poniedziałek, 13 stycznia 2014
Stuxnet nie zniknął. Jest wszędzie.
Co to jest Stuxnet, powinieneś pamiętać jeszcze watsonie, to taki bardzo wyrafinowany kombajn wirusów, którym niezwyciężona demokracja rozwaliła przed kilku laty irański program atomowy. Od tego czasu okazało się, że powstała cała rodzina stuxpopodobnych, niewykrywalnych wirusów, zdolnych się propagować między właściwie wszystkimi systemami, nawet bez łączności elektronicznej [sieć kablowa i radiowa ethernet, wifi], przez np. karty dźwiękowe i mikrofon [czyli drogą dźwiękową]. Nie dość tego, istnieją wiarygodne doniesienia, że stuxnet użyto w Fuckushimie. Stąd zainteresowanie Rosjan [oni pierwsi odkryli stuxneta w działaniu] i poniższa prezentacja. Sterowniki przemysłowe Scada Siemensa, bo te były celem stuxneta, są dziecinnie łatwe do przechwycenia, a siedzą we wszystkich instalacjach przemysłowych, z elektrowniami na czele. Rewelacje Snowdena przy tym to bajki dla przedszkolaków.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Diana? Boston brakes
Nie dalej jak dwa tygodnie temu napisałem, że Dianę załatwiono przez tzw. Boston brakes. Hahaha odezwał się jakiś leming. Nie wiedział biedaczysko, że to już powszechna wiedza. Sorry watsonie, wiedzą o tym już nawet dzieci.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Cybergeddon
- Który z tych ludzi wydaje ci się podejrzany, drogi Watsonie?
Dwaj nierozłączni przyjaciele - genialny detektyw i jego powiernik odbywali właśnie niedzielną przechadzkę, kiedy z tym pytaniem wypalił znienacka, nieobliczalny jak zwykle dla otoczenia geniusz. Jego myśli zdawały się chodzić nikomu bliżej nieznanymi ścieżkami. Pogodne, słoneczne popołudnie. Co u diaska mogło byś tu podejrzanego?
piątek, 10 grudnia 2010
Wywiód bieżący #1: Global przeciek czyli Ass-angel
wtorek, 20 lipca 2010
Microsoft, cyrylica i FSB
Jak donosi hackinthebox.org, a za nim liczace sie polskie serwisy o
tematyce bezpieczenstwa IT firma Microsoft podpisala umowe, na
podstawie, ktorej firma udostepnila kod zrodlowy systemu
operacyjnego Windows 7 rosyjskim sluzbom wywiadowczym.
Ponadto Vedomosti podaly, iz Microsoft udostepnila FSB rowniez kod
zrodlowy Microsoft Windows Server 2008 R2, Microsoft Office 2010
oraz Microsoft SQL Server. Decyzja ta ma miec wplyw na zwiekszenie
sprzedazy produkt $(D+Qw Microsoftu na rynku rosyjskim.
Porozumienie zaklada rowniez, a raczej tlumaczy sie tym, ze
otwarcie kodu pozwoli odpowiednim sluzbom na rozwoj kryptografii w
produktach Microsoftu dzieki rzadowemu cialu o nazwie "Atlas", owo
cialo ma wraz z FSB scisle wspolpracowac - poinformowal Nikolai
Pryanishnikov, prezes Microsoft Russia.
Jak widac nie stanowi to problemu dla jankesow, ktorzy opatrzyli
kod zrodlowy produktow Microsoftu banderola "tajemnica panstwowa"
:) Rowniez i nasz (nie)rzad najwyrazniej ze spokojem przyjal te
informacje mimo, iz korzstanie z produktow firmy z Redmond jest
nader powszechne w rodzimych instytucjach panstwowych. Nie od dzis
znane sa przypadki lub raczej standardy specyfikacji przetargowych,
kt $(D+Qre dokladnie wskazuja na produkty Microsoftu, pomimo ich
zawyzonej ceny i niskiej jakosci. Jak wiadomo kazdemu kto skonczyl
pierwsze 3 klasy podstawowki udostepnianie kodu zrodlowego
oprogramowania przypomina udostepnianie zamka do ktorego jedynie
trzeba dorobic klucz. Dzieki temu rosjanie nie beda musieli bawic
sie w reverse engineering, co przeciez jest zmudnym i czasochlonnym
zajeciem. Przyblizajac sprawe bardziej: bedac w posiadaniu kodu
zrodlowego mozna oprogramowanie uruchamiac w trybie debugowania, po
czym sprawdzac aktualnie zaalokowane miejsca w pamieci oraz ich
adresy,
jak rowniez ich zawartosc w danym momencie dzialania aplikacji.
Tego typu praca moze zaowocowac opracowaniem exploitow atakujacych
system za pomoca metody buffer overflow. Pomijam juz dziecinne
bledy, z ktorych slynie oprogramowanie Billa, jak chocby bledy w
konwersji danych.
Idac dalej, po znalezieniu odpowiedniej luki w zabezpieczeniach (a
zaloze sie, ze takowa sie znajdzie) mozna masowo infekowac
komputery i pomijajac mozliwosc kradziezy danych i pelnej
inwigilacji komputera ofiary (a czesto co za tym idzie, samej
ofiary) mozliwe jest utowrzenie botnetu. Jest to pokazna
ilo $(D+\++ maszyn, kt $(D+Qre na pierwszy rzut oka nie wykazujz
zadnych nieprawidlowosci, jednak po wydaniu stosownego "rozkazku",
mog $(D+( one przesylac olbrzymie ilosci zapytan do jednego-
okreslonego, badz wszystkich portow na wybranym serwerze. Zaowocuje
to zawieszeniem, badz zamknieciem serwera. Atak tego typu nazywany
jest atakiem DDos. Jak wiadomo rosjanie uzywali juz tej metody
ataku podczas nieporozumien z Estoni $(D+(, co spowodowalo wiele
zamieszania w samej Estonii.
Jak widac medialny szum wokol pojmania ostatnimi czasy grupy
rosyjskich superszpiegow w USA, zakrawa w tym momencie na superzart.
Eliah Ballard
Propatry
-------------------------
[słyszałem o tym, pisze Schneier
http://www.schneier.com/blog/archives/2010/07/russian_intelli_1.html
Przy okazji przesyłajcie teksty w pdf, te krzaki to jest rzeźnia.]
wtorek, 19 stycznia 2010
Hazardzista ocenzurowany
Dziś nasi rządziciele dyskutowali jak by tu okiełznać hazard. Pisze prawna
Przy okazji zaostrzania przepisów antyhazardowych może zostać wprowadzona cenzura prewencyjna. Nad projektem nowelizującym ustawę o grach hazardowych i prawo telekomunikacyjne będzie dziś dyskutować Rada Ministrów. Projekt przygotowany w Ministerstwie Finansów i Ministerstwie Infrastruktury przewiduje utworzenie przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Policja, ABW, wywiad skarbowy i służba celna razem z prezesem UKE będą w sposób dość arbitralny decydować o uniemożliwieniu dostępu polskim użytkownikom internetu do stron określonego rodzaju – ostrzega Marek Szydłowski, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Zakazane treści
Pierwszym rodzajem treści, do których dostęp będzie blokowany, są materiały pornograficzne z udziałem małoletnich i zwierząt.
– Utrudnienie dostępu do treści o charakterze pornograficznym jest konsekwencją penalizacji w kodeksie karnym tego typu zachowań – mówi Magdalena Kobos z Ministerstwa Finansów.
Będą także blokowane strony zawierające treści umożliwiające uzyskanie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych. Trzecim rodzajem niepożądanych treści są treści umożliwiające urządzanie gier hazardowych bez udzielonego zezwolenia.
– Utrudnienie dostępu do wymiany takich informacji będzie miało charakter działania prewencyjnego – zaznacza Magdalena Kobos.
Oczywiście chodzi w pierwszym rzędzie o to, aby przykryć aferę hazardową. Rząd działa, rząd robi, rząd chroni. Nie będzie żadnego hazardu, a ten najgroźniejszy to my go całkiem zlikwidujemy. Kaganiec na internet i spokój. Oczywiście jest to nachalna próba cenzury prewencyjnej, po której przejechali się - prewencyjnie, a juści - na wszystkich portalach IT, prawnych i innych. Rzecz w tym, że ausgerechnet teraz, jak na ironię wielkie duże G idzie na wojnę z Chinami. O cenzurę. O wolność słowa. Gógle, które cenzurowało potulnie jak baranek, zgodnie z zaleceniami KC, staje okoniem i nie chce dalej cenzurować. A Tusku nie słyszał, bo akurat koledzy na cmentarzu, Rychu i Zbychu o tym rozmawiali. Więc żeby nie było problemu, to wpiszemy te wszystkie niewłaściwe witryny cmentarzy i innych zadymiarzy na centralną listę blokowanych i spoko. Żadnego hazardu, żadnych przypadkowych wiadomości. Gdyby to nie było śmieszne, to byłoby tragiczne. Tragikomiczne.
Wielkie G walczy bohatersko, jak donosiła gazeta (małe g)
- Nie chcemy dłużej cenzurować wyników wyszukiwania. Będziemy rozmawiać z władzami, czy zgodnie z prawem możemy w ogóle prowadzić wyszukiwarkę w Chinach - napisał w blogu David Drummond, główny radca prawny Google.
Jeśli do porozumienia nie dojdzie, Google zrezygnuje z chińskiej wersji wyszukiwarki, a nawet zamknie lokalne biura w Chinach, gdzie zatrudnia ok. 700 osób, głównie programistów.
To nagła zmiana strategii koncernu. Google przez cztery lata współpracował z chińskim reżimem, wycinając wiele niewygodnych dla rządu stron z chińskiej wersji wyszukiwarki (dostępnej pod adresem www.google.cn). I powszechnie był za tę współpracę krytykowany - tym bardziej że motto koncernu głosiło: "Nie czyń zła". Google broniło się, twierdząc, że z ocenzurowaną wyszukiwarką i tak internauci zyskają większy dostęp do informacji.
Dlaczego teraz chce się wycofać z cenzurowania sieci? Tłumaczy to... cyberatakami - w grudniu ub.r. chińscy hakerzy włamali się na serwery ponad trzydziestu firm z różnych branż - internetowej, technologicznej, finansowej czy chemicznej, wykradając poufne dane. Także z serwerów Google. Ale Drummond przekonuje, że głównym celem ataków były skrzynki pocztowe Gmail należące do chińskich aktywistów. Ujawnił, że kilkadziesiąt kont e-mailowych obrońców praw człowieka z Chin, Europy i USA było regularnie monitorowanych przez hakerów z Chin. Oficjalnie nikt tego nie mówi, ale między wierszami padają sugestie, że ataki były inspirowane przez rząd w Pekinie.
Żeby nie było niedomówień. To jest centralne zwarcie dotyczące cyberwojny. Na cenzurę panowie z dużego G dotychczas kładli małe g. O co chodzi? O wzmożone włamania, wywiad elektroniczny itd. Gógle występuje w imieniu kilku wielkich koncernów, na które atak wykrył. Stanowisko potwierdza sekretarz stanu Clinton. Brzmi znajomo? Akcja jest uzgodniona na poziomie MSZ i nie chodzi o drobiazgi. Cyberwojna jest faktem. Teraz albo Chińczycy ustąpią i otworzą swój internet, czyli zrezygnują z cenzury niewygodnych treści (nie zrezygnują, żaden komunista nie oddał władzy dobrowolnie), albo ogłosimy cyberwojnę na całego panie pierwszy sekretarzu. I o to chodzi. Zezowaty o tym tak jakoś niedawno pisał w kontekście szefa CIA zawodowca Leona. Prorok jakiś, czy co?
Z tej perspektywy dziecinne gierki internetowo-cenzurystyczne Tuska, który śmiga sobie z zięciulem na stoku (ach ta zazdrość) wygladają jakby tak żałośnie, ale cóż, każdy ma cyberatak i cybercenzurę na jaką zasłużył. Duża wojna i mała wojenka, duże G i małe g, duża cenzura i mała cenzurka. Ta ciągła niepewność to zdaje się jest istota hazardu...
środa, 28 października 2009
Leon zawodowiec strzela z komputera
Niespodziewany spodziewany atak posłuży oczywiście do natychmiastowego wdrożenia stanu wyjątkowego ze wszystkimi temu odpowiadającymi dekretami, albo - najzwyczajniej w świecie - zablokowaniu internetu - w postaci filtrowania i koncesjonowania całej infrastruktury. W Warszawie był kiedyś taki budynek, na zapleczu gmachu KC, ot tak dla wygody, przy ul. Mysiej konkretnie. GUKPPIW czy jakoś podobnie to się nazywało, a potocznie cenzura. Każde wydawnictwo, publikacja, widowisko, program na żywo w TV był cenzurowany dla bezpieczeństwa państwa. Dziś są inne czasy, gospodarka elektroniczna, kto by tam wnioski o dopuszczenie stemplował. Wystarczy klik na ekranie i gotowe.
Przypomnę dwa fakty. Po pierwsze tego lata Obama podpisał dekret o cyberbezpieczeństwie, który na wypadek stanu wyjątkowego absolutnie całą kontrolę internetu, włącznie ze wszystkimi zasobami (komputery, nadajniki, sieci itd.) przekazuje pod władanie specjalnej komórki pod egidą NSA. Jeden podpis i dekret wchodzi w życie.
Drugą sprawą, z której mało kto sobie powszechnie zdaje sprawę, jest możliwość prewencyjnej cenzury, polegającej na programowym blokowaniu/filtrowaniu ruchu w skali globu. Twoja poczta, twoja sieć firmowa i twój osobisty blog, drogi Watsonie są nadal twoje, ale pewnego dnia możesz przestać ich używać pod ich właściwymi nazwami, czyli będą twoje i tylko twoje. Otóż USA, a konkretniej ich państwowy organ, zarządza najwyższą sferą DNS (domain name server), która dalej - za pomocą demokratyczych i rozproszonych serwerów regionalnych oraz krajowych - zarządza przestrzenią adresową internetu. Dzięki tej międzynarodowej kontroli adres zezorro.blogspot.com jest widoczny z każdego miejsca na Ziemi i wskazuje dokładnie ten sam adres komputera. Jeśli zezowaty popadnie w niełaskę u Chińczyków, kasują lub blokują tę nazwę w swojej krajowej kopii DNS (ichni dopowiednik naszego NASK) i za Wielkim murem cisza. W Pekinie nie poczytają nieprawomyślnych treści (przynajmniej nie wprost). Owóż Amerykanie mogą taki myk zrobić globalnie, blokując/filtrując root servery DNS. Wówczas zezowaty będzie niedostępny także globalnie. Mamy globalizację przecież. Co gorsza, równie niedostępny będzie na przykład adres chujnia.pl. Szybko, sprawnie, elegancko i nikt nie używa brzydkich słów, typu cenzura. Cyberwojna. Chujnia.pl, tak mówi Leon, a Leona warto słuchać, bo to zawodowiec.
środa, 8 kwietnia 2009
Wojna asymetryczna
Teoretyczne założenia wojny asymetrycznej wyłożył już starożytny nestor sztuki wojny Sun-Tsu. Nie jest przypadkiem, że klasyczne niesymetryczne podejście znajduje się wypisane dziś w doktrynie strategii obronnej Ludowej Armii Narodowowyzwoleńczej oraz np. Rosji. Nie jest także przypadkiem, że twórcą rosyjskiej doktryny maksymalizacji potęgi przewagi surowcowej jest mistrz wschodniej sztuki walki (ugnij się, aby zwyciężyć) judo, Władimir Putin. Efekty jego pracy doktorskiej (jest doktorem międzynarodowej ekonomii nacisku gazowo-naftowego) właśnie odczuliśmy tej zimy w postaci braku ok. 20% zakontraktowanego gazu, który kupowaliśmy od kagiebowskiej spółki RUE. Tu dochodzimy do ekonomii.
Wśród priorytetów nowego prezydenta USA - a nikt nie zaprzeczy, że jest to wybór wyjątkowy, wystarczy spojrzeć - znalazły się, chyba w tej kolejności:
1. kryzys finansowy
2. wojny w Iraku i Afganistanie
3. wzmocnienie cyberbezpieczeństwa Stanów.
Co oznacza cyberwojna i cyberbezpieczeństwo, mogli niedawno przekonać się Estończycy, których kraj został praktycznie sparaliżowany przez tydzień w ramach gniewu Rosjan po przeniesieniu pomnika "smutnych".
Prezydent Obama nakazał pilny przegląd zdolności obronnych krytycznej infrastruktury kraju przed infiltracją i zdalnymi atakami, głównie przez internet. Mianował także głównego szefa od cyberbezpieczeństwa i wygląda, że zajmuje się tym osławione NSA, które dotychczas było znane z globalnego systemu podsłuchu. Signum temporis. Dziś przewaga technologiczna zaczyna topnieć, bądź zamieniła się w swoją własną karykaturę.
Zaczynają się pojawiać pierwsze wyniki zleconych badań. Jak pisze Wall Street Journal wyniki są - jak zezowaty wiedział i bez nich - dość nieprzyjemne. Otóż w systemach sterowania sieciami energetycznymi nieznani sprawcy pozostawili ukryte furtki i trojany, mogące posłużyć do ataków terrorystycznych, niszczących, uszkadzających i przerywających pracę (blackout) całych sieci energetycznych (są ich w Stanach trzy).
Badacze twierdzą, że akcje przeprowadzono na masową, metodyczną skalę i nie mogła ona być wykonana przez ad-hoc zebranych fanatyków, bądź grupkę specjalistów. Wykonała ją zorganizowana jednostka o wielkim potencjale, a zbadane ślady prowadzą do Rosji i Chin. Oczywiście niesposób niczego udowodnić, niemniej obydwa te państwa według dorocznych raportów wywiadowczych systematycznie rozbudowują swój potencjał cyberwojenny. Z cytowanego materiału wynika, że napastnicy skutecznie spenetrowali sieci energetyczne już kilkukrotnie.
Zezowaty doda od siebie, że dopóki cały świat będzie używał jednolitego oprogramowania do sterowania wieżowcami i elektrowniami, typu SCADA, a do tego wynajmował przez internet właśnie Indusów, problem będzie tylko narastał. Tego typu software jest tak pełny dziur, jak szwajcarski ser, a pomysłowość i cierpliwość Azjatów można porównać tylko do amerykańskiego wygodnictwa. Dość powiedzieć, że serwery pocztowe armii amerykańskiej, położone dwa lata temu, były praktycznie niezabezpieczone...
Witajcie w świecie nowej ekonomii (cyberekonomii) i nowej wojny (cyberwojny).





