(kliknij aby powiększyć) Jest reakcja na modlitwy. Pisze PB
„Braliśmy udział w złych rzeczach. Mamy powody, by tego żałować. Przepraszam za to”. Goldman Sachs bije się w piersi za udział w kryzysie subprime. Ma już pomysł, jak odkupić swe winy.
Brytyjski Financial Times informuje, że Goldman Sachs przeprasza za swoją rolę w kryzysie finansowym i obiecuje przeznaczyć w najbliższych pięciu latach 500 mln dolarów na pomoc dla 10 tys. małych amerykańskich w firm w wychodzeniu z recesji. Nad inicjatywą, o której amerykański bank informuje własnie w komunikacie prasowym, czuwać będzie komitet kierowany przez znanego inwestora Warrena Buffetta. „Poprawa w naszej gospodarce zależy od tego, jak mocno właściciele małego biznesu w USA będą pracować nad tworzeniem nowym miejsc pracy, których potrzebuje Ameryka” – mówi Warren Buffett, CEO w Berkshire Hathaway cytowany w informacji prasowej przez Goldman Sachs.
Lloyd Blankfein, szef Goldman Sachs żałował w ostatnich dniach na konferencji w Nowym Jorku, że kierowany przez niego bank uczestniczył w boomie tanich kredytów, który powiększał przedkryzysową bańkę.
Modlitwa jednak kosztuje. Ile? Niedrogo, mniej niż jedna dobra dniówka. Cóż, jest pokuta, wszystko ma swoją cenę. Ważne że ta cena jest dobra (a dzieło zbożne).
W związku z tym, że prezes GS w swojej megalomanii poszedł już tak daleko, iż jeden z jego mądrali miał czelność przemawiać ostatniej niedzieli w Londynie w anglikańskiej świątyni, pouczając, że pożyczanie na procent mieści się w zamiarach bożych i pomnaża jego dzieło, on sam - najwyraźniej nienasycowny tymi pochwałami - wyszedł z egzegezą do ludu, niniejszy tekst. Lloyd Blankfein ma czelność pouczać ludzi, że nie dość iż jego bank uczciwie zarobił swoje 10 mld na nagrody roczne, chyba najwyższe w historii. Więcej. Bank umożliwił swoją pracą pożyteczne dzieła, inwestycje, udzielił kredytów budujących nowe, społecznie użyteczne rzeczy, stąd nalezy mu sie pochwała, bo czyni boże dzieło!
Jeśli coś jest bluźnierstwem, to na pewno te megalomańskie przechwałki, puste i zarozumiałe. GS utrzymał się przy życiu, bo uratował go były prezes, pełniący czasowo funkcję ministra skarbu Paulson, a nadzwyczajne zyski, które odnotował od tego momentu "bank inwestycyjny" wzięły się nie z działalności kredytowej, tylko megaspekulacji, a w szczególności na nieprzejrzystym, oszukańczym modelu handlu elektronicznego HFT, dzięki któremu daje się wyczesać z rynku kwoty rzędu 100 mln dziennie.
Pamietając o tym dedykuję tekst inspirowany przez Huffington Post.
Prezesie nasz, który panujesz nad radą nadzorczą sławne imię twoje niech wykupi konkurencję niech przyniesie hossę jak na akcjach tak i derywatach.
Z zysków naszych dziennych daj nam prowizję przelewem i nie wódź nas na oskarżenia ale nas zawsze bail-outuj. Bo twoje jest ministerstwo finansów i skarbu i bank centralny po wsze czasy Goldman.
Masz akcje? Spekulujesz? Dobrze. Popatrz, jak to robi zawodowiec. Po rozwaleniu konkurencji w osobie Lehmana nie zostało wielu konkurentów na placu boju. W handlu CDS oraz HFT Goldie zmajoryzował rynek i robi z nim prawie, co chce. Rok temu był na krawędzi upadku? Możliwe. Dziś najwyższe nagrody roczne w historii, po kilka milionów na łebka, im się po prostu należą. Zarobili.
Ile dni stratnych miał Goldie w trzecim kwartale? Jeden. Ile średnio zarabia dziennie? Coś ponad 100 milionów. W trzy na pięć dni tygodnia zarabia ponad setkę, zazwyczaj sporo ponad :) Jakaś recesja jest podobno...
W sam raz na week-end. Polska wersja artykułu Matta Taibbi The great american bubble machine, publikowanego tu w czerwcu Pierwszy bańkier inwestycyjny świata.
Jakby się nie wyświetlało (a się nie wyświetlało OCKC) jest do czytania tu.
Odlot na złotym. W Geesie Jan Hatzius tak się napalił green shoots, że strach. Melduje rzepa.
Bank inwestycyjny Goldman Sachs zmienił szacunki dotyczące godziwej wartości (fair value) złotego. Zdaniem analityków banku, za euro płacić powinniśmy 3,54 zł
Poprzednio GS oceniał, że kurs równowagi oscyluje w granicach 4,09 EUR/PLN. Obliczenia banku odbiegają od tego, co się dzieje na rynku.
Zezowaty pójdzie dalej. Euro po trójaku. Gospodarka stoi, leży, euro po trójce się należy. Tak serio to kurs równowagi, po którym bilans handlowy się nam domyka rzeczywiście jest ponad 4 zł.
Analitycy przyznają, że to efekt gwałtownej deprecjacji polskiej waluty w trakcie kryzysu finansowego.
Zmianę szacunków Goldman Sachs uzasadnia lepszymi wynikami polskiej gospodarki (w tym rosnącym PKB).
Zdaniem GS, kurs równowagi EUR/USD to 1,2 dolara za euro. Obecnie inwestorzy płacą 1,47 dolara za europejską walutę.
Co ma dotatni PKB do szaleńczej rekomendacji aprecjacji złotego? Czy złotówka zaczęła być walutą światową, jak frank na przykład? Owszem, oprocentowanie obligacji wpływa na kurs, podobnie jak handel. Wzrost natomiast ma się do tego jak kwiat do kożucha.
Polecam wydrukować rekomendację eurusd i oprawić w ramki. 1,200 waszyngtonów za euro to było i już nigdy nie będzie. Never, ever again. Nawet na samej górce szczytu paniki rok temu lolar nie doszedł do tej poprzeczki. Tę uwagę dedykuję wszystkim biorącym gees poważnie. Według zezowatego palą im się właśnie gacie, bo wygląda na to, że wzrostowskie tańce z dziurami skutecznie zniweczyły naganianie na nieuniknione umocnienie złotego. Zamiast marszu do 4,000 złoty pomyka w kierunku 4,300. Zupełnie niezgodne z rekomendacją. Co się dzieje panie reżyserze?
O chińskich opcjach na ropie było niedawno i co z tego wynika. Warto spojrzeć na to trochę głębiej. Sprawa ani nie jest nowa, ani oczywista.
Jeśli ktoś nadal myśli, że Chińczycy pokornie pozwolą się wydoić na opcjach towarowych, w szczególności na ropie, to jest w bardzo głębokim błędzie. Oto dowód: dzisiejszy kurs surowca, który podskoczył ze słabnącego trendu o 5%. To podrygi opcji właśnie. Zebrany chronologicznie materiał pozwala przejrzeć konsekwentne stanowisko Chińczyków w tej sprawie. Okazuje się, że już przed świętami Bożego Narodzenia było jasne, że - w razie czego - Chińczycy zerwą umowy. Warto prześledzić w kontekście polskiej historii, gdzie pomimo buńczucznych podskoków Pawlaka skończyło się jak zwykle - niczym. Warto się uczyć, naprawdę.
6.05.08 Goldman prognozuje skok ceny ropy do 150-200 Bloomberg
22.10.08 Dystrybutor energetyczny Shenzen Nanshan Power potwierdza że pracownicy firmy podpisywali umowy opcyjne poza swoim umocowaniem (można się ich wyprzeć). W ten sposób puszczono pierwszy balon - jak na to zareagują zagraniczne banki - wystawcy opcji. Reuters
26.10.08 SASAC ostrzega firmy przed ryzykownymi opcjami: Citic Pacific, China Railway Group, China Railway Construction, Shenzhen Nanshan Power FT
12.12.08 Goldman prognozuje ropę po 30$ w ciągu kwartału Marketwatch
15.12.08 SASAC informuje, że akcje Shenzhen Nanshan Power drożeją maksymalnie po ogłoszeniu rozwiązania umowy z Goldman Sachs Reuters
19.12.08 Goldman kłóci się z Chińczykami o opcje na ropę Bloomberg
20.12.08 SHENZHEN Nanshan Power Co ciągle negocjuje opcje na ropę z Goldman Sachs Shanghai daily
9.01.09 Analiza możliwości zerwania kontraktów przez SASAC. Reuters ocenia że jest to możliwe, stracą banki, kwoty rzędu kilka mld. Forbes
24.03.09 SASAC nakazuje przegląd i raport wszystkich kontraktów opcyjnych Reuters
27.07.09 SASAC potwierdza, że COSCO, Nanshan Power, linie lotnicze i inne firmy mają poważne kłopoty z opcjami na ropę. Forbes
29.08.09 SASAC ostrzega banki, że umowy opcyjne mogą zostać zerwaneReuters
31.08.09 Banki amerykańskie zaskoczone twardym stanowiskiem Chińczyków, popłoch.Reuters
W związku z tym, że jest gorąco... No może nie całkiem. Tytuł pochodzi oczywiście od książki Jacka Dukaja. Jestem pod wrażeniem widzenia przyszłości na własne oczy. Ma rację czytelnik, polecając tę książkę, która wczoraj należała do gatunku fantasy. Drugi z czytelników zaproponował moim zezowatym, ale ostrym oczom, przyjrzenie się funduszom zwanym dark pools, a służącym do zbierania i wykonywania handlu papierami wartościowymi. W ten oto sposób powstał polski odpowiednik - pasujący zresztą fonetycznie - dark pools of money = czarne oceany.
Od kiedy komputer trwale pokonuje arcymistrza szachów Kasparowa, stało się jasne, że w zakresie strategii inwestycyjnych maszyna góruje nad człowiekiem, nie mówiąc już o jej szybkości i wykładniczo rosnących możliwościach. Zwykło się uważać, że co prawda komputery są miliony razy szybsze, ale nie mają inteligencji i wyczucia, dlatego nie pokonają tradycyjnych traderów. Rzeczywistość jest niestety brutalna. Dziś maszyny wykonują przeszło 70% handlu na giełdach amerykańskich, więc przeciętna transakcja kupna-sprzedaży zawierana jest przez dwie maszyny. Zostawię kwestię moralnej i prawnej dwuznaczności oświadczenia woli komputerów. Wystarczy, że są skuteczne. Nie dość, że potrafią w ułamku sekund skojarzyć miliony informacji z całego globu, zanim zdążysz mrugnąć okiem, one zdążą dokonać handlu i przejść do następnego. Ich programy (algorytmy) są zabójczo skuteczne, konsekwentne i zyskowne. Ostatnie dwadzieścia lat high finance to nie tylko portfele inwestycyjne, komputerowe modele ryzyka i egzotyczne derywaty. To także algorytmy handlu komputerowego, podparte inteligentnymi strukturami rozpoznawania wzorców, sieci neuronowe, algorytmy adaptatywne i high frequency trading.
Nie jest prawdą, że usunięcie HFT uzdrowi sytuację i wszystko powróci do normy. Wbrew wrażeniu z naszych ostatnich notatek ani HFT, ani SLP, ani Goldman nie są głównymi winowajcami. Otóż winowajcą jest człowiek, który zatracił panowanie nad maszyną i nie jest w stanie okiełznać jej możliwości, bowiem szybkość rozwoju przekroczyła próg kontroli. Dziś wyścig ekonomiczny nie polega na produkcji, ale szybkości innowacji. Uczestniczymy w bezgłośnej i bezkrwawej wojnie elektronicznego handlu, którą wygrywają mający szybsze komputery, lepszą informację i bardziej wyrafinowaną wiedzę.
Czas porzucić wyobrażenia o światowej wojnie w tradycyjnym stylu. Czy nie były granicznymi utarczkami ostatnie cyberataki na Łotwę, Japonię i Stany? Oczywiście że były. Dlaczego zatem nie zaklasyfikować globalnej wojny elektronicznego handlu tak, jak na to zasługuje? Jesteśmy świadkami wojny, która nie ma widocznych ofiar, ale toczona jest z równą zaciekłością, co wojny tradycyjne, bowiem w jej wyniku następuje transfer bogactwa, zasobów i władzy, która jest tym, co pozwala rozkazywać. W elektronicznej wojnie żołnierzami są komputery, to one powodują, że kapitał wędruje z jednych kont na inne. Nie ulegaj iluzji, że skoro ich nie widać, bo nie przybierają nawet formy papieru, a co dopiero monety, są niematerialne. Owszem, są materialne tak dalece, że Chiny są obecnie właścicielem połowy Afryki, a leader ostatniego zamieszania na rynkach (jak zwykle) z bankruta przeistoczył się w przeciągu pół roku niemalże w nową gwiazdę, zapowiadając na święta rekordowe wypłaty z zysku. Gros tego zysku, jeśli nie cały, pochodzi z tradingu, elektronicznego dodajmy. Jak to możliwe, ktoś spyta, przecież to jakieś bajki. Żadne bajki, szczera prawda, genialnie opisana w prekognicji przez Dukaja.
Kiedy głębiej zastanowiłem się nad konsekwencjami swej prostej i oczywistej konstatacji, ogarnęło mnie zwątpienie. Dziś to, co Dukaj beletrystycznie opisał jest faktem. Społeczeństwa na globie są podmiotami elektronicznych wojen, czy tego chcą, czy nie chcą, a zadaniem wybitniejszych jest ucieczka od wszędobylskiej komputerowo-ekonomicznej opresji przez projektowanie skutecznych algorytmów ochrony przed pasożytniczym wyzyskiem komputerowych traderów. Wymyślane są złożone strategie maskujące, kamuflaż, pozorowanie, kontrwywiad aktywny i pasywny, niczym w najlepszej tradycyjnej wojnie. Ludzie dziś wymyślają komputerowe sposoby obrony przed komputerowymi atakami. Jeśli to nie jest wojna, to co to jest? Już nie są żołnierzami tej wojny, są służącymi robotów, ich obsługą techniczną. Na szczęście są też programistami i konstruują te modele i algorytmy, ale wojen już nie wygrywają armie, tylko maszyny. Człowiek przestał bronić się przed agresją innego człowieka, a coraz więcej energii poświęca obronie przed... komputerem. To znamienna przemiana epok.
Przejdźmy zatem do konkretów i spróbujmy połączyć niektóre znane punkty łamigłówki. Obraz jest naprawdę fascynujący.
Co to są czarne oceany Fundusze hedżingowe, aby zachować swoją przewagę informacyjną, czynną i bierną, czyli możliwość zbierania informacji, a jednocześnie jej ochrony, odczuwają w naturalny sposób efekt skali. Aby móc skutecznie konkurować, muszą zbudować odpowiednio dużą, znaczącą bazę kapitałową. Optymalnym kompromisem jest fundusz z elektroniczną platformą transakcyjną, czyli właśnie dark pool. Klienci-uczestnicy funduszu mogą handlować na platformie ze sobą i oczywiście z resztą świata. Co istotne, to fakt, iż informacje o ich zleceniach pozostają w środku. Oczywiście dark pool jest podłączone zazwyczaj do kilku globalnych systemów transakcyjnych i jego oferty są widoczne dla każdego zainteresowanego, niemniej nie wiadomo, kto jest zleceniodawcą. Co więcej, im większy dark pool, tym lepszy kamuflaż. Stąd zapewne ich błyskawiczna kariera, bowiem im większa konkurencja automatycznego handlu, zwłaszcza HFT, tym - paradoksalnie - silniejsza potrzeba uczestnictwa w jakimś dark-pool. To typowa dodatnia spirala, tłumacząca ostatni kierunek rozwoju. Innowacje w dziedzinie agresywnego komputerowego tradingu zaostrzyły konkurencję do tego stopnia, że niesposób się przed nią obronić nie biorąc w niej udziału. To oczywiście przyspiesza jeszcze wyścig, czyniąc przewagę kilku wybranych HF jeszcze większą, co w następnym kroku doprowadzi do wycięcia konkurencji...
Government Sharks Jaka jest w tym rola Goldmana, malowanego przez Tabibiego na przyczynę wszelkiego zła? Otóż całkiem prozaiczna. Goldman w praktyce jest zwyczajnie najbardziej innowacyjny i zainwestował w HF najwięcej i na samym początku. Zbiera zatem dziś owoce i nic w tym zaskakującego. Dziwić może jedynie ślepota, że w oczywisty sposób "licence to kill" jest opłacone czymś starannie ukrytym, co staje się jasne po przeanalizowaniu przenośni wojennej. Czy dziwi kogoś, że Goldie był uczestnikiem grupy roboczej d/s ratowania systemu bankowego po katastrofie LTCM? Nie. Co więcej, istnienie tajnego zespołu, znanego pod kryptonimem PPT jest urzędowo potwierdzone. Przypomnijmy, że LTCM zawaliło się z powodu błędnych komputerowych modeli ryzyka portfela inwestycyjnego, za które jeden z założycieli dostał odrobinę wcześniej Nobla! To nie głupi Jasio to zrobił, tylko najtęższe mózgi tego świata, operujące nacięższą forsą. Noblista notabene od tego czasu zdążył położyć już następny fundusz, a obecnie otwiera trzeci. Nie brakuje okazji do zarobienia megakasy, kiedy wyścig trwa.
Nie powinno zatem dziwić, że wśród architektów tajnego programu ratowania systemu bankowego jest Goldman. Przecież zdobyli szlify i okazali się skuteczni w poprzedniej odsłonie. Ktoś powie: brednie, nie ma żadnego zespołu. OK. W takim razie musi ogłosić Obamę Supermanem, a ja w Supermana nie wierzę. Otóż obecna "hossa" na giełdach zaczęła się w dzień po przemówieniu Obamy o końcu recesji. Nie wcześniej, nie później, w sam raz na rozkaz. Superman i prorok w jednym, jak w Faraonie Prusa.
Nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że założycielami największego dark pool, Direct Edge jest - któżby inny - Goldman oraz fundusz z Chicago Citadel, równorzędny merytorycznie partner i konkurent w branży HFT. Platforma Direct Edge obsługuje cały ruch Goldmana i Citadel i jest posadowiona - gdzieżby indziej - w serwerowni NYSE. Ta skromna różnica daje Direct Edge konkurencyjną przewagę nad resztą świata, bowiem NYSE - jak dotychczas - jest giełdą największą i do tego najszerzej rozgałęzioną. W sercu tego siedzi sobie spokojnie Direct Edge i nie powinno nikogo dziwić, że Goldie - jako jego fundator - generuje ponad połowę obrotów tradingu komputerowego. Ma po prostu taką przewagę, że konkurenci nie są w stanie dorosnąć, zanim padną w boju, albo pozostają na zawsze na poziomie karłowatym.
Powyższe tłumaczyć może dlaczego Citadel zdecydowało się na joint venture ze swoim wrogiem. Ano bez tego wroga nie byliby w stanie rozwinąć swojej technologii HFT w ogóle. Można to łatwo wykazać na ostatnim przykładzie Siergieja Alejnikowa. Otóż zechciał on porzucić Goldmana dla mało znanej firmy z Chicago pod tytułem Teza Technologies, która zaproponowała mu czterokrotne podniesienie pensji - do wysokości 1,2 mln. Nieźle jak na młodego programistę z Rosji. Mało kto wie, iż właścicielem Teza jest drugi Rosjanin, niejaki Misza (Michał) Małyszew, wybitny matematyk i komputerowiec, do niedawna pracujący jako szef HF w... gdzieżby indziej, w Citadel. Tuż po zatrzymaniu Alejnikowa Małyszew zerwał z nim umowę, tłumacząc się jeszcze, że nie miał pojęcia o jego ew. kryminalnych działaniach. Nici z trzeciego konkurenta.
Co mówi Saluzzi i Keiser
Nie owijając w bawełnę obydwaj panowie - co zezowaty mimo upału relacjonował - jak przystało na rasowych maklerów, wygarniają do kamer to, co dla fachowców jest oczywiste. HFT służy do frontrunningu i skalpowania (popularna strategia tradingu) klientów HF. Badzo smacznie w tym kontekście wygląda konfrontacja Saluzziego z sympatyczną skądinąd autorką akademickiej książki pt. High Frequency Trading. Zwróćcie uwagę na dwa akcenty jej wypowiedzi.
Pani Irenka na szczery zarzut Saluzziego, że na giełdzie jest manipulacja i front-running z niewinnością piętnastolatki stwierdza, że byłoby to nielegalne, ponieważ jest to przestępstwo (domyślnie co za bzdurne zarzuty, trzeba mieć dowody na takie twierdzenia, tak jakby obecność trupa w szafie nie była dowodem zbrodni, bo przecież mógł tam wejść sam, skaleczyć się nożem po ciemku i udusić się z braku tlenu przed przybyciem pomocy).
Irenka zręcznie zauważa, na zarzut, iżby Goldman ćwiczył skalpowanie swych klientów przez tzw. flash order jest nieprawda, bo na NYSE flash order nie działa.
Tu dochodzimy do potrzeby wyjaśnienia co to jest flash order. Otóż to wymyślne narzędzie sondowania zakresu cen chwilowych ofert, polegające na natychmiastowym zawarciu transakcji. Oferta flash order pojawia się w systemie transakcyjnym i ma zerowy czas obowiązywania. Jeśli zostanie zaakceptowana (ktoś ją przyjął) oznacza to dla oferenta, że w danym ułamku sekundy na rynku są aktywni chętni po danej cenie.
Flash order nie są dopuszczone na giełdach w Stanach per se, bowiem nie spełniają wymagań cetralnej tabeli ofert (NBBO), niemniej są wykonywane (w dziesiątkach tysięcy na sekundę) na platformach Direct Edge oraz NASDAQ. Biorąc słowa pani Irenki ściśle, miała rację, niemniej flash order są wykonywane na NYSE w ten sposób, że choć nie należą do formatu giełdy, należą do formatu jej największego systemu transakcyjnego Direct Edge, który działa na komputerze w tym samym budynku, na tym samym piętrze. Co więcej prawie wszystkie zlecenia NYSE są widoczne na Direct Edge. W skrócie pani Irenka nie skłamała, jedynie celowo ukryła prawdę.
Na koniec kilka słów wyjaśnienia od szefa firmy Pipeline, która jest światowym liderem w kamuflażu elektronicznego handlu blokowego, autorem strategii adaptatywnego przełączania algorytmów, przez którą algorytmy skalpujące głupieją i widzą na rynku zjawy...
Ciekawe czasy, kiedy można zarobić na giełdzie na pozorowaniu ruchów, wydawałoby się że giełda to miejsce, gdzie się przychodzi i ogłasza wszem i wobec swoje zamiary, po to, by osiągnąć najlepszą cenę. Dawniej tak było, teraz jest trochę inaczej. Dość powiedzieć, że od chwili, kiedy agresywny algorytm wykryje determinację dużego posiadacza do konkretnego ruchu na danym walorze, jest on zdany na jego łaskę, zanim bowiem zacznie wykonywać handel, jego szybki i sprytny wróg będzie spozycjonowany na jego przyjęcie, pożyczy dany walor o milisekundy szybciej na drugim końcu świata, żeby go sprzedać/kupić kientowi o kilka centów drożej.
Za wzrostami na GPW stoi podmiot, prawdopodobnie zagraniczny, który ma dużą liczbę otwartych pozycji na kontraktach. Tak sugeruje Tomasz Jachowicz, analityk DnB Nord Polska.
Za wzrostami na GPW stoi podmiot, prawdopodobnie zagraniczny, który ma dużą liczbę otwartych pozycji na kontraktach. Tak sugeruje Tomasz Jachowicz, analityk DnB Nord Polska.
Znów duże wzrosty na GPW. Niektórzy inwestorzy przecierają oczy ze zdumienia. WIG20 jest na poziomach najwyższych od początku roku. Walczy po poziom 2100 pkt. Skąd ten optymizm?
„Możliwe, że za ostatnimi wzrostami stoi jakiś podmiot, prawdopodobnie zagraniczny, w którego rękach skupiona jest duża liczba otwartych pozycji na kontraktach terminowych na WIG 20, w granicach 35 - 40 proc. Pierwszym przystankiem dla WIG-u 20 jest poziom 2.160 pkt. Myślę, że docelowo, w pozytywnym scenariuszu, moglibyśmy osiągnąć poziomy 2.200 - 2.300 pkt. Nie sądzę jednak, by rynek mógł osiągnąć wyższe poziomy w perspektywie 3 - 6 miesięcy" - powiedział.
Jak się nazywa ten podmiot, zezowaty nawet nie zorganizuje konkursu, przecież jego zdanie znacie...
Tak sobie tylko myślę, że jak skończy się ta futossa, przyjdzie kolej na futessę. Będzie równie dynamiczna.
W poprzednim odcinku relacjonowałem wyznanie otwartym tekstem Saluzziego. Tak, jest manipulacja na największej giełdzie świata. Dla porządku przypomnę jeszcze, że pisałem o tym zjawisku od marca. Niemniej pewne postawy muszą dojrzeć, pewne fakty muszą ujrzeć światło dzienne i później jeszcze zostać przemyślane. Fakt, iż Saluzzi wychodzi ze swoim opisem zjawisk teraz, jest nieprzypadkowy. Oto bowiem na temat podejrzanego high frequency trading wypowiadają się (fachowo) poważani blogerzy (zerohedge), ale także już skraj normalnych mediów (Max Keiser).
Myślę, że o wyborze tego momentu zdecydowała po prostu kampania otwartej nienawiści wobec -śmiało można powiedzieć - głównego beneficjenta kryzysu finansowego, a szczególnie akcji ratunkowej ministerstwa skarbu USA, która wylała się w mediach po zapowiedzi astronomicznych zysków Goldman Sachs, po równie astronomicznych stratach, które nawet spowodowały zniknięcie jednego miesiąca w kalendarzu za ub. rok.
Owszem, jest w najwyższym stopniu oburzające, że zarząd bankruta GS obsypie się miliardowymi nagrodami, za które zapłaci podatnik i traderzy na giełdzie, w rok po upadku Lehman Bros., którego kultura korporacyjna nie była ani lepsza, ani gorsza od GS, więcej nawet: ich standing nie był gorszy, tylko koneksje...
Nie bądźmy jednak naiwni. Informacja na temat podejrzanej roli GS (i innych), ale szczególnie tego pierwszego w wyzysku HF trading (gros profitów, rzędu nawet 100 mln dziennie pochodzi z tego źródła) może ujrzeć światło dnia, ponieważ zaszły trzy ważne rzeczy. Po pierwsze odtrąbiono koniec kryzysu (recesji), światu nie grozi armagedon, a więc pospiesznie powołany do wspierania zaufania do NYSE program SLP, którego GS jest jedynym operatorem, można (należy) powoli zwijać. Otóż daje on na giełdzie nowojorskiej ponad połowę obrotów segmentu program trading (handel komputerowy), a cały PT to aż 70% rynku! Dziś maklerzy i traderzy są dodatkiem do komputerów, nie odwrotnie.
Po drugie, został zatrzymany programista GS, który pisał algorytmy do tego handlu i została uruchomiona lawina komentarzy po oświadczeniu prokuratora prowadzącego sprawę, z którego wynikało niezbicie, iż algorytmy GS mogą służyć do nieuczciwej manipulacji na rynku.
Po trzecie - i ostatnie - bezczelna zapowiedź wypłaty bajecznych bonusów przepełniła czarę.
Nie jest tak, że podejrzenia kliku blogerów oraz traderów (zarówno Keiser, jak Saluzzi są maklerami) stanowią dowód, ale regulacje high frequency trading (a właściwie ich brak) oraz bezczynność, a celniej obstrukcja SEC wobec sprzeciwów NASDAQ do HFT (tak, tak, matecznik Bernie Madoffa walczy z SEC o lepszy dostęp komputerowy do NYSE, bo GS go zmajoryzował!), śmierdzą tak potwornie, że dalej się nie da wytrzymać. Oczywiście zezowaty nie ma żadnych dowodów, niemniej obecny stan techniki oraz regulamin NYSE zachęcają wręcz do golenia frajerów poprzez tzw. insider trading oraz frontrunning, którego najjaskrawszym chyba przykładem jest dopuszczenie do milionów pustych zapytań ping, pozwalającym na bezbolesne i natychmiastowe rozpoznanie zakresu rzeczywistych ofert uczestników rynku i to za darmo! Zapytanie puste polega na tym, że jest ono ważne tylko natychmiast, jeśli nie zostanie przyjęte przez nikogo, automatyczny program wie, że na rynku nie ma ofert po tej cenie. W ułamku sekundy (mikrosekundach dokładniej) obniża więc cenę o jeden cent, aż do skutku, do osiągnięcia piewszego brania. W ten sposób zanim zdążysz mrugnąć okiem, komputer GS wie, gdzie kończą się widełki cenowe na poszczególnych walorach, przez okrągłą sesję. Zanim zlecenie zostanie wprowadzone do systemu (i inni mogą na nie odpowiedzieć), ten komputer już wie, jaką pozycję zająć, tzn. jak je wykorzystać (oczywiście przeciwko tobie). Dziecinnie proste i nic nie kosztuje, z wyjątkiem prądu.
Najśmieszniejsze jest to, iż program SLP daje GS wynagrodzenie w wysokości 1/2 centa za każdą akcję. Dostęp do systemu NYSE chłopaki mają za darmo. Tak samo jest z prowizją od obrotu. Jest za darmo. Jeśli po obu stronach handlu jest GS, to zarabia na każdej akcji 1 cent. To niedużo, prawda? Ale wystarczy obrócić w czasie sesji miliard akcji w cenie zakupu (a robią to namiętnie) i już mamy 10 milionów. Bez oszustwa i niecnych praktyk. Kto za to płaci? Pan za to płaci, społeczeństwo...
Duży chłopiec dużo może, na przykład zrobić mini-hossę na wschodzących. Zauważ, że LOP w jednym ręku jest ponad trzydzieści tysięcy! Jaki jest kierunek tych opcji? Oczywiście w górę, stawiam między 2200, a 2400. Jak się nazywa tytułowy chłopiec, zgadnij sam(a).
Teraz skąd pewność? Pewność - drogi czytelniku stąd, że duże spólki nagle dostały skrzydeł, a małe jakby nic nie słyszały, popatrz na różnicę między wig i wig20. Hossa jak się patrzy.
Pod artykułem o Alejnikowie wywiązała się ciekawa dyskusja z Darkiem Czuchajem na temat zasadności aresztu i w ogóle zarzutów, postawionych temu zdolnemu wyrobnikowi dwóch światów: software i handel akcjami. W slangu takie osoby nazywają się quant oraz geek. Nie ulega wątpliwości, że Alejnikow, a zwłaszcza jego wiedza, jest dla Goldmana bezcenna, stąd rozpaczliwe próby zatrzymania go - wraz z jego wiedzą - w areszcie. Zostało to expressis verbis napisane w wyjaśnieniu do wniosku.
Jak wiadomo, Alejnikow natychmiast wyszedł za kaucją, ale za to w horrendalnej kwocie 750 tys. dolarów! Jego nowy pracodawca musi go bardzo cenić. Moje zdanie na temat postawionych zarzutów jest jednoznaczne. Goldman chwyta się zupełnie rozpaczliwych chwytów, a zatrzymanie Alejnikowa pod dętymi zarzutami niewątpliwe rozpaczliwe jest. O determinacji (i skuteczności) Goldiego dobitnie świadczy kalendarz. Dzień po telefonicznym zawiadomieniu FBI o popełnieniu przestępstwa kradzieży informacji przemysłowej (szpiegostwo) smutni panowie wzięli Siergieja na celownik, aby już następnego aresztować go. Podziwu godna skuteczność!
Do odcyfrowania zagadki niech posłuży za drogowskaz wniosek o areszt, podpisany przez prok. Facciponti:
Bank podnosi, że istnieje możliwość, iż osoba umiejąca posługiwać się programem mogłaby go użyć do nieuczciwej manipulacji na rynkach.
Możnaby rzec: freudowska pomyłka. Drodzy moi czytelnicy, Goldman oficjalnie przyznaje, iż jego software do ultraszybkiego tradingu może służyć do manipulacji na rynkach. Ale to nie koniec. Może zostać użyty do nieuczciwej manipulacji! Nieodparty i narzucający się wniosek jest oto taki: cudowny software normalnie nie tylko może, ale służy do manipulacji, tylko że manipulacja w wypadku Goldiego jest uczciwa. Zagadka kontynuacji PPT, które powstało po upadku LTCM i przetestowało swoje siły bojowe, jest rozwiązana. Czy może dziwić, że prymusem tamtej grupy był Goldie?
Proszę nie wyciągać armat spiskowych zbyt wcześnie. Fakt istnienia i działania PPT w poprzednim wcieleniu jest bezsporny i potwierdzony przez dokumenty. Wyższa konieczność. Czy dziwi zatem, że od grudnia ub.r. Goldie jest jedynym operatorem specjalnego programu zwanego Supplemental Liquidity Program? To jest ten program high frequency trading, do którego algorytmy pisał Alejnikow. Okazuje się ponadto, że jest bardzo zyskowny, Goldie zarobił na nim w pierwszym półroczu 20 mld.
Dla niedowiarków, że można skutecznie sterować rynkiem, a przynajmniej go podpierać, zacytuję przykład. Wyobraźcie sobie wodolot, który jak wiadomo porusza się na poduszce powietrznej. Do jego napędu wystarcza znikoma energia, w odróżnieniu od tradycyjnych pojazdów. Goldie w dostępie do giełdy ma taką właśnie poduszkę powietrzną, stworzoną z małego strumienia pieniądza, ale obracającego się z kosmiczną prędkością. Obecnie handel komputerowy (algorytmy) to prawie 3/4 obrotów giełdy, z czego ponad połowa przypada na Goldmana. H-F trading potrafi obrócić danymi akcjami nie kilka razy w ciągu sesji, ale dziesiątki tysięcy razy!
Na poduszce ze sztucznej płynności (supplemental liquidity) łatwo jest popychać rynek w wybranym przez siebie kierunku, a przynajmniej, sądząc po wynikach, nie jest to nazbyt kosztowne. Na zezowate oko sytuacja wygląda tak, jakby Goldie dzięki swoim genialnym mikrosekundowym algorytmom widział i sterował rynek jak wodolot, kiedy cała reszta stada obcuje z tym samym rynkiem, ale objawiającym się jako czołg. Żeby go poruszyć, trzeba ogromnej energii.
Oczywiście, kiedy wszyscy będą przekonani o zniżce, a zwłaszcza podczas paniki, żadne wyrafinowane mechanizmy nie pomogą i czołg ociężale, ale skutecznie pociągnie za sobą wodolot Goldiego na dno. Niemniej w sytuacji niepewności, a taka jest normą w giełdowej zabawie, ktoś mający odpowiednie algorytmiczne lewarowanie może najwyraźniej wodzić za nos NYSE i cały świat. Jeszcze nie wierzysz? Przeczytaj wniosek prokuratora Facciponti. Program można użyć do nieuczciwej manipulacji na rynkach. Tako rzecze prokurator, a więc jest to urzędowa prawda :)
A teraz pytanie retoryczne. Czy widziałeś/aś w życiu narzędzie, które może do czegoś służyć (jak podejrzewali niektórzy), a nie zostało do tego celu wykorzystane? Odpowiedz sobie logicznie i przestań kwękać, że nie lubisz teorii spiskowych.
Jest ciąg dalszy gorącej sprawy Siergieja Alejnikowa, która ma drugie i trzecie dno. Roztropnie poczekałem, aż wypowie się na ten temat kolejny szanowany trader - pierwsze wideo (z CNBC!@) już było tu publikowane (to w którym prezenter przerywa maklerowi). Tak proszę Państwa, cały ten Supplemental Liquidity Program to jedna wielka ściema do sterowania i dojenia S&P oraz Globexu.
Mamy mówił stopniu na nasz blog i nasze raporty o mocy wysokiej częstotliwości obrotu oraz programu handlowego. Musimy zauważyć, że te strategie handlowe mogą szybko przenieść do obrotu w ciągu dnia handlowego. Mamy zawsze istnieje podejrzenie, że zostały niektóre główne zawodników, który może dominować w tym miejscu. teraz przychodzi przypadku kradzieży własności do obrotu kod z Goldman Sachs.
Najbardziej interesujące w tym artykule jest Bloomberg następujące oświadczenie Assisitant USA, adwokat Józefa Facciponti:
"Bank wzbudziła możliwość, że istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś, kto wiedział, jak korzystać z tego programu może go użyć do manipulowania rynków nieuczciwych sposobów," powiedział Facciponti
Czy to dopuszczenia przez Goldman Sachs, że istnieje możliwość manipulacji na rynku? Czy ktoś pomyśleć, że jest to jedyny program na świecie, które mogą "manipulować" rynki? Z wszystkich programistów na świecie, możemy tylko sobie wyobrazić, jak więcej zmanipulowana programy out there. teraz jest najlepsza część, zgodnie z US asystenta prokuratora:
Właścicielskich kod pozwala firmie robić "wyrafinowany, szybki i wysokiej głośności różnych branż na rynkach akcji i towarów, prokuratorów powiedział w sądzie dokumentów. W zawodach generować "wiele milionów dolarów" każdego roku.
Rynki są zerową sumę grze - ktoś wygrywa, a ktoś traci. Jeżeli myślisz że "wiele milionów dolarów" pochodzą? One pochodzą od Ciebie - średnia inwestorów detalicznych i dużych inwestorów instytucjonalnych. Programy te są korzystając z rzeczywistym celu przepływu i siphoning off małych zysków przez cały dzień, że należą w kieszeni na inwestorów detalicznych i tradycyjne pieniądze menedżera.
Więc, kto jest tam na ochronę z tych "maszyn" i ich armii programistów? Można by pomyśleć SEC ma plecach. Ale co oni mają do powiedzenia o wysokiej częstotliwości obrotu. Według artykułu w WSJ (http : / / online.wsj.com/article/BT-CO-20090618-707189.html)
Komisji Papierów Wartościowych i Giełd uważa instytucjonalnych pieniędzy menedżerów są "zaawansowane" wystarczy do handlu z maszyny bez dalszej regulacji.
"Nie chcemy ograniczać płynność", powiedział Gene Gohlke, dyrektora dla SEC. Gohlke powiedział, że do samych zarządzających, aby upewnić się inne podmioty gospodarcze nie są manipulacji ich modeli.
Ta historia jest tylko na początku etapach i tutaj w Themis Trading zamierza zachować ostrożność oglądać na nim.
Sergey Aleynikov jest byłym reprezentantem ZSRR w piłce nożnej. Obecnie trenuje kadrę Białorusi, ale nie chodzi o piłkę. W ostatnim czasie tak się porobiło, że życie pisze scenariusze ciekawsze, niż mogło się przyśnić Tomowi Clancy w szczytowej formie. Nie mija tydzień, jak jedna niewiarygodna sensacja przyćmiewa inną. Przed miesiącem na przykład włoscy pogranicznicy w Chiasso zatrzymali dwóch japońskich dżentelmenów z papierami skarbowymi wuja Sama na sumę ... 134,5 mld dolarów. Minęły zaledwie trzy tygodnie i Amerykanie zdołali stwierdzić, że zatrzymane obligacje są niewątpliwie fałszywe. Najbardziej fałszywe dla zezowatego było to, że starannie przemilczano, iż Japończycy byli wysokimi urzędnikami Bank of Japan, legitymowali się zupełnie prawdziwymi paszportami dyplomatycznymi, a podejrzane papiery zatrzymano, ale dżentelmenów już nie.
W święto niepodległości natomiast okazało się, że sławę Alejnikowa piłkarza przyćmił imiennik specjalista od high frequency trading oraz programowania, szef projektu Goldman's Sack od nowej platformy ultraszybkiego handlu na mikrosekundowych trendach. Okazuje się, że zdolnego programisty i speca od komputerowych platform handlowych pozazdrościła Goldmanowi konkurencja z Chicago.
Jak pisałem tu wcześniej Goldman jest w dziedzinie komputerowego handlu potentatem, od kiedy sam jeden generuje 60% tego obrotu na NYSE, który z kolei stanowi ostatnio połowę obrotów giełdy! Komputery handlują ze sobą w co drugiej transakcji, bez udziału ludzkiego, a pan Alejnikow wprowadzał innowacje w tej dziedzinie, zmieniające jakościowo zabawę tak, jak wynalazek odrzutowca zmienił podróże dorożką. Handel mikrosekundowy oznacza tyle, że Goldman dokonuje transakcji zanim ktokolwiek jest się w stanie dowiedzieć, co się dzieje. Wystarczy powiedzieć, że sygnał komputerowy dociera za ocean w ciągu milisekund, czyli o trzy rzędy wielkości później. Nad czym zatem pracował pan Alejnikow? Nad wydajnym schematem zbierania i wykorzystania informacji o stanie rynku u źródła (na systemie transakcyjnym) tak, aby móc wykorzystać tę informację do skutecznego (zyskownego) handlu, zanim inni uczestnicy rynku zdołają się dowiedzieć, jaki jest chwilowy trend. Taka nowoczesna, automatyczna wersja front-running.
Goldman jest potentatem z tego względu, że mianował się na operatora nowego programu, zwanego SLP, a który sztucznie podtrzymuje kursy akcji. Okazuje się dodatkowo, że oprócz podtrzymywania NYSE nowy program może doprowadzić do konstrukcji nowych strategii automatycznego dojenia frajerów, bowiem choć pan Alejnikow na zarobki raczej u Goldmana nie narzekał, dostając 400 tysiecy pensji, konkurent zaproponował mu trzykrotność tej kwoty.
W efekcie decyzji o nieoczekiwanej zmianie miejsc agenci FBI aresztowali Alejnikowa na lotnisku w święto niepodległości, którym zamierzał rozpocząć w domu urlop, przed obowiązkami u nowego pracodawcy. Jak donosi Mateusz Goldstein federaści przedstawili Alejnikowowi zarzut szpiegostwa przemysłowego. Okazało się iż komputerowy geniusz zrzucił bazę danych elektronicznego handlu Goldmana z firmowego Unixa na serwer w Niemczech, szyfrując ją i usuwając ślady operacji w logu. Na nieszczęście nie wiedział, że serwer jest zdublowany.
W sprawie szpiegostwa komputerowego, wykradania danych itp. nie ma nic niezwykłego. Podobne sprawy zdarzają się codziennie i nie powinno dziwić, że skoro dane są w elektronicznej formie, a człowiek ma do nich dostęp, to z tego dostępu skorzysta. Niezwykłe jest natomiast to, że FBI zadziałało z taką precyzją, a Alejnikow, mimo iż spec od Unixa i handlu mikrosekundowego, dał się złapać jak dzieciak. Wskazuje to na wyjątkowo ścisły i efektywny nadzór nad pracownikami w tej dziedzinie. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby nazwisko rosyjskiego imigranta było nadane na cześć piłkarza, a on sam pracował przez cały czas dla GRU...
Rys Toma Clancy przełamuje się tu z klasyką Mrożka, bowiem w ostatnim tygodniu Goldman's Sack zażądał (i uzyskał) zmianę raportowania na NYSE tak, aby ukryć jego całkowite wypadnięcie z komputerowego handlu. Prawdopodobnie Goldie boi się, iż jego cudowne parametry poszły w świat i tym samym przestały być efektywne. Jeśli rywale znają algorytmy, przy pomocy których są maszynowo dojeni, po prostu blokują odpowiednie transakcje przy użyciu kontralgorytmów. Mówiąc krótko, za Lemem: wojny robotów. Czegoś takiego żaden z trójki pisarzy nie wymyśliłby samodzielnie, a zezowaty - dzięki życiu, które rozdziawia gęby - może to nawet opisać :)
Tydzień zapowiada się zatem spadkowo, skoro wakacyjne obroty zostaną dalej obcięte o połowę handlu komputerowego.
Dla osób nie znających skrótu PPT nie będę wyjaśniał, osobom już zaznajomionym przedstawiam alternatywne znaczenie, oddające istotę rzeczy. Zero Hedge zamieściło arcyciekawe zestawienia komputerowych (automatycznych) operacji na NYSE w ostatnim czasie. Nie żeby zezowaty pewnych rzeczy nie wiedział, jednak o czymś przeczytać, a to obejrzeć graficznie, to dwie różne rzeczy.
Na giełdzie istniały do tej pory dwie grupy dużych traderów, posługujących się automatycznymi systemami transakcyjnymi: - główni brokerzy (prime brokers), handlujący konkretnymi papierami - designated market makers (DMM), arbitrażyści, zarządzający handlem przydzielonych spółek.
Od października (właśnie skończył się okres próbny, nie wiadomo, co dalej) działa jeszcze jeden grubas, mianowicie Supplemental Liquidity Provider. Zadaniem SLP jest pogłębienie płynności rynku poprzez automatyczny handel wybraną grupą papierów, za który (jeśli np. gra przeciwko trendowi), otrzymuje ok. połowy wynagrodzenia DMM, czyli ,15c na akcji. Z obwieszczeń SEC nie wynika, kto należy do tego elitarnego grona, aczkolwiek na rynku objawiła się jedna firma w tej roli. Zgadnijcie jaka? Na G.
Zamieszczone diagramy z Zero Hedge zwyczajnie zapierają dech. Na oko firma na duże G zarabia ok. 6 mln tygodniowo tylko na obrocie SLP.
Na pierwszym diagramie mamy obroty automatyczne głównych brokerów. GS ma zdecydowane pierwsze miejsce, kumulując w swym ręku ok. 1/4 całkowitego obrotu.
Kolejny diagram otwiera oczy oraz - większości - usta. Widać na nim obroty tzw. principal trading, tzn. transakcje dokonane na swój rachunek (w odróżnieniu od transakcji na zlecenie). GS handluje prawie wyłącznie na swój rachunek, ale to nie wszystko. Jednosobowo generuje w tym segmencie mniej więcej tyle handlu, co reszta głównych brokerów razem wzięta! GS obraca na NYSE (na swój rachunek) ok. 4 mld akcji tygodniowo.
Ostatni diagram daje dokładny obraz, jaką część handlu stanowią operacje na swój rachunek (principal). Dla lidera jest to ok. 90%, więc można powiedzieć, że w ostatnim czasie zajmuje się wyłącznie spekulacją, a nie brokerką.
Ciekawe rzeczy, panie dzieju. Na zezowate oko wcale nie trzeba daleko szukać jakiś spisków. Słoń jest w pokoju, proszę państwa.
I jest ciąg dalszy operacji Golden gate. Dzięki Miszce jest aktualny wykresik króla Goldiego. Ciekawy, nie w sensie techniki, ale otoczenia.
Wiecie, co zezowaty widzi na tym wykresie? Że Blankfein wyjechał klientów na swoich własnych akcjach. Bankowość inwestycyjna. Koncertowa. Idę o zakład, że zarząd wywalił właśnie swoje bonusy pod optymizm nowej emisji. Kto robił wycenę nowej emisji? Jak to, zezowaty zgaduje że dział nowych emisji, w końcu to bank inwestycyjny, robi sobie sam market...
Ładnie się wyceniają, bilansują i wychodzi że emisja jest ładnie domknięta przez przyjaciół. Tak się składa że w przeddzień wychodzą rewelacyjne wyniki kwartalne, po prostu bajka...
Tylko czemu taką słabość czuję? Bo tam pod spodem nic nie ma, pusta kasa jest i próżnia. Blanfein dostał 10 mld od Paulsona, więc je twórczo wykorzystał do napompowania akcji nowej emisji, a właściwie zrobił nową emisję, żeby podciągnąć padający kurs i ocalić oszczędności. W trakcie wypchnął swoje osobiste i kolegów zaskórniaki pod falę, robiąc buy-back a rebours. Ocalił kurs, wywalił gorące akcje i przy okazji jeszcze zwiększył płynność spółki. Teraz rzeczywiście może mieć w kasie te 10 mld na oddanie pożyczki sekretarzowi-koledze Geithnerowi, w końcu jest gotówką co najmniej świeżych 5 mld. Tak się kaszle.
Jakby nie było, szczegółów nie znam, ale tak mi z obserwacji zbiegów okoliczności wychodzi, że akcje nowej emisji będą musiały długo czekać na osiągnięcie ceny emisyjnej. Przeczucie jakieś, czy co?
Goldman pod wodzą Blankfeina jedzie na fali. Właśnie sprzedał akcje za 5 mld, rzekomo na oddanie niechcianej pomocy z tzw. programu TARP, wciśnięte na siłę przez Hanky-Panky Paulsona. Rekordowy zysk netto z pierwszego kwartału podobno podnosi rynki akcji banków na całym świecie. Spójrzmy.
Goldman podał rewelacyjne wyniki wstępne za Ikw. oczywiście na czas, żeby wpłynęły na nową emisję. Zarobił na czysto 1810 mln. Jej! Salomon i Midas w jednym. Zysk jest fein. Emisja oczywiście się zamknęła. Czy wynik jest naprawdę rewelacyjny? Pan Blankfein miał przyjemność doradzać przy planach ratowania AIG, które - tak się szczęśliwie składa - minister skarbu Geithner dokapitalizował do tej pory kwotą niespełna 200 mld. Znacząca część tej kwoty poszła na wypłatę z kontraktów CDS kilku dużych banków, których listę otwiera ... Goldman, z kwotą 12900 mln. Żeby wypracować tę kwotę Blankfein musiałby wykazywać równie rewelacyjne (to sformułowanie anali) wyniki nieprzerwanie przez osiem kwartałów. Życzę szczęścia akcjonariuszom, bo wydaje się że właśnie przekroczono granice absurdu.
Przy okazji, akcje banków właśnie lecą, bo UBS zgłosił rekordową stratę 1800 mln za Ikw. W sumie wychodzi więc na zero, jak to w przyrodzie :)
To jakie zezowaty ma zdanie na temat nowego TARPana II już wiecie. W sumie żadna nowość. Jest jednak coś, co niewielu w Polsce zauważyło w tym planie. To że na sekretarza skarbu Geithnera cięty jest Spitzer, to też nie nowina, w końcu szef szajki zmawiających się co do rekomendacji analityków za coś panu prokuratorowi stanu Nowy Jork ekskluzywną prostytutkę na haju podstawił, żeby mu z nią zrobić rodzinne zdjęcia.
Nie dziwi zatem nikogo, że Spitzer nazywa sprawy niemalże po imieniu, szefem jest Goldman, on rozdaje karty. Wszystkie dotychczasowe akcje ra(b/t)unkowe, od samego początku są reżyserowane podług jego widzimisię, a nowy TARPan będzie służył tylko i wyłącznie do zrobienia szmalcu przez kolegów królika według jego wizji kolejności dziobania. Tak to widzi nie tylko Spitzer, bo właściwie, żeby tego nie dostrzec, trzeba być nie tylko zezowatym, ale ślepym. Zatem no surprise.
Nie nowe jest nawet to, że dwóch noblistów, mianowicie Stiglitz oraz Krugman, nie zostawiają na Geitnerze suchej nitki. Obydwaj mają sympatie demokratyczne i zarzucają Geithnerowi właściwie nie trwonienie publicznych pieniędzy dla kolesi z ferajny, ale brak potrzebnego zasilenia rynku konsumenckiego. Zamiast pomóc upadającym pod ciężarem relatywnie rosnącego długu kredytobiorcom, zasila się bańki, które i tak nie poprawią sytuacji rynkowej konsumentów, zatem w efekcie nie nastąpi oczekiwana poprawa koniunktury. To słuszna obserwacja. Rynek czuje się tak dobrze, jak jego uczestnicy, a konsumenci to 70% pkb Stanów. Nobliści (chyba niesłusznie) zarzucają jednak Geihnerowi brak odwagi, bowiem uznają jego działania za zbyt małe, żeby wywołać znaczący efekt (co to jest bilion?) w porównaniu do kilku bilionów kisnących hipotek.
Słusznie Krugman i Stiglitz zauważają absolutnie niedopuszczalną dysproporcję między spodziewanym - przynajmniej werbalnie - zyskiem z operacji, a jej kosztami. Wówczas prywatny kapitał zgarnie 3/4 zysku, natomiast w przypadku porażki państwo zainkasuje 90% strat. Dodatkowo wyłoży ponad 90% kapitału na tę zabawę. Podatnik będzie miał więc z tego proporcjonalnie ponad 90% kosztów i ewentualnie kilka procent zysku. Nihil novi sub sole. Socjalizm bankierski w najlepszym wydaniu. Bear Stearns, AIG, Citi, Lloyds... Nowy TARPan nazywa się jakoś PPPP (public-private investment program), co na polski zezowaty tłumaczy prosto: Publiczno Prywatne Patroszenie Podatnika.
Nowe, co zauważył zezowaty jest to, że mimo iż giełda na Geithnera zareagowała euforycznie, dalszy jego los jest już przesądzony. Po pierwsze prezydent Obama musiał publicznie zapewnić w poniedziałek, tuż przed oficjalną premierą nowego TARPana, że nie ma innego kandydata na stanowisko ministra finansów. To w języku dyplomacji znaczy plotki o śmierci Geithnera są przesadzone. Geithner jest bardzo słaby i dołożył mu nie tylko stały wróg, pan Spitzer, ale i przyjaciel - Jeffrey Sachs, kolega Balcerowicza. Ten sympatyczny urzędnik Banku Światowego nie jest zwolennikiem liberalnych (w nomenklaturze amerykańskiej) metod. Jest monetarystą z przekonania, fundującym krajom rozwijającym się terapię szokową. Pan Sachs, kojarzony nie bez przyczyny z konserwatywnym matecznikiem bankierów, nie zostawia na TARPanie suchej nitki. Nie mówi o cuchnącym pod niebiosa korupcyjnym modelu ratowania bańków a la Goldie. Mówi prostym językiem o nakręceniu moral hazard. Specjaliści od defraudowania funduszy mają teraz kolejny raz zarobić, aby reszta nie zginęła (tu mi przyszedł na myśl nasz mazurek). Dodatkowo Sachs zgadza się z oceną, iż TARPan jest zbyt mały, by uzdrowić rynek kredytowy.
Co z tego rozumie Zorro? Po pierwsze Geithner balansuje na linie i zapewne spadnie. Zakulisowe walki buldogów o swoją kolejkę dziobania znalazły wyraz w opiniach prominentnych konserwatystów bankowych. Nie jest tak, że reszta będzie patrzyła przez palce, jak Goldie pruje kasę. To w sumie dobra wiadomość dla USA, opamiętać się w porę.
Ostatecznym sygnałem początku końca TARPana jest ostatni szał ataków na premie pracowników AIG, celowo tak wyprofilowany, że Geithner Goldie znalazł się w samym środku linii strzału, wtedy, kiedy pudrował się do swojej wielkiej roli premiery TARPana II. Otóż bezpośrednią przyczyną dementi (które w Moskwie oznaczałoby ostateczne potwierdzenie) Obamy było nagłośnienie, iż głównym beneficjentem państwowej pomocy dla AIG jest nie kto inny, tylko wielki Goldman Sachs.
Dobrym efektem całego medialnego cyrku jest to, iż Kongres - przynajmniej w tej kadencji - nie podpisze już żadnych dodatkowych planów pomocowych ze strachu, iż naród rozszarpie senatorów żywcem. Wystarczy wspomnieć, że organizowane są wycieczki autokarowe dla bezdomnych, żeby obejrzeli w czasie week-endu rezydencje dyrektorów AIG. Ktoś te wycieczki profesjonalnie organizuje. Efekt medialny murowany, na twarzach "odwiedzanych" po prostu szok. Oczywiście są ochroniarze i pełna kultura, ale wyobraź siebie w tej roli. W USA są duże trawniki i nie ma właściwie ogrodzeń...
Sachs potwierdza zezowatemu jedno, co już dawno wiedział: ekipa Goldiego pojechała za daleko. Więcej jazdy nie będzie. Zezowaty kłopot polega jednak na tym, że ciąg dalszy kłopotów dopiero nastąpi. Skoro Sachs mówi, że TARPan 500, a nawet TARPan 1000 (w wersji rozszerzonej mają skupić 1000 mld trefnych aktywów hipotecznych) to kilkakrotnie za mało, a Sachs potrafi być boleśnie dokładny, co zezowaty naocznie pamięta, to dalsze akcje pomocowe będą potrzebne. Z obserwacji powyżej są zwyczajnie jednak politycznie wykluczone. Finis Herr Geithner, kaput.
Teraz wyjaśniam po co wymieniłem właśnie Jeffa Sachsa, przecież wypowiedzi na ten temat prominentnych bankowców są setki. Ponieważ została w Polsce - a zwłaszcza w Polsce - przeoczona. A Polacy wiedzą, że Sachsowi można wierzyć. Skoro lekka pomoc się skończyła, oznacza to po prostu ciężkie czasy. Wskazówką jest tu gniew ludu i ikona Sachsa. Teraz oddłuży Stany. Niech weźmie jeszcze Balcerowicza, to skuteczny zespół :) A tak serio, im prędzej festiwal pustej nadziei się skończy, tym lepiej. Czas na plan Balcerowicza dla Stanów. Nie przypuszczałem, że tego dożyję.
Spodziewaj się zaniedługo takich notek prasowych: Rozwijający się kraj USA odwiedziła wczoraj delegacja Banku Światowego, na czele ze słynnym J.Sachsem...
Pojawiły się dziś aż dwa teksty w Dzienniku na temat naszego ulubionego premiera Dyzmy. Jest to ciekawa kontynuacja akcji przeciwko innemu naszemu ulubieńcowi Waldkowi, na którego Dziennik najwyraźniej też dostał zlecenie.
Wiarygodna plotka, ujawniona przeze mnie 8 marca, doczekała się potwierdzenia po dziesięciu dniach. W międzyczasie wybuchł operetkowy skandal, w którym reżyser spektaklu (nie mylić ze sponsorem) zażądał od aktorów zwrotu zakontraktowanych nagród, ale go mistrz ceremonii skorygował, powiadając że nie wolno łamać świętości umów. Aktorzy dostaną nagrody za role nigdy nie odegrane, teatrowi sponsor potrąci i wszystko będzie cacy.