Jak pisze Dziennik wyciekły tajne (tarara, jak mówi zezowaty) plany szybkiego zespawania złotówki z euro. Robi się ciekawie.
Polska wejdzie do strefy euro, ale nie dostanie miejsca w Europejskim Banku Centralnym, który kieruje finansową polityką Unii Europejskiej. W ten sposób Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by Bruksela pomogła Polsce i innym krajom Europy przyjąć wspólną walutę i wyeliminować spekulantów, którzy osłabiają kursy złotego, czy innych walut.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma tajny plan, jak pomóc gospodarkom Polski i innych krajów Europy Środkowej walczyć z kryzysem. Organizacja chce, by Warszawa została pseudo-członkiem strefy euro - pisze "Financial Times", który dotarł do raportu MFW.
Polska, Czechy i Węgry miałyby przyjąć euro, bez spełnienia wyśrubowanych norm gospodarczych. W zamian jednak nie dostałyby miejsca w Europejskim Banku Centralnym, który steruje unijną polityką monetarną. Dzięki temu, jak sugeruje MFW udałoby sie uniknąć coraz większego zadłużania tych krajów, gdy zagraniczne pożyczki przeliczane są na waluty krajowe, po coraz wyższym kursie. Później, po spełnieniu wszystkich założeń gospodarczych, oczywiście dostalibyśmy miejsce w zarządzie banku.
Czy plany organizacji mają szansę? Tego nie wiadomo - pisze "Financial Times", bo wcześniejszych propozycji złagodzenia warunków przyjęcia waluty nie poparły ani kraje strefy euro, ani kandydaci do wspólnego pieniądza. Na pewno jednak ten raport na nowo skłoni Unię do debaty, jak najszybciej wprowadzić Warszawę i inne stolice do eurolandu.
Jak widać nasi przyjaciele z MFW wzięli sobie do serca zezowate zastrzeżenia cd. spekulacji Goldie-boys i ryzyk z tym związanych. Propozycja niepełnego członkowstwa wydaje się na pozór fair, bowiem nie spełniając wszystkich kryteriów trudno żądać pełnoprawnego głosu. Niemniej aż dziw bierze, jak bardzo tam w tym euro Polskę chcą, zezowaty mówi wręcz, że "na gwałt", dosłownie.
Warto zastanowić się głęboko i zrobić rachunek zysków i strat, czy w depresji warto nam wchodzić do euro na jakichkolwiek zasadach, łagodzonych, czy nie łagodzonych, po to, żeby EBC mówiło naszemu panu Skrzypkowi, gdzie może Tricheta pocałować. Bo z wszystkiego już nie tylko na zezowate oczy widać, że Trichet bardzo chciałby tę złotówkę zaprząc do euro, za wszelką cenę. Zdradzę wam tu tajemnicę. Jak wiadomo, od kiedy bank pożyczy duże pieniądze klientom, to zmartwienie banku. Banki w Polsce, które rozkręciły boom kredytowy, stoją przed poważnym wyzwaniem recesji w Polsce, psującej rynek kredytowy doszczętnie. Jeśli do tego doliczymy jeszcze ryzyko walutowe - przy słabej obecnie walucie krajowej, nie łudźmy się - to banki mają duży problem z portfelem kredytów.
Euroizacja złotego na szybko znacznie zmniejszy ryzyko kredytowe i presję strachu, którą odczuwają polskie filie. Teraz pragną za wszelką cenę wciągnąć złotówkę pod bezpieczny dach. To pozytywny efekt sprzedaży polskiego sektora bankowego w obce ręce. Teraz to ich problem (w dużej części). Zobaczymy, co powie nasz Vincent. Po ostatnim pokazie w Brukseli niewiele mądrego się spodziewam.
To był tydzień. Prima aprilis, czyli april's fools. Giełdy odbiły jak w amoku. Wydaje się, że pęknięta guma jest zaklajstrowana, napompowana i można jechać dalej. Przymiarkę do raportu trzeba odświeżyć.
As nr 1. TARPan 2, zwany planem Geithnera Bardzo mocna karta. Krugman, Stiglitz, Sachs i wielu innych nie ma wątpliwości: chodzi o wyciągnięcie z banków śmieciowych aktywów po możliwie najwyższej cenie. Koszt operacji: 500-1000 mld. Najfajniejsze w planie jest to, że najprawdopodobniej uda się Geithnerowi sztuka ustawienia poprzeczki wejściowej tak wysoko, że wejdzie do klubu graczy objętych planem zaledwie czterech, z którymi jest już dogadany: Pimco, BoA, Citi, Blackrock. W tej sytuacji udawanie, że będą jakieś przetargi, to jawna kpina. Do tego bajeczne finansowanie, bonanza w socjalistycznym bankierskim stylu. Geithner wykłada 92,5% kasy, ale ma tylko połowę ew. zysków. Za to ma 100% ew. strat. Zatem straty są wpisane w procedurę. Banki dostaną kolejną porcję dokapitalizowania w wysokości biliona. Żyć, nie umierać. W tym tygodniu zarys planu stał się tak wyraźny, że Citi oraz BoA zaczęły skupować CDO na rynku i w dodatku przepłacają, dają +40% nominału.
As nr 2. Szczyt G-20 Niesposób nie nazwać imprezy w Londynie sukcesem. Brown osiągnął to co chciał, Obama podobnie. Nawet prezydent Chin Hu Intao wydaje się zadowolony. Co zatem ustalono? Przywiązanie do idei liberalizacji, przeciwstawienie się protekcjonizmowi, skoordynowane działania przeciwdziałające unikaniu opodatkowania... Piękna lista życzeń. Diabeł tkwi w szczegółach, a tych nie da się ustalić i wynegocjować w ciagu jednego dnia, byłoby dobrze, gdyby się udało w ciągu roku. Walkę z rajami podatkowymi w sensie wielkich efektów możemy zatem chwilowo odłożyć między bajki, podobnie jak dalsze skoordynowane pobudzanie popytu przez Europę i Chiny.
Udało się, i to jest kapitalna wiadomość dla naszej części Europy, przyjąć powiększenie funduszu MFW o pół biliona dolarów do kwoty 750 mld. Zalecenie tej treści wynegocjowali europejscy ministrowie na swoim poprzednim konwentyklu i Brown wykazał się małpią zręcznością we wprowadzeniu tego w życie. Z tej puli zostaną zasilone gospodarki z niedoborami bilansowymi, wśród nich Polska. Tak więc wynik szczytu oddala od nas widmo kłopotów w sfinansowaniu naszych obligacji w tym roku. GPW odbiła na tę wieść o ponad siedem procent! Jednym ruchem zdjęto z nas klątwę Gyurcsanyego i zaświeciło słońce (dosłownie).
Sumarycznie G-20 uchwaliła plany finansowe w wysokości ok. 1,1 bln dol, co z zastrzykiem Geithnera daje dwa biliony. Wydaje się, że w ten sposób palące problemy gotówkowe i lęk przed czarną dziurą zostały zażegnane. Czemu więc Dominik Strauss-Kahn, szef MFW nie jest szczęśliwy? Przecież o polityczne i finansowe wzmocnienie tej instytucji zabiegał od dawna. Więcej, wskazywał na nią jako predystynowaną do wyciągnięcia świata z kryzysu. Na niego wskazują dziś Chiny, proponując reaktywację waluty rezerwowej SDR. Odpowiedź jest prosta. Mówił o tym m.in. Jeffrey Sachs (patrz linkowany artykuł). Aby uzdrowić sytuację międzynarodowych banków, trzeba zastosować kurację, którą przeprowadzono m.in. w Polsce, wyczyścić bilanse i zarządy banków, przerwać korupcyjny model geszefciarstwa i powrócić do korzeni.
As nr 3. Zniesienie zasad mark-to-market przez FASB Pisałem obszerniej o sprawie, ale streszczę o co chodzi. Dzień po szczycie, czyli dziś, FASB potwierdził rekomendację zmiany zasad rachunkowości tak, że obecnie banki i wszystkie inne instytucje finansowe mogą spokojnie wyceniać wartości aktywów, które zaliczą do długookresowych podług swojego widzimisię. Dzięki temu nagle staną się w tym kwartale rentowne, a co więcej, nie będą zmuszone przeceniać swojego portfela, co z jednej strony prowadzi do konieczności ukazywania strat (odpisy), a z drugiej - co gorsza - zmusza do szybkiej likwidacji innych pozycji celem podniesienia kapitału. Spirala deflacyjna likwidacji hedge-fundów może w ten sposób zostać zatrzymana.
Banki mają dużą swobodę w interpretacji zasad, idącą tak dalece, że praktycznie można egzotyczne aktywa o niewiadomej wartości wpisać w bilans na dowolnie długo według wartości nominalnej. Dziś banki stały się rentowne! Hurra!
Czy opisane asy spełniają długofalowe oczekiwania? Myślę, że wątpię, podobnie jak Strauss-Kahn i Sachs. Zakiszone papiery o egzotycznych wartościach nadal pozostają egzotyczne, nawet jeśli napisze się co innego. Dołożenie kolejnego biliona do monstrualnego długu (deficyt tegoroczny 1/8 pkb) Stanów nie przyspieszy wyjścia z depresji, choć pozwoli zacerować dziurę w bilansach banków.
Angela Merkel nie będzie musiała dopłacać do EBC, żeby ten mógł poratować Węgry i Polskę. Na razie, bo wkrótce może okazać się, że Commerzbank i Deutsche mają taką górę wątpliwych kredytów w naszej części Europy, że ich same nie udźwigną. Polecą znów złotówka i forint i to sytuację tylko utrwali. Kwestia czasu, kiedy koniunktura się pogorszy, albo nie poprawi wystarczająco. Co wtedy? Szminka Geithnera? Być może. Na razie świeci słońce.
Słońce świeci, przyszła wiosna, więc cieszmy się z tego, co dał tata i mama, co dał Obama. Wszystkie trzy asy w jednym tygodniu i słońce. Czy można winić giełdy?
Były trzy asy, gdzie czwarty, ktoś zapyta. Dawno rozegrany i w dodatku podle. Plan Paulsona się nazywał, 700 mld. Miało wystarczyć. Były jeszcze króle: bailout AIG oraz Citi. Mniejsze banki znaczył bym waletami. Tak, czy siak Obama z Geitnerem wyrzucili na stół trzy najwyższe dotychczas karty. Zobaczymy co dalej. Moim zdaniem figur już prawie nie ma, najwyżej jeden król, dwa walety. Słabiutko.
Brak jeszcze tytułowego jokera. Schował się w postaci ostatniego punktu wianowania MFW. Zapowiedziano bowiem na szczycie w Londynie, że banki centralne-udziałowcy sprzedadzą na rynku ponad 400 ton kruszcu celem pozyskania kapitału. Po co to? Zezowaty mówi, że dla zmyłki, żeby uciszyć niesłabnące pomruki o manipulacji opcjami na złoto (złoto papierowe). MFW pokazuje, że ma złoto i je sprzeda. Kwota, którą za to się zdobędzie ma się zwyczajnie do zapowiedzianych 500 mld nijak. Podejrzewam, że rynek zatem te zapowiedzi zignoruje i złoto przeskoczy niebawem ponownie granicę 1000 dol. za uncję, tym razem na dłużej. To oczywiście subiektywna opinia, ale w swoich prognozach pokonywania barier 800, 900 i 1000 - o dziwo, bo specjalistą nie jestem - nie myliłem się. Ostatni dowód to niechęć zejścia poniżej 900 dol, choć były bardzo mocne do tego podstawy.
Co dalej? Słoneczna wiosna, utrwalanie dołka recesji w Stanach i Europie, później spadek optymizmu, załamanie dolara, strajki w Polsce... Tematów nie zabraknie. Na razie wiosna i Wielkanoc. Należała się.
Myślisz, że enronitis nam nie grozi? Błąd. W rozwiązywaniu kryzysu trzeba być kreatywnym, także - a może przede wszystkim - w księgowości. W większości krajów Europy działają - z mocą wsteczną - nowe standarty księgowe, które mówiąc w skrócie umożliwiają ominięcie dotychczasowych zasad aktualnej wyceny rynkowej aktywów, nazywanych potocznie mark-to-market. Analogiczne przepisy - z mocą wsteczną - obowiązują już w Polsce. Nie wiedziałeś/as? Nic dziwnego. Specjalnie inżynierowie finansów się tym nie chwalą. Europa była pierwsza, analogiczne przepisy właśnie są wprowadzane przez FASB w Stanach.
Międzynarodowe instytucje regulacyjne zmieniły standardy rachunkowości, aby rozłożyć na raty ujawnianie gigantycznych strat banków i największych korporacji.
Straty sektora finansowego na świecie szacowane są na około 700 bln dolarów co stanowi około 10 % światowego PKB. Właściciele największych na świecie instytucji finansowych poszukują więc wszelkich sposobów aby znaleźć sponsorów-frajerów którzy utrzymają przy życiu ich upadające banki i tym samym przedłużą aktualny system społecznej i ekonomicznej kontroli. Doskonałym narzędziem do takiej eksploatacji okazały się zmiany dokonane przez londyński Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości i Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej. Zmiany takie pozwalają na tzw. reklasyfikację ryzykownych instrumentów finansowych w bilansach największych korporacji i przede wszystkim w podmiotach sektora bankowego. Zmiany te zostały zatwierdzone przez EU rozporządzeniem Komisji Europejskiej nr 1004.
Dzięki zmianie międzynarodowych oraz krajowych zasad rachunkowości, największe przedsiębiorstwa i banki na całym świecie już legalnie mogą ukrywać w swoich sprawozdaniach finansowych straty spowodowane załamaniem na rynkach finansowych i ujawniać je na raty.
Nic dodać, nic ująć. Alicja w krainie czarów, czyli mark-to-fantasy. Miałem sen, w właściwie koszmar. I oto jest, jak żywy. I jest stosowne rozporządzenie (pdf), żebyś nie musiał/a szukać (dzięki Dorota).
Popatrz na nich, zwłaszcza na pana w fantazyjnym wdzianku. Ta fryzura... Nowy sternik świata też miał taką.
Powodowany jednym z komentarzy zawiadamiam, że szczyt G20 ma się w najlepsze, jak już relacjonowałem. Jest obecny Mirek Topolanek, który krótko po nazwaniu planu Obamy highway to hell podał się do dymisji. Cóż, szczyt pod przewodnictwem jednego zdewaluowanego gości drugiego zdymisjonowanego premiera. Czeski cyrk, czyli jesteśmy na prostej drodze, pełnej dziur. Złotówka i giełda jak szalone w górę. Powód? Nie ma Gyurcsanyego (bo wyglądał jak wampir ;) i będzie pomoc dla Europy śr.-wsch., poprzez MFW, a nie z EBC zwróć uwagę Watsonie.
Miałem koszmar. Koszmarny dysonans. Zezowaty nie rozumie, ni w ząb. Ledwie pochwalił Skrzypka na dachu, już ten robi odlot. Fruuuu. Poleciał, odleciał siłą poezji, finezji, ezoterii, naszej polskiej mizerii. A Pawlak mu dzielnie wtórował, jak Antek jakiś, albo Janko muzykant. Chocholi taniec, Wyspiański, Prus i tylko Gombrowicza brakuje. Kurde, co ja wczoraj piłem?
Teraz koszmar na jawie, Skrzypek daje koncert na konferencji.
Co zezowaty z tego rozumie? W zasadzie nic, ale spróbuje zanalizować.
1. Tąpnięcie złotówki wg Skrzypka nie stanowi żadnego istotnego sygnału. 2. Przyczyny tąpnięcia są znane, ale z powodów ogólnej polityki - zapewne słusznie - nie będą komentowane. 3. NBP nie oczekuje osłabienia złotego w najbliższym czasie, lecz wahań w wąskim przedziale. 4. Komentatorzy - zapewne słusznie - wskazują na Węgry, jako katalizator strachu w Europie środkowo-wsch. 5. Pawlak stawia na swojego konika, czyli opcje walutowe.
Mój dysonans polega na tym, że na podstawie obrazków, ostatnio zaprezentowanych takiego koktajlu w żaden spodób nie da się racjonalnie wymiksować. Co zatem widzi zezowaty? Że Skrzypek wystąpił godnie w obronie narodowej waluty i tyle. A że przy okazji odleciał, to trudno, pewnie zajarał sobie skuna, jak odwiedził stronę zezowatego. Owszem, mam odwiedziny z NBP, ale to o niczym nie świadczy, poza tym oficjalnie nie popieram legalizacji miękkich, chociaż jestem libertarianinem, sort of.
Według zezowatego dolar podjął swoje metodyczne ssanie, jak w poprzednim odcinku i tyle. Wystarczy obejrzeć wykres eurusd. To, że złoty się do niego osłabia, jest spowodowane zarówno słabością do euro, jak i słabością tego ostatniego do dolara. Owszem, teraz złoty jest niedowartościowany, ale co z tego? Może być niedowartościowany jeszcze długo. W zaistniałej sytuacji łagodzenie nastroju poprzez łagodne wahania, to najprostsza droga do plajty. Czytaj to i myśl, polski eksporterze, nie daj się uwieść Jankom Muzykantom.
W chwili obecnej są w grze dwa bardzo mocne mechanizmy, rwące złotówkę w przeciwstawnych kierunkach: ssanie na dolarze oraz lawinowo rosnące ryzyko kursowe w koszu CEE (Gyurcsany+opcje walutowe) z jednej strony oraz korzystne saldo wymiany handlowej ze wszystkimi sąsiadami z drugiej (złoty fundamentalnie tani). Jeśli zniknie ryzyko polityczne, albo zasysanie dolara zostanie przerwane, złotówka natychmiast odbije, bo ma mocne fundamenty. Jeśli wystąpią oba naraz, to złotówka odbije dynamicznie i zobaczymy euro po 3 zł.
Teraz najważniejsze, decydujące zezowate pytanie. Czy mówi do mnie ten pan, czy jego bliźniak obok? Czy z dwu jednakowych dróg mam wybrać tę w prawo, czy tę bardziej w prawo? (Kon)kursowe pytanie brzmi: Czy prawdopodobieństwo takiego rozwoju jest wielkie? Zezowatym zdaniem wykluczone. Wobec tego w najbliższym czasie, przynajmniej dopóki opcje nie zostaną rozliczone, na wzmocnienie złotego bym nie liczył. Więcej, na wykresie wygląda co najwyżej na możliwą konsolidację wobec euro i dalszy spadek wobec dolara. Tu chciałbym się mylić, ale dla zezowatego nie jest ważne, jak widzi, tylko jak jest naprawdę (to takie skrzywienie zezowatych).
Pojękiwanie o wąskich wahaniach przy tak przeraźliwych napięciach jest jakimś koszmarnym nonsensem i pewnie stąd moja wizja.
A tak wygląda dziś aktualny wykres usdpln. Ale to przecież tylko chwilowe osłabienie, trwające od pół roku. Ważne, że pan Prezes zna jego przyczyny. Zezowaty też zna, nawet o nich napisał, więc Skrzypek może szpanować komu innemu swą ezoteryczną wiedzą Ezopa na haju. Koszmarze precz.
Padło pytanie o QE w Polsce. Właściwie ono już się zaczęło przedterminowym wykupem obligacji. Teraz jest obcięcie rezerw. Kolejne kilkanaście mld dodatkowej płynności w bankach. Skoro nie mają złych kredytów ani toksycznych aktywów, to po cholerę im tak gwałtownie forsa? Przecież na niej siedzą... Trzeba spytać Bieleckiego, ale ten milczy, albo mówi zagadkami. Zezowata diagnoza: Skrzypek już włączył mod QE. Spokojna czaszka.