Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Yes, we scan!

-
Prezydent Banana, pokojowy noblista z fałszywą metryką z fotoszopa [sam sprawdziłem ze strony Białego Domu] zawitał w stolicy szefowej rudego olsena, zwanego matołem, czyli w Berlinie [powinno być Makrelinie - Makrela w Berlinie]. Został przywitany owacjami przez wiwatujące faszystowskie tłumy pod słynnym Checkpoint Charlie [przejście ze wschodniego Berlina na wolność]. Nasi faszystowscy bracia nie lubią najwyraźniej bolszewika Banany, który swoje skanery, PRISMY i inne totalniackie wynalazki chce jak najprędzej zainstalować tutejszym indianom. A tutejsi jeszcze pamietają Adolfa i mówią mu stanowcze NEIN. Paczpan, jakie to faszyści bezczelne, gorsze nawet od naszych polskich faszystów! Całkiem się im już od tego socjalizmu we łbach poprzewracało. Nawet automatyczna kontrola im się już nie podoba, a tak pięknie 70 lat temu heilowali! Już tam GWniane ałtorytety Szechtera zaraz dadzą popalić, do walki szykuje się niezawodny zawodnik wagi superciężkiej z transparentem "Pierdolę, nie rodzę".
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Banana przemawia, giełda wiwatuje

W uzupełnieniu tekstu zezowatego pokojowy noblista zabrał głos. Powiedział, że świat nadal wierzy, iż USA ma wiarygodność kredytową AAA. Giełda przyjęła to owacjami na stojąco.



Ciekawe, czy to w uznaniu, że przemówił wielki noblista, czy ze strachu, co będzie dalej.
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 23 stycznia 2010

Peak Kennedy



Nie, to nie nazwa szczytu w Australii, tylko szczytu giełdowego. Zapowiadana i oczekiwana od dawna korekta nadeszła - jak zwykle - nieoczekiwanie ;). Tym razem wygląda na głębszą sprawę, więc może to być nawet odwrócenie odbicia i powrót do spadków w kierunku nowego, absolutnego dna. Jak wiadomo, jestem zwolennikiem niższego dna, bowiem twierdzę, że zgodnie z fundamentami czarować wyniki darmowym pieniądzem (zerowe stopy) można tylko przez ograniczony czas, natomiast deflacja może rozciągać się na dziesięciolecia, co obrazuje przykład Japonii. Realny, zdrowy, czyli oparty na fundamentach wzrost, pojawi się wtedy, kiedy zostaną usunięte przyczyny obecnej choroby, czyli bilionowe sterty zobowiązań o wątpliwej wartości, zalegające sejfy jako aktywa. Będzie to poprzedzone wyklarowaniem perspektyw rynku pracy (bezrobocie przestanie być chronicznie długotrwałe) oraz globalnego rynku nieruchomości. Do tego czasu można spokojnie zakładać, że - mimo całej potęgi drukarskiej - wzrost giełd będzie ograniczony od góry dającą się zaobserwować aktywną odrazą masowych inwestorów. Dość zauważyć, że - mimo hurraoptymistycznej propagandy oraz nachalnej promocji ożywienia, green shoots i poprawy nastrojów - odbitej w najniższych historycznie wskaźnikach np. zmienności kursów VIX, tzw. ulica nie wierzy we wzrosty i nie kupuje akcji. Powszechny inwestor nie przyłączył się do wiosennego odbicia, bo w niego nie wierzy. Nie zainwestuje pieniędzy, widząc rosnące bezrobocie i ogólną potrzebę oszczędzania, wszedzie dookoła, poza oczywiście prezesami banków, czyniących boże dzieło. Przez ostatnie miesiące, o czym tu informowałem, wskaźnik smart money (udziałowcy i zarządy spółek) był na najniższych historycznie poziomach, dochodząc do absurdalnych wartości 50-80 akcji sprzedanych na jedną kupioną. Zarządy i właściciele przez ostatni kwartał nieprzerwanie i pracowicie pozbywali się akcji swoich wspaniałych, rokujących świetlane perspektywy nieustannego wzrostu w kosmos, firm.



Dlaczego bezpiecznie można obwieścić dziś lokalny szczyt, który ja osobiście uważam za szczyt absolutny, już nie do pobicia (a nawet SP powinien zejść poniżej 1000 i nie wrócić wyżej)? Z dwóch powodów. Po pierwsze w poniedziałek spodziewam się przebicia wsparć w okolicach 1090 - wystarczy spojrzeć na nastroje i nachylenie spadku, dopiero zaczyna się rozwijać panika.

Drugi powód jest ważniejszy i nazywa się Ted Kennedy, stąd peak Kennedy na jego cześć. Otóż ten zmarły niedawno członek klanu politycznego Kennedych, oczywiście niezłomny demokrata oraz jeden z filarów reformy ochrony zdrowia, która stała się jego opus vitae, zmarł niedawno i zostawił wakujące miejsce w Kongresie. Wybory uzupełniające w Massachusetts wygrał, wbrew oczekiwaniom, bardzo słaby republikański konkurent demokratycznej kandydatki Mary Coakley. Głosowanie było ostatnim sygnałem ostrzegawczym dla ekipy Obamy, bowiem pokazało ogromne zniechęcenie dotychczasową polityką jak dawniej. Republikański kandydat wygrałby nawet wówczas, gdyby był z Marsa. To otrzeźwiło Obamę i zadziałał on piorunująco.

Oczywiście pozornie jeden głos z Massachusetts nic nie zmienia w długiej prespektywie. Błąd. Zmienia wszystko, bowiem tej jeden głos pozbawił demokratów bezwzględnej większości blokującej i od tego momentu ich zdolność koalicyjna została zanegowana. Obecnie wszystkie inicjatywy ustawodawcze demokratów można zablokować poprzez procedurę flilibuster, co czyni cios dla Obamy podwójnie bolesnym. Miejsce po ojcu reformy zdrowotnej, sztandarowym postulacie Obamy, zajął nic nie znaczący dotychczas republikanin, który - o zgrozo - może tę reformę skutecznie zablokować.

Nietrudno zgadnąć, jak gorączkowo sztab Obamy debatował nad wynikami Massachusetts, dość zauważyć, że już po kilku dniach wystąpił z ofensywą propagandową i oto jej wyniki. Otóż Obama zaatakował Wall Street, za jej ekscesy, ogromne nagrody roczne i brak zmiany sposobu działania. Stwierdził, że mimo ogromnej pomocy państwa w obliczu kryzysu, dzięki której system bankowy się nie zawalił, banki nadal nie udzielają kredytów, a kraj nie chce wyjść z recesji tak, jak w poprzednich cyklach. Pogroził palcem firmom, wykonującym spekulacje, zamiast organicznej pracy (tu ukłon do Goldmana Sachsa i bożego dzieła). Obama zapowiedział ni mniej ni więcej, tylko starania w kierunku demonopolizacji i segmentacji rynku finansowego.

Oczywiście od słów do czynów jest daleka droga, niemniej dzwon alarmowy, który rozległ się w Massachusets, prawidłowo zrozumiano w Waszyngtonie w kategoriach hemingwayowskich (Komu bije dzwon?). To jest ostatni dzwonek dla Obamy, bowiem statystyki poparcia notują historyczne minima, a wskaźnik dezaprobaty - historyczne maksima. Wolta Obamy wobec Wall Street (przyznajmy szczerze, werbalna, on był i pozostaje ich zakładnikiem) dokonała się w ostatnim momencie przed wiszącym w powietrzu lynchem. Ulica ma dość polityki pięknych wykresów, kiedy rośnie bezrobocie. Nie pomogą piękne słówka, kiedy szefowie wczoraj splajtowanych banków dostają dziesiątki milionów odpraw na głowę (roczny bonus za 2009 r. w Goldmanie średnio, na pracownika wyniósł prawie 500 tys). Ulica ma dość i Obama to dostrzegł w chwili, kiedy stracił w Kongresie bezwzględną większość. Teraz trwa gorączkowa akcja retuszu wizerunku. Na wylocie (w sensie propagandowym) jest na przykład Tymon Geithner - tu warto wspomnnieć o zarzutach postawionych w sprawie np. pomocy dla AIG, gdzie Geithner kazał ukrywać informacje finansowe (oczywiście nie jedyne i wyjątkowe, ale wypłynęły we właściwym momencie) - oraz jego mecenas Larry Summers. W miejsce Summersa w otoczeniu Obamy zaczął się od jakiegoś czasu pojawiać (to warto zauważyć) były szef FED, Paul Volcker.

Volcker, znany zwolennik tradycjonalistycznego podejścia do bankowości oraz odwieczny krytyk pseudonowoczesności Greenspana, z wielką mocą i konsekwencją krytykował od chwili uchwalenia odejście od rozdziału bankowości komercyjnej (tradycyjnej) oraz inwestycyjnej (spekulacja i hedge-fundy), czyli porzucenie Glass-Steagall act. Znanym promotorem politycznym obalenia tej ustawy był natomiast Larry Summers, obecny szef doradców ekonomicznych Obamy. Trudno wyobrazić sobie dłuższe przebywanie Volckera i Summersa w jednym zespole, więc Massachusetts oraz peak Kennedy należy uznać za moment działu wód.

Obama wystawia dla uwiarygodnienia swych zamiarów czytelną figurę Volckera, pokazując światu, nawykłemu już do polityki marketingowej i obrazkowej, wiarygodną twarz. Jeśli Volcker pozostanie tam dłużej (a to by oznaczało ewakuację Summersa), czeka nas zapowiadany powrót do jakiejś formy Glass-Steagall. Oczywiście pogadać przed kamerami jest dużo łatwiej, niż zrobić. Podobnie jest dużo łatwiej pogrozić sponsorom kampanii, niż odebrać im zarobione bonusy i administracyjnie podzielić ich firmy, niemniej widziano już takie przypadki w historii (ustawy antymonopolowe) i jest to tylko kwestia determinacji. Jak wiadomo, najlepszym motywatorem determinacji jest strach, a ten zagląda Obamie poważnie w oczy.

Dla giełdy wystawiona publicznie figura Volckera to jednoznaczny sygnał, że Wall Street straciła chwilowo swój blask, a możliwe że nawet na dłużej. Podobnie jak w przypadku hossy marcowej, kiedy po przemówieniu Obamy, mówiącym iż osiągnęliśmy dno, opanowaliśmy sytuację, giełda następnego dnia urosła (i rosła trzy kwartały), tak i teraz Obama obwieścił symbolicznie górkę i następnego dnia giełdy spadły (i będą spadać). Ten prezydent taki ma juz urok, że potrafi wskazać lokalne maksimum, jest po prostu genialnym analitykiem. Genialny analityk ogłosił zatem peak Kennedy (to w kręgach politologów), który powinien nazywać się właściwie peak Volcker (w kręgach finansowych). Tak czy inaczej obydwa kręgi są ze sobą ściśle powiązane przez mass-propagandę, bo giełda dawno utraciła swój korzeń ekonomiczny, a właściwiej wyrosły jej dwa nowe i teraz mamy razem trzy: ekonomiczny, finansowy i polityczny. Jeśli zapowiadane regulacje ograniczenia ryzyka finansowego przez odcięcie lewara spekulacjom zostanie wprowadzone, a to symbolizuje twarz Paula Volckera, peak Volcker nie jest wymysłem chwili, ale nieuchronnym faktem. Zakończy się era dominacji funduszy hedgingowych oraz ich niepomiernych zysków i nastąpi powrót do nudnych, żmudnych fundamentalnych korzeni giełdowych, gdzie wyceny są ostrożne, P/E w granicach do 10, a roczny zysk w akcjach średnio kilka punktów wyżej od obligacji. To jednak znaczy jednocześnie powrót do zapowiadanych przed rokiem wycen SP500 na poziomach 400+. Wielu ludziom to się bardzo nie spodoba.

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 10 grudnia 2009

Banana Nobel: jubel

Obama odebrał dziś swojego pokojowego Nobla. W przemówieniu wspomniał o dziele Martina Luthera Kinga, którego czuje się kontynuatorem. W jego trakcie zaświeciły mu się w oczach łzy. Słynne przemówienie czarnego pastora, mówiącego o swoim śnie, w którym wszędzie widział czarnych ludzi, w pokoju i z dumą pracujących obok swych braci jest faktycznie niezapomniane. Przypomnijmy tu dziś słowa brata - podobnie jak King zastrzelonego - białego prezydenta na wieść o kolejnej zbrodni. Charakterystyczne że wspomniał tam, po telewizyjnej egzekucji prezydenta, jego brata i tuż po zamachu na pastora, iż to nie koniec przemocy. Wezwał do pokoju i opanowania. Na dwa miesiące przed swoją z kolei tragiczną śmiercią.

Wielkie, proste słowa, umieszczono wśród setki największych przemówień politycznych. Zezowaty twierdzi, że ich prostota wynikała zwyczajnie z faktu, że tekst Robert Kennedy napisał sam, a nie wynajęci spin-doktorzy, a co najważniejsze, mówił to, co myśli. Prawda ma wewnętrzną moc przekonywania, bez dodatkowych ozdób.

Posłuchaj.

Przemówienie RFK po zastrzeleniu Martina Luthera Kinga.




Tu jest tekst przemówienia.

Obama ma daleką drogę przed sobą i nie jest ona prosta. Zezowaty gratuluje nobliście i życzy nam wszystkim pokoju.

© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 23 listopada 2009

Bananowanie, czyli gęstość prawdopodobieństwa

Warunki funkcjonowania gospodarki są już inne. Przed kryzysem wszystkim wydawało się, że uchroni ich, skala bananowania;-) w gospodarkach rozwiniętych, ale to tylko doprowadziło do niesamowitego znacznego wzrostu długu publicznego.

A tutaj można poczytać tzw optymistyczną aproksymację długu;-)

Dług może być zmniejszony albo poprzez wzrost opodatkowania, albo poprzez podatek inflacyjny. - Myśl, myśl, myśl - pogania mnie Sołtys - ale co tutaj wymyśleć, kiedy król jest nagi. Można jedynie budować scenariusze na bazie zmiksowania aparatem matematycznym trzech zmiennych, zadłużenia państwowego, zadłużenia gospodarstw domowych i firm oraz ceny złota. To oszacowanie pozwala nie tyle przewidzieć co się stanie, ile wyspekulować, który z założonych scenariuszy ma większe prawdopodobieństwo się ziścić. Można by rzec, że prawdopodobieństwo grupy pesymistycznych scenariuszy zagęszcza się lub nieco blednie;-) Czy giełda oderwie się w dół od cen złota? Umowne granice nakreślone przeze mnie są zupełnie subiektywne i mogą być dowolnie przesuwane i modyfikowane, co samej idei nijak nie zmienia.
  • kryzys łagodny DJ wyceniany na 3-5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 5ty$
  • kryzys jak w latach 30-tych DJ wyceniany na 0.7-1.5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 6.5ty$
  • ogromny kryzys systemowy DJ wyceniany na 0.1-0.5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 20ty$
Im szybciej wzrasta cena złota, tym bardziej gęstnieje prawdopodobieństwo, iż właśnie los przechodzi od jednego kapelusza do drugiego z coraz to czarniejszymi scenariuszami, aby coś nam z niego wyciągnąć. W perspektywie roku, dwóch grozi nam wzrost inflacji, ale podejrzewam, że stopy procentowe będą na siłę trzymane na realnym ujemnym poziomie, co automagicznie dopompuje złoto i inne metale. Z kolei istotne zmniejszenie rozwoju gospodarczego będzie spowodowane ograniczeniem konsumpcji Amerykanów. Słaby dolar podroży import surowców i wywinduje koszty życia tak, iż można będzie mówić o przemijaniu amerykańskiego stylu życia. Odbudowa oszczędności i bezpieczeństwa finansowego zawsze bierze górę nad nawet najlepiej stymulowanym w kryzysie wydatkom.;-). Wieszczą już nawet o tym literaci. Amerykanie w swojej masie nie dopuszczają do siebie myśli, że biorą udział w gigantycznym oszustwie, bo rząd federalny tworzy teraz piramidę Ponziego. Powoli jednak co do niektórych dociera, jak takie piramidy się kończą. A co Polacy zrobią z własną piramidą, mając okazję popatrzeć z oddali jak ten mechanizm działa?

W USA, które nadal mają klucz do normalności, mamy kilka nawzajem sprzecznych tendencji:
  • banksterskie pompowanie dolara
  • rosnąca, średnio co miesiąc o ok miliona, liczba osób pozbawiana prawa do zasiłku
  • spadek poparcia dla Obamy
W pewnym momencie któraś ze stron nie wytrzyma i albo bankierska okupacja USA ujawni się z cała pełnią, albo też ludzie wyjdą na ulicę. W końcu od Tea Party do Colt Party nie jest aż tak daleko;-) Jak zwykł mawiać Stirlitz wracający z włóczęgi nad Bajkałem, nic tak nie wzmacnia patriotyzmu jak wspólnota plemienna, a przynajmniej jej elementy - wspólne protesty, wspólne pałowania z nagonką, nielegalne pędzenie bimbru i wspólne jego spożywanie;-). Nikt specjalnie nie wierzy w koniec kryzysu, skoro do wybrzeży światowej gospodarki zbliżają się co najmniej dwie rozpoznane fale tsunami.

PS. Wg prognozy Societe Generale i (podobno) oszacowania Goldman Sachs International równowagę pieniężną w USA zapewniła by cena złota na poziomie 6200-6600dolarów za uncję.
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 17 listopada 2009

Opcja atomowa. Jak zdetonować juana?

W uzupełnieniu tournee Obamy prosty przepis Dean Bakera (polecam świetny blog) na gwarantowaną dewaluację juana. Obama może zdewaluować juana w dowolnej chwili, a zapewnienia o polityce silnego dolara Geithera można urzeczywistnić dziecinnie prosto. Jak? Zwyczajnie. Przez bank. Pisze Dean Baker (góglomatołem)
Waszyngton - jako kandydat, Barack Obama powiedział, że "twierdzą, że Chiny stop manipulowanie jego waluty, ponieważ nie fair amerykańskich producentów". Jako prezydent, pan Obama mógł spełnić zobowiązanie, że kampania na długo przed jego wizytą w Chinach w tym tygodniu.

Ale kołysanie Yuan Chin jest łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Przez lata urzędnicy Bush oskarżył Chiny o "manipulacji" waluty przez utrzymywanie wartości juana w dół w stosunku do dolara. Zrobili niewielki postęp.

Tanie Yuan obniża koszty chińskich towarów w Stanach Zjednoczonych, a podniesienie cen towarów USA w Chinach. W skrócie, to główną przyczyną ogromnego deficytu USA w handlu z Chinami.

Chiny pragnie utrzymać sztywny kurs juana do dolara amerykańskiego na małą wartość, ponieważ jest przekonany, jest to najlepszy sposób na zwiększenie produkcji i chiński stworzenia milionów nowych miejsc pracy. Takie krajowe dotyczy dlaczego Pekinie w dużej mierze odrzuciły wysiłki Busha, a teraz Obama administracji, aby podnieść wartość swojej waluty.

Jak Obama może przełamać impas?

Pierwszym krokiem jest uzyskanie jasności na problem.

Po pierwsze, nie ma problemu z "manipulacji" z waluty Chin. Rząd chiński nie jest skradać się po środku nocy, starając się wpłynąć na ceny walut. Chiny oficjalnego kursu wymiany, który kładzie wartości swojej waluty znacznie poniżej kursu rynkowego. Ten oficjalny kurs wymiany jest szeroko nagłośnione. Nie mamy się złapać je nieprawidłowo działających w ciemności; każdy może po prostu patrzeć w formie papierowej lub zadzwonić do chińskiej ambasady zapytać, co jest celem kursu.

Po drugie, USA nie ma do "nacisku" w celu zwiększenia Yuan Chiny. Wbrew temu, co można przeczytać w gazecie, Waszyngton nie jest bezradna w tej historii.

Podobnie jak Chiny mogą ustawić wartość swojej waluty wobec dolara, rząd USA może ustalić wartość dolara w stosunku do juana. Rząd chiński wspiera obecnie kurs dolara, w którym można kupić 6,8 juana. Ten wysokiej wartości dolara sprawia, że wyroby US niekonkurencyjna w stosunku do Chin. Aby amerykańskich dóbr bardziej konkurencyjne, USA mogłyby przyjąć politykę, przez które będzie sprzedawać dolary w znacznie niższej cenie, powiedzmy 4,5 juana.

Różnicy kursów wymiany stanowiłoby ogromną zachętę dla chińskich firm i osób fizycznych do wymiany juana w wysokości Skarbu niż oficjalny kurs chińskiego. Choć może to stanowić naruszenie prawa chińskiego, potencjalnie olbrzymie zyski pozwoliłoby prawa trudne do wyegzekwowania. W stosunkowo krótkim czasie, kurs USA mogą stać się skuteczne kursie rynkowym.

Oczywiście, sytuacja walczących kursy walut może doprowadzić do okresu niestabilności i niepotrzebne wrogości między oboma krajami. Jednak to stanowiło ważny sygnał, że rząd USA ma kontrolę nad swym losem Dolar: Waszyngton ma możliwość dowolnej chwili zechce wcisnąć Dolar w dół do bardziej rozsądnego poziomu przed yuanów.

Takie śmiałym posunięciem prowadzi cen. Short-negatywów kadencji niższej wartości dolara to wzrost cen importu, co przekłada się na wyższą inflację i nieco niższe standardy życia. Z politycznego punktu widzenia, może być trudne dla Waszyngtonu, który celowo przepłacać za waluty Chin w okresie wysokiego bezrobocia, nawet jeśli celem jest pobudzenie rynku pracy w domu.

Sektora finansowego może sprzeciwić się tego kroku, ponieważ silny dolar sprawia, że bardziej ważnym aktorem na światowych rynkach kapitałowych. Przemysłu sprzeciwia niczego, co mogłoby prowadzić do większej inflacji, nawet jeśli jest to niezbędny krok w kierunku odbudowy Ameryki sektora wytwórczego.

Jeśli administracja Obamy była gotowa zgodzić się skutki w najbliższej przyszłości i konfrontacji branży finansowej, może to niech rząd chiński wiedział, że to poważne, którzy chcą mniejszej wartości dolara w stosunku do juana. Można nawet określić terminu, w którym został przygotowany, aby rozpocząć oferowanie do sprzedaży dolarów w niższej cenie niż oficjalny kurs wymiany chiński.

Będzie to prawdopodobnie uruchomić proces negocjacji, zgodnie z którą Chiny zgodzą się zwiększyć wartość swojej waluty przez pewien okres czasu w stosunku do dolara. W końcu przyniesie to nasz deficyt handlowy w dół do rozsądnego poziomu. Jednakże kluczem do uzyskania takich kwestii zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie jest bezsilna w celu ustalenia wartości własnej waluty.
© zezorro'10 dodajdo.com

Goodbye Chimerica


Prezydent Obama odbywa tournee po Azji, które zaczął od kłopotliwej wizyty u sojusznika, Japonii. Komentatorzy nie omieszkują prześmiewać prezydenta, który choć jest przywódcą niekwestionowanego lidera, przychodzi dziś z kapeluszem w dłoni. Japonia ma grube setki mld amerykańskich obligacji, Chiny następny bilion. W przyszłym roku USA chcą się zadłużyć na kolejny bilion, więc pokora wobec wierzycieli byłaby wskazana. Premier Hatoyama wyraźnie zabiega już o relokację głównej amerykańskiej bazy na japońskim terytorium, jednak to amerykańska flota pozostaje gwarantem międzynarodowego bezpieczeństwa w regionie. Chiny ze swojej strony mogą nie kupować obligacji w dolarach, mogą nawet zrezygnować z amerykańskiego eksportu, tylko w czym będą handlować, w niewymiennym juanie? Pogłoski o śmierci dolara okazały się jak dotychczas grubo przesadzone i mimo swojej słabości nie może on skutecznie przebić się przez barierę eurusd 1,500.

Wizyta Obamy w Chinach przypomina epokowe wydarzenie z roku 1973, kiedy to z pierwszą oficjalną za Wielkim Murem przebywał prezydent Nixon. Dopiął on wówczas wielkiego globalnego biznesu, tworzącego pierwszą hybrydę komunistyczno-kapitalistyczną. Chińczycy są pragmatyczni, więc mogą pogodzić komunistyczną ideologię walki klas z powstaniem nowej klasy miliarderów pod światłym przewodem komitetu centralnego. Wszak jak mawiał wielki przywódca, nieważne jakiej maści jest kot, ważne żeby łapał myszy. Przez ostatnie lata to łapanie doszło do takiej perfekcji, że Chiny prześcignęły właśnie Niemcy i przymierzają się do detronizacji Japonii jako gospodarczy nr 2 na świecie. Warto przypomnieć, że przed wielką stagnacją z lat '80 Japonia przymierzała się do gospodarczego pokonania Stanów. Na drodze stanęły jednak wielkie przemiany geopolityczne - upadek imperium radzieckiego i rozczarowanie potęgą, wiecznie skazaną na bycie numer dwa.

Podobnie dziś, wydaje się że Stany tak są już zadłużone, osłabione dwoma bezsensownymi wojnami i skazane na łaskę swych azjatyckich wierzycieli, że nieunikniony wzrost potęgi Chin na arenie międzynarodowej spowoduje, iż dolar zaraz pójdzie do śmietnika, a nasze dzieci zamiast angielskiego, powinny ćwiczyć mandaryński. Tak wygląda na pozór, lecz z bliska sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Obama w odróżnieniu od Nixona pojechał do Chin aby ogłosić koniec projektu Chimerica, tandemu w którym jedna strona tanio produkowała, a druga z wielkim apetytem i na kredyt, konsumowała. Termin wymyślił Niall Ferguson, pupil władzy i członek kilku wiodących think-tanków. W ostatnim artykule, linkowanym na dole, żegna się z Chimeryką bez żalu. W podobnym tonie brzmią artykuły dwóch innych luminarzy: noblisty Krugmana i pierwszoligowego dziennikarza ekonomicznego Evansa-Pritcharda. Wszystkie ukazały się na czas azjatyckiego tournee i przygotowują grunt do twardej powtórki z roku 1971, kiedy amerykański minister finansów pokazał światu Kozakiewicza, zrywając jednostronnie parytet złota. To nasza waluta, ale wasz problem. W następstwie tego rozpoczęła się era papierowego dolara oraz chińska odyseja nieskończonego wzrostu. Od przełomu wieków chińskie pkb wzrosło czterokrotnie! Czy ta architektura świata da się utrzymać dalej? Nie, nierównowagi doszły do granic wytrzymałości systemu. Obama pojechał to zakomunikować. Chimerica good-bye.

Nie można dalej prowadzić wzrostu gospodarczego świata w oparciu o amerykańskiego konsumenta, któremu kredytu udziela chiński producent wszystkiego. Załamanie się popytu światowego z ub.r. nie było jednorazowym sygnałem ostrzegawczym, ale zwiastunem zmiany trendu. Kredyt światowy osiągnął swoje apogeum - peak-credit - i dalej nie pociągnie gospodarczego rozwoju. Co prawda pojawiły się zwiastuny wychodzenia z recesji, ale na niższych poziomach. Świat nie potrafi powrócić do szczytów z lat 2006-7 z powodu załamania się piramidy kredytowej, która została awaryjnie załatana bilionowymi funduszami państwowymi. To kredyt państwowy właśnie, wzięty z pożyczek pod przyszłe podatki, zastąpił niespłacane kredyty hipoteczne i konsumpcyjne i ich pochodne. Banki kredytują obecnie obligacje państwowe, finansujące programy naprawcze banków... Na tzw. ulicę, do amerykańskiego konsumenta te środki nie trafiają. Jak może on powrócić do swojego tradycyjnego życia na kredyt, kiedy kredyt właśnie został odcięty? Nie może. Musi zacząć oszczędzać i zrównoważyć swój budżet.

W wymiarze międzynarodowym zrównoważenie budżetu polega na wyrównaniu bilansu handlowego, który w ub.r. znowu zaliczył kolejny deficyt obrotów USA-CN w wysokości 200 mld. I to w sytuacji załamania koniunktury! Nie da się dalej prowadzić takiej polityki, choć Chiny wydają są od niej uzależnione. Administracyjnie utrzymywany niski kurs juana powoduje stałą, strukturalną nadwyżkę handlową, która doprowadziła w dłuższej perspektywie do osłabienia dolara. Cierpią dziś na tym gospodarki strefy euro i jena, bo waluty te znacznie wzrosły w stosunku do dolara i ich eksport stał się całkowicie niekonkurencyjny, zarówno wobec Chin, jak i Stanów. Z tej perspektywy patrząc, rachunek za tandem Chimerica płaci Europa.

Słaby dolar jest zatem, co zresztą było tu debatowane, obojętny lub nawet na rękę Chińczykom. Z merkantylistycznego punktu widzenia utrzymanie status quo jest dla nich pożądane, bo są na razie największym beneficjentem, zarówno ekspansji kredytowej, jak i finansowego kryzysu. Czas jednak to skończyć. Tak przynajmniej twierdzą zgodnie światowi publicyści, a zezowaty ich słucha. Czy prezydent Hu ich także wysłucha? Wątpię. Być może zgodzi się na stopniowe i łagodne upłynnienie (umocnienie juana), ale na całkowite otwarcie rynku walutowego nie ma co liczyć. Więcej ma do zyskania z utrzymania swego reżimu finansowego, niż ryzykuje z krachu dolara. Taka jest bowiem alternatywa. Jeśli Hu uwolni juana, rozpadnie się jego bank centralny i całe centralne planowanie diabli wezmą. Jeśli będzie dalej kontynuował politykę słabego juana, czyli stałej (i rosnącej) strukturalnej nadwyżki w handlu ze Stanami, dolar będzie nieubłaganie tracił wobec innych walut, zatem stan rezerw walutowych Chin ulegnie erozji, a w przypadku krachu dolara, nawet całkowitej stracie. Ryzyko jest jednak niewielkie, bo to by oznaczało upadek systemu finansowego całego świata. Nasze pieniądze ale wasz problem...

W takim ciekawym momencie historii żyjemy. Albo wybuch, albo załamanie, a może coś trzeciego?

The End of Chimerica - Niall Ferguson & Moritz Schularick, New York Times

China has now become the biggest risk to the world economy - Ambrose Evans-Pritchard, Telegraph

The Chinese disconnect - Paul Krugman, The New York Times
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 19 października 2009

Peace brother. Zapal skuna

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że zezowaty chwyta zeitgeist w trakcie formowania, niech czyta uważnie. Oczywiście jest ciąg dalszy odysei pokojowego noblisty. Nie zapominaj przy tym, że pan Schickelgruber alias Hitler był malarzem pokojowym, jednak Nobla w dziedzinie sztuk plastycznych nie dostał ;) Jak by nie było z pokojem i sztuką nastrój był tak wyrazisty, że nie mógł mylić. Marycha dla wszystkich! I po week-endzie, jak tylko ambasador przetłumaczył zezowate przesłanie najważniejszemu, bum! Jest marycha dla wszystkich! Peace brother. Zapal skuna. Donosi dziennik (nocnik chyba)
Amerykański prezydent rozluźnia restrykcyjne prawo zakazujące palenia marihuany. Chorzy używający tego narkotyku do uśmierzania bólu, nie będą ścigani przez agentów federalnych. W ten sposób Barack Obama zrywa z polityką George'a W. Busha. Czy pójdą za nim inne kraje?
Agenci federalni nie będą poświęcać czasu i środków na aresztowania posiadaczy marihuany i konfiskowanie jej w 14 stanach USA, które zezwoliły na używanie tego narkotyku w celach medycznych, głównie do uśmierzania bólu - oświadczyło amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości.

Nowe wytyczne resortu oznaczają odejście od polityki administracji poprzednika Baracka Obamy, republikańskiego prezydenta George'a W. Busha, który groził ściganiem używania trawki do celów medycznych nawet w stanach, gdzie wykorzystanie jej dla tych potrzeb zalegalizowano.
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 17 października 2009

Peace brother

Mamy wyniki naszego małego tańca z figurami na głodzie, przepraszam o pokoju w przedpokoju, nieważne. Wyniki plebiscytu na fajkę. Peace brother. Marycha dla wszystkich. Green shoots. Dobre zioło na wesoło.

Nikt nas nie przekona, że kolorowy lokator białego domu, objawienie nadziei (hope) na zmianę (change) tego twardo zakleszczonego świata, znajdującego się w ogólnoświatowej depresji, nie zasłużył na nominację do pokojowego Nobla zaledwie tygodnie po objęciu urzędu zimą tego roku. Za tchnienie nadziei na pokojowe zmiany zasługuje na nagrodę nie mniej niż inni laureaci, na przykład ojciec współczesnej globalizacji Heinz Kissinger.

Jes łi ken. Obama zasługuje ponadto na Nobla z ekonomii. Jego skuteczna propaganda nadziei na zmiany powoduje, że w praktyce udowodniono iż paradygmat rynków efektywnych, fundament szkoły chicagowskiej, legł raz na zawsze w gruzach. Jak bowiem mogą być racjonalne, pomijam efektywne, rynki na których panuje euforia hossy, podczas gdy realna gospodarka jest w stagnacji, bezrobocie rośnie, płace spadają, a największy kryzys nieruchomości właśnie w najlepsze się rozwija? Yes we can. Obama zasługuje na Nobla z ekonomii i to wstyd, że nikt go nie nominował w tej kategorii, bowiem to on praktycznie udowodnił, że zbiorowe czary propagandowe sterują tzw. efektywnym rynkiem jak chcą, i to w skali globu. Odkrycie warte chyba najwyższych honorów, tym bardziej iż dokonane w najbardziej ze śmiałych sposobów: eksperyment zaplanowano i przeprowadzono in vivo, efekty prac badawczych wdrożono od razu w praktyce, nie zadowalając się mdłą teorią. Nie na jakimś uniwersytecie, ale w laboratorium naszego ekonomicznego globu!

W świetle powyższego wstępu jak marnie wyglądają wyniki naszego plebiscytu. Zaledwie co siódmy respondent uznał, iż warto było zawracać sobie fujarkę honorowym tytułem dla urzędującego prezydenta. Dwukrotnie więcej twierdzi, że naominacja (takie nowe słowo od imienia pewnej działaczki) Obamie się nie należy. Za to prawdziwy powód do dumy z czytelników zezowaty znalazł w ostatnim punkcie, roztropnie dodanym do głupawej dyskusji o egzotycznych tytułach za wirtualne zasługi, mianowicie połowa chcących wyrazić swoje zdanie wybrała opcję WTF is Alice. (Tłumaczenie akronimu wtf znajdziesz po prawej w okienku wikipedia).

Kim jest kolorowy lokator białego domku, żeby mu nadawać takie albo inne odznaczenia? WTF is Obama? Hope. Change. Green shoots. Peace brother.

© zezorro'10 dodajdo.com

niedziela, 11 października 2009

We the sheeple: deadline 15.10.09

Oryginalny cukierek ze strony Crooks and liars.

You can view this video right here by getting the latest version of Flash Player!






DOWNLOADS: (495)

Download WMV
Download Quicktime


PLAYS: (3150)

Play WMV
Play Quicktime




Rob Waters at Hatewatch happened to catch the above short-lived video the other day:

It advises President Obama and other prominent people (“Our Dear Leader and co.”) to “leave now and give us our country back” and to do so by next week.

“If you stay,” the silent video message continues, “ ‘We, The People’ will systematically dismantle you, destroy you and reclaim what is rightfully ours. …

“We are angry and we are ready to take back the rights of the people. We will fight and We will win. …

“Dead line [sic] for your national response: October 15, 2009

“Thank you to all patriots who support our cause. … Be prepared for when the fateful day of the declaration of war is nationally announced.”


As the post notes in an update, the video was taken down shortly after it appeared on the SPLC site with no explanation. However, we managed to capture it before then and have reproduced it here in its original form, with a C&L tag at the end.

The "National Militia, Soldiers of Freedom" is not a known organization of any kind. Most likely it is some guy sitting in his basement.

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 16 kwietnia 2009

Epoh? egnach?

amaboMinęło kluczowe sto pierwszych dni przywódcy świata. Kryzys niby przygłaskany, banki podreperowane łącznym kosztem ok. - bagatela - biliona dolarów. Czy hope i change coś znaczą? Znowu rozczarowanie. Nic, to tylko puste, zgrabne hasełka wyborcze, solidnie opłacone. Duet Obama-Biden został hojnie wspomożony przez kancelarie, lobbystów, banki i fundusze, jak żaden do tej pory. Co z tego wynikło? Zgodnie ze zleceniem: ratowanie sektora finansowego za wszelką cenę, płaconą przez podatnika...

Ma rację publicysta bloomberga, Obama idzie na krótkiej smyczy banksterów. Zadziwiające jest tylko to, że tak wielu zdawałoby się fachowców, dało się uwieść pustym hasełkom, a przeważająca (przeżuwająca) większość nie ma ciągle bladego pojęcia o co w tym (kryzysie) chodzi. A wystarczyłoby się przyjrzeć pierwszej nominacji Obamy na urzędzie. Nie, nie była to minister spraw zagr. Hillary. Chodzi o szefa kancelarii, Rahma Emanuela. Według niektórych to jest człowiek nr 1 egzekutywy. On ustala z kim, kiedy i jak spotyka się prezydent, jest jego zewn. buforem. Pouczająca jest jego lista sponsorów, przekonująca iż team Obama-Emanuel zrobi wszystko, żeby bankom nie stała się krzywda.

Tak więc ichni Wachowski nazywa się Emanuel, a elektryk nie ma wąsów i jest inteligentny. Za to rewolucja jest - jak zwykle - demokratyczna i aksamitna. Jest też kolorowa, tyle że ani różowa, ani pomarańczowa, ale czarny jest elegancki i wyszczupla :)

Największy cykliczny show objazdowego cyrku świata ma więc swoją lokalizację i swoje lokalne zwyczaje, niemniej reguły są wszędzie identyczne. Klient płaci, klient wymaga. Najzabawniejsze, że wszystko to było łatwe do przewidzenia już w listopadzie ub.r. Wystarczyło zapytać odpowiednich ludzi. Jednym z nich jest Noam Chomsky.

Noam Chomsky - The Election, Economy, War, And Peace

Poglądy Chomskiego nie należą do głównego nurtu, są raczej kontestatorskie, niemniej naprawdę niesposób odmówić mu uczciwości i klarowności obrazu amerykańskiej, fasadowej pseudodemokracji w fazie przyspieszonej degrengolady. Oto dwa inne jego artykuły, dla ciekawych świata.

Chomsky, We Own The World
Chomsky, Failed states
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 8 kwietnia 2009

Uncle Sam ma wielką depresję. Zobaczmy

Zajumałem Bratowi Zecerowi, a właściwie Czarnemu Piotrusiowi z CFR (spoko, to instytucja quasi-publiczna, non-profit, copyright nie kąsa) i publikuję pod zezowatym szyldem, co smaczniejsze obrazki - ku chwale ojczyzny - zaraz powycinam i dodam komentarz, bo warto.

Gdzie jest zatem Uncle Sam i jak wielką ma depresję dziś? Popatrzmy.

WD 2008, porównanie z WD 1933

1. Wzrost pkb realny USA
Spóźniony - w stosunku do normalnego cyklu - zapewne poprzez poluzowanie polityki pieniężnej przez Benka Helikoptera, spadek pkb, niemniej obecnie doganiający typową recesję i patrząc na jego dynamikę, może się pogarszać, co wskazywałoby na depresję.


2. Deficyt budżetowy USA
Raczej katastroficzny. Takiej próby - doładowywania ogromnego (dodatkowego) długu na garb nurkującej gospodarki - jeszcze nie było.


3. Handel światowy
Prawdziwe załamanie, dalej zobaczymy, czy dorówna Wielkiej depresji.


4. Bezrobocie 1
Jeszcze wznoszące, dużo większe od typowej, cyklicznej recesji.


5. Płace
Słabnące, grożące utrwaleniem tendencji recesyjnych, czyli przejściem w chroniczną depresję. Typowa recesja wyprzedza wzrostem płac odbicie.


6. Cena ropy
Wzrost cen surowców tuż przed recesją jest typowy, w naszym przypadku nietypowe jest przeciągnięcie cyklu aprecjacji surowców zarówno w czasie, jak i skali. Spadek cen jest tym boleśniejszy i wyjście z deflacji trudniejsze. Państwa eksportujące surowce nie są w stanie pociągnąć koniunktury.


7. Produkcja przemysłowa1
Sytuacja podobna, jak przy pkb. Ujemna dynamika, która zapowiada dalszy spadek w kierunku depresji.


8. Wskaźnik wyprzedzający koniunktury ISM
Ja przy produkcji przemysłowej. Opóźnienie w stosunku do normalnego cyklu, ale głębsze nurkowanie. Oczekiwanie społeczne zdecydowanie negatywne, co zapowiada okopanie się recesji.


9. Sprzedaż samochodów
Reprezentatywna dla dóbr trwałego użytku. Takiego spadku jeszcze nie było, po prostu strajk klientów. Załamanie jeszcze nie zostało powstrzymane, należy oczekiwać raczej stabilizacji na niższym poziomie, niż odbicia.


10. Oprocentowanie papierów dłużnych firm
Spread między bondami przedsiębiorstw, a obligacjami jest nienaturalnie wielki (i nie ma ochoty spadać). Zapowiada tragiczną sytuację pożyczkową nawet firm o najlepszym standingu oraz oczekiwanie na dalsze pogorszenie. Kolejną ofiarą będzie prawdopodobnie CRE.


11. Giełda
Nietypowa, bardzo mocna reakcja giełdy. W normalnym cylku dawno powinna odbijać. Tak znacząca przecena świadczy o tektonicznym ruchu aktywów, które są przeceniane hurtowo.


12. Inflacja CPI
W okolicach zera, przypomina raczej wzorzec recesji przedwojennej, niż Wielką Depresję (zapewne zasługa Benka).


13. Produkcja przemysłowa2
Nienormalny spadek na dzisiejsze czasy, ale przypomina sytuację przedwojenną. Na razie nie ma mowy o załamaniu WD.



14. Bezrobocie2
Na razie nie ma mowy (i na to nie wygląda) żeby móc porównywać z WD. Nie oczekujcie kolejek po kuroniówkę. Niemniej przypomina czasy przedwojennych załamań w USA.


15. Handel USA
Opóźniona, ale dramatyczna reakcja, którą można nazwać załamaniem. Właśnie przełamywana jest linia WD i choć są uzasadnione nadzieje, że nie dojdzie do tak ogromnej destrukcji handlu, USA dogoniły dynamikę WD w dziedzinie handlu.


16. Deficyt budżetowy USA 2
Raczej katastroficzny. W porównaniu do GD robi wrażenie. Z drugiej strony Benek mówi o 'budżecie nadziei'.

© zezorro'10 dodajdo.com

Wojna asymetryczna

sterownia elektrycznaDoktryna wojny niesymetrycznej nie jest nowa, zajmowano się nią - wbrew pozorom - już w zamierzchłych czasach, a jej najlepszym symbolem jest Dawid i Goliat.

Teoretyczne założenia wojny asymetrycznej wyłożył już starożytny nestor sztuki wojny Sun-Tsu. Nie jest przypadkiem, że klasyczne niesymetryczne podejście znajduje się wypisane dziś w doktrynie strategii obronnej Ludowej Armii Narodowowyzwoleńczej oraz np. Rosji. Nie jest także przypadkiem, że twórcą rosyjskiej doktryny maksymalizacji potęgi przewagi surowcowej jest mistrz wschodniej sztuki walki (ugnij się, aby zwyciężyć) judo, Władimir Putin. Efekty jego pracy doktorskiej (jest doktorem międzynarodowej ekonomii nacisku gazowo-naftowego) właśnie odczuliśmy tej zimy w postaci braku ok. 20% zakontraktowanego gazu, który kupowaliśmy od kagiebowskiej spółki RUE. Tu dochodzimy do ekonomii.

Wśród priorytetów nowego prezydenta USA - a nikt nie zaprzeczy, że jest to wybór wyjątkowy, wystarczy spojrzeć - znalazły się, chyba w tej kolejności:
1. kryzys finansowy
2. wojny w Iraku i Afganistanie
3. wzmocnienie cyberbezpieczeństwa Stanów.

Co oznacza cyberwojna i cyberbezpieczeństwo, mogli niedawno przekonać się Estończycy, których kraj został praktycznie sparaliżowany przez tydzień w ramach gniewu Rosjan po przeniesieniu pomnika "smutnych".

Prezydent Obama nakazał pilny przegląd zdolności obronnych krytycznej infrastruktury kraju przed infiltracją i zdalnymi atakami, głównie przez internet. Mianował także głównego szefa od cyberbezpieczeństwa i wygląda, że zajmuje się tym osławione NSA, które dotychczas było znane z globalnego systemu podsłuchu. Signum temporis. Dziś przewaga technologiczna zaczyna topnieć, bądź zamieniła się w swoją własną karykaturę.

Zaczynają się pojawiać pierwsze wyniki zleconych badań. Jak pisze Wall Street Journal wyniki są - jak zezowaty wiedział i bez nich - dość nieprzyjemne. Otóż w systemach sterowania sieciami energetycznymi nieznani sprawcy pozostawili ukryte furtki i trojany, mogące posłużyć do ataków terrorystycznych, niszczących, uszkadzających i przerywających pracę (blackout) całych sieci energetycznych (są ich w Stanach trzy).

Badacze twierdzą, że akcje przeprowadzono na masową, metodyczną skalę i nie mogła ona być wykonana przez ad-hoc zebranych fanatyków, bądź grupkę specjalistów. Wykonała ją zorganizowana jednostka o wielkim potencjale, a zbadane ślady prowadzą do Rosji i Chin. Oczywiście niesposób niczego udowodnić, niemniej obydwa te państwa według dorocznych raportów wywiadowczych systematycznie rozbudowują swój potencjał cyberwojenny. Z cytowanego materiału wynika, że napastnicy skutecznie spenetrowali sieci energetyczne już kilkukrotnie.

Zezowaty doda od siebie, że dopóki cały świat będzie używał jednolitego oprogramowania do sterowania wieżowcami i elektrowniami, typu SCADA, a do tego wynajmował przez internet właśnie Indusów, problem będzie tylko narastał. Tego typu software jest tak pełny dziur, jak szwajcarski ser, a pomysłowość i cierpliwość Azjatów można porównać tylko do amerykańskiego wygodnictwa. Dość powiedzieć, że serwery pocztowe armii amerykańskiej, położone dwa lata temu, były praktycznie niezabezpieczone...

Witajcie w świecie nowej ekonomii (cyberekonomii) i nowej wojny (cyberwojny).
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 7 kwietnia 2009

115 lat, tyle ma dziś najstarsza Ziemianka

Najstarszy żyjący człowiek na naszej planecie ma czarną skórę, nazywa się Gertruda Baines i właśnie dostała certyfikat z Księgi Guinessa. Jest jeszcze coś. Głosowała na Obamę, przy asyście telewizji.

Warto zwrócić uwagę na ogrom pracy, kunsztu i pieniędzy włożonych w ostatnie wybory prezydenckie. Jedną z wielu twarzy tej piekielnej maszyny propagandowej jest szanowna solenizantka, najstarsza z matriarchów. 200 lat!

© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 24 marca 2009

USSA: prezydent Kenii?

Przypomina mi się sprawa innego prezydenta, chorego na goleń. Okazuje się, że jest prawdopodobne, iż Obama może być formalnie prezydentem Kenii, ale nie USA.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut