Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 września 2019
piątek, 25 marca 2016
środa, 4 lutego 2015
czwartek, 29 maja 2014
Czy JUREK OBCIACH pokaże kwity? Wyniki
-
Z górą dwa miesiące temu wywiesiłem sondę nt. świętej krowy Jurka Obciacha, aby każdy mógł sobie skonfrontować swoją opinię ze zdaniem innych. Wyniki są wielce pouczające, zwłaszcza z jednego, nie całkiem oczywistego powodu.
Z górą dwa miesiące temu wywiesiłem sondę nt. świętej krowy Jurka Obciacha, aby każdy mógł sobie skonfrontować swoją opinię ze zdaniem innych. Wyniki są wielce pouczające, zwłaszcza z jednego, nie całkiem oczywistego powodu.
wtorek, 14 grudnia 2010
Drażliwe tematy w Disccussji
Chciałbym z Wami podzielić się pewnym przykrym doświadczeniem z systemem komentowania Disqus. Wczoraj wieczorem umieściłem dwa komentarze, jeden był odpowiedzią dla frasobliwego, drugi dla ZeZo. Obydwa dotyczyły poruszanego tematu cenzury Internetu we wpisie - Wywiód bieżący #1: Global przeciek czyli Ass-angel.
Dziś rano z przyzwyczajenia wszedłem na bloga i z niedowierzaniem nie mogłem znaleźć odpowiedzi pod postem Zorra. Byłem pewien, że wczoraj wpis się wyświetlił ponieważ, zawierał liczne hiperłącza ztagowane w html, których wyświetlenie sprawdziłem poprzedniego dnia.
Pierwszą myślą jaką przyszła mi do głowy było usunięcie posta przez gospodarza, co mogło być w moim przekonaniu spowodowane nie taktowną treścią wpisu, bądź też początkową negacją założeń, które postawił w trakcie wywiadu.
Machnąłem więc naprędce do gospodarza:
Otrzymałem szybką odpowiedź:
Bardzo mnie to zadziwiło. Z jednej strony wierzę Zezowatemu, że nie ma powodów by kłamać a z drugiej co się stało z wpisem?
Zacząłem się zastanawiać dlaczego post pod frasobliwym a nie post pod ZeZo? Różnica między nimi dotyczyły głównie treści. Wpis, który widnieje możecie przeczytać – jest opinią Autora, wpis nie wyświetlony zawierał informację o żydowskim pochodzeniu wspomnianych bohaterów posta Zorra i jego wywiadu. Linki tylko wskazywały ich biografie dostępne swobodnie na Wikipedii. Nie będę ukrywał, że mnie to rozśmieszyło. Pomyślałem, że przecież to bezsensu. Zacząłem szukać w opcjach Discusa czy nie mam jakiś złych ustawień, nic nie znalazłem poza faktycznym dowodem na to że mój wpis faktycznie istniał:

Mając upodobanie do biegłego w piśmie i mowie sarkazmu, napisałem kolejny wpis.

Jednak i ten po chwili został usunięty. Pomyślałem, że to może Zorro ma coś w ustawieniach i postanowiłem opublikować ponownie ale już nie pod Nim tylko na początku dyskusji.

I ten wpis został wycięty.
Reasumując opublikowałem 4 wpisy, z tego tylko pierwszy pozostał. Bardzo szybko machnąłem kolejne próbne nr 6 i 7 pod postem ZeZo (powinno być 5 i 6). Obydwa się ukazały i pozostały do tej pory:

Niedowierzając, że do tego doszło postanowiłem się z Wami tym podzielić.
Wam pozostawiam ocenę tej bardzo dziwnej i jednocześnie wymuszającej refleksje sytuacji.
problem jest dość zawiły
1. Jeśli na fikcyjnym koncie nie było filtra a po powrocie na obecne filtr był, tzn że problem dotyczy konkretnych kont
2. Jakie są kryteria doboru filtra przez Disqus dla konkretnych kont?
3. W opcjach Disqusa jest wyszukiwarka komentarzy, możesz z łatwością sprawdzić ilość użytych haseł.
W moim przypadku słowo Ż_d zostało użyte tylko raz, rok temu, post został wyświetlony.
4. Disqus posiadał tylko jedną informację na temat używania danego hasła na moim koncie. W jaki sposób doszło do zaklasyfikowania dla Szy filtru na właśnie to hasło? Nie sądzisz chyba, że każdy kto je stosuje dostaje na nie bana w postach.
Chcesz uwierzyć, że Disqus oficjalnie tylko po jednostkowej informacji w języku obcym stwierdził, że hasło to może być używane do .... no właśnie do czego? Jak wiesz Disqus tylko w tej podstawowej wersji jest za free jeśli administrator jakiegoś portalu chce mieć lepsze info wykupuje pakiet. Ale nawet w tej freeware możesz nałożyć filtr dla wszystkich użytkowników. I działa on tylko w obrębie danej strony. Gdy Disqus zakłada Ci filtr na konto jednocześnie uniemożliwia Ci posługiwanie się danym hasłem na wszystkich strona uzbrojonych w Disqus.
Skoro D działa z premedytacją, to dla jakich celów i skąd czerpie informację na temat tego co publikuje w internecie na innych stronach, na zupełnie innych platformach gdzie Disqus oficjalnie nie zbiera informacji o swoich użytkownikach?
Możesz mi wierzyć lub nie, ale wczoraj siedziałem nad tym szmat czasu, gdyż to był namacalny dowód cenzury internetu. Jednak moje przerażenie sięgnęło zenitu kiedy zacząłem szukać programu do zgrywania ekranu. Od znalezienia do uruchomienia upłynęło jakieś 30 min, w tej krótkiej chwili filtr zniknął, pomimo tego że tuż przed tym eksperymentem nadal funkcjonował. To mógł być oczywiście przypadek, ale nie musiał.
Te screeny które są dowodem na filtr są błędem w samym Disqu i będą usunięte.
A teraz żeby było ciekawiej. Mam bana na wejście na:
Scribd gdzie mam konto: http://www.scribd.com/
Oraz na : http://www.appappeal.com/ gdzie można klepnąć recenzje dla Disqusa
Tyle wiem na dzień dzisiejszy.
Poszedłem dalej i zacząłem się zastanawiać dlaczego zostałem zaatakowany. Moja osoba nie stanowi tak poważne zagrożenia dla środowisk polityczno-biznesowych, rzadko coś publikuje, szpiegiem jestem początkującym xD Odpowiedzi nasuwają mi się dwie:
1) Chcą mnie przestraszyć - komunikat jest prosty i klarowny - siedź na dupie bo wiemy i możemy wiele
2) W ciągu ostatnich 4 tygodni miałem okazję poznać przez SharedTalk 4 osoby z Litwy, W.Brytanii, Korei i Brazylii. Portal służy rozmową i nauce języków obcych - ja prócz tego potrafiłem zainteresować 4 spośród wielu rozmówców obecnymi problemami gospodarczymi na świecie i ich potencjalnymi konsekwencjami. O dziwo, nie była to bierna wymiana informacji, nie było mowy o spiskach lecz dywagacje o przyszłych możliwych scenariuszach. Roznosiłem więc bakcyla dociekliwości i niepokorności.
A teraz gdzie jest łącznik między Disqusem a SharedTalk >>> http://www.wsp.krakow.pl/paper...
Być może, że jestem przewrażliwiony, w końcu na Interi, Onecie i innych też są moderatorzy - jednak różnica taka, że oni puszczają syf a mądre wypowiedzi wycinają. Modelują dyskusję według wytycznych a ich działalność ma indywidualny charakter. Tutaj mamy czarną dziurę pomiędzy związkiem przyczynowo-skutkowym.
Według moich kryteriów obywatelskich, mam prawo dociekać, kto i kiedy mnie sprawdza i dlaczego ogranicza mi możliwość swobodnego wypowiadania się.
Dziś rano z przyzwyczajenia wszedłem na bloga i z niedowierzaniem nie mogłem znaleźć odpowiedzi pod postem Zorra. Byłem pewien, że wczoraj wpis się wyświetlił ponieważ, zawierał liczne hiperłącza ztagowane w html, których wyświetlenie sprawdziłem poprzedniego dnia.
Pierwszą myślą jaką przyszła mi do głowy było usunięcie posta przez gospodarza, co mogło być w moim przekonaniu spowodowane nie taktowną treścią wpisu, bądź też początkową negacją założeń, które postawił w trakcie wywiadu.
Machnąłem więc naprędce do gospodarza:
” co takiego napisałem że wyciąłeś mój wpis?
przecież to był dobry research a info o brunetach przednie, pytanie retoryczne więc o co poszło?”
Otrzymałem szybką odpowiedź:
” Nic nie wycinalem, chcialem go przeczytac, ale juz nie bylo - po
pytaniu o komentarze. Prawdopodobnie sam go przez nieuwagę
wywalileś, wstaw jeszcze raz. Wniosek jest prosty - pisać w
edytorze zewnętrznym, zawsze można odtworzyc. Chyba cos
zaczarowales z ustawieniami, kiedy chciales na sile wstawiac
discusa. Wpis zostal dodany, ale chyba wygolony, dostalem pusty
mail.
Z zasady nic nie usuwam, chyba że musze i wtedy wiadmomo dlaczego.
pzdr zz”
Bardzo mnie to zadziwiło. Z jednej strony wierzę Zezowatemu, że nie ma powodów by kłamać a z drugiej co się stało z wpisem?
Zacząłem się zastanawiać dlaczego post pod frasobliwym a nie post pod ZeZo? Różnica między nimi dotyczyły głównie treści. Wpis, który widnieje możecie przeczytać – jest opinią Autora, wpis nie wyświetlony zawierał informację o żydowskim pochodzeniu wspomnianych bohaterów posta Zorra i jego wywiadu. Linki tylko wskazywały ich biografie dostępne swobodnie na Wikipedii. Nie będę ukrywał, że mnie to rozśmieszyło. Pomyślałem, że przecież to bezsensu. Zacząłem szukać w opcjach Discusa czy nie mam jakiś złych ustawień, nic nie znalazłem poza faktycznym dowodem na to że mój wpis faktycznie istniał:
Mając upodobanie do biegłego w piśmie i mowie sarkazmu, napisałem kolejny wpis.
Jednak i ten po chwili został usunięty. Pomyślałem, że to może Zorro ma coś w ustawieniach i postanowiłem opublikować ponownie ale już nie pod Nim tylko na początku dyskusji.
I ten wpis został wycięty.
Reasumując opublikowałem 4 wpisy, z tego tylko pierwszy pozostał. Bardzo szybko machnąłem kolejne próbne nr 6 i 7 pod postem ZeZo (powinno być 5 i 6). Obydwa się ukazały i pozostały do tej pory:
Niedowierzając, że do tego doszło postanowiłem się z Wami tym podzielić.
Wam pozostawiam ocenę tej bardzo dziwnej i jednocześnie wymuszającej refleksje sytuacji.
problem jest dość zawiły
1. Jeśli na fikcyjnym koncie nie było filtra a po powrocie na obecne filtr był, tzn że problem dotyczy konkretnych kont
2. Jakie są kryteria doboru filtra przez Disqus dla konkretnych kont?
3. W opcjach Disqusa jest wyszukiwarka komentarzy, możesz z łatwością sprawdzić ilość użytych haseł.
W moim przypadku słowo Ż_d zostało użyte tylko raz, rok temu, post został wyświetlony.
4. Disqus posiadał tylko jedną informację na temat używania danego hasła na moim koncie. W jaki sposób doszło do zaklasyfikowania dla Szy filtru na właśnie to hasło? Nie sądzisz chyba, że każdy kto je stosuje dostaje na nie bana w postach.
Chcesz uwierzyć, że Disqus oficjalnie tylko po jednostkowej informacji w języku obcym stwierdził, że hasło to może być używane do .... no właśnie do czego? Jak wiesz Disqus tylko w tej podstawowej wersji jest za free jeśli administrator jakiegoś portalu chce mieć lepsze info wykupuje pakiet. Ale nawet w tej freeware możesz nałożyć filtr dla wszystkich użytkowników. I działa on tylko w obrębie danej strony. Gdy Disqus zakłada Ci filtr na konto jednocześnie uniemożliwia Ci posługiwanie się danym hasłem na wszystkich strona uzbrojonych w Disqus.
Skoro D działa z premedytacją, to dla jakich celów i skąd czerpie informację na temat tego co publikuje w internecie na innych stronach, na zupełnie innych platformach gdzie Disqus oficjalnie nie zbiera informacji o swoich użytkownikach?
Możesz mi wierzyć lub nie, ale wczoraj siedziałem nad tym szmat czasu, gdyż to był namacalny dowód cenzury internetu. Jednak moje przerażenie sięgnęło zenitu kiedy zacząłem szukać programu do zgrywania ekranu. Od znalezienia do uruchomienia upłynęło jakieś 30 min, w tej krótkiej chwili filtr zniknął, pomimo tego że tuż przed tym eksperymentem nadal funkcjonował. To mógł być oczywiście przypadek, ale nie musiał.
Te screeny które są dowodem na filtr są błędem w samym Disqu i będą usunięte.
A teraz żeby było ciekawiej. Mam bana na wejście na:
Scribd gdzie mam konto: http://www.scribd.com/
Oraz na : http://www.appappeal.com/ gdzie można klepnąć recenzje dla Disqusa
Tyle wiem na dzień dzisiejszy.
Poszedłem dalej i zacząłem się zastanawiać dlaczego zostałem zaatakowany. Moja osoba nie stanowi tak poważne zagrożenia dla środowisk polityczno-biznesowych, rzadko coś publikuje, szpiegiem jestem początkującym xD Odpowiedzi nasuwają mi się dwie:
1) Chcą mnie przestraszyć - komunikat jest prosty i klarowny - siedź na dupie bo wiemy i możemy wiele
2) W ciągu ostatnich 4 tygodni miałem okazję poznać przez SharedTalk 4 osoby z Litwy, W.Brytanii, Korei i Brazylii. Portal służy rozmową i nauce języków obcych - ja prócz tego potrafiłem zainteresować 4 spośród wielu rozmówców obecnymi problemami gospodarczymi na świecie i ich potencjalnymi konsekwencjami. O dziwo, nie była to bierna wymiana informacji, nie było mowy o spiskach lecz dywagacje o przyszłych możliwych scenariuszach. Roznosiłem więc bakcyla dociekliwości i niepokorności.
A teraz gdzie jest łącznik między Disqusem a SharedTalk >>> http://www.wsp.krakow.pl/paper...
Być może, że jestem przewrażliwiony, w końcu na Interi, Onecie i innych też są moderatorzy - jednak różnica taka, że oni puszczają syf a mądre wypowiedzi wycinają. Modelują dyskusję według wytycznych a ich działalność ma indywidualny charakter. Tutaj mamy czarną dziurę pomiędzy związkiem przyczynowo-skutkowym.
Według moich kryteriów obywatelskich, mam prawo dociekać, kto i kiedy mnie sprawdza i dlaczego ogranicza mi możliwość swobodnego wypowiadania się.
wtorek, 19 stycznia 2010
Hazardzista ocenzurowany
Dziś nasi rządziciele dyskutowali jak by tu okiełznać hazard. Pisze prawna
Przy okazji zaostrzania przepisów antyhazardowych może zostać wprowadzona cenzura prewencyjna. Nad projektem nowelizującym ustawę o grach hazardowych i prawo telekomunikacyjne będzie dziś dyskutować Rada Ministrów. Projekt przygotowany w Ministerstwie Finansów i Ministerstwie Infrastruktury przewiduje utworzenie przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Policja, ABW, wywiad skarbowy i służba celna razem z prezesem UKE będą w sposób dość arbitralny decydować o uniemożliwieniu dostępu polskim użytkownikom internetu do stron określonego rodzaju – ostrzega Marek Szydłowski, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Zakazane treści
Pierwszym rodzajem treści, do których dostęp będzie blokowany, są materiały pornograficzne z udziałem małoletnich i zwierząt.
– Utrudnienie dostępu do treści o charakterze pornograficznym jest konsekwencją penalizacji w kodeksie karnym tego typu zachowań – mówi Magdalena Kobos z Ministerstwa Finansów.
Będą także blokowane strony zawierające treści umożliwiające uzyskanie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych. Trzecim rodzajem niepożądanych treści są treści umożliwiające urządzanie gier hazardowych bez udzielonego zezwolenia.
– Utrudnienie dostępu do wymiany takich informacji będzie miało charakter działania prewencyjnego – zaznacza Magdalena Kobos.
Oczywiście chodzi w pierwszym rzędzie o to, aby przykryć aferę hazardową. Rząd działa, rząd robi, rząd chroni. Nie będzie żadnego hazardu, a ten najgroźniejszy to my go całkiem zlikwidujemy. Kaganiec na internet i spokój. Oczywiście jest to nachalna próba cenzury prewencyjnej, po której przejechali się - prewencyjnie, a juści - na wszystkich portalach IT, prawnych i innych. Rzecz w tym, że ausgerechnet teraz, jak na ironię wielkie duże G idzie na wojnę z Chinami. O cenzurę. O wolność słowa. Gógle, które cenzurowało potulnie jak baranek, zgodnie z zaleceniami KC, staje okoniem i nie chce dalej cenzurować. A Tusku nie słyszał, bo akurat koledzy na cmentarzu, Rychu i Zbychu o tym rozmawiali. Więc żeby nie było problemu, to wpiszemy te wszystkie niewłaściwe witryny cmentarzy i innych zadymiarzy na centralną listę blokowanych i spoko. Żadnego hazardu, żadnych przypadkowych wiadomości. Gdyby to nie było śmieszne, to byłoby tragiczne. Tragikomiczne.
Wielkie G walczy bohatersko, jak donosiła gazeta (małe g)
- Nie chcemy dłużej cenzurować wyników wyszukiwania. Będziemy rozmawiać z władzami, czy zgodnie z prawem możemy w ogóle prowadzić wyszukiwarkę w Chinach - napisał w blogu David Drummond, główny radca prawny Google.
Jeśli do porozumienia nie dojdzie, Google zrezygnuje z chińskiej wersji wyszukiwarki, a nawet zamknie lokalne biura w Chinach, gdzie zatrudnia ok. 700 osób, głównie programistów.
To nagła zmiana strategii koncernu. Google przez cztery lata współpracował z chińskim reżimem, wycinając wiele niewygodnych dla rządu stron z chińskiej wersji wyszukiwarki (dostępnej pod adresem www.google.cn). I powszechnie był za tę współpracę krytykowany - tym bardziej że motto koncernu głosiło: "Nie czyń zła". Google broniło się, twierdząc, że z ocenzurowaną wyszukiwarką i tak internauci zyskają większy dostęp do informacji.
Dlaczego teraz chce się wycofać z cenzurowania sieci? Tłumaczy to... cyberatakami - w grudniu ub.r. chińscy hakerzy włamali się na serwery ponad trzydziestu firm z różnych branż - internetowej, technologicznej, finansowej czy chemicznej, wykradając poufne dane. Także z serwerów Google. Ale Drummond przekonuje, że głównym celem ataków były skrzynki pocztowe Gmail należące do chińskich aktywistów. Ujawnił, że kilkadziesiąt kont e-mailowych obrońców praw człowieka z Chin, Europy i USA było regularnie monitorowanych przez hakerów z Chin. Oficjalnie nikt tego nie mówi, ale między wierszami padają sugestie, że ataki były inspirowane przez rząd w Pekinie.
Żeby nie było niedomówień. To jest centralne zwarcie dotyczące cyberwojny. Na cenzurę panowie z dużego G dotychczas kładli małe g. O co chodzi? O wzmożone włamania, wywiad elektroniczny itd. Gógle występuje w imieniu kilku wielkich koncernów, na które atak wykrył. Stanowisko potwierdza sekretarz stanu Clinton. Brzmi znajomo? Akcja jest uzgodniona na poziomie MSZ i nie chodzi o drobiazgi. Cyberwojna jest faktem. Teraz albo Chińczycy ustąpią i otworzą swój internet, czyli zrezygnują z cenzury niewygodnych treści (nie zrezygnują, żaden komunista nie oddał władzy dobrowolnie), albo ogłosimy cyberwojnę na całego panie pierwszy sekretarzu. I o to chodzi. Zezowaty o tym tak jakoś niedawno pisał w kontekście szefa CIA zawodowca Leona. Prorok jakiś, czy co?
Z tej perspektywy dziecinne gierki internetowo-cenzurystyczne Tuska, który śmiga sobie z zięciulem na stoku (ach ta zazdrość) wygladają jakby tak żałośnie, ale cóż, każdy ma cyberatak i cybercenzurę na jaką zasłużył. Duża wojna i mała wojenka, duże G i małe g, duża cenzura i mała cenzurka. Ta ciągła niepewność to zdaje się jest istota hazardu...
czwartek, 26 listopada 2009
Jak powstrzymać głód
Przy okazji ostatniej pyskówki z docstoc, dotyczącej w sposób graniczący z pewnością prewencyjnej cenzury informacji na temat manipulacji danych klimatycznych dot. tzw. globalnego ocieplenia chciałbym zwrócić uwagę na bliski związek tematyki ocieplenia, podatków ekologicznych oraz problemów wyżywienia i kontroli populacji. Te rzeczy w oczywisty sposób są ze sobą powiązane na wielu poziomach, a na najwyższym, czyli politycznym szczególnie.
Zwracam też uwagę, jako szczególik do dalszych badań i ew. pomocy w walce z opresyjną cenzurą, iż poglądy właścicieli docstoc, a przynajmniej te eksponowane, są mi osobiście bliskie. Więcej, nie należą do tzw. mainstreamu. Przy ocenie cenzorskiej akcji weźcie pod uwagę. Ktoś u nich interweniował nieprzypadkowo, bo już im patrzy na rączki :) Przy okazji niejako dokument z docstoc, zapakowany tam przez właściciela, prezentacyjka obrazkowa o głodzie światowym.
12 Myths About World Hunger -
wtorek, 24 listopada 2009
Globalne ocieplenie cenzury
Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy globalne ocieplenie jest kontrowersyjne oraz jak bardzo, powinieneś przeczytać. Rzecz będzie o internecie, cenzurze prewencyjnej, świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz prawie autorskim a la americana.
Jak niektórzy zauważyli zezowaty miał niejakie kłopoty z publikacją niektórych plików, a że lubi je wstawiać w formie widgetów flash + piękne katalogi posegregowane według haseł, problem był niebagatelny. Jakoż w trakcie tego technicznego niedo(rozwoju) wybuchła sprawa danych wyciekniętych z angielskiego instytutu badającego zmiany klimatu. Zobaczcie zresztą sami wycinek listy grantów (najedź myszą).
Sprawa jest niebagatelna, zresztą łatwo sprawdzić na liczniku odsłon tego pliku, w ciągu dwóch dni, w tym niedziela, został obejrzany 2,5 tysiąca razy. Już daje pojęcie o gorącym klimacie sprawy. Konto na serwisie docstoc, którego zalet notabene nie omieszkałem wychwalać, bo rzeczywiście technicznie jest tip-top, zostało założone bodaj w piątek, a powyższy plik wysłano w sobotę po 22.
Jakie było moje niemiłe zaskoczenie, kiedy koleżanka z docstoca przesłała mi w poniedziałek wieczór kategoryczne żądanie usunięcia plików naruszających prawa autorskie, pod rygorem usunięcia konta (najedź myszą). Żeby nie było nieporozumień, stwierdziła
Doszły do nas informacje, że publkuje pan dokumenty chronione prawem autorskim, do których nie ma pan licencji. Proszę przejrzeć swoje zasoby i niezwłocznie usunąć materiały bez licencji. Nieusunięcie tychże może skutkować w zablokowaniu twojego konta docstoc.
Pytanie o to, kto dokładnie poinformował o rzekomym naruszeniu oraz o jakie konkretnie dokumenty chodzi zostało pominięte milczeniem.
Wobec tego dziś zezowaty z właściwym sobie brakiem szacunku wysłał panią na najbliższe kalifornijskie drzewo w La Monica, żeby sobie pochrupała orzeszki i rodzynki (najedź myszą), uprzednio grzecznie spytawszy o co się rozchodzi. Pewnie nie posłucha, ale publikacja musiała zrobić niezłego bałaganu i napędzić strachu, skoro taka błyskawiczna reakcja. Powiedziałbym zgoła paniczna. Na pytanie bowiem o co konkretnie chodzi, jakie pliki rzekomo naruszają oraz czyje konkretnie prawa autorskie przemiła pani odpowiedziała, że radzi mi przeczytać warunki usług, bo przy naruszeniu praw autorskich może mi zamknąć konto, bo tak jest w umowie. Ot tak, blank i po wszystkim. Niestety może mi pokrótce według prawa nagwizdać, co z bezczelną szczerością lumpencyberfaszystce z siedzibą w socjalistycznej Kalifornii, nie omieszkałem zakomunikować.
Po pierwsze, jak wskazano w drugim, już niemiłym piśmie, usługodawca nie jest podmiotem prawa autorskiego i stroną postępowania. Jako taki nie może oceniać, rozsądzać, postanawiać, czy i jakie prawa autorskie naruszono. Skoro tak, tym mniej może na podstawie takiego stwierdzenia (do którego nie ma prawa) blokować jakiekolwiek usługi, pliki i konta. Koniec dowodu. Nic zamykać nie ma prawa.
Po drugie, istnieje określona procedura, zwana Digital Millenium Copyright Act DMCA, która takie sprawy od kilku lat obligatoryjnie reguluje (link na stronie usługodawcy). Procedura określa na jakich zasadach i jak zgłasza się naruszenia oraz co z nimi usługodawca robi. W skrócie jeśli ktoś ma do "moich" plików romans, bo np. jest przypadkowo autorem jakiegoś dzieła, pisze w odpowiedniej formie do usługodawcy, przedstawia się oraz uwiarygodnia swój tytuł prawny oraz wskazuje konkretny plik oraz zakres naruszenia swojego prawa, wystawiając żądanie usunięcia treści z obiegu (publikacji). To żądanie z określonym terminem odpowiedzi usługodawca (nie poszkodowany) wysyła do właściciela pliku (konta) i czeka na odpowiedź. Jeśli chowam (usuwam)plik w terminie, sprawa jest załatwiona, jeśli nie, muszę przedstawić swój tytuł oraz adres itd., żeby przeciwnik mógł mnie pozwać. Do czasu rozstrzygnięcia plik spokojnie sobie wisi dalej. Zwróć uwagę, że nawet jeśli zignoruję wezwanie od firmy do usunięcia spornych treści, nigdzie nie jest dopuszczone kasowanie zawartości, którym jednoznacznie straszono zezowatego, a jedynie blokowanie publicznego dostępu.
Jak łatwo zauważyć nic z opisanej procedury nie zostało zachowane, na co zezowaty spuścił kubeł klarownej zimnej wody (postudiuj). Warto jednak awaryjnie spostrzec, że aby fachowcy z bądź co bądź wyrafinowanej technicznie kalifornijskiej firmy, używali takich dzikich strachów na biednego zezowatego, ktoś/coś ich postraszyło w trybie raczej ekspresowym. Z tego wniosek, że sprawa ocieplenia jest bardzo gorąca, jak nie przymierzając cenzura internetu. Cholery można z tym netem dostać. Nawet porządnej naukowej konferencji, z prawidłowymi politycznymi ustaleniami w Kopenhadze już nie dadzą zrobić. Niczego się panie nie boją. Kradną i publikują dane z Londynu przez Warszawę w Santa Monica. O święta Moniko! Trzeba im kaganiec jakiś, albo co, strachów prawnych już się kurde nie boją...
Teraz wiesz, że jak niektóre pliki znikną, to będzie cenzura, przepraszam - naruszenie praw autorskich. Spytałem czyich. Odpowiedź: i tak zamkniemy. Coś mi przypomina stary dowcip z czasów Chruszczowa. Jaki jest sprawdzony sposób na propagandę sukcesu Kennedy'ego i Nixona? Prosty. Kiedy amerykański dziennikarz pyta, jaki jest poziom życia dojarek w kołchozie, ile mają samochodów osobowych i kolorowych telewizorów na tysiąc mieszkańców, należy niezwłocznie odmienić atmosferę, na przykład delikatną sugestią: a u was murzynów biją...
Wraca nowe. Murzynów nie biją, teraz murzyni blokują internet, bo białasy to piraci. Ale się porąbało.
sobota, 21 listopada 2009
Czy prezydent Szczecina jest gamoniem?
Właściwie nie wiadomo, śmiać się, czy płakać. Zezowaty płacze ze śmiechu nad gamoniami, którym takie groteski przychodzą do łba. Gorzej, oni je realizują. Nie dalej jak tydzień temu rządziciele poważnie zastanawiali się nad cenzurą internetu, ot taka podręczna czarna lista niewygodnych. Pyskuje jakiś pismak niewydarzony, to myk go na czarną listę nieprawomyślnych adresów i po sprawie. "Adres nieprawidłowy". Teraz jaśnie panujący prezio metropolii zwanej Szczecin gania internautów przez prokuraturę za nazwanie go na forum gamoniem. Jeśli to nie jest tautologia, to co jest? Nie wiem, czy ma facet poczucie ironii, a tym bardziej autoironii, ale najwyraźniej coś z nim szwankuje. Relacjonuje KatarynaRzeczpospolita: Prezydent Szczecina pozna dane ludzi, którzy ocenili go na forum. Udostępni mu je prokuratura. „Interesuje się pani polityką?” - to pierwsze pytanie, które na przesłuchaniu usłyszała internautka posługująca się nickiem Rewers10. Jest jedną z osób, które w sieci krytykowały prezydenta Szczecina Piotra Krzystka (PO). Po jego zawiadomieniu prokuratura zaczęła ustalać numery ich komputerów (IP). Jak dowiedziała się "Rz", śledczy mają już dane 30 osób. (...) Prezydent Szczecina w zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: "kompletny gamoń", "zakłamany drań i oszust", "łgarz" czy "nędzny złodziejaszek". - Skorzystałem z prawa do obrony własnego imienia – tłumaczy "Rz" Krzystek. – Jest to również mój głos w dyskusji o granicach wolności słowa w Internecie – zaznacza. (...) Śledczy przekażą mu bowiem dane forumowiczów, co umożliwi mu złożenie przeciw krytykom prywatnych aktów oskarżenia. Chociaż prezydent wcale nie musi iść z nimi do sądu. Gdy go o to pytamy, odpowiada wymijająco. Jedno jest pewne – będzie wiedział, kto ocenił go w sieci.
Polityk partii rządzącej wykorzystał prokuraturę do namierzenia 30 obywateli mających o nim krytyczne zdanie i ośmielających się je wyrażać, a to jeszcze nie koniec bo prokuratura szuka dalej. A wszystkich tak namierzonych krytyków władzy poda jej na tacy. Nie po to przecież, żeby ta mogła ich wszystkich postawić przed wymiarem sprawiedliwości, bo Krzystek nie jest taki głupi, żeby się przed sądem użerać z kilkudziesięcioma osobami za niewinnego "gamonia" czy "drania", tym bardziej że każdy taki pozew kosztuje. I ośmiesza. Być może dla zachowania twarzy pozwie jednego czy dwóch najostrzejszych, żeby nie było, że zatrudnił prokuratorów na darmo. Resztę krytyków można ukarać inaczej, mając w ręku ich pełne dane. Z takim obywatelem władza może wszystko. Może nasłać na niego wszystkie możliwe kontrole, bo przy uznaniowości polskiego prawa, małe są szanse, żeby delikwent wyszedł cało. Może utrudnić życie przy rozmaitych okazjach, gdy niewygodny obywatel zjawi się w którymś z urzędów w charakterze petenta. Może wreszcie podrzucić nazwiska osób do odstrzelenia zaprzyjaźnionym dziennikarzom, którzy przy odrobinie wysiłku będą umieli zrobić coś z niczego. Niewykluczone, że wkrótce w lokalnej prasie ukaże się kilka demaskatorskich artykułów o tym, czy o tamtym. Może zresztą wystarczy sama satysfakcja z nastraszenia niewdzięcznych poddanych i błoga świadomość że teraz każdy się dwa razy zastanowi zanim cokolwiek krytycznego o władzy napisze. A o to przecież chodzi.
wtorek, 24 marca 2009
Cenzor 2.0, czyli e-commerce
Subskrybuj:
Posty (Atom)





