Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezrobocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezrobocie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2010

Śmierć indian wg modelu



Jutro wyjdzie od dawna oczekiwana cykliczna rewizja danych o miejscach pracy (miesięczna)w USA i będzie tragiczna: -800 tysięcy. Na szczęście nie dotyczy sytuacji obecnej, tylko sprzed roku. Jakie to ma znaczenie dla nas obecnie? Dwojakie. Po pierwsze ukazuje regularny mechanizm fałszowania danych, wbudowany w statystykę, która - jak mawiał d'Israeli - jest najwyższym rodzajem kłamstwa. Po drugie, kończy pewną hałaśliwą "polemikę" na tych łamach zupełnie jednoznacznie. Poprzednio wskazywałem na - potwierdzone empirycznie z małym opóźnieniem - systematyczne zaniżanie statystyk bezrobocia poprzez przesuwanie faktycznie bezrobotnych do kategorii nie poszukujących, którzy z niewielkim opóźnieniem pojawiają się w innych zestawieniach pracowniczych, na przykład EUC (emergency unemployment compensation).

Istnieje drugie poważne źródło systematycznego zaniżania statystyk bezrobocia, którym jest wadliwe przy zmianach koniunktury - jak otwarcie przyznaje samo Bureau of Labor Statistics - tzw. birth/death model. Wbrew nazwie nie dotyczy eutanazji indian, ale pewnej sztuczki obliczeniowej, która szacuje liczbę nowo tworzonych miejsc pracy ze statystyk zakładanej/likwidowanej działalności gospodarczej. Szacunki te są w okresie recesji trwale zaniżone, zatem będzie konieczna ich rewizja w przyszości. Jutrzejsza rewizja za marzec 2009 powinna wynieść -824 tysiące. Ukazuje to skalę zafałszowania danych o bezrobociu. Zobacz na obrazkach (Miszka ze stron Bloomberg - tu jest interaktywna symulacja).





Jak dobitnie pokazuje obrazek dolny, systematyczna różnica między modelem (estymata wpisana do bieżącej statystyki), a rzeczywistością, jest coraz większa (coraz więcej trzeba dodać w miesięcznej statystyce bezrobocia). Oprócz kilkusettysięcznej armii indian, którym kończy się zasiłek (300-500 tys.) mamy zatem jeszcze drugą armię, liczącą nawet 800 tys. (na miesiąc). Wychodzi na to, że bieżące statystyki bezrobocia, o czym pisano tu wcześniej, przypominają plebiscyt idio-tele, skoro dane o bezrobociu, w których zwolennicy powrotu koniunktury widzą sukces, gdy bezrobocie wzrośnie o 50 tysięcy miesięcznie, a w rzeczywistości (po korektach) o milion.

Obrazki dedykuję bolszewickim koneserom manipulacji i polecam źródło danych - Bloomberg. Gdyby faktycznie byli tak biegłymi ekonomistami, za jakich się uważają, zauważyliby, że w czasie kiedy pisałem o wątpliwościach ze statystykami bezrobocia w Stanach, wiedza o tym przechodziła już do mainstreamu. Oszczędziliby sobie beznadziejnego ataku szczerbatego na suchary. Do skutecznej propagandy trzeba mieć prawdziwą wiedzę, a nie wiarę, bowiem liczby nie kłamią, trzeba je tylko umieć czytać.

© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 8 stycznia 2010

Indianie nie giną tak łatwo



Na potwierdzenie słabości rynku pracy dzisiejszy raport z USA (rozczarowujący?), który według Bloomberga był najpierw pozytywny (wzrost bezrobocia się zatrzymał), aby po pół godzinie zmienić się na słaby (poprawa rynku pracy była chwilowa). Zmiana tonu komentarzy wynika z ewidentnej sprzeczności pierwszej wersji z foreksem, gdzie dolar pięknie i obrazowo się zwalił (o tym później). Stwierdzenie w ogóle faktu zmian komentarzy tzw. "specjalistów" już daje sporo do myślenia. Co to za specjaliści, których zaskakuje reakcja rynku i próbują to ukryć? Ale do rzeczy, co w tym raporcie jest nie tak i co miało być tak, a dolar nurkuje bo jest rozczarowany?

Po pierwsze trzeba zauważyć, że dane wcale nie są złe. Po prostu jest dalszy spadek zatrudnienia, choć słabnący. To zapowiadał i przewidywał zezowaty, bo to jest oczywiste i widać na wykresach. Euforia, spowodowana sztuczkami w listopadzie była przedwczesna. Stąd taka negatywna reakcja teraz. W listopadzie podobno przybyło miejsc pracy, a w grudniu znowu ubyło. Fiku-miku i indianie się odnaleźli, dane z listopada skorygowano w dół (większe bezrobocie) w grudniu nie zrobili sztuczek i wyszło, że rynek jest rozczarowany. Wszyscy oczekiwali odbicia, wzrostu zatrudnienia, a tu plajta.

Zmanipulowane oczekiwania sprzed świąt stworzyły wrażenie odwracania rynku pracy, trwałego ożywienia. Okazuje się, że nie jest to takie proste, bo bezrobocie - mimo że już niewiele - jednak ciągle wzrasta. Rynek nie traci już dużo miejsc pracy, ale nie tworzy nowych. Do ożywienia rynku pracy daleko. Więcej: prawdopodobnie okres wysokiego bezrobocia będzie trwał kilka ładnych lat, nawet przy ekspansji gospodarki. Jak widać, czarowanie liczbami szybko się kończy, zauważyłem tu już, że indianie z listopada szybko się odnaleźli na awaryjnych zasiłkach EUC (350 tys), a w grudniu dołączyło do nich blisko 200 tys. nowych. Rynek pracy jest słaby i na razie taki pozostanie, nawet po odbiciu, które i tak będzie rachityczne, bowiem jest napędzane wsparciem rządowym, subsydiami dla banków i innymi złodziejskimi mechanizmami dystrybucji pieniądza wśród rekinów, a nie zdrowym rynkowym popytem na towary i usługi. Jak się skończą zapomogi, skończy się księgowy wzrost i tyle.

Teraz obrazek, który to wszystko ładnie podsumuje, żeby już was żaden doktor od statystyk nie zaginał, że indianie są, a jednak ich nie ma. Indianie tak łatwo nie giną.



Po pierwsze przeciętny okres trwania bezrobocia stale się wydłuża i osiągnął maksimum 25 tygodni, czyli pół roku! Tyle przeciętnie człowiek nie może znaleźć zatrudnienia.

Po drugie stale rośnie odsetek długotrwale bezrobotnych (co tłumaczy rozdęcie świadczeń awaryjnych EUC) - odsetek wykluczenia ze świadczeń osiągnął właśnie 52%.

Po trzecie obydwa wskaźniki są w fazie wzrostu i nie wyglądają na rychły nawrót. Powoli powinny zacząć tracić dynamikę w trakcie roku 2010. Możliwe jest też rychłe zatrzymanie i odwrócenie, ale to wymagałoby dynamicznego odbicia otoczenia, a na takie się nie zanosi. Tu dochodzimy do istoty rozczarowania. Otóż nadzieja na odbicie w listopadzie-grudniu była uzasadniona, możliwa, racjonalna. Stąd także jej zanegowanie jest całkowicie racjonalne (tu ukłon do Bloomberga). Indianie zniknęli na chwilkę i wracają.

Po czwarte wreszcie wykres maluje piękny kanał, pokazujący postępujące od połowy ub.w, regularne psucie dynamiki rynku pracy. Widać na nim jak w soczewce, że kolejne recesje były dla pracowników coraz głębsze (dłużej szukają pracy). Po prostu kolejne cykle koniunkturalne najwyraźniej coraz mniej potrzebują pracowników dla zwiększenia wydajności i obrotów. Coraz więcej (i lepiej) robią maszyny, a właściwie Chińczycy i Indusi. Otóż kolejne ożywienia tworzą miejsca pracy za granicą Stanów. To jest widoczne na tym wykresie i znowu nie stanowi zaskoczenia, bo piszą o tym od lat '80 ub.w. Globalny model gospodarczy tak już ma i dla gospodarki opartej na usługach to wcale nie jest dobrze. Usługi w rosnącej mierze także można outsourcować za granicą, tak jak produkcję towarową. Jeśli nie wierzysz, musisz poważnie pokontemplować ten wykres, bo na nim to właśnie jest wyrysowane, postępująca utrata zdolności do generowania miejsc pracy dla tubylców. Cenna nauczka dla krajów o wysokiej stopie życia. Globalizacja wyrównuje poziom życia, ale wcale nie tak, jakby sobie życzyli indianie. Hawk!

© zezorro'10 dodajdo.com

piątek, 18 grudnia 2009

Jak sikać pod wiatr, czyli bezrobotni agresywni



Wywiązała się ostatnio w związku z danymi o hamerykańskim bezrobociu niejaka pyskówka, do uczestnictwa w której namawiał mnie zdezorientowany herbarz.

Zważ, że w moim tekście pierwotnym, oraz wtórnym nie odnoszę się ani słowem tekstów innych publikacji polemicznych, w tym blogów. Na "poprawki" szanownego dyskutanta, zarzucającego mi manipulację, wygłoszone pod pierwszym tekstem odpowiedziałem rzeczowo i zgodnie ze stanem faktycznym

Uwagi w większej części nie odnoszą się do mojego tekstu, bo polemizują z twoim wyobrażeniem tego co napisałem, a nie tekstem jako takim. Po drugie częściowo są nieprawidłowe merytorycznie, więc dałeś plamę. A po trzecie - w związku z dwoma powyższymi - recenzja jest niegrzeczna, więc nie będę odpowiadał, bo szkoda mi czasu. Skąd bierzesz ten mentorski ton "prostuję, dementuję, pouczam"? Możesz mieć rację. Mi to obojętne, naprawdę, popracuj nad tym sam. Poczekaj na następne dane, ja wiem jakie będą, a ty możesz zgadywać :)


odmawiając polemiki z wydumanymi "zarzutami".

I rzeczywiście, jak na zawołanie kolejne dane potwierdziły moją hipotezę i opisałem to w drugim tekście, który całkowicie polemistę wytrącił z równowagi. Zauważ, że także tam nie ma żadnego odniesienia do jego tekstów i objaśnień dla ubogich. Ani słowa odniesienia do jego osoby, jego bloga i jego nauk. Niemniej najwyraźniej poczuł się tak dotknięty, że wysmażył na ten temat cały felieton, z zaszczytnymi cytatami.

W związku z tym, że w swoim tekście, niesprowokowany zarzucił mi osobiście manipulację oraz ignorancję, zasługuje na odpowiedź na pierwotne "zarzuty". Nie dlatego, abym potrzebował się tłumaczyć, tylko dlatego, że właśnie ten personalny atak jest dowodem na chamstwo, agresję, manipulację faktami oraz ignorancję. Oto one po kolei.

1. Raport o liczbie miejsc w sektorze pozarolniczym i raport o poziomie bezrobocia to dwa rozne raporty i dwie rozne metodologie.


Owszem i w żadnym miejscu nie twierdzę inaczej. Oba wskazują na stały wzrost bezrobocia.

2. Innymi slowy na to, ze w listopadzie raport NFP pokazal tylko -11 000 nie mialo wplywu odejscie 350 000 ludzi z rynku pracy.


Na bardzo dobry wynik listopada złożyło się wyłącznie nadzwyczajne zniknięcie 350 tysięcy ludzi ze statystyk U1. Bez niego trend pozostałby niezmieniony. Potwierdzają to dziesiątki analiz oraz konsens specjalistów od rynku pracy, dla których wynik był szokująco dobry (oczekiwano spadku o 125 tys.)

3. Podobnie - fakt, ze ubywa tyle a tyle miejsc pracy nie ma bezposredniego wplywu na dane o bezrobociu poniewaz sa to DWA ROZNE RAPORTY


Dane o bezrobociu i miejscach pracy to dwa, a nawet więcej raportów, ale co ma piernik do wiatraka? Z raportu listopadowego zniknięto 350 tys. dusz. Co się z nimi stało, anihilacja? Nie, zaraz pojawią się po korekcie, albo przy innym zasiłku.

4. Nieprawda jest, ze 350 000 ludzi zniknelo poniewaz skonczyly im sie zasilki. Ci ludzie znikneli poniewaz PRZESTALI AKTYWNIE SZUKAC PRACY lub odeszli z rynku pracy na stale.


Kolejne dane potwierdzają hipotezę, że armia bezrobotnych zniknięta w listopadzie ujawniła się w zasiłkach EUC, tzn. skończyły im się zasiłki i nie mogą ubiegać się dalej o niego. W innym wypadku nie mogliby pójść po zasiłek.

5. Nieprawda jest tez, ze tak zwane U6 odpowiada europejskim standardom mierzenia bezrobocia. To najszersza miara bezrobocia, do ktorej zalicza sie na przyklad osoby pracujace na pol etatu albo 3/4 etatu a chcace pracowac na caly etat.


Nieprawdą jest, że ja twierdzę, iżby U6 odpowiadało eurostandartom. Napisałem, że "U6 jest najbliższe europejskim miarom bezrobocia", które są szerokie, znacznie szersze od U1. Co ciekawe, dla Twojej wiadomości, osoby pracujące na 3/4 etatu, a gotowe pracować na całym, liczone są jako 1/4 bezrobotne. Oddaje to proporcjonalną, zdroworozsądkową miarę potencjalnego zasobu siły roboczej, gotowej do pracy, ale nie wykorzystanej, czyli zapas niewykorzystanej mocy.

W związku z tym, że dosłownie wszystkie "zarzuty" są chybione, polemika nie ma sensu, bowiem fachowiec który je formułuje, działa w złej wierze, wpierając adwersarzowi poglądy, fakty i interpretacje bez pokrycia. To wypełnia definicję manipulacji wg słownika języka polskiego, a napastliwa kontynuacja takiej pseudopolemiki, przy użyciu pseudofaktów jest zwykłym chamstwem. Nie zabiegałem o takie polemiki, wręcz - jak łatwo sprawdzić - chciałem ich uniknąć. Dyskusja na temat faktów jest poniżej mojej poprzeczki. Koń jaki jest każdy widzi i może sobie wyrobić o nim zdanie. Jeśli potrzebuje komentarza do oczywistości, jest i tak stracony. Jeśli ulegnie hochsztaplerom, ma problem.

Nie zamierzam poprawiać cudzych błędów, każdy popełnia swoje. Nie zamierzam także dyskutować z kimś, kto wie lepiej ode mnie, jakie mam, albo - co gorsza - jakie powinienem mieć zdanie, a na pewno nie mam ani ochoty ani przyjemności na wymianę grzeczności ze specjalistami, dla których przytoczenie danych jest manipulacją. Pozostawiam im krzewienie wiary, ja do niej nie przystępuję, bowiem istotnie, jak trafnie zacytował uczony adwersarz,
koneserów robienia mi wody z mózgu olewam zgodnie z kierunkiem wiatru
.

Z faktami się nie dyskutuje, podobnie jak nie sika się pod wiatr. Jeśli masz kłopoty z ich zrozumieniem, to twój problem. Nie ma to nic wspólnego z manipulacją. To się nazywa ignorancja, ex definitione. Podobno nie boli.

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 10 grudnia 2009

Gdzie zginęło 300 tysięcy indian

Otóż drogi Watsonie dyskusja z faktami (oraz prorokami jedynej prawdy) przypomina trochę sikanie pod wiatr, dlatego zezowaty unika, jak tylko może - szerokim, ostrożnym łukiem, esteci nazywają to nadwrażliwością. Owóż szukaliśmy ostatnio armii ponad trzystu tysięcy indian, którzy zginęli ze statystyk bezrobocia przy krojeniu indyka. "Trwale opuścili rynek pracy". Zezowaty postawił hipotezę, że zwyczajnie skończyły im się trwałe zasiłki (6 mies.), nie zostali pokrojeni z indykami i nie udali się do krainy wiecznych łowów, ani Meksyku. Zniknęli tylko ze statystyk U1.

Dziwnym trafem w przyrodzie nic nie ginie i wypisz wymaluj armia ponad trzystu tysięcy indian (dodatkowo) nagle pojawiła się dziękczynnie po awaryjne zasiłki EUC (Emergency Unemployment Compensation). O wszystkim oczywiście melduje dziś Ministerstwo Pracy.

PERSONS CLAIMING UI BENEFITS IN FEDERAL PROGRAMS (UNADJUSTED)
WEEK ENDING Nov. 21 Nov. 14 Change Prior1Y

Federal Employees
23,344 24,521 -1,177 15,655

Newly Discharged Veterans
33,605 36,358 -2,753 22,286

Railroad Retirement Board
11,000 11,000 0 3,000

Extended Benefits
407,455 597,688 -190,233 23,569

EUC 2008
4,178,780 3,851,051 +327,729 729,25

Oczywiście drogi Watsonie, możesz spokojnie dyskutować z faktami, ale rozsądny człowiek wie od przedszkola, że indianie tak łatwo nie znikają, zwłaszcza przy indyku, bo Winnetou był przeca mistrzem noża. Poza tym sikanie pod wiatr jest nieestetyczne, lepiej ustawić się z innymi po zasiłek. 

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Rozwolnienie dolara 22: bezrobocie

Kilka osób czeka na ten wpis, bo sytuacja jest ciekawa. Co tam panie z dolarem, odbija się od dna, tak jak zapowiadał Faber? Trzeba to zebrać i poskładać, bo sytuacja wcale nie jest jasna.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to oczywista wymówka do piątkowego ruchu, mianowicie komunikat o bezrobociu. Tym razem chłopcy i dziewczęta z BLS pojechali po bandzie i według nich za listopad nie tylko nie wzrosło, ale wręcz spadło, z 10,2 do 10,0%! Jakie to cudowne czary trzeba odprawić, żeby przy kurczącej się liczbie etatów zmniejszyć bezrobocie, opisałem latem we wpisie Bezrobocie wzrosło To znaczy spadło Alleluja! W listopadowe długie wieczory amerykańscy statystycy swego oszałamiającego spadku bezrobocia (wyniki wstępne, podlegające późniejszej rewizji) dokonali, wyprowadzając poza rynek pracy ok. 350 tys dusz, czyli mniej więcej tyle ile w listopadzie ubyło etatów naprawdę. Po tym cudownym antygogolowskim zniknięciu ubytek pracy wyniósł oszałamiające 11 tys, czyli w granicach błędu. Bazując na tym jednym tylko wskaźniku możnaby powiedzieć, że USA właśnie wkroczyły w niewątpliwy okres ekspansji, bo bezrobocie zaczęło się kurczyć! Nic dziwnego, że konie niecierpliwe czekające w blokach giełd na tę wiadomość natychmiast pognały jak szalone (zaraz o tym szczegółowiej).

Cud ze świątecznym spadkiem bezrobocia staje się jasny natychmiast po sprawdzeniu wskaźnika tzw. szerokiego bezrobocia U6, który odpowiada mniej więcej standartom europejskim, który w listopadzie wzrósł do poziomu 17,5%. Taki poziom bezrobocia, przy którym zamorscy sojusznicy nam zaczynają zazdrościć, panuje naprawdę. Poprzednie dane wyglądają następująco (źródło).

MONTH..........LABOR FORCE.......EMPLOYED.....UNEMPLOYED..UNEMP RATE/SA RATE*

2008

October  155,012,000 145,543,000 9,469,000 6.1% 6.5%

November 154,624,000 144,609,000 10,015,000 6.5% 6.8%
December 154,349,000 143,350,000 10,999,000 7.1% 7.2%

2009

January  153,445,000 140,436,000 13,009,000 8.5% 7.6%

February 153,804,000 140,105,000 13,699,000 8.9% 8.1%
March    153,728,000 139,833,000 13,895,000 9.0% 8.5%
April    153,834,000 140,586,000 13,248,000 8.6% 8.9%
May      154,336,000 140,363,000 13,973,000 9.1% 9.4%
June     155,921,000 140,826,000 15,095,000 9.7% 9.5%
July     156,255,000 141,055,000 15,201,000 9.7% 9.4%
August   154,897,000 140,074,000 14,823,000 9.6% 9.7%
September153,617,000 139,079,000 14,538,000 9.5% 9.8%
October  153,635,000 139,088,000 14,547,000 9.5% 10.2%

LAST 12 MONTH

AVG      154,370,500 140,783,667 13,586,833 8.8% 8.6%


Jak dokonał się antygogolowski cud? Ano ponad trzysta tysięcy luda znikło po świętach dziękczynienia ze statystyki. Umarli, czy co? Nic z tych rzeczy, przestali być liczeni jako bezrobotni, bowiem skończyły im się zasiłki. Być może kolejne miesiące przyniosą następne redukcje, bo fala osób tracących zasiłek, a nie zatrudnionych ponownie (trwale bezrobotni) narasta. To tytułem wyjaśnienia fenomenu spadającego na Mikołaja bezrobocia.

Ciekawie na tym tle zachowały się rynki. Punktualnie o 14.30 dolar poszybował w górę o jakieś sto pipsów, oddając wrażenie, że Stany wychodzą z recesji, zatem niebawem będą potrzebne podwyżki stóp, co niechybnie podniesie dolara. Poza tym rosnąca gospodarka będzie na czele peletonu i to już wystarczy do odwrócenia trendu spadkowego na dolarze. Pojawi się w końcu popyt inwestycyjny na dolarze, zamiast ciągłej ucieczki w aktywa rynków wschodzących.

Minutę po ruchu na foreksie zareagowała ropa, wystrzeliwując z poziomu ok.78 do prawie 80, aby po ochłonięciu, po około dwóch godzinach, spaść poniżej punktu wyjścia i wrócić na koniec dnia na poziom trochę niższy od początkowego. Z punktu widzenia surowców, koniecznych do produkcji, czyli potwierdzenia ekspansji, spadek bezrobocia okazał się żadną informacją już po dwóch godzinach. Nie ma końca recesji, nie ma oczekiwania na wzrost popytu, ropa nie ma siły przebić 80 dol. za baryłkę, bo i ta cena jest trudna do utrzymania i wynika z superspekulacyjnego popytu na kontraktach.

Złoto zareagowało trochę z opóźnieniem, ok. dwóch minut i od razu mocno negatywnie, w trzech krótkich ruchach zjechało około pięć procent. Po tym przebiegu można odczytać, że złoto zignorowało raport o bezrobociu, a obsuwa na złocie wynikła ze skokowego wzrostu zabezpieczenia na jakiejś dużej transakcji w walucie niedolarowej (relatywny wzrost ceny w tej walucie) i konieczność awaryjnego zamykania pozycji. Prawdopodobnie chodziło o jakąś walutę azjatycką. Korekta na złocie należała się od dawna, więc w sumie stało się dobrze, niemniej przestrzegałbym przed zbyt wielkim optymizmem wrogów kruszcu. Wygląda na to, że złoto bardzo szybko wróci powyżej poprzeczki 1200.

Co reakcja na bezrobocie mówi nam o dolarze? Bardzo dużo. Otóż po pierwsze potwierdza, że wzrostowa korekta na dolarze zbliża się nieuchronnie. Wygląda wręcz na to, że plan Benka bezbolesnego uśpienia dolara, czyli zeszmacenia dolarowych długów w jednym, gładkim i rozciągniętym w czasie posunięciu, jest niemożliwe. W okolicach usdeur .670 - .625 jest dziś istne pole minowe, jak trawnik wielkiego osiedla zimą. Rynki surowców i giełdy wschodzące, napompowane tanim dolarem tylko czekają na pretekst do zwijania pozycji. Dolar w tej okolicy stał się nad wyraz kruchy i podatny na korektę w górę. Wystarczy iskra, żeby go porwać do góry.

Z drugiej strony, jeśli wszystko dalej pójdzie gładko, nic nie stoi na przeszkodzie, aby osiągnąć zakładany poprzednio poziom .625, niemniej - z uwagi na kruchość dolara właśnie obserwowaną - jest to coraz mniej prawdopodobne. Najbardziej spójny scenariusz to duża korekta na giełdach, skutkująca ochoczym wyrwaniem dolara, które zaowocuje zainicjowaniem wtórnego sprzężenia likwidacji carry-trade. Korekta dolarowa będzie więc mocna i złośliwa.

Być może piątkowa akcja była przygrywką, próbą generalną przed większym ruchem. Z tej próby wynika, że świąteczny dolar jest bardzo obiecującym obiektem spekulacji. Na pewno wiadomo, że ruch został wywołany na foreksie księżycowym raportem, sugerującym rzekome ożywienie rynku pracy. Surowce w te bajki nie wierzą, ale dolar jest naszykowany (jak to mówią na Śląsku richtig narychtowany) do zabawy i aż przestępuje z nóżki na nóżkę. Przyjaciele lolara są gotowi w blokach...
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 5 września 2009

Mieszane figury czyli taniec z liczbami

Z okazji poniedziałkowego święta pracy w USA (Labour Day) polscy robotnicy i chłopi składają amerykańskim towarzyszom braterskie pozdrowienie. Niech was tam międzynarodowy kapitał za bardzo nie uciska, czego i sobie życzymy. Co prawda, wasze związki zawodowe wykazują ostatnio dziwną słabość, ale - miejmy nadzieję - wrócą do zdrowia - po okresie neoliberalnego upadku.

Z tej przeto okazji zezowaty musi zająć się palącą sprawą bezrobocia, które - jak wynika z ostatniej notatki (Bezrobocie wzrosło. To znaczy spadło. Alleluja!) - prostą sprawą w świecie statystyki najwyraźniej nie jest. Co prawda, dla nieco zorientowanych, jest oczywiste iż kręgosłup związków zawodowych został na najbliższe lata trwale przetrącony z powodu trendów koniunkturalnych. Średnia płaca w USA będzie nieuchronnie spadać, podobnie jak siła nabywcza. Wynika to z bezwzględnej logiki cyklu dekoniunktury i arbitrażu zarobków. W deflacyjnym otoczeniu, z ogromnymi zapasami wolnych mocy oraz rosnącym bezrobociu, siła negocjacyjna oraz nacisk na podwyżki płac po prostu znikają. Dość powiedzieć, że w ub. roku w Stanach odbyły się dwa strajki, przy średniej z początku dekady w okolicy sześćdziesięciu!

Teraz aktualne dane z rynku pracy świętujących w poniedziałek. Jak donosi FMC Management
Mieszane figury z USA Rynek pracy w dobie kryzysu

Dziś poznaliśmy najważniejszą figurę w tym tygodniu, którą był raport z amerykańskiego rynku pracy. Publikowane wcześniej zmiana zatrudnienia według ADP, a także liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, pomimo iż były lepsze od wcześniejszych odczytów, to były gorsze od prognoz dlatego spowodowały wzrost niepewności co do piątkowego, comiesięcznego raportu. Ten natomiast zaskoczył z jednej strony pozytywnie a z drugiej negatywnie. Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych wyniosła -216 tys. wobec oczekiwań na poziomie -225 tys., które i tak wydawały się optymistyczne. Tym, co jednak zaniepokoiło to rewizja w górę poprzedniego odczytu, a także opublikowana wysoka stopa bezrobocia na poziomie 9,7%, podczas gdy analitycy prognozowali 9,5%. Tak jak niejednoznaczne były dane, tak niejednoznaczna była pierwsza reakcja.


Reakcja zezowatego na statystyczne figury - jak i poprzednio - jest za to całkiem jednoznaczna. Po pierwsze dwunasty z kolei miesiąc w Stanach więcej osób straciło pracę, niż ją znalazło. Jakich figur by nie wyczyniali tancerze od statystyki i zaklinacze węży, nie zmieni to faktu, iż proces kurczenia się aktywności zawodowej pozostaje na alarmującym, depresyjnym poziomie - ponad 200 000 na miesiąc - od kilku miesięcy i wcale nie zamierza osłabnąć. Z oglądu liczb wynika, że likwidacja miejsc pracy w Stanach będzie trwała jeszcze co najmniej do przyszłego roku.

Po drugie, hokus-pokus z prognozami i rewizjami jest tak dziecinnie naiwny, że wydawałoby się, iż powinien przestać działać już dawno temu. Surprise! Działa za każdym razem. Bezrobocie w górę, giełda w górę. Jest pięknie, bezrobocie rośnie, ale mniej od prognoz. Haha, spadamy, ale wolniej niż obawialiśmy się wczoraj. Rozbiliśmy okno, ale to nic, połowa szyby jest gładka. Poza tym mamy jeszcze cztery okna i te są całe. Ile kół ma traktor? Trzy... ma dobre.

Sztuka z prognozami polega po prostu na tym, że w oczekiwaniu na święto pracy nie wypadało podawać zbyt czarnych prognoz. Co robi statystyk? Rewiduje poprzednią prognozę, przesuwając 50 000 dusz do poprzedniego miesiąca, co powiększa wzrost bezrobocia w czerwcu, no ale w lipcu przecież spadło mniej. Podobne sztuki są wyczyniane nagminnie przez wszystkich centralnych statystów, bo takie jest przykazanie władzy. Warto zatem - zamiast czytać durne teksty o figurach - sprawdzić statystyki zbiorcze za kwartał/rok, a prognozy brać z odpowiednią dozą krytyki.

Poziom bezrobocia w Stanach wynosi obecnie - wedle europejskich norm - 16,7% i nie będzie spadał przez najbliższe lata. Co do metodologii liczenia istnieje naturalnie wiele nieporozumień i kłamstw. Dość przypomnieć, iż jeden z wiodących polskich statystyków wykazał się totalną ignorancją w tej mierze, zarzucając niezrozumienie arkanów statystyki analitykowi Piotrowi Kuczyńskiemu. Fragment jego tekstu o różnicach w metodologii liczenia bezrobocia w USA i Europie wstawił (bez podania źródła) na swoim blogu z uwagą, iż Stany wypełniają normy Międzynarodowej Organizacji Pracy. Co ma się tak, jak piernik do wiatraka. Nie spełniają - i nie mają ambicji spełniać - norm i wytycznych komisarzy z Brukseli. Mają swoje wytyczne i sztuki. Bezrobocie liczą po swojemu, tak jak procenty ;)

Skoro zatem sami statystycy wyglądają na zagubionych, a redaktorzy wyczyniają akrobatyczne figury, zezowaty wyjaśnia. Bezrobocie w USA od czasów Clintona (U1) obejmuje tylko pobierających zasiłki, a osoby tracące ten przywilej przechodzą do kategorii trwale nie poszukujących (discouraged), tak jakby znikali z rynku pracy. Ponadto do statystyk nie zlicza się proporcjonalnie osób zatrudnianych tymczasowo oraz w skróconym wymiarze, co w ubiegłym roku było głównym amortyzatorem pracowniczego szoku. Pracodawcy (i bardziej pracownicy) ze zrozumiałych względów wolą ograniczać liczbę godzin i zmian, niż ciąć personel, podobnie jak w pierwszej fazie ożywienia wolą powiększać liczbę nadgodzin, zanim zaczną trwały nabór. Pierwsza faza cięć minęła, obecnie USA i w mniejszym wymiarze Europa znajdują się w fazie redukcji personelu, która - po analizie danych - nie ma najmniejszych oznak osłabienia. Do fazy trzeciej - wzrostu naborów wzrok zezowatego na razie nie sięga. Nie znaczy to, że nie przyjdzie. What comes up, must come down. Ale jeszcze nie teraz.

Co na te figury giełda? Jak pignwin na lodzie. Niepewnie.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut