W związku z tym, że zezowaty miał urodziny (nie strzał z Aurory, ani odkręcanie Siewiernego Potoka z Angelą), tylko normalna rocznica premiery Znaku Zorro, pojawili sie bracia, wśród nich wielki brat. Ten wielki, nie dość, że mu wali z pyska jak niedźwiedziowi, to jeszcze się łasi, wymachuje pałką, puszcza gazy i - to już szczyt wszystkiego - chce zezowatemu zaglądać na odległość w majtki, pliki i fiki-miki. Tego to już trochę za wiele, mój aniele, moja Andżeliko. Włodzimierz może i wygrał rewolucję, ale od mojego laptoka niech się odwali. Dali jazda!Zezowaty pokazuje Kozakiewicza.
Oto dowód, że pan od toli się nie certoli i naprawdę chce zamówić hakerskie narządki, co to niby w KK od kilku lat są nielegalne, ale jak widać - nie przeszkadza to wcale ich opracować za nasze pieniądze. Gdzieżby tam one do czegoś służyły, wiadomo przecież że pan od toli tak tylko ....oli, dla dobra nauki. Oto i specyfikacja, ze strony cbir.pl (chyba to nie jest Centrum badań i Rozwoju, już raczej Content-based image retrieval, czyli jak najbardziej wypasiony internetowy album zdjęć, kiedyś zwany kartoteką - czemu mi się to z obozem pracy kojarzy?)
ncbir.pl
Polecane Anonimizery w Necie _ Echelon - Anonymous Security
czwartek, 10 listopada 2011
środa, 9 listopada 2011
Papa Andreou, veni Bunga!
Jerzy Papandreou nie ma łatwego życia, a ostatnio teutońska Andżela z niewysokim Mikołajem już mu tak tańczyli po głowie, że wygląda na to, iż nie wytrzymał. Niezadowolony z ogłoszenia przez Andżelę dobrowolnej redukcji wartości obligacji greckich o 50%, co jest podwójnym oksymoronem (50% redukcja jest bankructwem i to nie dobrowolnym lecz przymusowym, na dokładkę nie połowicznym, lecz całkowitym, boć dziewicą i bankrutem nie można być w połowie) zepsuł jaśnie państwu nicejskie obiadki, oświadczając, że przecież - i owszem - Andżela może dekretować, że Grecja jest tylko w połowie bakrutem, dosypując grzecznym bankom brakujacą połowę z boku (jak będą siedzieć cicho), ale on zawsze może spytać Greków o ich zdanie w referendum. Słowo na R tak zatkało jaśniepaństwo, że impreza poszła całkiem na śmieci. Niestety - nie ma co udawać greka - w referendum może się okazać, że pasterze helleńscy uznają iż są bankrutami w 100% i te obligacje szczęśliwi posiadacze mogą sobie zabrać, razem z ojrobanknotami, do tapetowania wychodków.
Oczywiście, po chwilowym zatkaniu, jaśniepaństwo przystapiło do naprawiania i po kilku dniach Papandreou jest już szczęśliwym byłym premierem jeszcze (rzekomo) wypłacalnej Grecji, a na stanowisku sternika stoi stanowczo bardziej wypasiony w eurofinansach minister - Papa demos czy Veni zelos, czy jakoś tak. Jaki by tam papa nie był, półdziewicą i półbankrutem długo być nie można. Zezowaty wysnuwa z tego wniosek taki, że cwany szef Międzynarodówki Socjalistycznej ostatnim rzutem na taśmę, wyskoczył z tonącego okrętu, aby w momencie największego zamieszania nie stać na mostku. Wszystko wskazuje na to, że drachma wróci pod Olimp zanim nam zawita nowy rok, a sprytny pan socjalista będzie wtedy jak znalazł do budowy nowego, postępowego rządu, w końcu mocny jest, potrafił nawet zatkać teutońską Andżelę, a tego ostatnio nawet Włodek nie potrafi....
Skoro już mamy jasność w temacie drachmy, to warto by zagrać na lirze, bo jakoś tak w Frankfurter Allgemeine Bunga-bunga, czyli Berlusconi, codziennie na pierwszej stronie, obok sondy - kiedy premier odejdzie. FT Deutschland w wydaniu internetowym zdjęcie przy wstępniaku zmienia kilka razy na dzień, na wszystkich Silvio, w różnych pozach. Ano trzyma się Bunga-bunga z całych sił, ale walka z Andżelą jest dziś jak polemika z walcem. Następny w kolejce - Silvio. Czy to znaczy, że Italia już pękła? Nie całkiem, to jeszcze potrwa, ale obligacje już ruszyły, a skoro tak, to trwa cichy run. W tej grze wygrywa ten, kto w porę wycofa swe pieniądze. Ojro włoskie to nie jest ojro niemieckie i w pewnej chwili pojawiają się limity kapitałowe, zamknięcia banków itd... Moim zdaniem lawina już jedzie. Może ją powstrzymać tylko jednoznaczne zagwarantowanie wszystkich depozytów, w dowolnej wysokości, a tego raczej nie oczekuję. Racjonalnym wyjściem z dylematu więźnia jest ucieczka i ona właśnie trwa. Będzie bunga-bunga, oby tylko bez fajerwerków.
środa, 2 listopada 2011
BITCOIN snafu nr2
Mało było poprzednim razem? Oczywiście jest ciąg dalszy. Teraz, w ślad za włamaniem na serwer wymiany bitcoinów, nieustającej fali spamu, przychodzi kolejna próba phishingu. Waluta wirtualna, a problemy jak najbardziej realne ;)
Dobrze, że gość, któremu założono witrynę-bliźniaka, jest na tyle szybki, że wyprzedził agresora o pół godziny (przynajmniej w moim przypadku). Widać, że w necie refleks jest na wagę złota, przepraszam – bitcoina.
BITCOIN SNAFU2
Dobrze, że gość, któremu założono witrynę-bliźniaka, jest na tyle szybki, że wyprzedził agresora o pół godziny (przynajmniej w moim przypadku). Widać, że w necie refleks jest na wagę złota, przepraszam – bitcoina.
BITCOIN SNAFU2
sobota, 29 października 2011
Co mówi gógel o Katyniu i Petersburgu
Do gógla zezowaty podchodzi z uzasadnioną dozą nieufności, bo – po pierwsze – automatyczny zapis mu przed chwilą, po naciśnięciu jakiejś niewiadomej kombinacji klawiszy, o co w sumie dziś nietrudno, gładko zeżarł calutki tekst, razem ze zdjęciami, więc te szybkie łajzywygi edytory (z podglądem!) to sobie Eric Schmidt, albo Brin, powinni wsadzić (nawet mnie nie spytał skubany, szast, automatyczny zapis...) oraz – po wtóre – to praktyczny monopolista GOOG o kapitalizacji ponad 150 mld, więc uważać trzeba. Co nie przeszkadza zezowatemu trzymać choćby tego bloga u wuja gógla (blogspot), korzystać z obrazków picasa, poczty gmail, aczkolwiek zawsze z dozą nieufności. Dodam, że prawie codziennie korzystam z wyszukiwarki, a jest ona niezastąpiona w tak egzotycznych zastosowaniach, jak badanie aktualnych trendów (analytics), bowiem wyszukiwarka ma całe kopalnie wiedzy o tym, co ludzie wypisują, ale także czego szukają... wszystko natychmiast i prawie za darmo. Zatem jeśli czegoś zezowaty nie wie (a zawsze czegoś, choćby tego, czego jeszcze nie wie – taki sofizmacik wyszedł), to pyta wuja: wuju, co tam słychać, szukaj wuju! I wuj szuka. I znajduje. Co oczywiście nie przeszkadza wcale, że co drażliwsze tematy sobie zezowaty odpala na przeglądarce bez pamięci, albo przez proxy, albo w scroogle (co to jest proxy albo scroogle musisz sobie wygóglać - i drugi żarcik wyszedł).
Jedno z najlepszych narzędzi od wuja to góglomapy i atlas nieba, z bogatym zestawem narzędzi nawigacyjnych do rysowania i publikacji własnych map. Jedno z nich – wikimapię – zaproponowałem grupie poszukujących śladów smoleńskich, bowiem zawiera wiele ciekawych opisów obiektów w cyrylicy. Jednym z tych nieustających poszukiwaczy, nie zrażających się narracją o pancernej brzozie i odrzutowych fikołkach jest Albatros. Jego odkrycia traktuję poważnie od chwili, kiedy wykazał przy pomocy satelitarnych map meteo NASA, w kilku zakresach, że wokół lotniska Smoleńsk severnyi XUBS, szalało kilka małych ognisk pożarów... dnia 9 kwietnia 2010 oraz nic się nie paliło 10 kwietnia!
Otóż ostatnio Albatros odkrył na satelitarnej mapce gógla, w odległości ok. 100 km na zachód od Petersburga, nieopodal wioski Uutassola, figurę samolotu, przypominającą jako żywo tupolewa 154. Mało tego, przy pomocy satelitarnych zdjęć meteo NASA wykazał, że 10 kwie 2010 w tym miejscu szalał pożar, dokładnie w godzinach 11-14 (10-13 UTC), a pióropusz dymu sięgał co najmniej 245 kilometrów, słowem coś jakby na kształt prawdziwej katastrofy lotniczej.
Co do analizy meteo nie potrafię ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, bo za mało wiem w tej materii, co nieco jednak mogę powiedzieć o mapie gógla, a jako się rzekło - kiedy wuj gógel mówi, nawet niepytany, zezowaty słucha, zawsze można się czegoś dowiedzieć (to już trzeci sofizmat, wystarczy).
Po pierwsze figura samolotu jest ewidentnie do mapy wklejona, nie jest to fotografia lecącego, bądź stojącego samolotu z satelity, ale obiekt z tzw. „gifa”, dodany do zdjęcia. Widać dość niechlujny kontur, zwłaszcza wokół zarysu wypuszczonego podwozia. Jak wygląda foto samolotu w locie można zobaczyć choćby na przykładzie tankowca boeing, pomalowanego ochronnie, a i tak wyglądającego w locie o wiele naturalniej.
Co robi zatem wklejona, szara figurka samolotu na satelitarnej mapie? Zapewne znalazła się tam świadomie i nieprzypadkowo. Ten wycinek mapy pochodzi z września 2005 roku. Okolica nie wskazuje, aby tam parkował jakiś samolot, bowiem musiałby najpierw wylądować (i zostawić ślady). Ktoś powie – przecież to absurd – taki samolot nie wyląduje w polu. I tu zaczyna się naprawdę ciekawie. Otóż pomierzyłem na zbliżeniu obrazek samolotu i wychodzi, że jest to rzeczywiście foto tu-154, na glebie, albo coś łudząco do niego podobnego. Rozświetlenie na dziobie wskazuje na prawdziwy kolor, który został usunięty i automatycznie zamieniony na jednolity szary, aby ukryć znaki rozpoznawcze. Według mnie oryginalna maszyna miała biały dziób. Na tym nie koniec niespodzianek, o wysuniętym podwoziu – na postoju, albo do lądowania - wspominałem. Trzeba dodać, że maszyna rzeczywiście stoi, ale z odłamanym ogonem, wyraźnie odstającym i odłączonym od reszty geometrii. Poza tym maszyna wydaje się być w jednym kawałku. Wygląda tak, jakby ktoś wyciął to zdjęcie z miejsca awaryjnego lądowania i wstawił w neutralne, „nieuszkodzone” otoczenie. Tupolew-154 wylądował awaryjnie w polu, co prawda przyziemił dość twardo, bo odłamał ogon, ale poza tym nic więcej. Wracamy znów do okolicy. Sceptyk powie – wykluczone, rozbiłby się w drobiazgi. Otóż tu kolejna niespodzianka. Właśnie to miejsce nadaje się to awaryjnego lądowania w terenie – szerokie, długie płasko zaorane pole, wzdłuż prostej szosy, idealnie nadającej się jako linia orientacyjna. Tupolew ma specjalnie wzmocnione podwozie i może bezpiecznie lądować na gruncie, a nawet z niego startować, tym odróżnia się od swoich młodszych braci.
Co zatem mówi nam wuj gógel? Wydaje się, że sugeruje, iż w tym miejscu po prostu jakiś tupolew dość awaryjnie wylądował. Zapewne był to rejs Petersburg-Tallinn, bowiem punkt leży na tej trasie. Możliwość, że obrazek pojawił się przypadkowo, albo przedstawia omamy, wykluczam. Brak dodatkowych śladów w okolicy oraz ewidentne odłamanie ogona świadczą, iż nie było go tam w roku 2005, a został wklejony z innego czasu. Czy również innego miejsca? Tu dochodzimy do sedna. Otóż wuj gógel pewne miejsca zaciemnia, wycina, kamufluje, niemniej zawsze zgadzają się współrzędne geograficzne oraz czas. Skoro tu ewidentnie nie zgadza się czas, to pozostaje konkluzja, że prawdopodobnie zgadza się miejsce, bo inaczej zresztą ta zabawa nie miałaby sensu. Wydaje się, iż gógel mówi nieoficjalnie - tu się rozbił biały tupolew 154, więcej nie możemy potwierdzić, a wy udowodnić, żadnych śladów, znaków identyfikacyjnych itd. Pozostaje zatem wsiadać w samochód i odszukać ten punkt: 59.6164261 N 28.92372978 E . Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś wkleił tam figurkę połamanego tupolewa w satelitarne zdjęcie, a takie rzeczy w satelitach nie dzieją się same.
Na koniec: zawsze sprawdzaj kto mówi.
GOOG
DigitalGlobe
Geoeye
Na zjęciach satelitarnych na pewno nie ma nic, co mogłoby zagrażać interesom amerykańskim, zatem jeśli coś się pojawiło, jest z tym interesem niesprzeczne.
Jedno z najlepszych narzędzi od wuja to góglomapy i atlas nieba, z bogatym zestawem narzędzi nawigacyjnych do rysowania i publikacji własnych map. Jedno z nich – wikimapię – zaproponowałem grupie poszukujących śladów smoleńskich, bowiem zawiera wiele ciekawych opisów obiektów w cyrylicy. Jednym z tych nieustających poszukiwaczy, nie zrażających się narracją o pancernej brzozie i odrzutowych fikołkach jest Albatros. Jego odkrycia traktuję poważnie od chwili, kiedy wykazał przy pomocy satelitarnych map meteo NASA, w kilku zakresach, że wokół lotniska Smoleńsk severnyi XUBS, szalało kilka małych ognisk pożarów... dnia 9 kwietnia 2010 oraz nic się nie paliło 10 kwietnia!
Otóż ostatnio Albatros odkrył na satelitarnej mapce gógla, w odległości ok. 100 km na zachód od Petersburga, nieopodal wioski Uutassola, figurę samolotu, przypominającą jako żywo tupolewa 154. Mało tego, przy pomocy satelitarnych zdjęć meteo NASA wykazał, że 10 kwie 2010 w tym miejscu szalał pożar, dokładnie w godzinach 11-14 (10-13 UTC), a pióropusz dymu sięgał co najmniej 245 kilometrów, słowem coś jakby na kształt prawdziwej katastrofy lotniczej.
Co do analizy meteo nie potrafię ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, bo za mało wiem w tej materii, co nieco jednak mogę powiedzieć o mapie gógla, a jako się rzekło - kiedy wuj gógel mówi, nawet niepytany, zezowaty słucha, zawsze można się czegoś dowiedzieć (to już trzeci sofizmat, wystarczy).
Po pierwsze figura samolotu jest ewidentnie do mapy wklejona, nie jest to fotografia lecącego, bądź stojącego samolotu z satelity, ale obiekt z tzw. „gifa”, dodany do zdjęcia. Widać dość niechlujny kontur, zwłaszcza wokół zarysu wypuszczonego podwozia. Jak wygląda foto samolotu w locie można zobaczyć choćby na przykładzie tankowca boeing, pomalowanego ochronnie, a i tak wyglądającego w locie o wiele naturalniej.
Co robi zatem wklejona, szara figurka samolotu na satelitarnej mapie? Zapewne znalazła się tam świadomie i nieprzypadkowo. Ten wycinek mapy pochodzi z września 2005 roku. Okolica nie wskazuje, aby tam parkował jakiś samolot, bowiem musiałby najpierw wylądować (i zostawić ślady). Ktoś powie – przecież to absurd – taki samolot nie wyląduje w polu. I tu zaczyna się naprawdę ciekawie. Otóż pomierzyłem na zbliżeniu obrazek samolotu i wychodzi, że jest to rzeczywiście foto tu-154, na glebie, albo coś łudząco do niego podobnego. Rozświetlenie na dziobie wskazuje na prawdziwy kolor, który został usunięty i automatycznie zamieniony na jednolity szary, aby ukryć znaki rozpoznawcze. Według mnie oryginalna maszyna miała biały dziób. Na tym nie koniec niespodzianek, o wysuniętym podwoziu – na postoju, albo do lądowania - wspominałem. Trzeba dodać, że maszyna rzeczywiście stoi, ale z odłamanym ogonem, wyraźnie odstającym i odłączonym od reszty geometrii. Poza tym maszyna wydaje się być w jednym kawałku. Wygląda tak, jakby ktoś wyciął to zdjęcie z miejsca awaryjnego lądowania i wstawił w neutralne, „nieuszkodzone” otoczenie. Tupolew-154 wylądował awaryjnie w polu, co prawda przyziemił dość twardo, bo odłamał ogon, ale poza tym nic więcej. Wracamy znów do okolicy. Sceptyk powie – wykluczone, rozbiłby się w drobiazgi. Otóż tu kolejna niespodzianka. Właśnie to miejsce nadaje się to awaryjnego lądowania w terenie – szerokie, długie płasko zaorane pole, wzdłuż prostej szosy, idealnie nadającej się jako linia orientacyjna. Tupolew ma specjalnie wzmocnione podwozie i może bezpiecznie lądować na gruncie, a nawet z niego startować, tym odróżnia się od swoich młodszych braci.
Co zatem mówi nam wuj gógel? Wydaje się, że sugeruje, iż w tym miejscu po prostu jakiś tupolew dość awaryjnie wylądował. Zapewne był to rejs Petersburg-Tallinn, bowiem punkt leży na tej trasie. Możliwość, że obrazek pojawił się przypadkowo, albo przedstawia omamy, wykluczam. Brak dodatkowych śladów w okolicy oraz ewidentne odłamanie ogona świadczą, iż nie było go tam w roku 2005, a został wklejony z innego czasu. Czy również innego miejsca? Tu dochodzimy do sedna. Otóż wuj gógel pewne miejsca zaciemnia, wycina, kamufluje, niemniej zawsze zgadzają się współrzędne geograficzne oraz czas. Skoro tu ewidentnie nie zgadza się czas, to pozostaje konkluzja, że prawdopodobnie zgadza się miejsce, bo inaczej zresztą ta zabawa nie miałaby sensu. Wydaje się, iż gógel mówi nieoficjalnie - tu się rozbił biały tupolew 154, więcej nie możemy potwierdzić, a wy udowodnić, żadnych śladów, znaków identyfikacyjnych itd. Pozostaje zatem wsiadać w samochód i odszukać ten punkt: 59.6164261 N 28.92372978 E . Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś wkleił tam figurkę połamanego tupolewa w satelitarne zdjęcie, a takie rzeczy w satelitach nie dzieją się same.
Na koniec: zawsze sprawdzaj kto mówi.
GOOG
DigitalGlobe
Geoeye
Na zjęciach satelitarnych na pewno nie ma nic, co mogłoby zagrażać interesom amerykańskim, zatem jeśli coś się pojawiło, jest z tym interesem niesprzeczne.
piątek, 28 października 2011
Jaka jest najważniejsza wiadomość tego tygodnia
- Occupy Wall Street i zamieszki w Nowym Jorku, gdzie dochodzi do bójek, prowokacji, pacyfikacji gazem pieprzowym, paralizatorami i gumowymi kulami?
- Śmierć Muammara Kadafiego?
- uchwalenie w końcu skoordynowanej z bankami pomocy dla Grecji i restrukturyzacja jej długów?
- resurekcja Ostpreussen i Królewca w postaci bezwizowego ruchu dla Rosjan?
Nic z tych rzeczy, choć w sumie wszystkie. Kaddafi, podobnie jak cała gama innych "postępowych" dyktatorów musiał po prostu odejść. Chyba nie przypuszczasz, że ambitny pułkownik znikąd mógł tak sobie zrobić pucz wojskowy i odsunąć od władzy króla - marionetkę, bo marionetkę, ale potęgi kolonialnej. Oczywiście był na usługach mądrzejszych, jak Hussein i Mubarak. Jest sprzątanie w regionie i wywala się niepotrzebnych, idzie nowe. Poza tym, widział ktoś tego pana, bo ja wyczytałem oficjalnie, że mają go skremować i po krzyku. Żadnych tam sekcji zwłok, zdjęć i badań. Po prostu spali się w niewiadomym miejscu, a rodzinie wyda prochy, albo i nie. Niby lepiej, niż z rozsypanym w oceanie Osamą, ale niewiele. Jednak Kaddafi miał armię ochroniarzy i co najmniej kilku sobowtórów, a głupi nie był.
Przesuwana konferencja pod wezwaniem Wzrostowskiego? Majstersztyk europejski, nikt nic nie wie, ale w końcu się dogadali. Na pewno dogadali? Na pewno Grecja uratowana?Do sterowanych przez profesjonalistów ruchawek rewolucyjnych typu Indignados nie chce mi się zniżać, bo wszystkie są wycięte z tego samego serbskiego kopyta pt. Otpor, z lenistwa nawet specjalnie nie zmieniają grafiki, widocznie traktują swe przesłanie dosłownie - ruch masowy, więc dla idiotów. Nowoczesność. Jest shelf corporation, czyli spółka z półki, jest i shelf revolution - wszystko gotowe, wystarczy tylko dodać kilka tysięcy idiotów, ale tych się szybko i tanio zwoła przez twittera, jak już będzie w sienenie i dżazirze. Działa. Matołki tego świata łączcie się! I się łączą. Przez internet oczywiście. Jakby komu świtały jakieś wąpliwości, niech łaskawie odszuka zdjęcia telewizyjne z centralnego placu Trypolisu z poprzedniej edycji sitcomu "Muammar uciekł". Kręcone na planie w Doha - wyraźne niedoróbki dekoracji, ale leciało we wszystkich tv świata. Jaka to różnica - Dubaj czy Libia, ważne że akcja jest!
No to zostaje projekt Prusy Wschodnie. Olaboga, ruskie sołdaty nas teraz bezkarnie czapkami nakryją. Według mnie, ci których naprawdę można się obawiać, nigdy nie wyjechali, względnie mają stałe wizy, albo i obywatelstwo. To że porządne faje z przemytu i Stolicznaja będzie w Olsztynie za pół ceny, to trudno, Wzrostowski będzie musiał przeboleć. Angela odremontuje Reichsautobahn do Królewca, w końcu będie można po ludzku dojechać. Musimy się pogodzić z tym, że dla Niemców to jest pustynia, gdzie wszystko trzeba zbudować od podstaw, to chyba lepiej żeby to zrobili za swoje, bo przynajmniej nie będzie śmierdzieć, jak do tej pory. Putin tam wielkich inwestycji nie zrobi, już Iskandery postawił i chwatit, to niech Prusacy popracują, nam od tego nie ubędzie (przybyć też niewiele, więc szkoda gadać), ale przecież Cezary tego nie zrobi, więc zostają Prusacy.
Co więc pozostało? Ano dla mnie osobiście koronkowa akcja Angeli, która pokazała, kto w Eurosojuzie rządzi i odwołała bankructwo Grecji. Tak jest, o północy powiedziała bankom, że jest tylko jedna propozycja i one na to przystały. Banki prywatne zgodziły się dobrowolnie na redukcję długów greckich o połowę. Mogły się przecież nie zgodzić, wówczas Grecja by splajtowała i połowa byłoby za mało, a banki by z Grecją popłynęły. Tak się robi politykę. Propozycja nie do odrzucenia jest zawsze przyjmowana. Swoją drogą nie dziwi nerwowość niewysokiego Mikołaja, który brytyjskiemu premierowi (wysokiemu i drwiącemu publicznie z postury Sarko) kazał się zamknąć. Otóż dużą część greckich obligacji trzyma Societe Generale i inne paryskie banki, więc propozycja Angeli była pośrednio skierowana do Mikołaja. Albo, albo. Plajta Grecji natychmiast spowodowałaby kaskadę upadłości w Paryżu (i oczywiście koniec euro, ale to potem), więc i Mikołaj skorzystał ze swojej rady i był cicho. Przed bankami w Grecji stoją kolejki (typowy run), a pani Angela dobrowolnie redukuje długi i Grecja już nie jest bankrutem. Zauważ, że mimo iż niewypłacalna, cały czas nie splajtowała. Na rynku oczywiście euforia, giełdy w górę, euro w górę. Koniec świata odwołany. I dobrze, przynajmniej do czasu, aż ten fundusz ratunkowy EFSF się wyczerpie, a to nastąpi jak amen w pacierzu, grunt że nie przed świętami. Do tego czasu pani, która dyktuje bankierom, ile zainkasują strat, zrobi nowe porządki. Może stado się zorientuje, że od początku o to chodziło, chociaż wątpię, bo jak tylko zaczną się budzić, to zaraz będzie rewolucja, albo inna wojna, przecież oburzonych dostatek, a gdzieniegdzie nawet regularnie podpalają. Ojro, ojro, pachnie dintojrą. Znaczy Euro kaput, czy nie kaput? Fundamentalnie już dawno kaput, ale zanim to zostanie uczciwie rozliczone - jak widać na przykładzie Angeli - pruska pani treser może cały czas rozstawiać menażerię i dyktować propozycje nie do odrzucenia. Taki urok głównego wierzyciela.
No dobrze, pochwaliliśmy Prusaków, bo wszyściuteńko gładko im idzie według scenariusza, dwukrotnie. Mało! Boh trojcu liubit, jak powiada Władimir. Otóż i jest komplecik do trojki. Papież Ratzinger, syn ziem teutońskich, poparł ideę utworzenia światowego banku centralnego, pod egidą ONZ! No i jak się nie cieszyć - pasuje do programu pruskiego, zjednoczonej Europy i NWO, czyli trzy w jednym, znowu trojka. Niech ktoś powie, że to przypadek. Taki sam, jak fakt, że nikt nad tymi cudownymi trójkami, jakoś tak ausgerechnet się zdarzającymi, w mussmediach nawet się nie zająknie, a co dopiero waży się pomyśleć. Wszystko przypadki. Trojka przypadków, powtarzana wielokrotnie. Widzisz jasiu, niektórym zawsze trójka wychodzi.
- Śmierć Muammara Kadafiego?
- uchwalenie w końcu skoordynowanej z bankami pomocy dla Grecji i restrukturyzacja jej długów?
- resurekcja Ostpreussen i Królewca w postaci bezwizowego ruchu dla Rosjan?
Nic z tych rzeczy, choć w sumie wszystkie. Kaddafi, podobnie jak cała gama innych "postępowych" dyktatorów musiał po prostu odejść. Chyba nie przypuszczasz, że ambitny pułkownik znikąd mógł tak sobie zrobić pucz wojskowy i odsunąć od władzy króla - marionetkę, bo marionetkę, ale potęgi kolonialnej. Oczywiście był na usługach mądrzejszych, jak Hussein i Mubarak. Jest sprzątanie w regionie i wywala się niepotrzebnych, idzie nowe. Poza tym, widział ktoś tego pana, bo ja wyczytałem oficjalnie, że mają go skremować i po krzyku. Żadnych tam sekcji zwłok, zdjęć i badań. Po prostu spali się w niewiadomym miejscu, a rodzinie wyda prochy, albo i nie. Niby lepiej, niż z rozsypanym w oceanie Osamą, ale niewiele. Jednak Kaddafi miał armię ochroniarzy i co najmniej kilku sobowtórów, a głupi nie był.
Przesuwana konferencja pod wezwaniem Wzrostowskiego? Majstersztyk europejski, nikt nic nie wie, ale w końcu się dogadali. Na pewno dogadali? Na pewno Grecja uratowana?Do sterowanych przez profesjonalistów ruchawek rewolucyjnych typu Indignados nie chce mi się zniżać, bo wszystkie są wycięte z tego samego serbskiego kopyta pt. Otpor, z lenistwa nawet specjalnie nie zmieniają grafiki, widocznie traktują swe przesłanie dosłownie - ruch masowy, więc dla idiotów. Nowoczesność. Jest shelf corporation, czyli spółka z półki, jest i shelf revolution - wszystko gotowe, wystarczy tylko dodać kilka tysięcy idiotów, ale tych się szybko i tanio zwoła przez twittera, jak już będzie w sienenie i dżazirze. Działa. Matołki tego świata łączcie się! I się łączą. Przez internet oczywiście. Jakby komu świtały jakieś wąpliwości, niech łaskawie odszuka zdjęcia telewizyjne z centralnego placu Trypolisu z poprzedniej edycji sitcomu "Muammar uciekł". Kręcone na planie w Doha - wyraźne niedoróbki dekoracji, ale leciało we wszystkich tv świata. Jaka to różnica - Dubaj czy Libia, ważne że akcja jest!
No to zostaje projekt Prusy Wschodnie. Olaboga, ruskie sołdaty nas teraz bezkarnie czapkami nakryją. Według mnie, ci których naprawdę można się obawiać, nigdy nie wyjechali, względnie mają stałe wizy, albo i obywatelstwo. To że porządne faje z przemytu i Stolicznaja będzie w Olsztynie za pół ceny, to trudno, Wzrostowski będzie musiał przeboleć. Angela odremontuje Reichsautobahn do Królewca, w końcu będie można po ludzku dojechać. Musimy się pogodzić z tym, że dla Niemców to jest pustynia, gdzie wszystko trzeba zbudować od podstaw, to chyba lepiej żeby to zrobili za swoje, bo przynajmniej nie będzie śmierdzieć, jak do tej pory. Putin tam wielkich inwestycji nie zrobi, już Iskandery postawił i chwatit, to niech Prusacy popracują, nam od tego nie ubędzie (przybyć też niewiele, więc szkoda gadać), ale przecież Cezary tego nie zrobi, więc zostają Prusacy.
Co więc pozostało? Ano dla mnie osobiście koronkowa akcja Angeli, która pokazała, kto w Eurosojuzie rządzi i odwołała bankructwo Grecji. Tak jest, o północy powiedziała bankom, że jest tylko jedna propozycja i one na to przystały. Banki prywatne zgodziły się dobrowolnie na redukcję długów greckich o połowę. Mogły się przecież nie zgodzić, wówczas Grecja by splajtowała i połowa byłoby za mało, a banki by z Grecją popłynęły. Tak się robi politykę. Propozycja nie do odrzucenia jest zawsze przyjmowana. Swoją drogą nie dziwi nerwowość niewysokiego Mikołaja, który brytyjskiemu premierowi (wysokiemu i drwiącemu publicznie z postury Sarko) kazał się zamknąć. Otóż dużą część greckich obligacji trzyma Societe Generale i inne paryskie banki, więc propozycja Angeli była pośrednio skierowana do Mikołaja. Albo, albo. Plajta Grecji natychmiast spowodowałaby kaskadę upadłości w Paryżu (i oczywiście koniec euro, ale to potem), więc i Mikołaj skorzystał ze swojej rady i był cicho. Przed bankami w Grecji stoją kolejki (typowy run), a pani Angela dobrowolnie redukuje długi i Grecja już nie jest bankrutem. Zauważ, że mimo iż niewypłacalna, cały czas nie splajtowała. Na rynku oczywiście euforia, giełdy w górę, euro w górę. Koniec świata odwołany. I dobrze, przynajmniej do czasu, aż ten fundusz ratunkowy EFSF się wyczerpie, a to nastąpi jak amen w pacierzu, grunt że nie przed świętami. Do tego czasu pani, która dyktuje bankierom, ile zainkasują strat, zrobi nowe porządki. Może stado się zorientuje, że od początku o to chodziło, chociaż wątpię, bo jak tylko zaczną się budzić, to zaraz będzie rewolucja, albo inna wojna, przecież oburzonych dostatek, a gdzieniegdzie nawet regularnie podpalają. Ojro, ojro, pachnie dintojrą. Znaczy Euro kaput, czy nie kaput? Fundamentalnie już dawno kaput, ale zanim to zostanie uczciwie rozliczone - jak widać na przykładzie Angeli - pruska pani treser może cały czas rozstawiać menażerię i dyktować propozycje nie do odrzucenia. Taki urok głównego wierzyciela.
No dobrze, pochwaliliśmy Prusaków, bo wszyściuteńko gładko im idzie według scenariusza, dwukrotnie. Mało! Boh trojcu liubit, jak powiada Władimir. Otóż i jest komplecik do trojki. Papież Ratzinger, syn ziem teutońskich, poparł ideę utworzenia światowego banku centralnego, pod egidą ONZ! No i jak się nie cieszyć - pasuje do programu pruskiego, zjednoczonej Europy i NWO, czyli trzy w jednym, znowu trojka. Niech ktoś powie, że to przypadek. Taki sam, jak fakt, że nikt nad tymi cudownymi trójkami, jakoś tak ausgerechnet się zdarzającymi, w mussmediach nawet się nie zająknie, a co dopiero waży się pomyśleć. Wszystko przypadki. Trojka przypadków, powtarzana wielokrotnie. Widzisz jasiu, niektórym zawsze trójka wychodzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





