Go To Project Gutenberg
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CN. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Chińczyk schodzi ze sceny

-
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Strategia Chińczyka. Determinanty

-
© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 5 stycznia 2016

Co tam panie u Chińczyka? W porządku

-
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Zejście smoka. Co dalej?

-
© zezorro'10 dodajdo.com

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Zejście smoka

-
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 19 marca 2015

China deflationary bust

-
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 2 października 2014

Co tam panie na Majdanie #107: teraz Hong Kong!

-
Kliczko rozpędził majdan? Nic nie szkodzi, jesteśmy teraz w Hong Kongu.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 11 września 2014

poniedziałek, 17 marca 2014

Co tam panie u Chińczyka?

-
Trzyma się mocno.

Niestety w Państwie Środka nic nie wygląda tak, jak się potocznie przyjmuje, bowiem nasza wiedza na ich temat jest dość ograniczona, by się wyrazić oględnie.
© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 9 lutego 2013

Soros gra w Chińczyka

-
Właściwie gra z nami w palanta, żeby nie powiedzieć dosadniej, ale zezowaty dziękuje za chwilę szczerości. Gyorgy Schwartz [tak się naprawdę 'filantrop' nazywa i pod tym nazwiskiem był znany Gestapo w Budapeszcie, kiedy był jeszcze powabnym młodzianem] nie owija w bawełnę. Po zawaleniu lollara walutą światową będzie yuan.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 4 sierpnia 2011

Pan Gold?

Nie umknął oczywiście uwagi letni lodowy prysznic, czyli lodospad na wykresach. To dogodny czas, aby skonfrontować się z prawdziwą siłą pieniądza. Jak wiadomo, Ben drukarz złota nie uważa za pieniądz. Szast-prast, wszystko leci na pysk, frank po 3,70. Nie będę zrzędził - a nie mówiłem (mówiłem o chłodnym lecie) - bo wszystko się wali, ojro, makaroni, zorba, kilkenny. Jest jednak coś, co szybko i konsekwentnie odbije. Tak, to złoto.

Jasne, że jak się wali, to się wali wszystko. Przecie biliony kredytu idącego na łono Abrahama jest denominowane w ginącej walucie. W ekstazie śmierci staje się bardzo droga wobec innych aktywów, jakby rzekł Benek, ale wiadomo, że to kłamca, Dr. Doom wygarnia mu to w CNBC bez żenady. Tak się ostatnio składa, że aktywo, nie aktywo, azjaci konsekwetnie odkurzają ogromne ilości kruszców i gromadzą, po jakie licho? Buffet mówi że to nieracjonalne, złota przecież się nie je. Azjaci jednak nie słuchają i w najlepsze za swoje zielone lollary ściągają błyskotki.

Ostatnio powaga sytuacji została jendoznacznie potwierdzona, bowiem Azja nie zadowala się konsupmcją londyńsko-chicagowskiej ferajny (LBMA oraz CBOE) i na poważnie zaczyna handlować sama. Właśnie otworzyły się dwie wielkie giełdy: HKMex Hong-Kong, gdzie handlują futuresami oraz Pan Asia w kontynentalnych Chinach z własnym przepastnym skarbcem i giełdą. Są kontrakty spot i futuresy denominowane w juanach. Transakcje są dokonywane na bazie lokalnego skarbca, podobnie jak w Londynie, czy na Comeksie, z jedną różnicą. Nie ma leasingu. Przy każdej transakcji przechodzi tytuł własności. Widać że Chińczycy doskonale znają wszystkie arkana sztuki i na poważnie uruchomili konkurencję grożącą zawaleniem monopolu Londynu.

Dla wątpiących w efekty oraz strategiczną mądrość tego ruchu podsunę kilka wskazówek. Po pierwsze skarbiec Pan Gold jest w chińskim interiorze, daleko od granic państwa. Po drugie, aby na nim handlować, trzeba tam towar składować fizycznie. Po trzecie - i najważniejsze - handel jest w juanach, a nie za dolary. O możliwych konsekwencjach tego ruchu niech zaświadczy fakt promocji inwestycji w złoto i srebro w państwowej tv. Miliardowe społeczeństwo jest tradycyjnie przywiązane do metali i długo nie będzie trzeba mu powtarzać. Denominacja w lokalnej walucie znosi wszelkie bariery techniczne i kursowe. Rzeka złota coraz szerszym strumieniem płynie do Chin. Czy będą zmiany? Oczywiście, Chiny to przecież druga gospodarka świata.



Przyjrzyj się osobom które to polecają. Warto poczytać o każdym z nich, szczególnie Andy Maguire, mają sporo do powiedzenia i wiele napisali ciekawego.
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 19 sierpnia 2010

Chiny i Stany Zjednoczone na kursie kolizyjnym po deprecjacji juana

Chiny znajdują się na kursie kolizyjnym z Waszyngtonem po zdeprecjonowaniu juana w celu ochrony eksporterów, czego dokonano pomimo rekordowej nadwyżki w dwustronnym bilansie handlowym w wysokości 29 miliardów dolarów.

Tempo spadku kursu juana jest najszybsze od dwóch lat. Jego kurs względem koszyka walut wynosi obecnie 1.8% poniżej wartości z czerwca, kiedy to Pekin ogłosił zaprzestanie sztucznego zaniżania kursu juana względem dolara.

Zachodni ekonomiści postrzegali liberalizację w kwestii juana jako sygnał, że Chiny porzucają merkantylistyczną politykę i stopniowo zaczną uwalniać kurs swej waluty, co jak oczekiwano doprowadzi do jej aprecjacji. Fatalnie się jednak pomylili w ocenie motywów działania Chińczyków.

Pekin wciąż kontroluje kurs juana, dlatego jego obniżenie jest odzwierciedleniem politycznej decyzji. Pewnym jest, że wywoła to wściekłość jastrzębi w Kongresie, którzy zwołali na połowę września przesłuchania w sprawie kursu chińskiej waluty.

Sander Levin, przewodniczący komisji budżetowej, powiedział, że Stany Zjednoczone mogą zostać zmuszone do rozważenia sankcji odwetowych. "Musimy sprawić, że system handlu międzynarodowego zapewni uczciwe zasady konkurencji. Nie ma wątpliwości, że celowe niedowartościowanie chińskiej waluty jest niesprawiedliwe i powoduje nierównowagę w handlu międzynarodowym oraz powoduje utratę miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych." - powiedział.

Wielu na Kapitolu podejrzewa, że Chiny zafałszowały dane dotyczące jednorazowego deficytu handlowego w marcu, czyli w czasie kiedy administracja Obamy przygotowywała raport dotyczący tego czy Chiny manipulują swoją walutą.

Fakt, że Chiny, obniżając kurs juana, zdecydowały się stawić czoło gniewowi ze strony Kongresu, wskazuje jak wielkie obawy wywołuje w Pekinie niespodziewane spowolnienie chińskiej gospodarki wywołane ograniczeniami w udzielaniu kredytów, co spowodowało zatrzymanie boomu na rynku nieruchomości. W efekcie nagle spowolniła także produkcja przemysłowa.

Jim O'Neill, główny ekonomista Goldman Sachs powiedział, że chińska polityka kursowa wywołuje niepokój. Jako "najbardziej dziwne" określił osłabienie przez Pekin juana w momencie kiedy dane dotyczące amerykańskiej gospodarki są słabe, a chińska nadwyżka w handlu osiągnęła rekordową od 18 miesięcy wartość.

"To nie jest dobry tydzień dla tych z nas, którzy wierzą, że okres wielkiej globalnej nierównowagi w handlu pomiędzy USA i Chinami jest już za nami."

Napięcia między Stanami Zjednoczonymi i Chinami nasilają się na wielu obszarach. W drugiej połowie roku Chiny ograniczyły o ponad 70% eksport minerałów ziem rzadkich, znacznie zmniejszając tym samym światowe dostawy tych surowców. Chiny wytwarzają 97% światowych dostaw tych minerałów, wykorzystywanych szeroko w przemyśle hi-tech, od silników hybrydowych po komputery, telefony komórkowe, radary, urządzenia do nawigacji oraz precyzyjnie kierowaną broń.

Stany Zjednoczone wraz z Wietnamem zamierzają niebawem przeprowadzić manewry morskie na Morzu Południowochińskim w odpowiedzi na ćwiczenia chińskie, które miały podkreślić chińskie roszczenia dotyczące suwerenności w regionie będącym areną sporów terytorialnych pomiędzy szeregiem państw tego obszaru. Stany Zjednoczone zamierzają przeprowadzić także dodatkowe manewry wspólnie z Koreą Południową, wywołując w chińskich mediach oskarżenia o prowadzenie "kanonierkowej dyplomacji" (tj. wykorzystywanie incydentu związanego z zatopieniem południowokoreańskiego okrętu w pobliżu spornej granicy morskiej z Koreą Północną).

http://www.telegraph.co.uk/finance/currency/7947089/US-and-China-to-clash-over-yuan-fall.html
© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 10 grudnia 2009

Societe Generale czerwono o żółtym



SocGen cross-sector asset management widzi w Chinach górkę. To kolejny raport negatywnie nastrajający do euforycznych prognoz na temat Chin. Zezowaty od dawna twierdzi, że bajka o dekuplażu, azjatyckiej lokomotywie i inne tego typu brednie okażą się wielką pomyłką. Chiny niechybnie zdążają do twardego zderzenia, podobnie jak dekady wcześniej Japonia. Ich szansą jest zamknięta waluta, ale to pozorna ochrona, bo będą wywaleni na surowcach i obligacjach, którymi tak pracowicie się dzisiaj próbują zasłonić.

Raporcik tu (najedź myszą).

© zezorro'10 dodajdo.com

wtorek, 17 listopada 2009

Opcja atomowa. Jak zdetonować juana?

W uzupełnieniu tournee Obamy prosty przepis Dean Bakera (polecam świetny blog) na gwarantowaną dewaluację juana. Obama może zdewaluować juana w dowolnej chwili, a zapewnienia o polityce silnego dolara Geithera można urzeczywistnić dziecinnie prosto. Jak? Zwyczajnie. Przez bank. Pisze Dean Baker (góglomatołem)
Waszyngton - jako kandydat, Barack Obama powiedział, że "twierdzą, że Chiny stop manipulowanie jego waluty, ponieważ nie fair amerykańskich producentów". Jako prezydent, pan Obama mógł spełnić zobowiązanie, że kampania na długo przed jego wizytą w Chinach w tym tygodniu.

Ale kołysanie Yuan Chin jest łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Przez lata urzędnicy Bush oskarżył Chiny o "manipulacji" waluty przez utrzymywanie wartości juana w dół w stosunku do dolara. Zrobili niewielki postęp.

Tanie Yuan obniża koszty chińskich towarów w Stanach Zjednoczonych, a podniesienie cen towarów USA w Chinach. W skrócie, to główną przyczyną ogromnego deficytu USA w handlu z Chinami.

Chiny pragnie utrzymać sztywny kurs juana do dolara amerykańskiego na małą wartość, ponieważ jest przekonany, jest to najlepszy sposób na zwiększenie produkcji i chiński stworzenia milionów nowych miejsc pracy. Takie krajowe dotyczy dlaczego Pekinie w dużej mierze odrzuciły wysiłki Busha, a teraz Obama administracji, aby podnieść wartość swojej waluty.

Jak Obama może przełamać impas?

Pierwszym krokiem jest uzyskanie jasności na problem.

Po pierwsze, nie ma problemu z "manipulacji" z waluty Chin. Rząd chiński nie jest skradać się po środku nocy, starając się wpłynąć na ceny walut. Chiny oficjalnego kursu wymiany, który kładzie wartości swojej waluty znacznie poniżej kursu rynkowego. Ten oficjalny kurs wymiany jest szeroko nagłośnione. Nie mamy się złapać je nieprawidłowo działających w ciemności; każdy może po prostu patrzeć w formie papierowej lub zadzwonić do chińskiej ambasady zapytać, co jest celem kursu.

Po drugie, USA nie ma do "nacisku" w celu zwiększenia Yuan Chiny. Wbrew temu, co można przeczytać w gazecie, Waszyngton nie jest bezradna w tej historii.

Podobnie jak Chiny mogą ustawić wartość swojej waluty wobec dolara, rząd USA może ustalić wartość dolara w stosunku do juana. Rząd chiński wspiera obecnie kurs dolara, w którym można kupić 6,8 juana. Ten wysokiej wartości dolara sprawia, że wyroby US niekonkurencyjna w stosunku do Chin. Aby amerykańskich dóbr bardziej konkurencyjne, USA mogłyby przyjąć politykę, przez które będzie sprzedawać dolary w znacznie niższej cenie, powiedzmy 4,5 juana.

Różnicy kursów wymiany stanowiłoby ogromną zachętę dla chińskich firm i osób fizycznych do wymiany juana w wysokości Skarbu niż oficjalny kurs chińskiego. Choć może to stanowić naruszenie prawa chińskiego, potencjalnie olbrzymie zyski pozwoliłoby prawa trudne do wyegzekwowania. W stosunkowo krótkim czasie, kurs USA mogą stać się skuteczne kursie rynkowym.

Oczywiście, sytuacja walczących kursy walut może doprowadzić do okresu niestabilności i niepotrzebne wrogości między oboma krajami. Jednak to stanowiło ważny sygnał, że rząd USA ma kontrolę nad swym losem Dolar: Waszyngton ma możliwość dowolnej chwili zechce wcisnąć Dolar w dół do bardziej rozsądnego poziomu przed yuanów.

Takie śmiałym posunięciem prowadzi cen. Short-negatywów kadencji niższej wartości dolara to wzrost cen importu, co przekłada się na wyższą inflację i nieco niższe standardy życia. Z politycznego punktu widzenia, może być trudne dla Waszyngtonu, który celowo przepłacać za waluty Chin w okresie wysokiego bezrobocia, nawet jeśli celem jest pobudzenie rynku pracy w domu.

Sektora finansowego może sprzeciwić się tego kroku, ponieważ silny dolar sprawia, że bardziej ważnym aktorem na światowych rynkach kapitałowych. Przemysłu sprzeciwia niczego, co mogłoby prowadzić do większej inflacji, nawet jeśli jest to niezbędny krok w kierunku odbudowy Ameryki sektora wytwórczego.

Jeśli administracja Obamy była gotowa zgodzić się skutki w najbliższej przyszłości i konfrontacji branży finansowej, może to niech rząd chiński wiedział, że to poważne, którzy chcą mniejszej wartości dolara w stosunku do juana. Można nawet określić terminu, w którym został przygotowany, aby rozpocząć oferowanie do sprzedaży dolarów w niższej cenie niż oficjalny kurs wymiany chiński.

Będzie to prawdopodobnie uruchomić proces negocjacji, zgodnie z którą Chiny zgodzą się zwiększyć wartość swojej waluty przez pewien okres czasu w stosunku do dolara. W końcu przyniesie to nasz deficyt handlowy w dół do rozsądnego poziomu. Jednakże kluczem do uzyskania takich kwestii zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie jest bezsilna w celu ustalenia wartości własnej waluty.
© zezorro'10 dodajdo.com

Goodbye Chimerica


Prezydent Obama odbywa tournee po Azji, które zaczął od kłopotliwej wizyty u sojusznika, Japonii. Komentatorzy nie omieszkują prześmiewać prezydenta, który choć jest przywódcą niekwestionowanego lidera, przychodzi dziś z kapeluszem w dłoni. Japonia ma grube setki mld amerykańskich obligacji, Chiny następny bilion. W przyszłym roku USA chcą się zadłużyć na kolejny bilion, więc pokora wobec wierzycieli byłaby wskazana. Premier Hatoyama wyraźnie zabiega już o relokację głównej amerykańskiej bazy na japońskim terytorium, jednak to amerykańska flota pozostaje gwarantem międzynarodowego bezpieczeństwa w regionie. Chiny ze swojej strony mogą nie kupować obligacji w dolarach, mogą nawet zrezygnować z amerykańskiego eksportu, tylko w czym będą handlować, w niewymiennym juanie? Pogłoski o śmierci dolara okazały się jak dotychczas grubo przesadzone i mimo swojej słabości nie może on skutecznie przebić się przez barierę eurusd 1,500.

Wizyta Obamy w Chinach przypomina epokowe wydarzenie z roku 1973, kiedy to z pierwszą oficjalną za Wielkim Murem przebywał prezydent Nixon. Dopiął on wówczas wielkiego globalnego biznesu, tworzącego pierwszą hybrydę komunistyczno-kapitalistyczną. Chińczycy są pragmatyczni, więc mogą pogodzić komunistyczną ideologię walki klas z powstaniem nowej klasy miliarderów pod światłym przewodem komitetu centralnego. Wszak jak mawiał wielki przywódca, nieważne jakiej maści jest kot, ważne żeby łapał myszy. Przez ostatnie lata to łapanie doszło do takiej perfekcji, że Chiny prześcignęły właśnie Niemcy i przymierzają się do detronizacji Japonii jako gospodarczy nr 2 na świecie. Warto przypomnieć, że przed wielką stagnacją z lat '80 Japonia przymierzała się do gospodarczego pokonania Stanów. Na drodze stanęły jednak wielkie przemiany geopolityczne - upadek imperium radzieckiego i rozczarowanie potęgą, wiecznie skazaną na bycie numer dwa.

Podobnie dziś, wydaje się że Stany tak są już zadłużone, osłabione dwoma bezsensownymi wojnami i skazane na łaskę swych azjatyckich wierzycieli, że nieunikniony wzrost potęgi Chin na arenie międzynarodowej spowoduje, iż dolar zaraz pójdzie do śmietnika, a nasze dzieci zamiast angielskiego, powinny ćwiczyć mandaryński. Tak wygląda na pozór, lecz z bliska sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Obama w odróżnieniu od Nixona pojechał do Chin aby ogłosić koniec projektu Chimerica, tandemu w którym jedna strona tanio produkowała, a druga z wielkim apetytem i na kredyt, konsumowała. Termin wymyślił Niall Ferguson, pupil władzy i członek kilku wiodących think-tanków. W ostatnim artykule, linkowanym na dole, żegna się z Chimeryką bez żalu. W podobnym tonie brzmią artykuły dwóch innych luminarzy: noblisty Krugmana i pierwszoligowego dziennikarza ekonomicznego Evansa-Pritcharda. Wszystkie ukazały się na czas azjatyckiego tournee i przygotowują grunt do twardej powtórki z roku 1971, kiedy amerykański minister finansów pokazał światu Kozakiewicza, zrywając jednostronnie parytet złota. To nasza waluta, ale wasz problem. W następstwie tego rozpoczęła się era papierowego dolara oraz chińska odyseja nieskończonego wzrostu. Od przełomu wieków chińskie pkb wzrosło czterokrotnie! Czy ta architektura świata da się utrzymać dalej? Nie, nierównowagi doszły do granic wytrzymałości systemu. Obama pojechał to zakomunikować. Chimerica good-bye.

Nie można dalej prowadzić wzrostu gospodarczego świata w oparciu o amerykańskiego konsumenta, któremu kredytu udziela chiński producent wszystkiego. Załamanie się popytu światowego z ub.r. nie było jednorazowym sygnałem ostrzegawczym, ale zwiastunem zmiany trendu. Kredyt światowy osiągnął swoje apogeum - peak-credit - i dalej nie pociągnie gospodarczego rozwoju. Co prawda pojawiły się zwiastuny wychodzenia z recesji, ale na niższych poziomach. Świat nie potrafi powrócić do szczytów z lat 2006-7 z powodu załamania się piramidy kredytowej, która została awaryjnie załatana bilionowymi funduszami państwowymi. To kredyt państwowy właśnie, wzięty z pożyczek pod przyszłe podatki, zastąpił niespłacane kredyty hipoteczne i konsumpcyjne i ich pochodne. Banki kredytują obecnie obligacje państwowe, finansujące programy naprawcze banków... Na tzw. ulicę, do amerykańskiego konsumenta te środki nie trafiają. Jak może on powrócić do swojego tradycyjnego życia na kredyt, kiedy kredyt właśnie został odcięty? Nie może. Musi zacząć oszczędzać i zrównoważyć swój budżet.

W wymiarze międzynarodowym zrównoważenie budżetu polega na wyrównaniu bilansu handlowego, który w ub.r. znowu zaliczył kolejny deficyt obrotów USA-CN w wysokości 200 mld. I to w sytuacji załamania koniunktury! Nie da się dalej prowadzić takiej polityki, choć Chiny wydają są od niej uzależnione. Administracyjnie utrzymywany niski kurs juana powoduje stałą, strukturalną nadwyżkę handlową, która doprowadziła w dłuższej perspektywie do osłabienia dolara. Cierpią dziś na tym gospodarki strefy euro i jena, bo waluty te znacznie wzrosły w stosunku do dolara i ich eksport stał się całkowicie niekonkurencyjny, zarówno wobec Chin, jak i Stanów. Z tej perspektywy patrząc, rachunek za tandem Chimerica płaci Europa.

Słaby dolar jest zatem, co zresztą było tu debatowane, obojętny lub nawet na rękę Chińczykom. Z merkantylistycznego punktu widzenia utrzymanie status quo jest dla nich pożądane, bo są na razie największym beneficjentem, zarówno ekspansji kredytowej, jak i finansowego kryzysu. Czas jednak to skończyć. Tak przynajmniej twierdzą zgodnie światowi publicyści, a zezowaty ich słucha. Czy prezydent Hu ich także wysłucha? Wątpię. Być może zgodzi się na stopniowe i łagodne upłynnienie (umocnienie juana), ale na całkowite otwarcie rynku walutowego nie ma co liczyć. Więcej ma do zyskania z utrzymania swego reżimu finansowego, niż ryzykuje z krachu dolara. Taka jest bowiem alternatywa. Jeśli Hu uwolni juana, rozpadnie się jego bank centralny i całe centralne planowanie diabli wezmą. Jeśli będzie dalej kontynuował politykę słabego juana, czyli stałej (i rosnącej) strukturalnej nadwyżki w handlu ze Stanami, dolar będzie nieubłaganie tracił wobec innych walut, zatem stan rezerw walutowych Chin ulegnie erozji, a w przypadku krachu dolara, nawet całkowitej stracie. Ryzyko jest jednak niewielkie, bo to by oznaczało upadek systemu finansowego całego świata. Nasze pieniądze ale wasz problem...

W takim ciekawym momencie historii żyjemy. Albo wybuch, albo załamanie, a może coś trzeciego?

The End of Chimerica - Niall Ferguson & Moritz Schularick, New York Times

China has now become the biggest risk to the world economy - Ambrose Evans-Pritchard, Telegraph

The Chinese disconnect - Paul Krugman, The New York Times
© zezorro'10 dodajdo.com

środa, 9 września 2009

China put

O chińskich opcjach na ropie było niedawno i co z tego wynika. Warto spojrzeć na to trochę głębiej. Sprawa ani nie jest nowa, ani oczywista.

Jeśli ktoś nadal myśli, że Chińczycy pokornie pozwolą się wydoić na opcjach towarowych, w szczególności na ropie, to jest w bardzo głębokim błędzie. Oto dowód: dzisiejszy kurs surowca, który podskoczył ze słabnącego trendu o 5%. To podrygi opcji właśnie. Zebrany chronologicznie materiał pozwala przejrzeć konsekwentne stanowisko Chińczyków w tej sprawie. Okazuje się, że już przed świętami Bożego Narodzenia było jasne, że - w razie czego - Chińczycy zerwą umowy. Warto prześledzić w kontekście polskiej historii, gdzie pomimo buńczucznych podskoków Pawlaka skończyło się jak zwykle - niczym. Warto się uczyć, naprawdę.

  • 6.05.08 Goldman prognozuje skok ceny ropy do 150-200 Bloomberg
  • 22.10.08 Dystrybutor energetyczny Shenzen Nanshan Power potwierdza że pracownicy firmy podpisywali umowy opcyjne poza swoim umocowaniem (można się ich wyprzeć). W ten sposób puszczono pierwszy balon - jak na to zareagują zagraniczne banki - wystawcy opcji. Reuters
  • 26.10.08 SASAC ostrzega firmy przed ryzykownymi opcjami: Citic Pacific, China Railway Group, China Railway Construction, Shenzhen Nanshan Power FT
  • 12.12.08 Goldman prognozuje ropę po 30$ w ciągu kwartału Marketwatch
  • 15.12.08 SASAC informuje, że akcje Shenzhen Nanshan Power drożeją maksymalnie po ogłoszeniu rozwiązania umowy z Goldman Sachs Reuters
  • 19.12.08 Goldman kłóci się z Chińczykami o opcje na ropę Bloomberg
  • 20.12.08 SHENZHEN Nanshan Power Co ciągle negocjuje opcje na ropę z Goldman Sachs Shanghai daily
  • 9.01.09 Analiza możliwości zerwania kontraktów przez SASAC. Reuters ocenia że jest to możliwe, stracą banki, kwoty rzędu kilka mld. Forbes
  • 24.03.09 SASAC nakazuje przegląd i raport wszystkich kontraktów opcyjnych Reuters
  • 27.07.09 SASAC potwierdza, że COSCO, Nanshan Power, linie lotnicze i inne firmy mają poważne kłopoty z opcjami na ropę. Forbes
  • 29.08.09 SASAC ostrzega banki, że umowy opcyjne mogą zostać zerwaneReuters
  • 31.08.09 Banki amerykańskie zaskoczone twardym stanowiskiem Chińczyków, popłoch.Reuters

© zezorro'10 dodajdo.com

czwartek, 3 września 2009

Chińska opcja

Co wspólnego ma Polska i Chiny? Wspólnych dojarzy. Oczywiście wszystko jest inaczej. U nas mamy opcje masowego dojenia w wersji 1 (Pawlak przed rokiem) i obecnie w wersji 2 (Wzrostowski obecnie). Rynki wschodzące są czesane opcjami, a właściwie strukturami opcyjnymi w ten sposób, że architekt zabawy wykorzystuje swą przewagę informacyjną konstruując portfel oferowanych zabezpieczeń pod spodziewany scenariusz wydarzeń i ten scenariusz się realizuje. Czesani kontrahenci nie wiedzą, jak dokładnie będzie on wyglądał, więc zabezpieczają swoje pozycje opcjami tak, aby jak najmniej stracić (a najlepiej zyskać). Kłopot w tym, że jeśli architekt zna strukturę portfela zabezpieczeń, może rozegrać scenariusz czasowy tak, żeby wykorzystać różnice w poszczególnych przedziałach (opcje rozliczane są partiami) na swoją korzyść. Szuler zawsze wygrywa, skoro może wpływać na koło ruletki.

W przypadku Polski mamy płynny kurs walutowy, więc czesać można na opcjach walutowych, nie bawiąc się w niuanse rynków towarowych. W przypadku Chin, z juanem zakotwiczonym w dolarze, pozostają opcje towarowe. Wiadomo było od jakiegoś czasu, że Chiny zabezpieczają się przed ryzykiem upadku dolara, w którym mają swoje rezerwy, właśnie w surowcach, potrzebnych do produkcji. Co więcej, rozchwiane spekulacją rynki surowcowe mają bezpośredni wpływ na rentowność produkcji, więc stabilność ceny, np. ropy, ma kluczowe znaczenie dla producentów. Chińczycy zabezpieczyli swoje dostawy opcjami, a właściwie strukturami i wszystko miało być pięknie. Oczywiście pięknie nie będzie, bo architekt znając strukturę portfela, przygotował "przepłaszanie" i wygląda na to, że Chiny szykują się do masowych strat na opcjach towarowych.

Jak doniósł nieoceniony Yogos, w Chinach pojawiło się bliżej niesprecyzowane zalecenie państwowej komisji nadzoru właścicielskiego SASAC, zachęcające firmy, które stoją przed poważnymi stratami z tytułu skomplikowanych kontraktów opcyjnych na surowce, do zrywania ich z powodu niejasnych i nierównoprawnych (niesymetrycznych) klauzul. Jak donosi Reuters w Chinach w środowisku bankowym zawrzało. Co prawda zalecenie jest niejako nie wiążące, ale w chińskich realiach oznacza dyrektywę postępowania. Z doniesień można wysnuć kilka wniosków. Po pierwsze Chińczycy są bardziej zdecydowani od Pawlaka i wydają się składać propozycję nie do odrzucenia. Albo banki specjalizujące się w tych opcjach (sami znajomi - GS, JPM, MS) dobrowolnie przystąpią do renegocjacji z kontrahentami, albo chińskie firmy będą zrywać umowy i Amerykanom pozostanie sądzić się z nimi w Chinach. Oczywiście nie powiedziano tego wprost, ale możecie wierzyć zezowatemu tłumaczeniu.

Po drugie, skoro takie półoficjalne zalecenie zostało wydane, to w chińskich realiach oznacza akceptację samej góry. To jest ewentualny początek "wojny opcyjnej". Państwowe firmy nie mają innego wyboru, jak wykonywać polecenia, tak działa centralizm demokratyczny.

Po trzecie wreszcie zalecenie SASAC oznacza, że problem opcji towarowych nie jest bynajmniej marginalny i na pewno nie jest liczony w dziesiątkach milionów. O takie kwoty towarzysze planiści nie psuli by powietrza. Idzie o operację w dziesiątki miliardów, co zresztą współgra z pobieżną analizą strategii chińskiej.

Teraz ostatnie, czwarte. Jeśli komuś się wydaje, że tu idzie o jakieś zabawy kontraktowe, ktoś tam może stracić, ktoś zyskać i będzie po bólu, jak to miało miejsce w Polsce, jest w głębokim błędzie. Chińczycy postanowili nie dopuścić do bankructw firm, golonych na opcjach i jest to dla nich najwyraźniej kwestia pryncypialna, inaczej nie wszczynali by takiej awantury przez publikację, tylko normalnie, po cichu, rozpoczęli by rozmowy z bankami, w końcu jest ich tylko cztery. Oni jednak wybrali najwyraźniej konfrontację, więc można - znając tysiącletnią chińską dyplomację - zakładać, że to na pewno nie jest bluff i Chińczycy są zdecydowani spełnić swą groźbę.

Teraz co to oznacza dla finansów świata. Otóż właśnie odkryto chińską wersję opcji masowego zniszczenia. Wystarczy prosty rachunek. Załóżmy, że zakwestionowane płatności z tytułu opcji towarowych wynoszą 30 mld. Niby niewiele. A teraz wstawmy do równania lewar, stosowany przez banki przy tych operacjach: około 100. Co wychodzi przy złamaniu umów? 3 biliony. Oczywiście te pieniądze nie istnieją nawet w formie elektronicznej, pojawią się w rozliczeniach banków w postaci CDS, kiedy pierwszy z łańcucha wypadnie. CDS, jak china disease syndrome.

Po przemyśleniu możliwych konsekwencji zezowaty dochodzi do wniosku, że Chiny właśnie wynalazły broń masowego zniszczenia, wystarczy nacisnąć guzik...

© zezorro'10 dodajdo.com

niedziela, 21 czerwca 2009

Chińska hossa na kredyt

Potwierdzają się przypuszczenia, że chiński plan ożywienia gospodarczego, zakładający utrzymanie stabilnego wzrostu, owszem służy wzrostowi, lecz spekulacyjnych baniek, które zaczęły puchnąć najpierw na giełdach w Pekinie i Szanghaju, a obecnie w surowcach. Absolutną rację miał Marc Faber, prognozujący wzrosty w Chinach, tyle że nie wszyscy go prawidłowo zrozumieli.

Jak prosto i przejrzyście udowadnia nieoceniony Andy Xie, którego ostatnia ocena możliwych wariantów zachowania stabilności polityki monetarnej jest o tyle prosta, co nieubłagana w swojej logice, Chiny przeżywają nawrót koniunktury, ale nie taki, jak to piszą w mediach. Tym razem w cytowanym artykule rozprawia się bezwzględnie z mitem końca recesji i chińskiego wzrostu na kredyt, które miałyby jakoby wyciągnąć świat z kryzysu.

Decoupling? Zapomnij.
Wraz z nastaniem kryzysu finansowego świat zaczął się gorączkowo rozglądać za możliwym kandydatem do przejęcia roli lokomotywy gospodarczej. Skoro popyt konsumencki definitywnie w Stanach skapitulował, aby przywrócić świat na ścieżkę wzrostu (a tym samym wyrwać go z recesji), trzeba znaleźć nowego lidera, nowy motor światowej koniunktury. Do roli tej wyznaczono Chiny, które mają i taką ambicję i potencjalne możliwości, bowiem dotychczasowy model wzrostu opierał się na skutecznych podstawach: młodej i dynamicznej populacji, wysokim wskaźniku oszczędności, niskich kosztach jednostkowych i ogromnym postępie ekonomicznym.

Zwolennicy teoryjki wysprzęglenia Chin z symbiotycznej zależności od amerykańskiego importu, chętnie wypychali Chiny do roli nowego lidera, rozbudzając nadzieje na szybkie odbicie koniunktury. Zasadnicza myśl przewodnia była keynesowska, czyli taka: skoro część popytu, stymulującego wzrost odpadła (spadek eksportu o 1/3), należy zastąpić go innym, państwowym, aby utrzymać wzrost i miejsca pracy. Komitet centralny KPCh chętnie skorzystał z tej rady i w ślad za programem pomocowym Paulsona uchwalił chiński plan inwestycyjny, porównawczo większy i śmielszy od swojego amerykańskiego wzorca.

Teoryjka wysprzęglenia co prawda wzięła w łeb na całej linii, bowiem nie dość, że Chiny pozostały niczym przyspawane do swoich rynków zbytu i spadek eksportu przełożył się natychmiast na proporcjonalny spadek produkcji, to podobnie zadziałała reszta świata. Świat po raz pierwszy wszedł w synchroniczną recesję światową. Nie ma z niej wyjścia bez zmiany modelu ekonomicznego, bowiem ten nie da się utrzymać z racji narastającej nierównowagi bilansowej, która doprowadziła w końcu do załamania. Wszyscy znajdujemy się w tej samej łodzi i nie jest tak, że jedna jej połówka może płynąć w lewo, gdy druga płynie w prawo.

Początek odbicia, początek końca? Koniec początku.
Niedługo potem pojawiła się lansowana w CNBC teoryjka początku odbicia (green shoots). Mają zapowiadać go nie pogarszające się wskaźniki makro: nowe zasiłki dla bezrobotnych, liczba rozpoczętych budów, przewłaszczenia hipoteczne. Idea za tą teoryjką jest banalnie prosta. Nie ma znaczenia, że wymienione wskaźniki są na rekordowo katastrofalnych poziomach. Ważne, że - podobno - osiągnęły dno. Wiadomo, jak się osiągnie dno, niżej się już spaść nie da. Może być tylko lepiej! Nic to, że wskaźnik nowych zasiłków spada, bo dotychczasowi beneficjenci po prostu go tracą po pół roku. Nic to, że zatrzymanie przewłaszczeń (foreclosure) jest wynikiem ogromnej kolejki dotychczasowych, niechęci i opieszałości banków, które uginają się pod ciężarem już zgłoszonych oraz administracyjnych programów ochronnych, wydłużających okres oczekiwania (zamiast trzech miesięcy np. pół roku zalegania z ratami). Musi być lepiej!

Znakomicie nastrój ten współgra z chińskimi wysiłkami utrzymania wzrostu. Plan pomocowy dla gospodarki odbywa się centralnie poprzez uruchomienie gigantycznych kredytów dla gospodarki. Inwestycje (wielki sektor wytwórczy) i banki są w państwowych rękach, więc uruchomienie takiego planu nie jest trudne. Projekty, które poprzednio zostały zatrzymane z powodu zaciskania rozbuchanej zanadto koniunktury, wystarczyło odblokować (czytaj - przelać kredyt). Czy to rzeczywiście przekłada się na przejęcie brakującego popytu zewnętrznego przez nowy popyt krajowy tak, żeby Chiny mogły pewniej stanąć na własnych nogach i stać się autonomiczną lokomotywą?

Hossa na kredyt
Andy Xie z elegancją i prostotą rozszyfrowuje sprzeczności, przytoczone we wcześniejszych felietonach. Jak to jest, że produkcja przemysłowa nie spada, gdy konsumpcja energii el. kurczy się o 1/4, a eksport o 1/3? Proste. Brakujące liczby wzrostu znaleźć można na kontach bankowych i w przekłamaniach statystyk.

Chińczycy od lat są znani z twórczego traktowania sprawozdawczości, co zresztą jest systemową cechą wszystkich systemów centralistycznych. Dlatego też, skoro KC zaplanował wzrost na co najmniej 6,5%, wzrost będzie, choćby świat miał się zawalić. Plan trzeba wykonać. Drugą przyczyną sprawnej realizacji keynesowskiego planu substytucji popytu konsumpcyjnego (spadający eksport) przez wewnętrzny popyt inwestycyjny (inwestycje w wytwórczość i infrastrukturę) jest centralistyczna struktura bankowości oraz dualizm gospodarki.

Cały chiński system bankowy jest ściśle sterowany ekonomicznie (banki są państwowe), ale też politycznie (system zadaniowy). Banki plany stymulacji wykonają, choćby miały je zmarnować, innymi słowy przy bankowym wykonywaniu planów nie liczy się przecież efektywność ekonomiczna inwestycji, ale zgodność z założeniami. Taka alokacji inwestycji sprzyja ogromnemu marnotrawstwu i sądząc z naszych socjalistycznych doświadczeń odbije się w przyszłości czkawką. Projekty sfinansowane dziś naprędce okażą się w dużej części chybione, bo tak już niestety w tym systemie jest.

Po drugie, chińska gospodarka charakteryzuje się dychotomiczną strukturą. Przemysł ciężki i infrastruktura jest własnością państwową, a sektor produkcyjny, na którym opiera się konkurencyjny eksport chiński, jest prywatny, w dużej części jako spółki mieszane chińsko-zagraniczne. Fundusze pomocowe, uruchomione przez Pekin dla ratowania koniunktury powędrowały do państwowych przedsiębiorstw infrastrukturalnych i ciężkich,chwilowo powiększając wyniki pkb. W dłuższym okresie jednak nie czynią nic dla wzmocnienia popytu wewnętrznego (budowa klienteli krajowej), bowiem jednorazowe dopłaty do aut tylko przejściowo podwyższają sprzedaż. Rozwojowy impuls centralny w ogromnej mierze idzie na rozbudowę i tak już hipertroficznych mocy produkcyjnych. Po co Chinom kolejne huty i fabryki, skoro te istniejące i tak nie są obciążone i trzeba je zamykać? Po co Chińczykom kolejne wielkie osiedla mieszkaniowe, w których mieszkania stoją puste, bowiem są tylko lokatą kapitału, a potencjalnych nabywców na nie nie stać? Impuls rozwojowy z założenia jest niewydajny, bowiem inwestycje kierowane są dokładnie tam, gdzie nie przyniosą nic lub prawie nic dla rozwoju rynku wewnętrznego.

Ostatnią sprawą, ale najbardziej spektakularną, jest efekt spekulacyjny centralnego planu inwestycyjnego w Chinach. O ile na papierze wszystko się zgadza i brakujące w bilansie handlowym wpływy wydaje się teraz z odłożonych oszczędności, a na poziomie makro popyt eksportowy i konsumpcyjny został zamieniony na krajowy i inwestycyjny, w faktycznych realiach wygląda to trochę bardziej ciekawie. Wszystko bowiem wskazuje na to, że spora część centralnej gotówki z banków bocznymi dróżkami zasiliła spekulacyjną falę na giełdach i w surowcach. Ostatnie wzrosty, zwłaszcza surowców, mogą być równie dobrze efektem centralnych zakupów, jak - co bardziej prawdopodobne - ubocznym efektem taniego rządowego pieniądza, który lokuje się tam, gdzie oczekuje szybkich spekulacyjnych zysków, czyli tam, gdzie centralne fundusze już operują. Gdzie Chiny hedżują swoje ryzyko dolarowe? W surowcach. Koledzy i znajomi dyrektorów banków potrafią z tej wiedzy skorzystać i część rządowych kredytów inwestycyjnych przeznaczyć na szybki i bezpieczny zarobek w surowcach właśnie.

Efekt końcowy centralnych inwestycji będzie opłakany. Nie dość, że - dla chwilowego liczbowego złudzenia wzrostu gospodarczego - ładuje się ciężkie pieniądze w zupełnie bezsensowne projekty, to jeszcze część środków trafia do spekulacji, podwyższając ceny surowców, co w końcowym efekcie przeszkodzi odbiciu koniunktury. Nie dość, że drogie surowce zniwelują część przewagi konkurencyjnej, to opóźnią powrót koniunktury, przez windowanie cen finalnych. Gorzej jeszcze: plan ochrony oszczędności dolarowych przed inflacją weźmie dzięki temu w łeb, bowiem drożejące surowce skutecznie pociągną inflację właśnie.

W ten oto sposób chińska recepta, widziana pod lupą, jest doskonałą antyreceptą na trwałe podniesienie gospodarki. Im bardziej Chiny będą się starały wzmocnić swój rozwój przez keynesowskie plany, tym bardziej będą oddalać się od swego celu. W tym czasie rezerwy będą topnieć, a czas będzie płynął. Nie znaczy to niestety wcale, że chiński plan nie mógł się powieść. Działał przecież doskonale przez trzydzieści lat! Teraz niestety nieodwołalnie zmieniły się światowe porządki i dotychczasowy model wzrostu przestał być skuteczny. Przywódcy chińscy (czym nie odróżniają się wcale od amerykańskich) nie chcą tego jednak przyjąć do wiadomości i zaordynowali sobie największy pakiet keynesowski w historii. Efektem będzie chwilowa poprawa wskaźników makro i ogromne bezproduktywne inwestycje.

Chiny nie pociągną światowej koniunktury, nie są w stanie, dopóki nie zmienią modelu gospodarczego i dychotomii sektora państwowego i prywatnego. Nic nie wskazuje na to, aby Chiny szły w tym kierunku, więc nadzieje ze wschodu są chybione. Po przemyśleniu tekstu Andy Xie można dojść wręcz do wniosku, że chińskie plany pomocowe wręcz uniemożliwiają powrót światowej koniunktury, bowiem dokładają się do przerażających bąbli spekulacyjnych w nieruchomościach i surowcach, które niebawem upomną się o powrót do równowagi. Konsekwencje gospodarcze mogą być poważne, włącznie ze straconą dekadą a la chinoise. Ktokolwiek liczy dziś na ratunek ze wschodu jest fantastą. Niech lepiej poczyta, postudiuje i przemyśli.

© zezorro'10 dodajdo.com

sobota, 20 czerwca 2009

Hard rock Benek po kantońsku

W uzupełnieniu mojego bladoskórego felietonu o monetarnym położeniu Ameryki, które Andy Xie trafnie nazywa między młotem i kowadłem, jego trzeźwe, chińskie i klarowne spojrzenie na stan rzeczy: Between a rock and a hard place.

Jeśli chcieć poczytać moja tłumaczy inglisz na polski, jest tu: góglomacz.

Polecam w ramach odprężenia.
W ciągu ostatnich trzech tygodni, dolar ma zanurzali w morzu, ropy naftowej i skarbowych plon mają wzrósł. Te zmiany cen wykazują typowe objawy inflacji strachu. Inflacji obawiają się komplikuje polityki na całym świecie. W USA, w szczególności, może być butelkowane cala bodziec fiskalny przez rząd federalny i płynności pompowanie przez Federal Reserve są dwa instrumenty propping się pęknięcie gospodarce Stanów Zjednoczonych. Deficytu fiskalnego może górę 2 bilionów dolarów (15% PKB) w 2009 roku. Jest to jedna trzecia dodać do całości zasobów rząd federalny nieuregulowany dług. Takie masowe dostawy federalnego długu dokumentów potrzebuje prężny skarbu wchłonąć. Jeśli rynek skarbowych jest opatrzone rynku absorpcji staje się ogromnym problemem.


Swoją drogą, warto wyciągnąć praktyczne wnioski z faktu, że największe skupisko anglojęzyczne jest w ... Chinach. Andy pisze w inglisz perfekt, co nie dziwi, bo studiował w Stanach. Ważne, że myśli jasno i po chińsku :) Takie czasy, powiedział Rosjanin, z dumą ukazując złotego Rolexa.
© zezorro'10 dodajdo.com

muut