obligacje w futuresach na naftę na - powiedzmy - 12 lat przy obecnej cenie 60$/bl. To całkiem rozsądny horyzont. Zabawa skomplikuje się, kiedy dojdziemy do faktu, że zabezpieczenie to zaledwie ułamek kontraktu i uwzględnimy, że strony kontraktów zabezpieczających wcale nie muszą się z nich wywiązać absolutnie (patrz padające w 2008 HF właśnie w nafcie), bowiem mogą upaść, więcej - strony kontraktów zabezpieczających mogą mieć złe zamiary, czyli stworzyć u kupującego wrażenie zabezpieczenia ryzyka. Innymi słowy jeśli w grze ekonomicznej pewna strona wie (teoria gier), jak przeciwnik ustawił swoją strategię inwestycyjną, może podstawić mu swoje pionki (partnerów, umowy) tak, aby poprzez upadek tych pionków doprowadzić do korzystnego dla siebie wyniku (rozmontowania obrony przeciwnika).
Jak zezowaty pisał zimą, pochodne są bardzo zdradliwe, bowiem co prawda umożliwiają ogromne lewarowanie, wręcz "na goło", ale jest to broń obosieczna, klucz bowiem leży w tzw. timingu. Boleśnie przekonał się o tym Porsche, który ma wszystko do przejęcia swego większego brata, ale nie ma pieniędzy. Przeoczył odpowiedni moment i teraz mu nikt nie pożyczy, chociaż interes to "pewniak".
Jakie są optymalne strategie obu stron (można bezpiecznie założyć, że są dwie), można w skrócie naszkicować tak. Kredytobiorca chce jak najbardziej odstręczyć od twórczego wykorzystania commodities futures, ponieważ jej sekretów, jak każdej nauki tajemnej, przynoszącej profity, trzeba strzec dla siebie. Przydałaby się zatem lekcja pokory dla niegrzecznych, którzy kupują obligacje, a potem narzekają, że te dają dokładnie taki procent, jak w kontrakcie (ale w zdewaluowanym pieniądzu). Ponadto warto byłoby, znając strategię inwestycyjną sprytnego klienta, wykorzystać jego pomysłowość do szybkiego zarobku, który jednocześnie - w trakcie jazdy - zdejmie z naszych pleców część obligacyjnego długu, bowiem ten "spali się" w postaci collateral. Jakie jeszcze mamy przewagi, oprócz informacyjnej? Tylko jedną, ale najważniejszą, mianowicie wybór momentu, a ten jest w pochodnych decydujący.
Z punktu widzenia siedzącej na stawie kaczki (a właściwie hipopotama pod spodem), siedzenie i czekanie jest najgorszą strategią, bowiem czas działa na niekorzyść naszego portfela obligacji podwójnie. Po pierwsze coraz bardziej wzrasta pewność siebie dłużnika, w miarę jak oddala się wizja natychmiastowej i nieodwołalnej katastrofy finansowej. Zaczyna on - zupełnie bezczelnie - przebąkiwać, że przecież widziały gały co brały i "możecie naszych obligacji nie kupować". Coraz bardziej, w miarę realizacji planów pomocowych Obamy, staje się jasne, iż upadek lollara jest nieuchronny, ba - sami zainteresowani o tym otwarcie mówią, vide nagłośnione w tej fali propagandy wystąpienia Peterson Institute, opisane poprzednio. Z drugiej strony nie możemy wywoływać żadnych gwałtownych ruchów, które zdradzą nasze pozycje, bowiem wówczas nasza ochrona stanie się iluzją, musimy zatem usypiać przeciwnika nękaniem go upomnieniami o równowadze handlowej, brać udział we wszystkich międzynarodowych inicjatywach stabilizacji systemu finansowego, samemu jakieś wymyślić po to, aby związać przeciwnika, zamaskować nasze poczynania i bezpiecznie rozciągnąć je w czasie. Kiedy przyjdzie moment, mieć gotowe zabezpieczenia w postaci magazynów pełnych surowców oraz kontraktów zabezpieczających na ich dostawę w przyszłości, po cenach, które - przy okazji - dadzą nam zarobić.
Gdzie jest hipopotam?
W zderzeniu dwu przeciwstawnych strategii z obserwacją rynku, zezowaty widzi na wykresie ropy pełne potwierdzenie. Więcej: manewr z pompowaniem ceny ropy został już raz zastosowany. Polegał on na ograniu przeciwników w dwojaki sposób: wyborze czasu ataku - ropa zaczęła szaleńczą jazdę w momencie dogodnym dla głównego gracza oraz zasięgu ataku - ogolono przy okazji jazdy w górę posiadaczy większości shortów, bowiem nikt (poza nielicznymi) nie liczył się najpierw z pokonaniem bariery 100 dol (pierwsza fala frajerów), a zaraz potem, kiedy wszyscy w okolicach 130 dol uwierzyli w rychłe forsowanie 200 dol jedna z firm, zbyt mocno zaangażowana po niewłaściwej stronie, przymusowo upadła w wyniku short squeeze i załamał się cały rynek z piramidą futuresów. Na marginesie warto nadmienić, że wobec firmy, która przejęła na górce największego magazyniera paliw w USA toczy się obecnie śledztwo o insider trading, bowiem jako jego partner biznesowy znała jego strukturę portfela futures. W wyniku jego plajty - wywołanej swoimi kontraktami przeciw nim (była największym kontrahentem upadłego dystrybutora) - skorzystała z przejętego portfela futuresów, zarabiając na nich wielokrotność sumy straconej w pierwotnych transakcjach, które go przewróciły. Firma nie dość, że była poprawnie zabezpieczona, to jeszcze były to kontrakty zyskowne, niemniej sprytny kontrahent (i drapieżnik) wykorzystał to i zarobił zamiast właściciela, doprowadzając do jego plajty.
Ruchy hipopotama są na razie gładkie, niemniej poziom wody w stawie znacznie się podniósł. Nie śmieszy was contango na ropie? Mnie wcale. Cena od dłuższego czasu systematycznie rośnie (hipcio się rusza), mimo spadku zamówień. Jednocześnie od lutego stan zapasów zaczyna sygnalizować przepełnienie. Tak, magazyny z ropą dookoła świata są pełne, mimo spadku zapotrzebowania. OPEC obiecuje, że jeszcze obetnie produkcję, aby podnieść ceny, bowiem do niedawna ceny spot były znacząco niższe od futures [dziękuję za poprawkę]. Wszyscy oczekują na wzrost cen, który nie chce nadejść.
Możliwe są dwa scenariusze zdarzeń. Pierwszy jest taki, że ropa wkrótce zacznie powtórkę z jazdy zeszłorocznej i znowu będzie koszenie na terminie i na zasięgu futuresów. Druga wersja jest mniej interesująca dla posiadaczy ropy i brzmi następująco: rajd na ropie to falstart (tu rozdziawione gęby). Tak, zezowaty myśli, że historia powtarza się w postaci farsy i tym razem będzie nie tylko rajd, ale wiele rajdzików, i wszystkie skończą się falstartem. Dlaczego? Skoro zezowaty wie, gdzie jest hipopotam, to wiedzą to stratedzy w HF, którzy zawsze są łakomi na świeżą krew. W zeszłym roku przeciwnik był po krótkiej stronie, potrzebował surowca do produkcji, płacił coraz więcej. Przyłożyliśmy odpowiednio dużo gazu i musiał płacić. Tym razem ofiara jest czujna, jest w długich. Co robimy? Bierzemy go na przeczekanie z przepłaszaniem. Taka odmiana long squeeze. Kupili kontrakty na sierpień? Dobrze. Rozpoczynamy rajd, niech dokupią jeszcze. W lipcu zjazd, nici z długich. Tak widzi zezowaty, inaczej strategie drapieżnika i ofiary nie pasują do siebie.
Co zatem oznacza ten wpis? Rozpoczęcie nowego sezonu na ropie. Zezowaty zauważył właśnie rozpoczęcie pierwszego rajdu na ropie z przepłaszaniem. Contango się wyrównało, więcej się nalać na zapas nie da, bo nalano pod korek. Ceny ruszyły, zające ruszyły, czas na gonitwę.
(UWAGA: opisane strategie nie są poradą inwestycyjną, jedynie wyrazem poglądów i idei autora. Nie reprezentują ponadto żadnego zlecenia reklamowego ani marketingowego i jako takie są obojętne wobec wymienionych w tekście firm oraz marek.)
Jakoś tak się składa, że jak tylko pogląd, roztrąbiony przez opiniotwórcze media na cztery strony świata, się ugruntuje, trend natychmiast zmienia kierunek, jak na przykład dziś dolar, który miał się całkowicie załamać, a idzie do góry. Giełdy miały pokonywać nowe szczyty nie zważając na opory, a tu figa. Warto zatem się rozejrzeć, jak rozstawili się zawodnicy i w co teraz będą dmuchać.
Stanowisko chińskie według zezowatego jest od dłuższego czasu jasne. Są zahedżowani po uszy w surowcach, o czym świadczy ich domaganie się bezpieczeństwa inwestycji w obligacje. Spójrzmy zatem jakie surowce ewentualnie wchodzą w grę. Muszą to być towary o dużym znaczeniu gospodarczym, stosunkowo łatwe do zmagazynowania i łatwe w handlu. Na koniec rynek obrotu tymi towarami musi być odpowiednio głęboki tak, aby udało się na nim ukryć i zamaskować działania zabezpieczające i agresywne. Jest to wybór pola walki, jak kto woli. Wśród potencjalnych kandydatów do rozgrywki jest kilka, ale liczy się naprawdę jeden: ropa. Jest potrzebna codziennie, stanowi wyjściowy surowiec do do transportu i całych gałęzi przemysłu, zatem jest niezbędny. Ci, którzy tego surowca nie mają, muszą go kupić właściwie za każdą cenę, jak udowodnił pamiętny rok 2008.
Co zatem zamiast kaczki? Hipopotam. Gdzie się kryje, w którym stawie siedzi ten dwutonowy (bilionowy) hipcio? Zezowaty mówi, że siedzi w nafcie.

W sam raz się zmieści. Przy rocznej konsumpcji ok 30mld baryłek roczny globalny obrót tym surowcem wyniósłby w zeszłym roku ponad 3 bln (jeśliby cały towar przeszedł przez rynek). Jednym słowem Chiny mogą zahedżować swoje amerykańskie obligacje w futuresach na naftę na - powiedzmy - 12 lat przy obecnej cenie 60$/bl. To całkiem rozsądny horyzont. Zabawa skomplikuje się, kiedy dojdziemy do faktu, że zabezpieczenie to zaledwie ułamek kontraktu i uwzględnimy, że strony kontraktów zabezpieczających wcale nie muszą się z nich wywiązać absolutnie (patrz padające w 2008 HF właśnie w nafcie), bowiem mogą upaść, więcej - strony kontraktów zabezpieczających mogą mieć złe zamiary, czyli stworzyć u kupującego wrażenie zabezpieczenia ryzyka. Innymi słowy jeśli w grze ekonomicznej pewna strona wie (teoria gier), jak przeciwnik ustawił swoją strategię inwestycyjną, może podstawić mu swoje pionki (partnerów, umowy) tak, aby poprzez upadek tych pionków doprowadzić do korzystnego dla siebie wyniku (rozmontowania obrony przeciwnika).
Jak zezowaty pisał zimą, pochodne są bardzo zdradliwe, bowiem co prawda umożliwiają ogromne lewarowanie, wręcz "na goło", ale jest to broń obosieczna, klucz bowiem leży w tzw. timingu. Boleśnie przekonał się o tym Porsche, który ma wszystko do przejęcia swego większego brata, ale nie ma pieniędzy. Przeoczył odpowiedni moment i teraz mu nikt nie pożyczy, chociaż interes to "pewniak".
Jakie są optymalne strategie obu stron (można bezpiecznie założyć, że są dwie), można w skrócie naszkicować tak. Kredytobiorca chce jak najbardziej odstręczyć od twórczego wykorzystania commodities futures, ponieważ jej sekretów, jak każdej nauki tajemnej, przynoszącej profity, trzeba strzec dla siebie. Przydałaby się zatem lekcja pokory dla niegrzecznych, którzy kupują obligacje, a potem narzekają, że te dają dokładnie taki procent, jak w kontrakcie (ale w zdewaluowanym pieniądzu). Ponadto warto byłoby, znając strategię inwestycyjną sprytnego klienta, wykorzystać jego pomysłowość do szybkiego zarobku, który jednocześnie - w trakcie jazdy - zdejmie z naszych pleców część obligacyjnego długu, bowiem ten "spali się" w postaci collateral. Jakie jeszcze mamy przewagi, oprócz informacyjnej? Tylko jedną, ale najważniejszą, mianowicie wybór momentu, a ten jest w pochodnych decydujący.
Z punktu widzenia siedzącej na stawie kaczki (a właściwie hipopotama pod spodem), siedzenie i czekanie jest najgorszą strategią, bowiem czas działa na niekorzyść naszego portfela obligacji podwójnie. Po pierwsze coraz bardziej wzrasta pewność siebie dłużnika, w miarę jak oddala się wizja natychmiastowej i nieodwołalnej katastrofy finansowej. Zaczyna on - zupełnie bezczelnie - przebąkiwać, że przecież widziały gały co brały i "możecie naszych obligacji nie kupować". Coraz bardziej, w miarę realizacji planów pomocowych Obamy, staje się jasne, iż upadek lollara jest nieuchronny, ba - sami zainteresowani o tym otwarcie mówią, vide nagłośnione w tej fali propagandy wystąpienia Peterson Institute, opisane poprzednio. Z drugiej strony nie możemy wywoływać żadnych gwałtownych ruchów, które zdradzą nasze pozycje, bowiem wówczas nasza ochrona stanie się iluzją, musimy zatem usypiać przeciwnika nękaniem go upomnieniami o równowadze handlowej, brać udział we wszystkich międzynarodowych inicjatywach stabilizacji systemu finansowego, samemu jakieś wymyślić po to, aby związać przeciwnika, zamaskować nasze poczynania i bezpiecznie rozciągnąć je w czasie. Kiedy przyjdzie moment, mieć gotowe zabezpieczenia w postaci magazynów pełnych surowców oraz kontraktów zabezpieczających na ich dostawę w przyszłości, po cenach, które - przy okazji - dadzą nam zarobić.
Gdzie jest hipopotam?
W zderzeniu dwu przeciwstawnych strategii z obserwacją rynku, zezowaty widzi na wykresie ropy pełne potwierdzenie. Więcej: manewr z pompowaniem ceny ropy został już raz zastosowany. Polegał on na ograniu przeciwników w dwojaki sposób: wyborze czasu ataku - ropa zaczęła szaleńczą jazdę w momencie dogodnym dla głównego gracza oraz zasięgu ataku - ogolono przy okazji jazdy w górę posiadaczy większości shortów, bowiem nikt (poza nielicznymi) nie liczył się najpierw z pokonaniem bariery 100 dol (pierwsza fala frajerów), a zaraz potem, kiedy wszyscy w okolicach 130 dol uwierzyli w rychłe forsowanie 200 dol jedna z firm, zbyt mocno zaangażowana po niewłaściwej stronie, przymusowo upadła w wyniku short squeeze i załamał się cały rynek z piramidą futuresów. Na marginesie warto nadmienić, że wobec firmy, która przejęła na górce największego magazyniera paliw w USA toczy się obecnie śledztwo o insider trading, bowiem jako jego partner biznesowy znała jego strukturę portfela futures. W wyniku jego plajty - wywołanej swoimi kontraktami przeciw nim (była największym kontrahentem upadłego dystrybutora) - skorzystała z przejętego portfela futuresów, zarabiając na nich wielokrotność sumy straconej w pierwotnych transakcjach, które go przewróciły. Firma nie dość, że była poprawnie zabezpieczona, to jeszcze były to kontrakty zyskowne, niemniej sprytny kontrahent (i drapieżnik) wykorzystał to i zarobił zamiast właściciela, doprowadzając do jego plajty.
Ruchy hipopotama są na razie gładkie, niemniej poziom wody w stawie znacznie się podniósł. Nie śmieszy was contango na ropie? Mnie wcale. Cena od dłuższego czasu systematycznie rośnie (hipcio się rusza), mimo spadku zamówień. Jednocześnie od lutego stan zapasów zaczyna sygnalizować przepełnienie. Tak, magazyny z ropą dookoła świata są pełne, mimo spadku zapotrzebowania. OPEC obiecuje, że jeszcze obetnie produkcję, aby podnieść ceny, bowiem do niedawna ceny spot były znacząco niższe od futures [dziękuję za poprawkę]. Wszyscy oczekują na wzrost cen, który nie chce nadejść.
Możliwe są dwa scenariusze zdarzeń. Pierwszy jest taki, że ropa wkrótce zacznie powtórkę z jazdy zeszłorocznej i znowu będzie koszenie na terminie i na zasięgu futuresów. Druga wersja jest mniej interesująca dla posiadaczy ropy i brzmi następująco: rajd na ropie to falstart (tu rozdziawione gęby). Tak, zezowaty myśli, że historia powtarza się w postaci farsy i tym razem będzie nie tylko rajd, ale wiele rajdzików, i wszystkie skończą się falstartem. Dlaczego? Skoro zezowaty wie, gdzie jest hipopotam, to wiedzą to stratedzy w HF, którzy zawsze są łakomi na świeżą krew. W zeszłym roku przeciwnik był po krótkiej stronie, potrzebował surowca do produkcji, płacił coraz więcej. Przyłożyliśmy odpowiednio dużo gazu i musiał płacić. Tym razem ofiara jest czujna, jest w długich. Co robimy? Bierzemy go na przeczekanie z przepłaszaniem. Taka odmiana long squeeze. Kupili kontrakty na sierpień? Dobrze. Rozpoczynamy rajd, niech dokupią jeszcze. W lipcu zjazd, nici z długich. Tak widzi zezowaty, inaczej strategie drapieżnika i ofiary nie pasują do siebie.
Co zatem oznacza ten wpis? Rozpoczęcie nowego sezonu na ropie. Zezowaty zauważył właśnie rozpoczęcie pierwszego rajdu na ropie z przepłaszaniem. Contango się wyrównało, więcej się nalać na zapas nie da, bo nalano pod korek. Ceny ruszyły, zające ruszyły, czas na gonitwę.
(UWAGA: opisane strategie nie są poradą inwestycyjną, jedynie wyrazem poglądów i idei autora. Nie reprezentują ponadto żadnego zlecenia reklamowego ani marketingowego i jako takie są obojętne wobec wymienionych w tekście firm oraz marek.)
niedziela, 12 kwietnia 2009
Z Hermesem gram w chińczyka
Z Hermesem gram w chińczyka, czyli dyskutuję, co zrobi pół miliarda chińskich robotników w najbliższym czasie. Czemu to ważne? Bo zezowatym zdaniem to podstawowa dziś kwestia dalszych losów ludzkości. Handel jest ważniejszy od wojen, bo daje zyski, a nie wymaga śmierci.************* powiązane
Czy Chiny grożą dolarowi?
chińskie rezerwy Premier Wen Jabao napędził światu poważnego stracha, wyrażając swoje obawy o bezpieczeństwo chińskich oszczędności, przechowywanych w ...
Trzy asy i joker
Nawet prezydent Chin Hu Intao wydaje się zadowolony. Co zatem ustalono? Przywiązanie do idei liberalizacji, przeciwstawienie się protekcjonizmowi, ...
*************
Hermes | 2009-04-01 11:02 | IP: 91.192.88.*
@Artur
“Wskaznik makro PKB Chin (wartosci wyimaginowane na potrzeby ilustracji):
rok 2006 : Chiny : Q1 8%, Q2 : 9% , Q3 : 10% : dane ukladaja sie na linii prostej ktora mozna traktowac jako linie trendu. Na tej podstawie i na podstawie wstepnych danych ze nic w chinach nie uleglo pogorszeniu wyciagam wniosek na przyszlosc : PKB 4Q2006 w przyblizeniu 11%.
Jest punkt w przyszlosci na wykresie jest i trend (kierunek). ”
Wiesz jak liczy się PKB? Co to jest PKB realny a co to nominalny. Do tego trzeba wiedzieć jak liczy się inflację i jeszcze kilka innych wskaźników makro aby znać strukturę i istotę wskaźnika PKB. Ten wskaźnik nic nie mówi o rzeczywistych procesach zachodzących w gospodarce danego państwa, a jeżeli już to z pewnym opóźnieniem tak samo jak bilans handlowy i wiele wiele innych. PKB to nic innego jak inflacyjna wycena dóbr i kumulowana wartość długu w danej gospodarce. Oczywiście w Chinach ten proces wygląda inaczej niż w Polsce i innych krajach, oni gromadzą rezerwy w których wielkość szczerze mówiąc mocno wątpię.
Spójrz sobie szczególnie na PKB realny i nominalny Polski w tej chwili. W Chinach jest o niebo gorzej. U nich gwałtownie siadła konsumpcja a szaleńczo rosną ceny dóbr dlatego chiński PKB jest jeszcze wysoki.
Poza tym na wartość wielu wskaźników wpływ maja rozliczenia OTC miedzy instytucjami finansowymi, udzielane pożyczki i handel długiem i papierami wartościowymi. Dlatego najczęściej oficjalne dane bilansu płatniczego tez nie oddają dokładnie procesów zachodzących w poszczególnych gospodarkach. Nic nie mówią tym bardziej o kierunku przepływów kapitałowych
Ja całkowicie odrzucam oficjalna statystykę bo nie oddaje ona rzeczywistości gospodarczej.
Wskaźniki AT to bardzo użyteczne narzędzie do wyznaczania poziomów wejścia i wyjścia z rynku i nic poza tym. Kierunek ruchu indeksów giełdowych trzeba znać bo to zwiększa szansę na skuteczność gry.
A prognozowanie zwrotu trendu na podstawie chińskiego GDP to według mnie to nie ta droga.
***********
src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js">
zezowaty Zorro | 2009-04-03 14:18 | IP: 74.63.75.*
Ludzie, wybuchła wiosna, hosanna aż miło, cieszmy się tym, co mamy, od taty mamy i od Obamy
@Hermes Chyba trochę zgubiłem wątek, a do tej pory mieliśmy synchronizację. Pogląd, że Chiny się odczepiły jest zupełnie bez podstaw. Chwilowa załamka handlu światowego, redukująca ich eksport, nic nie zmienia. Napompują koniunkturę, ruszy eksport.
Jeszcze raz zachęcam do przemyślenia mojej diagnozy wyprzedzającej. Zezo mówił, że nic nie zmieni. I nic nie zmieniono.
1. Księzycowa, niedowartościowana waluta RMB, niewymienialna. Nieśmiałe swapy na barter po 200 mld mają się do handlu z Jankiem jak mucha do kota.
2. Rosnąca dynamika nadwyżki handlowej CN, wynikająca z kumulatywnych efektów jakościowych (efekt skali, zmiana technologii itd.) Dość powiedzieć, że jest chyba trzech producentów podeszew do butów i wszyscy skośnoocy. Kpl. podeszew kosztuje 0,50 usd i jest tłuczony w miliardach. Spróbuj to zrobić w porównywalnej cenie.
3. Zgaszenie ataków na zmianę układu; z jednej strony Geithner (manipulacja kursami), z drugiej Hu Intao z MFW i SDR. Nic się nie zmienia. Pompujemy i jedziemy dalej.
4. Biuro Polityczne kazało dalej pompować eksport, aby dać robotę milionom i oni to robią, dodali dodatkowe zachęty, żeby wzmocnić jeszcze eksport w totalnej załamce. W tyłek dostają Japonia i Indie, nadwyżka CN spadła stosunkowo najmniej.
Powyższa diagnoza jest niestety spójna z obserwacją Schiffa, który trafnie zauważa, że nadwyżka handlowa CN przy powrocie koniunktury wzrośnie do 1 bln/rok. Zwracam przy tym Twoją uwagę na moją konstatację, że głęboką przyczyną i oznaką nieuchronnośći tego kryzysu była moim zdaniem własnie nie do utrzymania dodatnia dynamika nadwyżki Chin. W związku z tym, że nie usunięto wczoraj żadnej z przesłanek do niej prowadzących, a wręcz spetryfikowano układ, kładąc na niego tonę szminki, niewypłacalność jueseju (quo vadis lollar) jest gwarantowana. To mówi Schiff. Nie zgadzam się natomiast, co do motywacji przeydenta Hu. Biorąc pod uwagę, pod jakim jest ciśnieniem, zachowuje się po konfucjańsku (nie bój Stachu, ja sam w strachu). Nie znaczy że towarzysze nie potrafią mordować. Potrafią. Dla nas ‘89 to był początek wolności, a dla nich Tian-An-Men. China dziś nie ma innego (lepszego) wyboru. Status quo, pompujemy flaka i jedziemy. Niemniej dysproporcja jest coraz większa i do zderzenia dojść musi. Tylko kiedy Watsonie, bo nie dziś.
*************
Hermes | 2009-04-03 14:59 | IP: 91.192.88.*
@ZZ
ZSRR próbował tego typu mechanizmu dużo dużo wcześniej i rozliczał się niewymienialną na rynku jednostka rublem transferowym w rozliczeniach RWPG.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ruble_transferowe
Jak skończyły się karkołomne manipulacje kursem rubla transferowego w stosunku do dolara widać w tabeli 1980 -1981.
Mam wrażenie, że Chinom podczas załamki bilansu handlowego i w obliczu nieuchronnej katastrofy załamania kursu Yuana zależy na zapewnieniu sobie taniego importu. Argentyna jest bardzo dużym eksporterem zbóż, których na rynku azjatyckim już niedługo będzie bardzo brakować.
**************
Hermes | 2009-04-04 12:35 | IP: 91.192.88.*
Dla zainteresowanych kursem chińskiej waluty
http://www.x-rates.com/d/CNY/table.html
1$ = 6,7 yuana
1 yuan = 1,46$
Parytet taki był do utrzymania tylko dlatego, ze chiny miały mocny eksport. wartość wolnorynkowego kursu MWF i Bank Swiatowy ustalił na 1,5 - 3 yuany = 1 dolar.
Nie da się utrzymać bez eksportu na dłuższą metę takich proporcji. Już niedługo znikną chińskie rezerwy i jeżeli władza nie uwolni kursu walutowego a z zagranicy nie zacznie ponownie płynąć kapitał to połowa chińczyków umrze z głodu jak za czasów rewolucji kulturalnej.
**************
src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js">
W skrócie nasza dyskusja streszcza się do tego, że Hermes przewiduje tragiczne konsekwencje dla Chin w efekcie załamania ich eksportu. Porównuje ich sytuację do naszej z lat '80, kiedy byliśmy uzależnieni od rynku eksportowego w rublach, który nagle się załamał i w sklepach zabrakło wszystkiego. Ja z kolei wskazując na dane bilansu handlowego Chin twierdzę, że nic bardziej mylnego. Owszem, chiński motor eksportowy pracuje zaledwie na pół gwizdka, ale nadal pracuje. Co więcej, cały czas wypracowuje nadwyżkę, czyli nie dość że Chińczycy nie muszą naruszać swych rezerw na pokrycie bieżących potrzeb, ale je nadal rozbudowują, co daje im ogromną swobodę w wyborze dalszych działań, w tym tzw. stymulacji rynku wewnętrznego.
Jest jeszcze jeden aspekt, który powszechnie jest niezrozumiały. Otóż chińska nadwyżka handlowa wskazuje tendencję rosnącą, pomimo pogarszających się terms of trade. W roku 2008 juan wzmocnił się o ok. 15% (było błędnie osłabił), a mimo to nadwyżka w handlu ze Stanami podwoiła się. To oznacza, że przy odbudowie koniunktury eksport chiński literalnie wystrzeli w kosmos, teraz wystarczy że ich moce produkcyjne zostaną utrzymane na pół mocy w gotowości do wznowienia produkcji.
W obecnym stanie handlu amerykańska recesja jest eksportowana w świat, ale głównie do krajów o drogiej produkcji, czyli Niemiec i Japonii, których eksport spadł w styczniu o ok. 50%! Eksport chiński spadł o ok. 25% i nie jest to - przynajmniej na razie - wielki dla nich dramat. W ciągu konsumpcyjnym Chiny znajmują miejsce taniego dostawcy, który w warunkach recesji odchodzi ostatni. Dlaczego? To proste. Kiedy ludzie oszczędzają, kupują tanie produkty. Dość powiedzieć, że jedyna sieć handlowa, która odnotowała wzrost w ub. roku to Wal-mart, największy klient chińskich dostawców. Na naszym podwórku wystarczy spojrzeć na rozwój sieci Lidl i podobnych.
Kto zatem ma rację? Spojrzyjmy na wykresy aktualnych danych handlowych, oczywiście dzięki wszechwiedzącemu Bratowi Zecerowi.
Eksport-import CN
Oczywiście załamanie, ale w takt spadku eksportu, podobnie - a nawet bardziej - spadł import, nadwyżka pozostała na podobnym, wysokim poziomie, rzędu 60 mld$ miesięcznie.
Dynamika eksport-import CN
Załamanie ekportu spowodowało szybszy spadek importu (polepszyła się rentowność handlu!)
Nadwyżka handlowa CN
Owszem, załamanie zatrzymało przyrost nadwyżki, ale nie spowodowało jego obniżki!
Co to oznacza? W skrócie zezowaty powie skromnie, że wszystkie ruchy w chińczyku na razie wygrał. Co będzie dalej, nikt nie wie, ale na razie Chinom nie grozi powtórka z RWPG ani głód, braki surowców itp. Wygląda na to, że sekretarze pod wodzą Hu Intao są dobrymi planistami i w razie pogłębienia się obecnej recesji mogą ukłonić się jeszcze niżej. Mają zapas... Ugnij się, a zwyciężysz. To stara chińska maksyma judo. Na razie działa i - według zezowatego - działać będzie nadal.
Chimerica w śmiertelnym uścisku nie rozpadnie się, przynajmiej w najbliższym czasie. Chińczycy nie zamierzają też zmieniać założeń swej polityki, które działają i będą działać nadal, chyba że handel światowy spadnie o dalsze kilkadziesiąt procent, na co na razie się nie zanosi. Kto by wówczas robił nasze trampki, garnki i elektronikę, nie mówiąc o samochodach...
Nie od razu da się zmienić wzajemną, toksyczną współzależność Chin i USA, Chimerica trwa, bo chyba trwa mać. Jednak dalsze jej losy nie są już takie jasne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





