Dzisiejszego poranka odwiozłem swoją niewiastę do pracy, po czym udałem się w poszukiwaniu czosnku niedźwiedziego nad rzeczkę Gowienicę. Taki marszobieg dobrze robi na myślenie, głowę przewietrzy, emocje ostudzi, dookoła neutralne otoczenie. Ogółem fajna rzecz, polecam na rozkminy. Czosnku nie znalazłem ale znalazłem coś innego.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Kościoły i religie w służbie systemu.
Dzisiejszego poranka odwiozłem swoją niewiastę do pracy, po czym udałem się w poszukiwaniu czosnku niedźwiedziego nad rzeczkę Gowienicę. Taki marszobieg dobrze robi na myślenie, głowę przewietrzy, emocje ostudzi, dookoła neutralne otoczenie. Ogółem fajna rzecz, polecam na rozkminy. Czosnku nie znalazłem ale znalazłem coś innego.
środa, 9 września 2009
China put
O chińskich opcjach na ropie było niedawno i co z tego wynika. Warto spojrzeć na to trochę głębiej. Sprawa ani nie jest nowa, ani oczywista.
Jeśli ktoś nadal myśli, że Chińczycy pokornie pozwolą się wydoić na opcjach towarowych, w szczególności na ropie, to jest w bardzo głębokim błędzie. Oto dowód: dzisiejszy kurs surowca, który podskoczył ze słabnącego trendu o 5%. To podrygi opcji właśnie. Zebrany chronologicznie materiał pozwala przejrzeć konsekwentne stanowisko Chińczyków w tej sprawie. Okazuje się, że już przed świętami Bożego Narodzenia było jasne, że - w razie czego - Chińczycy zerwą umowy. Warto prześledzić w kontekście polskiej historii, gdzie pomimo buńczucznych podskoków Pawlaka skończyło się jak zwykle - niczym. Warto się uczyć, naprawdę.
- 6.05.08 Goldman prognozuje skok ceny ropy do 150-200 Bloomberg
- 22.10.08 Dystrybutor energetyczny Shenzen Nanshan Power potwierdza że pracownicy firmy podpisywali umowy opcyjne poza swoim umocowaniem (można się ich wyprzeć). W ten sposób puszczono pierwszy balon - jak na to zareagują zagraniczne banki - wystawcy opcji. Reuters
- 26.10.08 SASAC ostrzega firmy przed ryzykownymi opcjami: Citic Pacific, China Railway Group, China Railway Construction, Shenzhen Nanshan Power FT
- 12.12.08 Goldman prognozuje ropę po 30$ w ciągu kwartału Marketwatch
- 15.12.08 SASAC informuje, że akcje Shenzhen Nanshan Power drożeją maksymalnie po ogłoszeniu rozwiązania umowy z Goldman Sachs Reuters
- 19.12.08 Goldman kłóci się z Chińczykami o opcje na ropę Bloomberg
- 20.12.08 SHENZHEN Nanshan Power Co ciągle negocjuje opcje na ropę z Goldman Sachs Shanghai daily
- 9.01.09 Analiza możliwości zerwania kontraktów przez SASAC. Reuters ocenia że jest to możliwe, stracą banki, kwoty rzędu kilka mld. Forbes
- 24.03.09 SASAC nakazuje przegląd i raport wszystkich kontraktów opcyjnych Reuters
- 27.07.09 SASAC potwierdza, że COSCO, Nanshan Power, linie lotnicze i inne firmy mają poważne kłopoty z opcjami na ropę. Forbes
- 29.08.09 SASAC ostrzega banki, że umowy opcyjne mogą zostać zerwaneReuters
- 31.08.09 Banki amerykańskie zaskoczone twardym stanowiskiem Chińczyków, popłoch.Reuters
czwartek, 3 września 2009
Chińska opcja
W przypadku Polski mamy płynny kurs walutowy, więc czesać można na opcjach walutowych, nie bawiąc się w niuanse rynków towarowych. W przypadku Chin, z juanem zakotwiczonym w dolarze, pozostają opcje towarowe. Wiadomo było od jakiegoś czasu, że Chiny zabezpieczają się przed ryzykiem upadku dolara, w którym mają swoje rezerwy, właśnie w surowcach, potrzebnych do produkcji. Co więcej, rozchwiane spekulacją rynki surowcowe mają bezpośredni wpływ na rentowność produkcji, więc stabilność ceny, np. ropy, ma kluczowe znaczenie dla producentów. Chińczycy zabezpieczyli swoje dostawy opcjami, a właściwie strukturami i wszystko miało być pięknie. Oczywiście pięknie nie będzie, bo architekt znając strukturę portfela, przygotował "przepłaszanie" i wygląda na to, że Chiny szykują się do masowych strat na opcjach towarowych.
Jak doniósł nieoceniony Yogos, w Chinach pojawiło się bliżej niesprecyzowane zalecenie państwowej komisji nadzoru właścicielskiego SASAC, zachęcające firmy, które stoją przed poważnymi stratami z tytułu skomplikowanych kontraktów opcyjnych na surowce, do zrywania ich z powodu niejasnych i nierównoprawnych (niesymetrycznych) klauzul. Jak donosi Reuters w Chinach w środowisku bankowym zawrzało. Co prawda zalecenie jest niejako nie wiążące, ale w chińskich realiach oznacza dyrektywę postępowania. Z doniesień można wysnuć kilka wniosków. Po pierwsze Chińczycy są bardziej zdecydowani od Pawlaka i wydają się składać propozycję nie do odrzucenia. Albo banki specjalizujące się w tych opcjach (sami znajomi - GS, JPM, MS) dobrowolnie przystąpią do renegocjacji z kontrahentami, albo chińskie firmy będą zrywać umowy i Amerykanom pozostanie sądzić się z nimi w Chinach. Oczywiście nie powiedziano tego wprost, ale możecie wierzyć zezowatemu tłumaczeniu.
Po drugie, skoro takie półoficjalne zalecenie zostało wydane, to w chińskich realiach oznacza akceptację samej góry. To jest ewentualny początek "wojny opcyjnej". Państwowe firmy nie mają innego wyboru, jak wykonywać polecenia, tak działa centralizm demokratyczny.
Po trzecie wreszcie zalecenie SASAC oznacza, że problem opcji towarowych nie jest bynajmniej marginalny i na pewno nie jest liczony w dziesiątkach milionów. O takie kwoty towarzysze planiści nie psuli by powietrza. Idzie o operację w dziesiątki miliardów, co zresztą współgra z pobieżną analizą strategii chińskiej.
Teraz ostatnie, czwarte. Jeśli komuś się wydaje, że tu idzie o jakieś zabawy kontraktowe, ktoś tam może stracić, ktoś zyskać i będzie po bólu, jak to miało miejsce w Polsce, jest w głębokim błędzie. Chińczycy postanowili nie dopuścić do bankructw firm, golonych na opcjach i jest to dla nich najwyraźniej kwestia pryncypialna, inaczej nie wszczynali by takiej awantury przez publikację, tylko normalnie, po cichu, rozpoczęli by rozmowy z bankami, w końcu jest ich tylko cztery. Oni jednak wybrali najwyraźniej konfrontację, więc można - znając tysiącletnią chińską dyplomację - zakładać, że to na pewno nie jest bluff i Chińczycy są zdecydowani spełnić swą groźbę.
Teraz co to oznacza dla finansów świata. Otóż właśnie odkryto chińską wersję opcji masowego zniszczenia. Wystarczy prosty rachunek. Załóżmy, że zakwestionowane płatności z tytułu opcji towarowych wynoszą 30 mld. Niby niewiele. A teraz wstawmy do równania lewar, stosowany przez banki przy tych operacjach: około 100. Co wychodzi przy złamaniu umów? 3 biliony. Oczywiście te pieniądze nie istnieją nawet w formie elektronicznej, pojawią się w rozliczeniach banków w postaci CDS, kiedy pierwszy z łańcucha wypadnie. CDS, jak china disease syndrome.
Po przemyśleniu możliwych konsekwencji zezowaty dochodzi do wniosku, że Chiny właśnie wynalazły broń masowego zniszczenia, wystarczy nacisnąć guzik...
sobota, 8 sierpnia 2009
Wzrok na złoty
Na koniec roku za euro zapłacimy 3,8 zł. A to dopiero początek. To wnioski z najnowszego raportu brytyjskiego HSBC - banku który przewidział zwrot na złotym i GPW.
„Zwrot na złotym” – takim tytułem opatrzono raport specjalistów HSBC z 5 sierpnia. Przewidują oni proces gwałtownego powrotu do zdrowia naszej waluty, który „choć z opóźnieniem, właśnie się rozpoczął”.
„Wierzymy, że złoty w najbliższych miesiącach będzie się umacniał i na koniec roku osiągnie poziom 3,8 zł za euro. Później dalej będzie rósł w siłę” – czytamy w raporcie. Na koniec przyszłego roku euro ma już kosztować nad Wisłą tylko 3,4 zł.
Gwałtowny powrót do zdrowia traktuj czytelniku z odpowiednią dozą Pythonowskiego humoru. Gwałtowne to może być pogorszenie, a nie powrót do zdrowia :)
Wiemy z konstrukcji nowych opcji (tym razem ze swapem) że kluczowe ceny przełamania, to 3,90 oraz 4,60. Bezpiecznie założyć 15% przestrzelenia w każda stronę i dostaniemy widełki wahań 3,30-5,30! Malowanie łagodnego umacniania złotówki do poziomu 3,40 stoi zresztą w sprzeczności z gwałtownym umacnianiem, nieprawdaż? Całe to bajdurzenie o gwałtownym zwrocie, a potem to już sielanka obraża polskie doświadczenia. Jakby miała być sielanka, to by nie było gwałtów.
Skąd ten optymizm? „Na świecie wzrósł apetyt na ryzyko. To umacnia wszystkie waluty w regionie Europy Środkowo-Wschodniej” – argumentują analitycy HSBC. W przypadku złotego gwałtowne umocnienie zaczęło się dopiero z początkiem lipca. Wtedy za euro Polacy płacili nawet 4,5 zł. W czwartek – już tylko 4,14 zł. Sygnałem do zakupów naszej waluty były – według HSBC – bardzo dobre dane dotyczące salda na rachunku obrotów bieżących, które zresztą potwierdziły tylko siłę polskiej gospodarki na tle słabych sąsiadów.
„Do tej pory wyższy wzrost PKB i konsumpcja w Polsce, oraz mocniejsza izolacja od Zachodu (w postaci mniejszego udziału eksportu w PKB) nie przekładała się na siłę złotego” – czytamy w raporcie.
Tak. I teraz Angole przejrzeli na oczy i dojrzeli jej siłę i wyprorokowali. Teraz jest czas na przełożenie na siłę złotego. Prawdziwy powód umocnienia to rzeczywiście apetyt na ryzyko, ale nie głównie. Chodzi o poprawę sentymentu w ogóle, a wyzwalaczem tej rundy pompowania złotego jest nikt inny tylko minister Wzrostowski, który zdecydował o sprzedaży euro z brukselskich funduszy na foreksie. Ma to oczywisty skutek umacniający (pożądany na krótko), ale w tej historyjce jest drugie dno, bo do tego ruchu przyłączyli spekulanci i złotówka zamiast powrócić do poziomu równowagi gdzieś w okolicach 4,0 znowu go przestrzeli w dół, powodując po drodze rzeź eksporterów i nabijając kabzę bankom. Zaledwie rok temu była poprzednia runda, ale minfin nie powinien w tym pomagać, jeśli już nie widzi możliwości zapobieżenia.
Brytyjscy eksperci zauważają również, że złoty został zbyt mocno przeceniony między październikiem a marcem tego roku – zwłaszcza w porównaniu do innych walut naszego regionu (chociażby węgierskim forintem). I to pomimo relatywnej siły polskiej gospodarki. HSBC wylicza, że naszej walucie zaszkodziła wtedy największa płynność rynku walutowego w regionie (rynek złotego jest dwa razy większy od rynku forinta i czeskiej korony razem wziętych), rozluźnienie polityki pieniężnej i zmniejszające się szanse na przyjęcie euro w 2012 roku.
Owszem, polska gospodarka okazała się bardzo oporna na zawirowania recesyjne z powodu swego nazwijmy to cyklicznego opóźnienia. Nie mamy wszystkich słabości naszych sąsiadów. Dlaczego zatem tak paniczny upadek waluty jesienią? HSBC mówi o płynnym rynku, ale to tłumaczenie dla przedszkola. Płynny rynek umożliwia przejrzystość i dlatego jest bezpieczny i mniej podatny na wahania ex definitione. Dlaczego zatem złotówka, mimo lepszych fundamentów spadła dwa razy bardziej od walut ewidentnie słabszych gospodarek - węgierskiej i czeskiej na przykład? Z powodu wielkości foreksu? Bynajmniej. Oczywiście z powodu tego, że latem ub.r. złotówka była przewartościowana na potęgę i obecnie gwałtowny powrót do zdrowia oznacza powrót do tego przewartościowania. Powód głębokości zapaści to efekt poprzedniego pompowania, słynne opcje walutowe, kosztujące kilkanaście mld, a które powoli sobie wygasają i są rozliczane. Przestały złotemu ciążyć i czas zacząć huśtawkę ładować ponownie.
Raporty HSBC warto czytać. W ostatnich miesiącach sprawdzały się, jak mało których analityków. Już miesiąc temu Brytyjczycy przewidywali, że złoty zacznie w błyskawicznym tempie odrabiać straty. W połowie lutego, czyli w samym dołku koniunktury na GPW, podwyższyli natomiast rekomendację dla polskich akcji i obwieścili „powstrzymanie wyprzedaży złotego, która dotąd uderzała w akcje”.
Raporty HSBC to trąbka na początek polowania. Złotówka niebawem pokona 3,90, co spowoduje zapadanie swapów opcyjnych, a kiedy wszystko się pięknie odwróci, złoty będzie na pewno powyżej 4,60. Kiedy zatem czas na żniwa? Wbrew pozorom ta akcja nie jest na długo, tylko na krótko, bo czas po jesieni jest nieprzewidywalny. Mamy dlatego tak paniczne umocnienie złotówki, bo plan trzeba wykonać. W niepełna miesiąc 10% i to latem, kiedy nikt nie handluje! Żniwa nastąpią nie później niż w ciągu roku, ale zezowaty może iść o zakład że to będzie już październik. Dlaczego? Tuż po wyborach Angeli Merkel okaże się, że niemieckie banki są nie tyko umoczone w nieruchomości mieszkalne (CDO), ale także commercial real estate (CRE), czego przykładem jest DB. Mało tego, są jeszcze mocno zaangażowani w Europę wschodnią, poza słynną Szwecją i Austrią (Litwa, Łotwa, Ukraina, Bułgaria) i straty z tego tytułu to nie jest bagatelne kilkadziesiąt mld...
środa, 5 sierpnia 2009
Opcje masowego dojenia PL 2
Jak donosi Jacek Maliszewski, a za nim bankier.pl
Obserwując rynek na przestrzeni ostatniego półrocza zauważyliśmy, iż najprawdopodobniej zagraniczne banki inwestycyjne przygotowują kolejny interesujący "łańcuszek szczęścia".
Poprzedni taki łańcuszek był budowany w okresie marzec-sierpień 2008. I na ten temat napisaliśmy już sporo informacji. Łańcuszek polegał na skupowaniu od eksporterów wystawionych przez nich opcji CALL w zamian oddając eksporterom iluzję darmowych pieniędzy.
Teraz historia może być podobna.
Co widzimy?
Widzimy produkt oferowany przez Deutsche Bank dla polskich eksporterów i importerów. Tak to nie pomyłka. Bank ten oferuje produkt opcyjny tak bardzo uniwersalny, iż mogą korzystać z niego zarówno eksporterzy (nie wszyscy, ale o tym za chwilę) oraz importerzy.
Czy ten produkt wymyślili analitycy Deutsche Banku? Śmiem twierdzić, iż produkt jest raczej zza Atlantyku i powstał w którymś z tamtejszych banków inwestycyjnych. A DB jest jedynie jednym z pierwszych dystrybutorów tego produktu.
Na czym polega produkt?
Od razu podam przykład. Mamy na rynku kurs Eur/Pln wynoszący 4,40. Eksporterowi wygasa w ciągu miesiąca wystawiona opcja CALL 3,90, na wykonanie której eksporter nie ma waluty. Czyli eksporter musi kupić walutę na rynku po 4,40 by odsprzedać ja do banku pod wystawione opcje CALL i otrzymać kurs sprzedaży 3,90. Czyli poniesienie stratę 50 groszy.
Bank proponuje zamiast tego następującą operację - nazwaną SWAP WARUNKOWY (hehe przepraszam, ale nie potrafię przejść obok tego bez parsknięcia śmiechem).
SWAP WARUNKOWY polega na tym, iż:
1) eksporter zamiast na rynku, kupuje od DB opcję CALL 3,90 ważną jeden miesiąc. Opcja ta daje prawo kupić od DB Euro po kursie 3,90. Rewelacja. Możemy kupić Euro po 3,90 i od razu podstawić do banku pod stare wystawione kiedyś opcje CALL. Nie będzie straty! Bank dał w prezencie 50 groszy! Ale nie tak prędko ...
2) w zamian za to prawo, eksporter wystawia (czyli DB kupuje od eksportera) opcję CALL 3,90 ważną rok. Ale jest to opcja barierowa, która uaktywni się dopiero wtedy, gdy kurs Eur/Pln osiągnie poziom 4,60. Jeśli w ciągu roku kurs Euro nie przekroczy 4,60, eksporter nie będzie musiał sprzedawać z powrotem do banku Euro po kursie 3,90, gdyż
wystawiona przez niego ta nowa roczna opcja CALL 3,90 zniknie - wcale się nie aktywując.
Innymi słowy eksporter kupuje walutę po kursie 3,90 po to by w najgorszym razie ponownie sprzedać za rok to Euro po tym samym kursie 3,90.
Bez dodatkowego warunku w postaci bariery aktywującej, mielibyśmy do czynienia PRAWIE z klasycznym SWAPem, który jest całkowicie neutralną transakcją pod względem profilu ryzyka.
No właśnie, ale nie mamy do czynienia ze SWAPEM. Powiem więcej mamy do czynienia z wielką spekulacją.
Ale tę spekulację robi tym razem nie eksporter, lecz bank, który kupuje od eksportera taką roczną opcję CALL 3,90.
Mammy więc pierwszy element łańcuszka szczęścia. Eksporter dostaje coś "za darmo", a bank ma kupionego tanio od eksportera CALL 3,90 oraz ochronę udzieloną przez eksportera przed wzrostem kursu powyżej 4,60.
Mając coś takiego w portfelu bank może teraz sprowadzić swoje ryzyko do ZERA. Idzie na rynek międzybankowy i sprzedaje vaniliową opcję CALL 3,70, za którą dostanie więcej niż zapłacił eksporterowi (wirtualnie zapłacił, gdyż saldo premii jest zerowe).
Ten ekstra zarobek pozwala albo na zakup opcji PUT - na przykład z ceną wykonania 4,10, albo też na zagranie kontraktem terminowym na spadek kursu Eur/Pln z wstawionym stop-loss kilkanaście groszy powyżej bieżącego kursu (ha! może dlatego "niewidzialna ręką rynku" nie pozwala na większe korekty wzrostowe niż 15 groszy?).
Efekt jest taki, iż DB mając ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln udzieloną mu przez eksportera, może w tym momencie grać śmiało na umocnienie Złotego albo kupując opcje PUT albo zwyczajnie sprzedając walutę i kupując Złotego.
No dobrze. Ale mamy przecież jeszcze jakiś inny bank - ten który kupił od DB zwykłą vaniliową opcję CALL 3,90.
O dziwo ten drugi bank ma w ten sam sposób ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln co pozwala mu zagrać na umocnienie Złotego! Dopóki kurs Euro nie spadnie poniżej 3,90, zarobek jest niewielki. Ale gdy tylko Eur/Pln spadnie poniżej 3,90, zarobek tego tajemniczego banku rośnie gwałtownie.
Perpetum mobile? Mamy trzech uczestników łańcuszka i wszyscy zarabiają? Nie! Zarabiają tylko i wyłącznie banki. Eksporter nie zarabia, gdyż w razie spadku kursu Eur/Pln poniżej 3,90 pozostaje bez zabezpieczenia i ponosi straty na eksporcie!
Jest jeszcze jeden przegrany - nie będący uczestnikiem łańcuszka.
Pamiętamy, że obydwa banki mając ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln mogą bezkarnie sprzedawać walutę na termin (sprzedawać forwardy/futures). No dobrze, ale ktoś musi te forwardy od nich kupić?
Mój komentarz jest przy notce korespondenta.
wtorek, 28 kwietnia 2009
Włosi mają jaja
Cała sprawa jest tylko wierzchołkiem góry lodowej gdyż Mediolan jest 1 z 600 jednostek samorządowych, które zawarły ok. 1000 kontraktów pochodnych (derywatów) o wartości 35,5 miliarda EURO.
Porównując to do naszych opcji walutowych widać, że Włosi są w stanie zaprzęgnąć aparat państwowy do pomocy swoim. Jednocześnie w Polsce naciągniętych przedsiębiorców przez najlepszych szpeców finansowych świata pozostawia się samym sobie. Dopowiedzcie sobie sami, co rządzący wybrani aby reprezentować nasze interesy robią dobrego dla nas...
piątek, 24 kwietnia 2009
Opcje milenijne
Jak relacjonuje Nasz Dziennik
Umowy opcyjnie oferowane przez banki polskim przedsiębiorcom były prawdopodobniej inaczej wyceniane na użytek klientów, a inaczej w dokumentach banków, do których ci nie mieli dostępu. Klientom były przedstawiane ze względów marketingowych jako "umowy zerokosztowe", a więc takie, w których opcje wystawione przez bank (put) i przez przedsiębiorcę (call) posiadają równą wartość.
- Dotarcie do wyceny księgowej transakcji opcji walutowych i marży to pierwszy krok do wykazania, iż bank, proponując kontrakt, fałszywie informował swoich klientów o stopniu ryzyka - twierdzą eksperci Stowarzyszenia na rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorców.
Bank przed zawarciem umowy opcji musi ją wycenić na podstawie modelu matematycznego opcji, którego istotnym elementem jest zmienność kursów walutowych. Potem w miarę zapadania tych instrumentów rozlicza je sukcesywnie w relacji do wyceny początkowej. Końcowe rozliczenie pokazuje, czy i ile bank zarobił na danym kontrakcie. Niektóre umowy zawierane były nawet na 24 miesiące.
- Na przełomie 2007 i 2008 roku rozpoczynał się globalny kryzys finansowy i źródła bankowych przychodów zaczęły wysychać. Opcje stały się najprawdopodobniej jednym z głównych źródeł ich dochodów - stwierdził mecenas Cezary Nowakowski z Kancelarii Prawnej Nowakowski i Wspólnicy podczas konferencji zorganizowanej wspólnie ze wspomnianym Stowarzyszeniem.
- Wysoka wycena opcji w bankowych księgach może tłumaczyć wspaniałe wyniki finansowe banków w drugim i trzecim kwartale ubiegłego roku - twierdzi Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Jego zdaniem, banki, wyceniając wysoko opcje na swój użytek, w kontaktach z klientami zaniżały ich wartość.
Umowy opcyjne między bankami a przedsiębiorstwami typu put i call miały charakter asymetryczny, tj. 90 proc. ryzyka strat wskutek zmiany kursu złotego ponosił przedsiębiorca, zaś banki były zabezpieczone przed nadmiernym ryzykiem poprzez bariery ograniczające ewentualne straty. Różnica w wycenie opcji put oferowanej przez bank w stosunku do opcji call wystawianej przez przedsiębiorcę wynosiła średnio ok. 1:200.
- Przedsiębiorcy byli wprowadzani w błąd. Przecież nikt by nie kupił instrumentu, którego wartość jest ujemna - mówi Bielewicz.
Zdaniem ekspertów, dotarcie do bankowych ksiąg i wydobycie dowodów na stosowanie podwójnej wyceny jest możliwe, jeśli sąd zobowiąże bank do przekazania dokumentów.
System komputerowy do oceny derywatyw potrafi odtworzyć historyczne dane na temat księgowej wyceny transakcji i marży - zapewnia nas rozmówca. - Grunt to przetrwać do wyroków - dodał.
Z tym ostatnim może być trudno, ponieważ banki, zasłaniając się tajemnicą bankową, blokują postępowania, a przedsiębiorstwa - zadłużone na opcjach i pozbawione kredytowania - wegetują na skraju upadłości. Wykorzystując tę przymusową sytuację firm, banki narzucają im warunki spłaty zadłużenia z tytułu opcji, np. 30 proc. od ręki, a 60 proc. w formie spłaty kredytu rozłożonego na 20 lat. Zdarza się, że zawyżają przy tym swoje należności, aby potem - w geście dobrej woli - zaoferować firmie 10-procentowy "upust". W Polsce jest bardzo niewielu niezależnych ekspertów znających się na wycenie opcji.
Banki także walczą o własną skórę. Tylko trzy z nich: ING, BRE Bank i BPH, same konstruowały opcje, same zarządzały ryzykiem, i tylko te trzy są pełnoprawnymi gospodarzami rozmów ugodowych z klientem, tj. ewentualne ustępstwa na jego rzecz odpiszą od swoich planowanych zysków. Pozostałe banki handlujące opcjami robiły to de facto jako pośrednicy (choć formalnie działały jako polskie podmioty na swoją rzecz).
- Jeśli banki wyegzekwują należności od przedsiębiorców, to z Polski wyprowadzonych zostanie prawdopodobnie więcej pieniędzy, niż otrzymamy z Unii Europejskiej w ramach unijnych funduszy - twierdzi Zbigniew Przybysz, szef Stowarzyszenia na rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorców.
Przy średnim kursie złotego w I kwartale br. wynoszącym 4,65 zł za euro straty przedsiębiorstw na opcjach wyceniano na 60 mld złotych.
Cieszy, że po długich staraniach - i kilku spektakularnych upadłościach - udaje się w końcu choć trochę dobrać do skóry bankowym oszustom i kuglarzom. Bankowiec tym się różni od bankarza, czym handlowiec od handlarza. Trzy karty to nie jest gra podobna do brydża, podobnie jak bank nie powinien być w zasadzie kasynem.
**********do poczytania
Pan każe, sługa musi, albo robimy to za pieniądze
Pawlak: opcja zero czyli Pawlak pod Grunwaldem
normalny szwindel
Broń masowego dojenia, czyli opcje a la polonaise
Czaruś pod choinkę
KNF kontra JPM
**********
środa, 1 kwietnia 2009
Mam dysonans, albo koszmar na dachu
Miałem koszmar. Koszmarny dysonans. Zezowaty nie rozumie, ni w ząb. Ledwie pochwalił Skrzypka na dachu, już ten robi odlot. Fruuuu. Poleciał, odleciał siłą poezji, finezji, ezoterii, naszej polskiej mizerii. A Pawlak mu dzielnie wtórował, jak Antek jakiś, albo Janko muzykant. Chocholi taniec, Wyspiański, Prus i tylko Gombrowicza brakuje. Kurde, co ja wczoraj piłem?
Teraz koszmar na jawie, Skrzypek daje koncert na konferencji.
Ostatnie osłabienie złotego chwilowe, NBP nie jest zaniepokojony - Waluty - kursy walut, porady walutowe - ...
Co zezowaty z tego rozumie? W zasadzie nic, ale spróbuje zanalizować.
1. Tąpnięcie złotówki wg Skrzypka nie stanowi żadnego istotnego sygnału.
2. Przyczyny tąpnięcia są znane, ale z powodów ogólnej polityki - zapewne słusznie - nie będą komentowane.
3. NBP nie oczekuje osłabienia złotego w najbliższym czasie, lecz wahań w wąskim przedziale.
4. Komentatorzy - zapewne słusznie - wskazują na Węgry, jako katalizator strachu w Europie środkowo-wsch.
5. Pawlak stawia na swojego konika, czyli opcje walutowe.
Mój dysonans polega na tym, że na podstawie obrazków, ostatnio zaprezentowanych takiego koktajlu w żaden spodób nie da się racjonalnie wymiksować. Co zatem widzi zezowaty? Że Skrzypek wystąpił godnie w obronie narodowej waluty i tyle. A że przy okazji odleciał, to trudno, pewnie zajarał sobie skuna, jak odwiedził stronę zezowatego. Owszem, mam odwiedziny z NBP, ale to o niczym nie świadczy, poza tym oficjalnie nie popieram legalizacji miękkich, chociaż jestem libertarianinem, sort of.
Według zezowatego dolar podjął swoje metodyczne ssanie, jak w poprzednim odcinku i tyle. Wystarczy obejrzeć wykres eurusd. To, że złoty się do niego osłabia, jest spowodowane zarówno słabością do euro, jak i słabością tego ostatniego do dolara. Owszem, teraz złoty jest niedowartościowany, ale co z tego? Może być niedowartościowany jeszcze długo. W zaistniałej sytuacji łagodzenie nastroju poprzez łagodne wahania, to najprostsza droga do plajty. Czytaj to i myśl, polski eksporterze, nie daj się uwieść Jankom Muzykantom.
W chwili obecnej są w grze dwa bardzo mocne mechanizmy, rwące złotówkę w przeciwstawnych kierunkach: ssanie na dolarze oraz lawinowo rosnące ryzyko kursowe w koszu CEE (Gyurcsany+opcje walutowe) z jednej strony oraz korzystne saldo wymiany handlowej ze wszystkimi sąsiadami z drugiej (złoty fundamentalnie tani). Jeśli zniknie ryzyko polityczne, albo zasysanie dolara zostanie przerwane, złotówka natychmiast odbije, bo ma mocne fundamenty. Jeśli wystąpią oba naraz, to złotówka odbije dynamicznie i zobaczymy euro po 3 zł.
Teraz najważniejsze, decydujące zezowate pytanie. Czy mówi do mnie ten pan, czy jego bliźniak obok? Czy z dwu jednakowych dróg mam wybrać tę w prawo, czy tę bardziej w prawo? (Kon)kursowe pytanie brzmi: Czy prawdopodobieństwo takiego rozwoju jest wielkie? Zezowatym zdaniem wykluczone. Wobec tego w najbliższym czasie, przynajmniej dopóki opcje nie zostaną rozliczone, na wzmocnienie złotego bym nie liczył. Więcej, na wykresie wygląda co najwyżej na możliwą konsolidację wobec euro i dalszy spadek wobec dolara. Tu chciałbym się mylić, ale dla zezowatego nie jest ważne, jak widzi, tylko jak jest naprawdę (to takie skrzywienie zezowatych).
Pojękiwanie o wąskich wahaniach przy tak przeraźliwych napięciach jest jakimś koszmarnym nonsensem i pewnie stąd moja wizja.
A tak wygląda dziś aktualny wykres usdpln. Ale to przecież tylko chwilowe osłabienie, trwające od pół roku. Ważne, że pan Prezes zna jego przyczyny. Zezowaty też zna, nawet o nich napisał, więc Skrzypek może szpanować komu innemu swą ezoteryczną wiedzą Ezopa na haju. Koszmarze precz.
Padło pytanie o QE w Polsce. Właściwie ono już się zaczęło przedterminowym wykupem obligacji. Teraz jest obcięcie rezerw. Kolejne kilkanaście mld dodatkowej płynności w bankach. Skoro nie mają złych kredytów ani toksycznych aktywów, to po cholerę im tak gwałtownie forsa? Przecież na niej siedzą... Trzeba spytać Bieleckiego, ale ten milczy, albo mówi zagadkami.
Zezowata diagnoza: Skrzypek już włączył mod QE. Spokojna czaszka.





